Ofiara homoterroru – część druga

To jest druga część wpisu o Marku Jakubiaku, właścicielu spółki Browary Regionalne Jakubiak, producenta takich marek piwa jak Ciechan, Bojan i Lwówek. Pierwsza część wpisu, w której znajduje się historia bojkotu browaru należącego do pana Jakubiaka i polemika z wywiadem z przedsiębiorcą opublikowanym w Do Rzeczy, dostępna jest tutaj. Radzę od niej zacząć czytanie tego wpisu.


[Wprost] Jestem ofiarą homoterroru

Jako że w wywiadzie we Wprost pan Jakubiak miejscami mówił praktycznie to samo, co w publikacji Do Rzeczy, pozwolę sobie część cytatów pozostawić bez komentarza, lub opatrzyć je krótkim, mało merytorycznym zdaniem.

Izabela Smolińska: Zamieszanie pan zrobił.

Marek Jakubiak: Przeczytałem nagłówek, że Michalczewski wspiera adopcję dzieci przez pary homoseksualne, i to mnie zdenerwowało. Popełniłem błąd, bo przeczytałem tylko tytuł i od razu wywaliłem wszystko, co tylko mogłem, całe emocje na jedno złożone zdanie.

Och, takie małe, niewinne zamieszanie. Parafrazując pewnego znanego i cenionego autora ważnych artykułów i książek, pan Jakubiak pierdnął i teraz wszyscy się tym pierdem podniecamy.

Napisałem to w emocji i sam się opamiętałem.

Wysoki sądzie, działałem w afekcie i wyrażam skruchę.

To jest bardzo podobne do wyciągania wniosków z podsłuchów. Polityków podsłuchiwano, mnie skopiowano bez mojej wiedzy.

Panie Jakubiak, nie kompromituj się już pan! Opublikowałeś pan wpis na swoim profilu, do którego każdy użytkownik Facebooka ma dostęp. Udostępniłeś go pan dla wszystkich, a teraz pan mówisz, żeś nie chciał, by poszedł dalej w świat? Panie, co pan! Wszystko, coś w internecie napisał czy pokazał, w tym samym internecie zostanie! I ktoś to kiedyś znajdzie i panu wyciągnie. Licz się pan z tym następnym razem, zanim będziesz chciał palnąć coś głupiego, żebyś nie musiał się potem opamiętywać.

I politycy tłumaczyli się dokładnie jak pan – że są prywatnymi osobami na prywatnym spotkaniu. Tylko rachunek zapłacili za państwowe. Pan udaje, że nie wiedział, że jest twarzą marki.

Wkurzyłem się.

I zastosował pan język rynsztokowy.

Chciałem jeszcze mocniej. Potem przyszła refleksja. Jeszcze przed całą aferą medialną to zdanie z Facebooka wyrzuciłem. Trzeba też dodać, że napisałem to na prywatnym profilu i do swoich znajomych.

Owszem, napisałeś pan to na swoim prywatnym profilu. Na tym samym, na którym chwalisz się pan osiągnięciami spółki Browary Regionalne Jakubiak, właściciela marki piwa Ciechan. Nie napisałeś pan jednak tego do znajomych. Widzisz pan obok słów 17 września i Edytowany taki mały globusik? Jak sobie pan na taki globusik najedziesz, to sobie będziesz mógł przeczytać, że udostępniłeś ten wpis dla wszystkich użytkowników Facebooka. Nie masz pan w znajomych wszystkich użytkowników tego portalu, więc nie kłam pan.

I jest pan zaskoczony, że ktoś tę wypowiedź znalazł i przytoczył? Prezes wielkiej firmy?

Ktoś nim musi być, padło na mnie [nie chcem, ale muszem – przypis KK]. Ale ja nie uczestniczę w dyskusjach światopoglądowych. Czasem powiem coś na swoim prywatnym profilu. Tak było też teraz.

O, teraz pan przynajmniej nie kłamiesz. W Od Rzeczy powiedziałeś pan, że takie komentowanie jest panu obce. Tu się dowiadujemy, że co prawda nie jest obce, ale robisz to pan tylko na swoim profilu, na którym wszystko (albo większość, nie mam jak zweryfikować) jest udostępniona publicznie. Za tydzień może przyznasz się pan w końcu do tego, że publikując takie komentarze uczestniczysz pan w dyskusji światopoglądowej.

Przeprosił pan. A żałuje?

Przeprosiłem Dariusza Michalczewskiego za formę, bo była niezręczna.

A za treść?

Nie. To kwestia moich poglądów. Mam taki, a nie inny kanon [co pan masz, panie Jakubiak? – przypis KK]. I proszę mi nie tłumaczyć, że nie mam racji, bo i tak nie dam się przekonać. Zresztą Michalczewski [a gdzie „pan”, panie Jakubiak? Niechże zachowa pan minimum przyzwoitości! Co z nas pozostanie, jeśli do wszystkich będziemy zwracać się bez szacunku? – przypis KK] nie oczekiwał przeprosin [pytałeś pan? – przypis KK]. To była korespondencja mężczyzny do mężczyzny. Aż tu nagle wtrącili się inni.

Rozumiem, że ludzie nie czytają. Cud się zdarzy, jeśli ktoś przeczyta jedną z gazet, której udzielił wywiadu pan Jakubiak (abstrahując oczywiście od poziomu tych gazet). Niemożliwa właściwie jest sytuacja, w której ktoś przeczytałby zarówno Wprost jak i Od Rzeczy. Bo tam pan mówisz, że pan Michalczewski nie zobaczył tego wpisu, a tu mówisz, że powinien był zobaczyć, bo to przecież była korespondencja między wami! To jak to z tym Tigerem było, panie Jakubiak? Jak korespondencja to trzeba wysłać, żeby adresat mógł przeczytać!

