Kłamstwa oświęcimskie według Grzegorza Brauna

Wybitny reżyser, nauczyciel akademicki, scenarzysta i publicysta Grzegorz Braun napisał do magazynu Uważam Rze Historia (nr 2/2015) tekst zatytułowany Kłamstwa oświęcimskie. Uwagę na niego zwrócił Bohdan Piętka, pracownik Centrum Badań Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. W swoim artykule na portalu Histmag.pl skupił się na jednym fragmencie, w którym Braun mocno minął się z prawdą.

Fragment z Uważam Rze Historia:

Najwyraźniej nie przeszkadza tam nikomu faktyczna rola Sowietów w fałszowaniu pamięci II wojny światowej, np. fakt przetrzymywania przez nich zabranych w 1945 r. ksiąg oświęcimskich, co przez dziesiątki lat skutkowało monstrualnym przeszacowaniem liczby ofiar niemieckiego ludobójstwa w Auschwitz-Birkenau. Wszak jeszcze kiedy w 1979 r. Jan Paweł II wygłaszał w Oświęcimiu przejmujące kazanie, wspominał tu o „śmierci czterech milionów ludzi z różnych narodów”. Dopiero ponad dekadę później muzeum oświęcimskie oficjalnie skorygowało tę liczbę do „ok. 1,1 miliona ofiar” – po tym, jak pewnemu francuskiemu badaczowi po raz pierwszy udostępniono w Moskwie niemieckie rejestry obozowe. Notabene figuruje tam ponoć 69 tys. zgonów – liczba nadal porażająca, wszak radykalnie różna od wcześniejszych norymberskich szacunków. Ten dysonans poznawczy prowizorycznie załatano właśnie na przełomie lat 80. i 90., kiedy to jeden z ówczesnych „autorytetów moralnych” zasiadających w radzie muzeum stwierdzić miał podobno, że przecież „mniej niż milion” być nie może. I tak to „naukowo” ustaloną liczbę podał do wiadomości publicznej ówczesny kierownik działu historyczno-badawczego dr Franciszek Piper.

I odpowiedź pracownika muzeum:

Po pierwsze, „księgi oświęcimskie” i „rejestry obozowe”, o których wspomina Braun, to księgi zgonów więźniów KL Auschwitz, zawierające ok. 69 tys. aktów zgonu. Po drugie, te 69 tys. aktów zgonu dotyczy więźniów zarejestrowanych w obozie, których było ok. 400 tys. Nie dotyczą one natomiast ofiar kierowanych na zagładę w komorach gazowych wprost z rampy kolejowej, bez rejestracji w obozie. Po trzecie, te 69 tys. aktów zgonu więźniów zarejestrowanych w obozie zachowało się za okres od końca lipca 1941 do końca grudnia 1943 roku. Obóz KL Auschwitz istniał natomiast od 14 czerwca 1940 roku (pierwszy transport) do 27 stycznia 1945 roku (wyzwolenie przez Armię Czerwoną). Nie zachowały się więc akty zgonu za okres ponad dwóch lat. Nikt też nie sporządzał aktów zgonu dla ofiar ostatecznej ewakuacji KL Auschwitz, która pochłonęła o 9 do 15 tys. więźniów spośród 56 tys., którzy wyruszyli 18 stycznia 1945 roku w ewakuacyjny „marsz śmierci”.

Polecam przeczytać cały artykuł pana Piętki.

Tymczasem w mediach społecznościowych odezwali się internauci masowo broniący tekstu kandydata na prezydenta Polski:

komć1

komć2

komć4

komć5

komć6

komć7

komć8

komć9

komć10

komć11

komć12

komć13

Źródła komentarzy: link, link i komentarze pod artykułem na portalu Histmag.

Możesz polubić fanpage Negatywnego przeglądu na Facebooku. Jestem również na Twitterze.

11 komentarzy do “Kłamstwa oświęcimskie według Grzegorza Brauna

  1. Szukam i nie znajduję, gdzież ten Braun „mocno minął się z prawdą”.
    Napisał o niemieckich rejestrach obozowych: „Notabene figuruje tam ponoć 69 tys. zgonów”, a Piętka to potwierdził pisząc: „„rejestry obozowe”, o których wspomina Braun, to księgi zgonów więźniów KL Auschwitz, zawierające ok. 69 tys. aktów zgonu”.
    Dalej, w tym samym zdaniu, Braun pisze: „liczba nadal porażająca, wszak radykalnie różna od wcześniejszych norymberskich szacunków”. Tutaj również kłamstwa nie znajduję, bo 69 tysięcy to liczba różna od 6 milionów.
    Będę wdzięczny za wskazanie słów Brauna, w których minął się on z prawdą.

