Gra w Majchrowskiego

Zbliżają się wybory samorządowe, więc w publicystyce pojawiać się będzie coraz więcej materiałów o polityce lokalnej. Tak jak na przykład w ostatnim numerze wSieci (Witold Gadowski, Gra w Majchrowskiego, wSieci, numer 35/2014, strony 28-29; link dostępny chyba tylko dla posiadaczy subskrypcji) w paszkwilu na temat obecnego prezydenta Krakowa.

Żeby nie było, od razu zastrzegam, że nie uważam go za dobrego prezydenta (tak jak i kilku innych włodarzy miejskich w tym kraju) i zasługuje na krytykę, ale niech ta krytyka będzie merytoryczna i poparta argumentami ważnymi dla mieszkańców miasta!

Pan Gadowski oparł swój artykuł na zestawie twierdzeń, że Majchrowski jest wstrętnym postkomunistą, który do władzy doszedł przez zrządzenie losu i utrzymuje się na fotelu prezydenckim dzięki przekupywaniu wszystkich swoich przeciwników, w tym przede wszystkim niezależnych mediów lokalnych, których w tym momencie już nie ma. Dowody potwierdzające te skądinąd bardzo poważne zarzuty? Nie w tekście (chyba że tym dowodem ma być porównanie prezydenta do bohatera amerykańskiego serialu Boss).

Ale po kolei.

Od dawna wiadomo też, że Majchrowski jest niezwykle wygimnastykowany ideowo. Dla piłsudczyków jest piłsudczykiem, dla komunistów ukrytym komunistą, dla liberałów liberałem, dla krakowskiej kurii – dobrym partnerem do załatwiania wielu spraw.

Rozumiem, że każda władza polega na uprawianiu polityki, więc władza samorządowa też jest z nią nierozerwalnie związana. Ale zawsze wydawało mi się, że samorządowiec ma ograniczone pole poruszania się pośród ideologii politycznych. Jakie założenia liberalizmu lub komunizmu może realizować prezydent miasta, rada miejska czy radny dzielnicy? Może chyba tylko symbolicznie wspierać zaprzyjaźnioną opcję polityczną, nadając ulicom nazwy związanych z nią lub finansując odpowiednie inicjatywy kulturalne.

Samorządy odpowiedzialne są za podstawowe sprawy związane z codziennym funkcjonowaniem mieszkańców, takie jak finansowanie edukacji, infrastruktury transportowej, dostarczanie mediów i kształtowanie rozwoju miasta (gminy) przez kontrolowanie i stymulowanie inwestycji. Gdzie tu miejsce na takie spory jak konflikt między zwolennikami a przeciwnikami aborcji? Konflikt między obrońcami własności prywatnej a obrońcami dobra wspólnego?

Dlaczego więc pan Gadowski sztucznie antagonizuje różne grupy mieszkańców miasta? Powiedziałbym, że ze względu na zobowiązania, jakie wynikają z publikowania w gazecie opcji politycznej zajmującej się stwarzaniem podziałów między prawdziwymi Polakami a lemingami, ale chyba tego nie napiszę.

Edit: Okazuje się, że w Krakowie jak najbardziej toczą się zażarte dyskusje ideologiczne między różnymi stronnictwami politycznymi na takie poważne tematy, jak prywatyzacja stołówek (co jest dla mnie lekkim zaskoczeniem, bo na moim własnym podwórku we Wrocławiu ta dyskusja ogranicza się do debaty nad losem Romów, a raczej do pytania, gdzie ewentualnie ich przenieść i jak ich się docelowo pozbyć). Ostatnio jednak trwał gorący spór o przyszłość Zakrzówka, polegający na tym, że lewactwo próbowało powstrzymać uchwalenie planu zagospodarowania przestrzennego przyjaznego deweloperowi planującemu zabudować tereny zielone służące okolicznym mieszkańcom. I rzeczywiście, jest to jakiś spór ideologiczny między zwolennikami niczym nieograniczonej wolności gospodarczej polegającej na zabudowywaniu każdego wolnego skrawka terenu, a obrońcami miasta przyjaznego mieszkańcom. (Koniec edita)

Nie sposób odnieść też wrażenia, że Jacek Majchrowski znakomicie zniszczył niezależną opinię publiczną w mieście. Większość krakowskich dziennikarzy albo boi się prezydenta krytykować, albo też jest wprost uzależniona od jego wsparcia i gminnych pieniędzy.