Zwracam też uwagę na to, co wynika ze słów pana Jakubiaka. Stworzę sobie takie hasło:

Uprasza się o nietracenie swojego czasu na rozmowy z nim, ponieważ nie odniosą żadnego skutku. Pan Jakubiak nie da się przekonać żadnymi argumentami, bo on wie lepiej.

Po co ja więc piszę tę notkę, która jest stanowczo za długa?

Bo nie rozmawiał Nowak z Kowalskim, tylko dwie rozpoznawalne osoby.

Bycie przedsiębiorcą nie może być karą. I nie może być tak, że nie mam nic do powiedzenia. Jakim autorytetem byłbym dla swoich dzieci, gdybym bał się obstawać przy swoich poglądach? Jakim mężczyzną? Otwarcie powiedziałem, co myślę. W odpowiedzi spotkałem się z falą agresji – co ciekawe, od ludzi, którzy sami mi ją zarzucili. Obrzucili mnie epitetami typu „głupi Polaczek” albo „patriota”. Dlaczego?

Też nie wiem, dlaczego autora wpisu w niezidentyfikowanym języku nazwano patriotą.

Bo reprezentuje pan nietolerancyjną część Polski.

Skończył się już rozbiór rosyjski [rzeczywiście, skończył się on w 1795. Może miałeś pan na myśli zabór? – przypis KK]. Nie obowiązuje zasada „ciszej idziesz, dalej będziesz”. Dlaczego ja mam się bać? Oczywiście nie wszyscy mogą być zadowoleni z tego, co robię i mówię, nie da się zadowolić każdego. Nie mam zamiaru być nijaki. I nie mam zamiaru tego ukrywać ani zmieniać. Mam taki pogląd i koniec.

Koniec dyskusji. Nie pogadasz sobie z panem Jakubiakiem. Homoseksualizm jest be i tyle.

Jest pan homofobem.

Nigdzie nie powiedziałem, że nie akceptuję homoseksualistów [wręcz przeciwnie, w Do Rzeczy powiedziałeś, że tolerujesz ich egzystencję! – przypis KK]. Oni to jakoś opacznie zrozumieli. Albo chcieli tak zrozumieć, żeby była znowu dyskusja na ten temat. A ja uważam, że są ważniejsze rzeczy w kraju. Homoseksualizm był, jest i będzie. Nie mam zamiaru o tym dyskutować i nikt rozsądny nie musi, bo natura to samo załatwia.

To znaczy?

Że jest mężczyzna, kobieta, drzewo, ogień, woda. I są homoseksualiści. Zgadzam się, że w Polsce powinna być jakaś zmiana, uregulowania prawne pozwalające na legalizowanie związków homoseksualnych, dziedziczenie itp.

Toś mnie pan zaskoczył, panie Jakubiak. Naprawdę. Nie spodziewałem się takich miłych słów z pana strony. Zapraszam więc na Paradę Równości, której jednym z głównych postulatów jest wprowadzenie uregulowań prawnych związków jednopłciowych. Albo do włączenia się w działalność organizacji Miłość nie wyklucza walczącej o wprowadzenie związków partnerskich. Oni potrzebują wielu rąk do pracy. Jeżeli popierasz pan związki jednopłciowe, możesz wspomóc te organizacje, prawda? Zastanów się pan nad udzieleniem wsparcia finansowego dla tych organizacji przez BRJ, przyda im się.

I jeszcze takie jedno malutkie, nic nie znaczące pytanko: kto ustala ważność rzeczy w kraju? Rozumiem, że istotna regulacja prawna wpływająca na życie tysięcy (szacunkowo: milionów – niestety ciężko policzyć odsetek homoseksualnych w społeczeństwie z wielu powodów) osób nie jest ważna? Ważniejsi są górnicy? Expose nowej pani premier? Mama małej Madzi?

Ale dzieci to już nie.

A pani to sobie wyobraża?

Tak.

A ja nie. Może dlatego, że wychowałem dwóch synów i córkę. Wiem, co jest potrzebne do wychowania.

Niech zgadnę: matka i ojciec?

Tak, bo mają swoje role. I wujek nie będzie matką. Wcześniej czy później to eksploduje.

Zakłada pan z góry, że w homoseksualnej rodzinie dziecko będzie mieć gorzej.

Uważam, że do wychowania dzieci potrzebni są oboje rodzice, a jeżeli ich brakuje, jest państwo. I w tym państwie dzieci powinny być bezpieczne i szczęśliwe.

Czym prędzej zmieńmy kodeks rodzinny i opiekuńczy, bo jest niebezpieczny dla dzieci! Dopuszcza adopcję przez pojedynczą osobę! Stworzę kolejne hasło:

Przysposobienie małoletnich tylko dla małżeństw!

A jak się małżeństwa chętne adoptować skończą:

Sieroty do domów dziecka!

Tak zróbmy! No i oczywiście:

Odebrać dzieci samotnym matkom i samotnym ojcom!

Bo nie zapewniają swojemu potomstwu drugiego rodzica innej płci!

Stop naruszeniu podstawowych praw dziecka!

Natura stworzyła do posiadania dzieci kobietę i mężczyznę. Mężczyzna nie urodzi dziecka.

Ale może je wychować.

Czyli technologia musi iść w kierunku zapładniania mężczyzny.

Co ja czytam.

Nie przekonują pana przykłady tęczowych rodzin, którym udaje się wychowywać dzieci?

Te przykłady są dwustronne. Jedne mówią, że wszystko jest OK, drugie – że nie. Kto ma rację? To będzie wiadomo dopiero za kilkadziesiąt lat. Nie zgadzam się na eksperymenty na dzieciach. Zresztą ja się na tym nie znam, jestem specjalistą od warzenia piwa.

No to skoro pan się sam przyznajesz, że się na tym nie znasz, to po co gadasz androny?

Więc jest pan ofiarą?