    Polubienie

    • Polecam przeczytać dokładniej tekst Piętki (w szczególności, jeśli ograniczył się Pan tylko do zacytowanego przeze mnie fragmentu). 69 tysięcy to nie jest ostateczna liczba wszystkich, którzy stracili życie w KL Auschwitz. Zdecydowaną większością zamordowanych były osoby, których nie rejestrowano w obozie.
      Pan Braun w swoim felietonie pomija tych ludzi.

      Polubienie

      • Przed napisaniem komentarza przeczytałem oba teksty w całości – i felieton Brauna na papierze, i tekst Piętki w sieci.
        Piętka popełnia drobny, nieznaczący błąd podczas cytowania Brauna (w oryginalnym tekście GB mamy słowo „pono”, nie „ponoć”) i jego tekst bardziej podoba mi się w wersji, w której pierwsze zdania brzmi: „Grzegorz Braun – uchodzący w kręgach tzw. prawicy za tzw. niezależnego reżysera…”
        Pan podaje link do histmag.org, gdzie nie znajdziemy dwukrotnie w pierwszej linijce powtórzonego „tzw.”, tę smaczniejszą, moim zdaniem, wersję tekstu Piętki znajdziemy np. tutaj: http://www.mysl-polska.pl/node/374
        Większość zamordowanych stanowiły osoby nierejestrowane, pisze Pan. Jasne, zgoda, choć nie widzę związku tego stwierdzenia z Braunowym mijaniem się z prawdą, w ogóle Braun się w tej kwestii nie wypowiada.
        Braun „pomija tych ludzi”. Gdzie ich pomija? W którym fragmencie swojej pisaniny ich pomija?
        Gdzież są te kłamstwa Brauna? Proszę o cytat, to powinno ułatwić zadanie. Śmiało, chętnie wytknę Braunowi kłamstwo, jeśli mi je Pan wskaże.

        Polubienie

  2. Naprawdę, Piętka dość wyczerpująco opisał wady felietonu Brauna. Ale postaram się jeszcze raz napisać podstawowe zarzuty.

    Po pierwsze: stwierdzenie wprost, że Franciszek Piper, który skorygował liczbę ofiar obozu, działał na zlecenie polityczne. Prawdą jest natomiast, że liczbę ok. miliona ofiar ustalił na drodze badań, które dostępne są w wymienionych przez Piętkę monografiach. Proszę sobie zweryfikować wartość poznawczą tych pozycji.

    Po drugie: stwierdzenie wprost, że impulsem do skorygowania liczby ofiar było udostępnienie rejestrów niemieckich znajdujących się w Moskwie. Tymczasem te rejestry znane były już w trakcie procesów norymberskich.

    Po trzecie: sugerowanie, jakoby te 69 tysięcy nazwisk figurujących w rejestrach obozowych było ostateczną liczbą ofiar (lub zbliżoną do niej) na skutek manipulacji w kluczowych zdaniach tekstu:
    „Dopiero ponad dekadę później muzeum oświęcimskie oficjalnie skorygowało tę liczbę do „ok. 1,1 miliona ofiar” – po tym, jak pewnemu francuskiemu badaczowi po raz pierwszy udostępniono w Moskwie niemieckie rejestry obozowe. Notabene figuruje tam pono 69 tys. zgonów – liczba nadal porażająca, wszak radykalnie różna od wcześniejszych norymberskich szacunków.”

    Polubienie

    • ad 1. Mamy 4 możliwości:
      1. Piper działał na zlecenie, wyniki jego ustaleń są rzetelne
      2. Piper działał na zlecenie, wyniki jego ustaleń są nierzetelne
      3. Piper nie działał na zlecenie, wyniki jego ustaleń są rzetelne
      4. Piper nie działał na zlecenie, wyniki jego ustaleń są nierzetelne

      Braun pisze, że 2, Piętka pisze, że 3.
      Rzetelność ustaleń Pipera nie wyklucza tego, że działał ma zlecenie, mógł dostać zlecenie, a następnie przeprowadzić skrupulatne badania i opublikować monografie o niezaprzeczalnych wartościach poznawczych.
      Z drugiej strony mamy opracowania podważające rzetelność prac Pipera, nie skupiające się na rzekomych politycznych zleceniach, które autorem kierowały (Pągowski w Glaukopisie 13-14/2009).