Szczerze powiedziawszy nie do końca orientuję się w krajobrazie lokalnych mediów krakowskich, jako że sam raczej śledzę te wrocławskie. Jednak całkiem niedawno przeprowadzono referendum w sprawie organizacji igrzysk olimpijskich, które pan Majchrowski przegrał z kretesem (notabene później obrażał się na swoich mieszkańców za niewłaściwy wybór). Jak to możliwe, że w mieście, w którym nie ma niezależnych od lokalnej władzy mediów, władza ta przegrywa tak ważne dla siebie referendum? Wszyscy dziennikarze byli tak zastraszeni i przekupieni, że żaden z nich nie odważył się przeprowadzić prowokacji dziennikarskiej obnażającej korupcję w komitecie organizacyjnym kandydatury do igrzysk?

No właśnie – igrzyska. W całym artykule nie padło ani słowo o tym flagowym przykładzie megalomanii Majchrowskiego skłonnego wydać kilka rocznych budżetów swojego miasta na dwutygodniową imprezę, po której zostałyby długi na dziesięciolecia. A przecież niegospodarność i wpędzanie miasta w gigantyczne długi przez inwestycje na pokaz to chyba główny zarzut przeciwko włodarzom takich miast jak Kraków czy Wrocław (na szybko z Krakowa kojarzę stadion miejski, stadion Cracovii, ICE Kraków, Kraków Arena czy autostrada miejska zbudowana pod pretekstem budowy linii tramwajowej na osiedle Ruczaj i do kampusu Uniwersytetu Jagiellońskiego). Według pana Gadowskiego jednak najważniejszymi zarzutami przeciwko Majchrowskiemu są jego komunistyczna przeszłość i umiejętność przypodobania się różnym opcjom politycznym. Rozwiązaniem tej patologicznej sytuacji będzie wybór właściwego kandydata PiSu, który po jesiennej wygranej zamieni Kraków w krainę mlekiem i miodem płynącą, zniszczy kliki stworzone przez swojego poprzednika i przywróci niezależność lokalnym mediom. A przy okazji dobierze się do drugiego co do zasobności budżetu w Polsce.

PO jako konkurentkę wystawiła najgorszego z możliwych kandydatów – niegrzeszącą osiągnięciami i błyskotliwością radną miejską Martę Patenę, PiS ciągle zwleka z wyznaczeniem swojego kandydata (czym z każdym dniem zmniejsza jego szanse); samorzutnie zgłosił się mdły poseł Łukasz Gibała, o ratusz powalczy też błaznujący prof. Jan Hartman, jako kandydat niezależny wystartuje radny Sławomir Ptaszkiewicz. Ot i cała konkurencja w milionowym niemal Krakowie!

Chciałbym zauważyć, że to dużo więcej kandydatów niż we Wrocławiu. Ale nadal nie jest to pełna lista.
Ja rozumiem, że ruchy miejskie to w nomenklaturze prawicowej lewactwo, które nie będzie promowane na łamach gazety dla prawdziwych Polaków, ale sam kojarzę kilka stowarzyszeń krakowskich próbujących działać na rzecz poprawienia jakości życia w mieście uczestnicząc między innymi w konsultacjach społecznych i wywierając naciski na ratusz (Przestrzeń-Ludzie-Miasto, inicjatywa Tramwaj zamiast korków, czy Kraków Przeciw Igrzyskom), z czego to ostatnie wystawia w wyborach własnego kandydata na prezydenta miasta. Autor więc lekko minął się z prawdą pisząc, że wymienił całą konkurencję Majchrowskiego w wyborach (no chyba że uznał, że wymienieni przez niego mają jakiekolwiek szanse na przebicie się przez medialny szum, a Tomasz Leśniak takich szans nie ma, co jednak nie znajduje potwierdzenia w tekście, bo według niego jedyną alternatywą dla obecnego prezydenta jest kandydat PiSu, a reszta nie ma najmniejszych szans).

A przecież da się napisać, co jest nie tak z naszymi samorządowcami docierając do sedna sprawy, a nie wyciągając przeszłość w PZPR.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, możesz polubić fanpage tego bloga na facebooku.

1 komentarz do “Gra w Majchrowskiego

Możliwość komentowania jest wyłączona.