Tak, padłem ofiarą heterofobii. To się fachowo nazywa homoterror [zwracam uwagę na te słowa – przypis KK] i ja zostałem jego zakładnikiem. Nie może być tak, że skoro mam inne zdanie, to jestem, cytując internautów, „bydlakiem, chamem i cebulakiem, któremu wystaje z butów słoma”. Żyjemy w kraju demokratycznym, w którym każdy ma prawo do własnego zdania, tak samo homoseksualiści, jak ja. Ale jak widzę porównanie: „Jakubiak: Nie zgadzam się na adopcję dzieci przez pary homoseksualne” i „Tochman: Takie zdania grożą budową obozów koncentracyjnych”, myślę sobie, że to już nie jest dyskusja światopoglądowa, tylko jakiś absurd. Dom Wariatów.

Sam pan do niego wszedł.

Zgoda. Ale dlaczego mogę z panią polemizować, a ze środowiskiem LGBT nie mogłem?

Też potrafię użyć fachowych pojęć: katotaliban, cebulandia, ciemnogród.

Nie polemizujesz pan z autorką wywiadu. Ona zadaje pytania, w których krótko przywołuje argumenty używane przez osoby bojkotujące Ciechana, pan odpowiadasz, że masz swoje zdanie i go nie zmienisz. Koniec polemiki.

Nie dlatego nie mogłeś pan dyskutować ze środowiskiem LGBT, bo nie mieli oni argumentów, tylko dlatego, żeś sam nie chciał z nimi rozmawiać. To co się teraz pan oburzasz?

Czyli nie przeszkadza panu w Sejmie reprezentacja osób homoseksualnych i transpłciowych?

Nie, bo widzę tam przyjemną twarz posła Biedronia. I ja sobie tak wyobrażam homoseksualistów.

I poseł Biedroń byłby dobrym ojcem?

Gdyby był, to by miał dzieci.

A gdyby chciał adoptować?

Jest posłem, niech działa.

(…)

Jest pan narodowcem?

I to są właśnie stereotypy. Ja byłem w wojsku, wychowałem w swojej karierze kilkuset żołnierzy. Wzór narodowca jest bardzo bliski wzorowi żołnierza. Jestem ciekawy, jak by się zachowały osoby homoseksualne, gdyby trzeba było iść na wojnę.

No tak, bo homoseksualista musi być pacyfistą. Nie poszedłby walczyć.

A poszedłby?

Jeden by poszedł, drugi nie. Tak samo jak hetero…

A ja przypuszczam, że nie. O ile dobrze pamiętam, homoseksualiści byli zwalniani z armii.

Może żeby pozbyć się problemu. W wojsku, jak w sporcie, uważa się, że homoseksualistów nie ma. A przecież są.

Nie ma. Do wojska po prostu nie przyjmowało się homoseksualistów. Z punktu widzenia wojskowości, z braku predyspozycji do brutalności.

Teraz pan powtarza stereotypy. W pana otoczeniu też są geje. Tylko pan o nich nie wie, bo boją się ujawnić.

No tak. Darek Michalczewski mówi, że na jego podwórku byli geje. Na moim też. Tylko że on zapomina, że wtedy byli w ukryciu, że się tak nie udzielali.

Polecam link do krótkiej, acz treściwej notki z bloga Niższa forma człowieczeństwa na temat starych, dobrych czasów, gdy geje siedziały w domach i się nie pokazywały.

Czyli to jest ta pana tolerancja. Niech sobie będą, byle niewidoczni.

Po prostu nie chcę ciągłego epatowania tym problemem. Polacy chcą żyć i pracować, a nie ciągle obracać się wokół tego, że jakaś grupa czuje się pokrzywdzona i gorsza. Nowoczesność nie polega na tym, że wszystko akceptujemy i że jakaś mniejszość chce, to większość musi. Ale tolerancja jest. Jest przestrzeń, żeby żyć obok siebie.

Przestrzeń jest. Dla was. My musimy ją sobie wywalczyć, żeby móc godnie żyć.

Próba podsumowania pana Ciechana

Człowiek, który posługuje się takim językiem, nie zasługuje raczej na wpis przekraczający 5000 słów. Skoro jednak wzbudza takie zainteresowanie, można pokusić się o polemikę z bzdurami wygadywanymi w mediach. Nawet jeśli miałby jej nigdy nie przeczytać, albo zdania nie zmienić (a przecież sam zapowiadał, że tego nie zrobi). Podsumowując jego poglądy: zdarza mu się często wygłaszać szowinistyczne zdania wymierzone przeciwko kobietom i osobom homoseksualnym. Implikacja wiążąca krzywdę dziecka z wychowywaniem przez gejów (bo o nich przede wszystkim wypowiadał się przedsiębiorca na Facebooku, lesbijki raczej nie mają fujarek) jest niczym innym jak przejawem nieuzasadnionych uprzedzeń.

Szczerze powiedziawszy nie wierzę, że ten bojkot przyniesie zamierzone efekty. W zbyt wielu miejscach słyszy się ostatnio o piwie z Ciechanowa, żeby jego sprzedaż znacząco spadła. Nie wiem, czy pan Jakubiak celowo napisał swój wpis, licząc na wywołanie szumu medialnego, czy rzeczywiście jest tak ograniczony, że nie potrafi powstrzymać emocji. Wiem natomiast, że może liczyć na darmową reklamę wśród osób, które twierdzą, że miał rację. Niestety, dołożyłem się do tworzenia szumu medialnego wokół wytworów Jakubiaka. Istotę bojkotu tego pana i jego przedsiębiorstwa wyjaśniła Agnieszka Gorońska na swoim blogu. Tak jak napisała – nie używamy agresji, staramy się wyrażać swój sprzeciw portfelem. Argument o szkodzie wyrządzanej pracowników browaru zbił sam Jakubiak – powiedział przecież, że rozmawiał ze swoimi pracownikami i oni poparli jego działania. Skoro bojkotujemy właściciela BRJ za jego poglądy, a pracownicy tej spółki mają takie same zdanie, to oni też zasługują na bojkot.