      ad 2. Pan pisze, że rejestry były znane już w trakcie procesów norymberskich, Piętka pisze, że w trakcie procesu franfurckiego. Znajomość tych rejestrów w Norymberdze i/lub Frankfurcie nie wyklucza tego, że skorygowanie liczby ofiar przez muzeum oświęcimskie było wywołane udostępnieniem rejestrów Pressacowi w latach 90. Były znane wcześniej, impuls przyszedł później, nic niezwykłego.

      ad 3. Braun w swoim tekście nie sugeruje „jakoby te 69 tysięcy nazwisk figurujących w rejestrach obozowych było ostateczną liczbą ofiar”. Nigdzie nie widzę takiej sugestii.
      Braun pisze, że liczbę ofiar skorygowano z 4 do 1,1 mln po tym, jak Francuz zobaczył niemieckie papiery u Rosjan, a w tych papierach stoi 69 tysięcy, co jest liczbą różną od 4 milionów, jaką podawał trybunał norymberski w 1945 r. Kluczowe w zdaniu Brauna nie jest wcale słowo „pono”, kluczowe jest rozpoczynające zdanie słowo „notabene”. Braun mówi w nawiasie, poza wątkiem, zwraca uwagę, że w rejestrze figuruje 69 tysięcy, co jest liczbą różną od 4 mln. Nie domaga się uznania 69 tys. za wiążącą kogolwiek do czegokolwiek liczbę.

      Polubienie

      • ad 1. Pągowski w Glaukopisie powołuje się na raporty Pileckiego i przychyla się do jego wersji mówiącej o ok. 5 milionach ofiar. Braun 4 miliony nazywa „monstrualnym przeszacowaniem”.

        ad 2. Zrobiłem błąd w poprzednim komentarzu – za Piętką chciałem oczywiście przywołać proces francuski, nie norymberski.

        ad 3. Przyjrzyjmy się dokładnie całemu akapitowi, który oburzył Piętkę. Najpierw Braun stwierdza, że 4 miliony ofiar ustalone na procesie norymberskim były winą Sowietów, którzy nie udostępnili rejestrów obozowych. Przypomnę – liczbę tę ustalono na podstawie zeznań Hoessa, Pilecki przeszacował tę liczbę o kolejny milion. Następnie pisze, że zredukowana liczba ofiar pojawiła się na skutek udostępnienia rosyjskiego archiwum. Potem informuje, że w dokumencie znalezionym u Rosjan znajduje się jedynie 69 tysięcy nazwisk ofiar. Zestawia to z liczbą ustaloną zaraz po wojnie i stwierdza, że to liczba bardzo różna od tej podawanej przed ustaleniami Pipera. Jednocześnie w następnych zdaniach dezawuuje kompetencje pracownika muzeum (szczególnie w niecytowanym już przeze mnie następnym akapicie, który przywołuje jeszcze Piętka) przez co poddaje w wątpliwość także jego ustalenia dotyczące całkowitej liczby ofiar.
        Gdzie jest mijanie się z prawdą? W swoim tekście Braun pomija fakt, że przywołana lista dotyczy tylko osób rejestrowanych w obozie, co w zestawieniu z liczbą 1,1 miliona opracowaną jakoby na podstawie tej listy czy chociażby pod jej wpływem, jest manipulacją.

        Polubienie

  3. ad 1. To, że Braun nazywa 4 miliony monstrualnym przeszacowaniem ma się nijak do zarzutu, że kłamie pisząc, iż Piper działał na „zlecenie polityczne”.

    ad 2. Czy proces norymberski, czy frankfurcki – fakt znajomości rejestrów w latach 40. czy 60. nie upoważnia do twierdzenia, że Braun mija się z prawdą pisząc, że impulsem był Pressac (Braun nie wymienia tego nazwiska, myślę, że jego miał na myśli pisząc o pewnym francuskim badaczu) i jego wizyta w Moskwie oraz, w moim domyśle, napisane przez Pressaca po tej wizycie publikacje z lat 90., w których szacuje liczbę ofiar Auschwitz na 600-700 tys.
    O Katyniu wiedziano w latach 40., a impuls do skorygowania haseł w polskich encyklopediach pojawił się parę dziesięcioleci później.

    ad 3. „W swoim tekście Braun pomija fakt, że przywołana lista dotyczy tylko osób rejestrowanych w obozie, co w zestawieniu z liczbą 1,1 miliona opracowaną jakoby na podstawie tej listy czy chociażby pod jej wpływem, jest manipulacją.”