Na sam koniec kilka słów ode mnie. Napisałem najbardziej emocjonalną (i najdłuższą) notkę spośród dotychczasowych opublikowanych na tym blogu. Wszystkich urażonych chamską formą wypowiedzi przepraszam, ale swoich przekonań nie zmienię (choćby mi kto jakie rzeczowe argumenty przedstawił!). Żyjemy w państwie demokratycznym i mam prawo do własnych poglądów. A według mnie, właściciel Ciechana jest aroganckim bucem, homofobem i mizoginem. Życzę mu, żeby jedno z jego dzieci (lub wnuków) wychowywało dziecko z partnerem tej samej płci; żeby jego rodzinę dotknął problem braku możliwości prawnego zabezpieczenia dobra dziecka.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis i nie przeszkadza Ci moje chamstwo, możesz polubić fanpage tego bloga na Facebooku. Jeżeli zignorowałeś zastrzeżenie z początku tej notki i nie przeczytałeś pierwszej części artykułu, możesz to nadrobić w tym miejscu.

Ofiara homoterroru – część pierwsza

Dużo ostatnio słyszy się o Marku Jakubiaku, jak i o piwie przez niego produkowanym. Powodem zamieszania jest bojkot konsumencki zorganizowany przez osoby oburzone wypowiedzią obrażającą boksera Dariusza Michalczewskiego, a pośrednio także osoby LGBT. Nieszczęsna wypowiedź autorstwa zwolennika ruchu narodowego wzbudziła sprzeciw lewej strony polskiej sieci i spotkała się z poparciem prawej. Bojkot, jakkolwiek słuszny (co postaram się udowodnić w dalszej części notki), stał się niestety narzędziem promocji marki Ciechan, flagowego produktu spółki BRJ. Internet bowiem od ponad tygodnia nie milknie o panu Jakubiaku, a w poniedziałek swoje trzy grosze dołożyły redakcje Do Rzeczy (Jakub Kowalski, Biznes jest dla odważnych, Do Rzeczy, nr 40/2014, str. 84-85, do wglądu tutaj) i Wprost (Izabela Smolińska, Padłem ofiarą homoterroru, Wprost, nr 40/2014, str. 34-36, do przeczytania również tutaj), które opublikowały wywiady ze sprawcą zamieszania. Artykuł na temat Jakubiaka przygotował także Newsweek (Wojciech Cieśla, Dygotki husarza, Newsweek, nr 40/2014, str. 36-39, do przeczytania tutaj). Ta publikacja opowiada o początkach browaru Ciechan i jego domniemanych związkach z gdańską mafią paliwową.

Ze względu na zatrważającą długość napisanego przeze mnie tekstu, podzieliłem notkę na dwie krótsze. W pierwszej znajduje się historia bojkotu i dyskusja z tekstem z Do Rzeczy, w drugiej znajduje się komentarz do wywiadu z Wprost i podsumowanie całości. Link do drugiej części mojego wpisu znajduje się tutaj.


Skąd ten bojkot?

Zaczęło się od zorganizowanej przez Kampanię Przeciw Homofobii konferencji Ramię w ramię po równość. Gwiazdy manifestują solidarność z osobami LGBT. Wzięło w niej udział kilku celebrytów i innych bohaterów życia publicznego, takich jak Maja Ostaszewska, Maria Seweryn, czy Agnieszka Szulim. I oczywiście Dariusz Michalczewski, na którym skupiła się uwaga mediów. Jednym z powodów była sesja zdjęciowa, na której wystąpił z tablicą sugerującą, że jest płci żeńskiej. Jedno z doniesień medialnych zobaczył Marek Jakubiak, właściciel spółki BRJ, który zamieścił na Facebooku post o następującej treści:

ee5073466b90869444917dc8b0791b98,641,0,0,0

Źródło

Nie do końca rozumiem sens wstawiania spacji między słowo a znak interpunkcyjny, ani nie widzę powodu, dla którego pan Jakubiak musiał użyć tylu kropek i wykrzykników na końcu swojej wypowiedzi. W każdym razie wpis ten spowodował burzę w internecie (oczywiście z powodu treści, nie z powodu bardzo marnej interpunkcji kogoś, kto uważa się za pełnowartościowego Polaka). 20.09 (trzy dni po publikacji wpisu na tablicy) portal natemat.pl jako pierwszy opublikował medialną informację o wypowiedzi właściciela Ciechana skierowanej do Michalczewskiego. Rozpoczął się bojkot produktów BRJ, do którego dołączyło się kilka warszawskich knajp. 22.09 zorganizowały one publiczne wylewanie swoich zapasów piwa. Akcja spotkała się ze sprzeciwem i anty-bojkotem ze strony środowisk prawicowych, a sam wątpliwy bohater i sprawca wydarzenia zaproszony został przez redakcje dwóch tygodników opinii do udzielenia wywiadu i przedstawienia swoich racji.

[Do Rzeczy] Biznes jest dla odważnych

Jakub Kowalski: Napisał pan na Facebooku do boksera Dariusza Michalczewskiego, który wspiera adopcje przez pary homoseksualne, że życzy mu pan „mamusi z fujarką”. I zaczęła się heca…

Marek Jakubiak: Staliśmy się ofiarami czytania tylko tytułów. W internecie zobaczyłem, że pan Michalczewski poparł możliwość adoptowania dzieci przez pary homoseksualne. Poczułem się tym zdegustowany, strasznie się zdenerwowałem i stąd emocje w tym wpisie. Po jakimś czasie minęły i wpis skasowałem, bo uznałem, że forma była za ostra i mogłem zrobić to delikatniej. Pan Michalczewski tego nawet nie zauważył, bo komentarz na prywatnym profilu przeczytało może 100 osób. Potem zadzwonił jednak dziennikarz z natemat.pl w sprawie projektów historycznych i na koniec padło to pytanie.

Jestem zdezorientowany. Kto stał się ofiarą czytania tylko tytułów? Na pewno pan Jakubiak. I kto jeszcze? Pan Jakub Kowalski, który przeprowadził z nim wywiad? Może żona pana Jakubiaka? Taka ogólna diagnoza społeczna? Chyba nie, bo raczej nie jest to zdanie o mnie. Ja staram się zwykle nie wypowiadać na temat artykułów, których nie przeczytałem. Choćby miały naprawdę interesujący tytuł.

Mówimy o tym artykule z portalu fronda.pl (ostrzegam! – jeśli nie chcesz nabijać tej stronie wyświetleń, nie idź za tym linkiem; niżej omawiam jego zawartość, a sam link podaję tylko, bo źródło powinno być). Gdyby pan Jakubiak przeczytał tekst, o którym się wypowiadał, dowiedziałby się, że:

  • pan Michalczewski pojawił się na konferencji, o której pisałem wyżej.
  • Pan Michalczewski udzielił wywiadu serwisowi gazeta.pl, w którym opowiadał, że zna parę gejów mieszkających na osiedlu boksera. Sąsiedzi podobno zaczęli ich nienawidzić po przyłapaniu na pocałunkach. W tym samym wywiadzie pan Michalczewski stwierdził, że nie widzi żadnej sprzeczności w byciu katolikiem i popieraniem egzekucji praw osób homoseksualnych.
  • Pan Michalczewski poparł projekt stworzenia ram prawnych adopcji dzieci przez pary homoseksualne,
  • Redakcja portalu fronda.pl sugeruje panu Michalczewskiemu, żeby oddał swoje dzieci do adopcji homoseksualistom.
  • Redakcja portalu fronda.pl powtarza obrzydliwy chwyt erystyczny, czyli parafrazę jezusowych słów o potępieniu grzechu, nie grzesznika. Według redakcji (a może osoby ukrywającej się pod inicjałami MaR?), na potępienie zasługują grzeszne czyny, jakich dopuszczają się osoby współżyjące z osobami tej samej płci. Osoby orientacji homoseksualnej mogą więc dostąpić zbawienia, o ile wyrzekną się miłości i szczęścia rodzinnego.

Ciekawi mnie, czy gdyby autor nieszczęsnego wpisu na Facebooku przeczytał ten artykuł, zmieniłby jego treść.

Tak się też zastanawiam, skąd pan Jakubiak czerpie dane na temat ilości wyświetleń swojego wpisu na Facebooku. Podobno zobaczyło go 100 osób, wśród których nie było pana Michalczewskiego. Pan Ciechan skontaktował się w jakiś sposób z panem Michalczewskim, żeby dowiedzieć się, czy ten drugi na pewno nie zobaczył wpisu na tablicy tego pierwszego? Niestety, nie wiem ilu pan Jakubiak ma znajomych na swoim profilu, ponieważ nie udostępnia takich informacji publicznie. Według samego pana Jakubiaka, obserwuje go około 1000 osób, wszyscy oni zostali zaproszeni do dołączenia do jego znajomych:

jakubiak

Źródło: profil pana Marka Jakubiaka na Facebooku.

Wpis ten powstał tydzień po pierwszych medialnych doniesieniach na temat nieszczęsnego posta, kiedy afera wokół Ciechana rozpętała się na dobre. Jednak nawet jeśli wszyscy obserwatorzy przyszli po 20.09, wpis o mamusi z fujarką był opublikowany jako publiczny, czyli dostępny dla wszystkich użytkowników Facebooka. Nie był on skierowany tylko i wyłącznie do ścisłego grona znajomych. Nawet gdyby był, nie miałoby to znaczenia. Pan Jakubiak ma wśród znajomych setki osób (jak podejrzewam) i część z nich mogła poczuć się obrażona tym, co napisał.

Czemu akurat Michalczewski?

Przez przypadek, nie ma w tym celu. Zawodowo zajmuję się innymi rzeczami i takie komentowanie jest mi obce, ale powiem tak: gdzie są dzieci, tam są także emocje. One wzięły górę, bo oczywiście nie zgadzam się na adoptowanie dzieci przez pary homoseksualne. Twierdzę, że przyszłość naszego narodu to właśnie dzieci. To, jak będą wyuczone i wychowane. I jeśli ktoś krzywdzi dzieci, wówczas piekielnie się denerwuję i krew mnie zalewa.

Chwila moment. Pan Jakubiak twierdzi, że takie komentowanie jest mu obce. Niestety, nie doprecyzował jakie. Będę więc musiał wyobrazić sobie sposób komentowania, jaki obcy jest panu Jakubiakowi.

jakubiak2

Udostępnienie tańczącego tyłka kobiecego nie jest takim komentowaniem (tych, którzy chcą zapoznać się z tym pięknym filmem odsyłam tutaj).

jakubiak3

Wstawienie zdjęcia nieprawidłowo zaparkowanego samochodu i opatrzenie go komentarzem, w którym jest się przekonanym, że tak zaparkować mogła tylko kobieta, nie jest takim komentowaniem.

jakubiak4

Szczerze powiedziawszy nie mam zielonego pojęcia, a co chodziło w tym poście. Z całą pewnością jednak, nie jest to takie komentowanie.

jakubiak5

Każdy z nas ma poczucie humoru. Jak powszechnie jednak wiadomo, dzielenie się żartami na temat umiejętności prowadzenia samochodu nie jest formą takiego komentowania.

jakubiak6

Jak wiadomo, każdy Niemiec był hitlerowcem. Nie ma w tym śladu żadnego komentarza, a co dopiero takiego.

jakubiak7

Zaśmiecanie miasta reklamami wielkoformatowymi z całą pewnością nie jest przykładem takiego komentowania. Dla mało spostrzegawczych – na szczycie ściany budynku w środku kadru wisi reklama Ciechana.

jakubiak8

To też nie jest takie komentowanie. Przecież wszyscy użytkownicy dróg (czytaj: kierowcy samochodów) powinny móc poruszać się z prędkością, którą uznają za stosowną (czytaj: najwyższą możliwą).

jakubiak10

Publikowanie zdjęcia wykonanego w USA przedstawiającego otyłą osobę i opatrzenie go komentarzem zgrabna Amerykaneczka nie jest takim komentarzem. Swoją drogą, tutaj przykład zgrabnego Polaczka w otoczeniu księdza i młodej kobiety.