    Żadna to manipulacja. To tylko zestawienie dwu liczb, które wywołało gwałtowną reakcję pracownika instytucji, której inny pracownik przygotował opracowanie podające liczbę uznawaną obecnie przez tę instytucję za najbliższą prawdy.
    Braun pomija fakt, że przywołana lista dotyczy tylko osób rejestrowanych w obozie, pomija też to, że ta lista nie obejmuje całego okresu działania Auschwitz, wiele innych ważnych faktów pomija. Podał liczbę 69 tys., bo takowa jest cytowana przez znawców tematu jako fakt, zestawił ją z wcześniejszymi ustaleniami z Norymbergi czyli z innym faktem.

    Braun w swoim tekście pomija mnóstwo faktów, podaje tylko niektóre, potrzebne mu do wyartykułowania głównej myśli swojego krótkiego artykułu, postawa zwykła dla felietonisty ograniczonego objętością tekstu, nie dziwi mnie reakcja historyka dyplomowanego, który pracuje w muzeum oświęcimskim, zna się na rzeczy, więc powierzchowne, nienaukowe poruszenie tematu może go prowokować do zajęcia stanowiska. Natomiast nieco zaskakiwać może końcowa deklaracja Piętki, mianowicie ta, że „w całym swoim życiu nie czytałem tak głupiego, prymitywnego, powierzchownego i bezsensownego artykułu” oraz że z Braunem „polemikę uważam za poniżej godności i z którym do czynienia mieć nie chcę i sobie mieć nie życzę”. Ten drugi zacytowany wyżej fragment występuje zresztą tylko w jednej (pierwszej?) wersji artykułu Piętki, w innych (późniejszych?) już go nie znajdziemy. Dość emocjonalna reakcja jak na naukowca, moim zdaniem podważa ona obiektywność jego zarzutów wobec Brauna. Skoro Piętka nie czytał w całym swoim życiu artykułu bardziej prymitywnego i głupiego niż artykuł Brauna, to prawdopodobnie bardzo niewiele artykułów w życiu przeczytał, choć może się mylę – Piętka przeczytał wcale niemało, ale ma inną od mojej wrażliwość, ze względu na swój zawód i zajęcie. Jako specjalista, znawca, profesjonał powinien Piętka wezwać amatora Brauna do tablicy, zażądać wyjaśnień, wykazać braki, luki i niewiedzę, po ojcowsku skarcić delikwenta po załatwieniu go wprzódy w krótkiej i sprawnej walce na argumenty. A on strzelił tuzinem pocisków na oślep, a na koniec warknął, że nie będzie z kłamcą gadał nawet, bo to by mu ujmę przyniosło.

    Polubienie

    • ad 1. Rzeczywiście takiego związku nie ma. Nie sugerowałem, że jest. Odnosiłem się do przywołanego przez Pana artykułu autorstwa Pągowskiego. Ten uważa Pileckiego za wiarygodne źródło danych o liczbie ofiar obozu. Braun z kolei mówi (i słusznie) o dużym przeszacowaniu tej liczby zaraz po wojnie. Ja zauważyłem jedynie, że Pilecki mówił o 5 milionach. To więcej, niż liczba ustalona na podstawie Hoessa zaraz po wojnie.
      Nie jest zbyt mądre powoływanie się na badania udowadniające, że Piper mocno tę liczbę zaniżył, jeśli chce się obronić twierdzenie, że została ona ustalona, bo ktoś kiedyś powiedział, że „mniej niż milion być nie może”.

      ad 3. Czyżby sugerował Pan, że Braun ma bardzo swobodne podejście do źródeł? Takie jak na przykład Rafał Ziemkiewicz? (https://twitter.com/r_a_ziemkiewicz/status/544194435991756800)
      Manipulacją jest przedstawienie wybranych faktów w odpowiadającej koniunkcji. W tym wypadku zestawienie liczb 1,1 miliona, 69 tysięcy i zdania, że „autorytet moralny (…) stwierdził, że „mniej niż milion” być nie może. I tak naukowo ustaloną liczbę podał do wiadomości publicznej dr Piper”.

      Dziwi się Pan, że Piętka zareagował tak emocjonalnie na felieton, w którym podważane są kompetencje ośrodka badawczego, w którym pracuje? Oczywiście, nie musiał wypowiadać tak mocnych słów, lecz końcówka jego tekstu (nawet w pierwotnej wersji) nie przekreśla wartości wcześniejszych akapitów.
      Przecież wywołał Brauna do tablicy, wykazał mu braki, luki i niewiedzę, a także wskazał miejsca, w których może się dokształcić.