Także wizyta na lokalnym spotkaniu Ruchu Narodowego nie jest takim komentowaniem.

Wracając do meritum, pan Jakubiak sprzeciwia się adopcji przez pary homoseksualne. Dlaczego? Ponieważ w takich związkach wyrządza się dzieciom krzywdę. Na czym ta krzywda miałaby polegać? Chyba na tym, że jeżeli inne dzieci dowiedzą się w szkole o sytuacji domowej dziecka pary homoseksualnej, nie dadzą mu żyć.

Przeprosił pan?

Jestem tylko człowiekiem i nie działam z przekory czy dla jakiegoś celu. Dlatego przeprosiłem pana Michalczewskiego za emocjonalny wpis.

Rzeczywiście, w portalu natemat.pl pojawiły się przeprosiny autorstwa pana Jakubiaka. Podkreśla on jednak, że dalej jest przeciwny adopcji przez osoby homoseksualne, a kaja się za język swojej wypowiedzi.

Celem jest zakaz adopcji dzieci przez homoseksualistów. Po co jednak obrażać?

Takie jest moje zdanie i je wygłosiłem. Po czym zostałem zaatakowany ze wszystkich armat, jakie posiadali. Przyjąłem to na klatę, i tyle. Rozmawiałem o tym z załogą Ciechana i mają takie samo zdanie. Stoją za szefem i czuję się silny siłą swojej załogi.

Pan Jakubiak potwierdza, że jego celem jest całkowite pozbawienie osób homoseksualnych prawa do adopcji dzieci. Bo w obecnym systemie prawnym orientacja lub zachowania homoseksualne nie są przesłankami zabraniającymi przysposobienia małoletniego. Artykuł 114. z indeksem 1 paragraf 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wymienia warunki, jakie musi spełnić osoba decydująca się na taki krok. Przysposabiający musi:

  • mieć pełną zdolność do czynności prawnych,
  • posiadać kwalifikacje uzasadniające przekonanie, że będzie należycie wywiązywać się z obowiązków przysposabiającego,
  • posiadać opinię kwalifikacyjną oraz świadectwo ukończenia szkolenia organizowanego przez ośrodek adopcyjny (chyba że jej ten obowiązek nie dotyczy).

Pan Jakubiak twierdzi, że troszczy się o los dzieci. Według raportu Polskiej Akademii Nauk zatytułowanego Rodziny z wyboru, w 2 230 związkach jednopłciowych wychowuje się 287 dzieci. 92% to dzieci z poprzedniego związku jednego z partnerów, 8% urodziło się w związku dwóch osób tej samej płci. Zgodnie z kodeksem rodzinnym i opiekuńczym, nie mają one prawa do posiadania dwóch rodziców – wspólne przysposobienie na podstawie art. 115. tej ustawy dostępne jest tylko dla małżonków. Gdyby coś stało się jednemu z rodziców, będącemu opiekunem prawnym dziecka, pozostaje ono bez opieki. Gorszy rodzic nie jest bowiem związany z dzieckiem żadnym stosunkiem prawnym.

To jest realny problem. Liczba 287 jest oczywiście liczbą marginalną, lecz autorzy badania Rodziny z wyboru nie dotarli do wszystkich osób pozostających w związkach jednopłciowych w Polsce). Wbrew temu, co mówią osoby pokroju poseł Pawłowicz (Społeczeństwo nie może fundować słodkiego życia nietrwałym, jałowym związkom osób, z których społeczeństwo nie ma żadnego pożytku, tylko ze względu na łączącą ich więź seksualną), czy księdza Oko (Seks gejowski to jest tak, jakby tłok silnika zamiast w cylindrze silnika poruszał się w rurze wydechowej), trwałe związki osób tej samej płci istnieją (sam jestem w takim od dwóch i pół roku) i potrzebują ram prawnych ułatwiających życie. W tym także uregulowania sytuacji dzieci wychowujących się w takich związkach.

Mówiąc, że celem jest zakaz adopcji dzieci przez homoseksualistów, pan Jakubiak sprawia wrażenie, że nie przeczytał ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej. Bo gdyby przeczytał czwarty artykuł tej ustawy, to wiedziałby, że dziecko ma prawo do stabilnego środowiska wychowawczego. Pan Jakubiak najwyraźniej chce zabrać to środowisko dzieciakom, które dzisiaj mają dom i dwóch rodziców.

Nie będę dłużej rozwodził się nad zdaniem o rzekomym poparciu działań pana Jakubiaka przez pracowników browaru Ciechan, bo wierząc doniesieniom prasowym jest on autokratą nieznoszącym sprzeciwu. Próbuję wyobrazić sobie, jak mogła wyglądać taka rozmowa z pracownikami browaru i nie jestem w stanie wymyślić nic ponad to.

Pisząc prywatne komentarze naraża pan jednak browar, bo lewacy nawołują do jego bojkotu.

Za zaborów było powiedzenie: „Ciszej budziesz, dalsze jedziesz”. Zaboru jednak nie ma, jestem Polakiem w swojej ojczyźnie i jeśli miałbym się bać, to na pewno żadnego interesu nie zrobię. Biznes jest dla ludzi odważnych, ukrywanie własnych poglądów do niczego nie prowadzi.

Panie Jakubiak, nie jesteś pan sam w swojej ojczyźnie i nie należy ona tylko do pana. To jest także moja ojczyzna i tysięcy (szacunkowo nawet milionów) pana rodaków, którzy nie są orientacji heteroseksualnej, którzy żyją w związkach jednopłciowych, którzy nie godzą się na traktowanie ich jako obywateli drugiej kategorii.

A ciechana wylewają do zlewu. Nie żal?

Na pewno pojawia się żal… tego piwa wylanego (śmiech). Ja jestem mało klubowy, ale podobno w jednej z knajp podczas wylewania było więcej dziennikarzy niż gości. Nie mogę odpowiadać za tych obrażonych, którzy nie potrafią powiedzieć, w jaki sposób ich obraziłem i dlaczego jestem homofobem. Urywały się dyskusje. Dwie osoby mnie przeprosiły. Słyszy pan brzęczenie w telefonie? To nowi znajomi na Facebooku wysyłają mi zaproszenia. W ciągu dwóch dni było to ponad tysiąc osób.

Nie wiem z kim pan, panie Jakubiak, rozmawiałeś, ale ja jestem w stanie panu powiedzieć, dlaczego się na pana obraziłem. Otóż jesteś pan zwykłym chamem, który, pod pretekstem wolności wyrażania poglądów, obraża konkretną osobę (pana Michalczewskiego) i przy okazji kilka grup społecznych: mężczyzn współżyjących z innymi mężczyznami i dzieci wychowywane przez związki dwóch mężczyzn. Mam wrażenie, że chciałeś pan obrazić także kobiety współżyjące z innymi kobietami i pozostające z nimi w związkach, ale po prostu nie wyszło. Jesteś pan homofob, bo twierdzisz, że jesteś lepszy od nas, że my jesteśmy podludźmi, mamusiami z fujarkami, nie mamy prawa do miłości, szczęścia rodzinnego i (nierzadko) WŁASNYCH dzieci! Pan i panu podobni mówicie często, że w momencie gdy zwycięży homolobby, dzieci z polskich, katolickich rodzin będą zabierane i oddawanie na wychowanie do związków jednopłciowych. Może tak będzie, może nie będzie. Nikt z nas nie jest wróżką. Dzisiaj natomiast dopuszczone prawem jest odbieranie dziecka rodzicowi, jeśli jest on tej samej płci, co partner, a nie jest opiekunem prawnym dziecka.

Po print screenach z pana profilu wnoszę, że jesteś pan nie tylko homofob (w znaczeniu osoby o szowinistycznych poglądach skierowanych przeciwko osobom homoseksualnym), ale też mizogin. Dodatkowo obrażasz mnie pan twierdzeniem, żeś jest prawdziwy patriota, prawdziwy Polak. Wydawało mi się, że jednym z warunków koniecznych definiujących klasyczne pojęcie narodu, jest wspólnota języka. Rozumiem, że każdemu zdarza się popełniać błędy (mnie przede wszystkim, chociaż przyjaciółka wraz z moim chłopakiem starają się niektóre wyłapać i poprawić; tu ich oficjalnie pozdrawiam). Jednak robisz je pan nagminnie i w bardzo dużej ilości. Jakim jesteś pan patriotą, skoro nie dbasz o język?

Na wiosnę również odbyły się protesty po tym, jak był pan na spotkaniu Ruchu Narodowego. Wtedy też pan nie ucierpiał?

Nie ucierpiał. Wie pan… Jestem czarno-biały. Mam własne zdanie i je po prostu mówię. Widzę jednak, że nie tylko nie powinienem niczego mówić, ale także nie powinienem nigdzie chodzić. Jeśli koło mojego domu jest spotkanie, na którym jest Artur Zawisza i jestem na nie zaproszony, to tylko siadam i nie zabieram głosu… Na tym spotkaniu nie był Ciechan, tylko Marek Jakubiak! A że we mnie nie mogą uderzyć, to uderzają w Ciechana. Nie patrzą, że w browarze pracuje 60 rodzin, że utrzymujemy jeszcze około 200 osób w Polsce. Walą we mnie dlatego, że dla nich najważniejszy jest problem, który sami mają. Nikt jednak nie chce dyskusji, grono osób homoseksualnych nie polemizuje, tylko wyzywa, choć mówi o tolerancji. Czyli jeżeli mam inne zdanie, to jestem homofobem i piwo się wylewa.

Panie Jakubiak, nie rozumiesz pan. Po pierwsze nie jesteś pan osobą anonimową. Jesteś założycielem i prezesem spółki BRJ. Możesz pan oczywiście wygłaszać dowolne poglądy, jednak licz się z tym, że skoro je wygłaszasz publicznie (a wygłaszasz je publicznie), mogą spotkać się z określoną reakcją. Szczególnie że sam pan się utożsamiasz z firmą, którą prowadzisz. Chcesz pan przykłady? Proszę, kolejna porcja print screenów z pana konta na Facebooku:

jakubiak_srylion

jakubiak_100jakubiak_101

jakubiak_102

Chcesz pan dyskusji? Przygotuj więc pan merytoryczne argumenty, a nie używaj sofizmatów i chwytów erystycznych pokroju jeśli ktoś krzywdzi dzieci (w domyśle homoseksualiści), wówczas piekielnie się denerwuję i krew mnie zalewa. Masz pan dokładnie takie samo zdanie, jak antysemici, czy członkowie Ku-Klux-Klanu. Chcesz pan sobie poczytać o dehumanizacji Żydów w Niemczech w latach trzydziestych? Poczytaj sobie na przykład pamiętniki Waltera Tauska, Żyda mieszkającego we Wrocławiu w tym okresie. Powinieneś się pan zainteresować, podobno pana konikiem jest historia.

I tak, homoseksualiści mają ze sobą problem. Tym problemem jest brak możliwości prawnego zabezpieczenia swoich związków przed zagrożeniami, jakie czyhają na nich w życiu. I przez takich jak pan, panie Jakubiak, nie są w stanie egzekwować swoich praw.

I tak będą następne protesty…

Takie bojkoty mogą się zdarzyć i nie ma od tego ubezpieczeń, chociaż wolałbym oczywiście, żeby ich nie było. Jeśli jednak ktoś się obrazi i nie będzie pił ciechana, to mam popełnić samobójstwo? Mam nie mieć swojego zdania? Teraz będę się pewnie musiał zacząć ograniczać, co nie jest zgodne z moją naturą. Chyba dlatego ludzie lubią ze mną współpracować, bo nie ma podwójnego dna: jest tak albo tak. Mówi się, co się myśli. Zresztą we wpisie nie obraziłem homoseksualistów. Oni byli, są i będą, tak jak drzewa czy ptaki, mężczyźni i kobiety. Tak jest skonstruowany ten świat i nie mam zamiaru z tym walczyć. Jestem bardzo tolerancyjny, w tym zakresie również.

Jestem homoseksualistą i wiesz co, panie Jakubiak? Ja tam się czuję obrażony. Już to tłumaczyłem wcześniej, odniosłeś się pan do konkretnej akcji (nawet jeśli zrobiłeś to nieświadomie), którą zorganizowała Kampania Przeciw Homofobii. Odniosłeś się pan do konkretnych postulatów tej organizacji. Cieszę się natomiast, że tolerujesz pan fakt istnienia osób orientacji homoseksualnej. Gdybyś pan nie tolerował, prawdopodobnie nie mógłbym pisać tego artykułu, bo dążyłbyś do mojej śmierci.

Dopóki geje nie walczą o prawa polityczne.

Oni mają prawo walczyć, bo demokracja im takie prawo daje. Mogę się jednak z tym nie zgadzać i mam prawo do wolnej wypowiedzi. A ja jestem przeciw, i kropka.

Po przeczytaniu tego zdania zaczynam rozumieć tych wszystkich ludzi, którzy nie potrafili przedstawić swoich argumentów w dyskusji z panem. Pan po prostu nie chcesz dyskutować, bo masz swoje zdanie i go nie zmienisz.

Taki bojkot to dla pana reklama?

Nie robię tego z premedytacją. Ciechan nie stosował reklamy, choć wchodził na rynek jako pierwszy z browarów regionalnych (…) Teraz też nie musi.

Mam podejrzenie, że 17.09 (cóż za znacząca data) napisałeś pan swój wpis na Facebooku celowo, żeby rozpętać burzę wokół marki, której jesteś pan właścicielem. To są tylko i wyłącznie moje podejrzenia. Taką reklamą jednak jest niewątpliwie wielka szmata reklamowa, którą pan żeś wywiesił na jednym z budynków w centrum Warszawy. Sam się pan nią chwalisz na swoim Facebooku (przypomnę, już wcześniej zamieszczałem ten print screen):

jakubiak7

To mogę jeszcze oczywiście zrozumieć, jednak w tym tygodniu udzieliłeś pan wywiadu dwóm tygodnikom opinii i pojawiłeś się pan w masie innych mediów. Niekoniecznie osobiście. Jeżeli nie potrzebujesz pan reklamy, przestań pan zaśmiecać przestrzeń publiczną (zachęcam do dania dobrego przykładu także innym przedsiębiorcom) i nie lataj po redakcjach udzielać wywiadów.

Jest pan warszawiakiem z dziada pradziada. Czemu finansuje pan portal Kresy.pl?

Rozumiem, że teraz politycznie nie wypada o tym mówić, ale ostatni świadkowie z Wołynia wymierają i Kresy.pl zajmuje się dokumentowaniem elektronicznym i filmowym tych świadectw, ludzi i zdarzeń, żeby nikt nigdy potem nie powiedział, że „prawdopodobnie tak było” lub „nie ma takiej opcji”. Jestem w tej sprawie ortodoksyjny. Faktem jest, że chłopaki z Krakowa – raptem jest ich trzech – robią fajną robotę. Oceniam ich portal nie jako nacjonalistycznyczy antyukraiński. On po prostu relacjonuje zdarzenia. To dobre źródło informacji.

Panie Jakubiak, pan chyba nie wie, jak bada się historię. W niej nigdy nic nie jest pewne. Owszem, każde źródło jest cenne, ale musi być poddane krytycznej analizie przez profesjonalistów. Źródła narracyjno-opisowe są kategorią źródeł niebezpiecznych z punktu widzenia badacza historii, ponieważ są one obarczone kilkoma wadami. Zawodna jest pamięć ludzka (szczególnie jeśli minęło tyle czasu, ile w przypadku zbrodni na Wołyniu), niektórzy mają tendencję do ubarwiania swoich opowieści, jeszcze inni mają emocjonalny stosunek do opisywanych wydarzeń.

Żebyś pan mnie dobrze zrozumiał. Nie twierdzę oczywiście, że na Wołyniu nie doszło do ludobójstwa. Próbuję panu jedynie uświadomić, że zawsze znajdzie się jakiś badacz, który powie prawdopodobnie tak było lub nie ma takiej opcji. Takie jest zadanie historyków. I nie, historia jako nauka nie łączy się z polityką, chociaż pewne ugrupowania polityczne próbują sobie ją zawłaszczyć i wykorzystać do swoich celów. Nie jestem więc w stanie zrozumieć, o czym pan mówiłeś, gdy wspominałeś o tym, że politycznie nie wypada mówić o ofiarach Wołynia. Politycznie może i nie wypada, historycznie jednak jak najbardziej. I jeśli jesteś pan zainteresowany (a jesteś), możesz sobie poczytać całą masę świetnych książek na ten temat (na przykład tę pozycję) lub pojechać na konferencję naukową poświęconą Wołyniowi. Na przykład na te, które odbyły się w ubiegłym roku w związku z rocznicą wydarzeń na Wołyniu: jedna odbyła się w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego, inną zorganizowano w Pałacu Prezydenckim (ta ma nawet cały materiał filmowy na stronie). Nie musisz pan ograniczać się do wykładów księdza Isakowicza-Zalewskiego, jeśli możesz pan posłuchać całego grona wybitnych historyków.

Druga część notki dostępna jest tutaj.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis i chcesz otrzymywać powiadomienia o następnych notkach, możesz polubić fanpage tego bloga na facebooku.