      Polubienie

      • ad 1. Moje powoływanie się na te badania nie byłoby być może zbyt mądre, jeślibym robił to, aby dyskutować z liczbą, dążyć do zweryfikowania i zmiany jej wartości w dół czy w górę.
        Nie chodziło mi o liczbę, o jej wartość. Chodziło mi o to, że Piper jest krytykowany, nie wszyscy jego badania mają za prawdę ostateczną.
        Ja piszę o tym, że liczba ustalona przez Pipera (bez względu na jej wartość i pozytywną ocenę pracy Pipera) nie ma związku z tym, czy działał na zlecenie, czy nie.

        Braun powiada, że zlecenie wydał „autorytet moralny”. Czyli ktoś ważny, ważniejszy od Pipera. Piper był wtedy doktorem, nazwę więc tę osobę Profesorem, na użytek poniższego obrazka:

        1. Profesor jest i mówi: ma być 5! Piper liczy, bada. Wyliczył, że 5, ogłosił. Świat cały sprawdził – zgadza się, Piper ma rację. (Braun)
        2. Profesora nie ma, nie wydaje zlecenia. Piper sam z siebie bada, weryfikuje i kalkuluje. Wychodzi mu 5. Świat sprawdza, i rzeczywiście, akademicy potwierdzają, 5 pasuje, 5 jest wiarygodne. (Piętka)

        Piętka twierdzi, że nie było udziału Profesora, bo cały świat zgadza się z liczbą 5.
        Ale w punkcie 1. powyżej mamy również liczbę 5, też cały świat się zgodził, a Profesor był, więc to, że świat zgadza się z Piperem nie wyklucza tego, że Profesor był i zaordynował.
        To, że badania Pipera cieszą się opinią wiarygodnych nie jest dowodem na to, że nie działał on na zlecenie.

        ad 3. O Ziemkiewiczu możemy podyskutować w odrębnym wątku, nie śledzę jego twórczości, musiałbym się zapoznać.

        A więc Braun przedstawił wybrane fakty w odpowiadającej koniunkcji. Nazywa Pan to manipulacją. Zdaje się, że nie roztrzygniemy tego, czy to manipulacja, czy nie – odbiorca tekstu ocenia tę kwestię swoim rozumem, wiedzą, światopoglądem, doświadczeniem.
        Czy manipulacja to „mocne minięcie się z prawdą”?

        „Dziwi się Pan, że Piętka zareagował tak emocjonalnie na felieton, w którym podważane są kompetencje ośrodka badawczego, w którym pracuje? ”

        Naukowiec zareagowałby chłodno i rzeczowo albo wcale. Piętka zareagował jak aparatczyk, może jak nadąsane dziecko czy zdenerwowany przekupień (zareagował prywatnie, nie w imieniu muzeum). Chyba już się nie dziwię. A skoro już się nie dziwię, to wartość wcześniejszych akapitów jego tekstu zaczynam oceniać biorąc pod uwagę pozycję, z jakiej je pisał, a nie jest to, powtórzę, według mnie pozycja naukowca.

        Polubienie

      • „ad 1. Moje powoływanie się na te badania nie byłoby być może zbyt mądre, jeślibym robił to, aby dyskutować z liczbą, dążyć do zweryfikowania i zmiany jej wartości w dół czy w górę.
        Nie chodziło mi o liczbę, o jej wartość. Chodziło mi o to, że Piper jest krytykowany, nie wszyscy jego badania mają za prawdę ostateczną.”

        Tylko że to są przecież zarzuty całkiem innej natury. Z jednej strony Pągowskiemu nie podoba się metoda badawcza zastosowana przez Pipera, która doprowadziła do obniżenia liczby ofiar KL Auschwitz o kilka milionów. Z drugiej strony Braun zdaje się sugerować, że liczba 1,1 miliona jest nadal zbyt duża. Twierdzi tak tworząc konstrukcję myślową niepopartą żadnymi źródłami o istnieniu jakiegoś „autorytetu moralnego”, czy „Profesora” jak go Pan nazywa. Dopóki nie udowodni się istnienia tej osoby (czy grupy osób), dopóty dyskusja na temat ewentualnych nacisków na badacza jest bezcelowa, czy nawet wręcz bezprzedmiotowa.

        Przypominam, że Braun poddaje w wątpliwość kompetencje Pipera i wyraża poważne oskarżenia dotyczące motywów powstania jego opracowania naukowego.

        Polubienie

  4. „…Braun zdaje się sugerować, że liczba 1,1 miliona jest nadal zbyt duża.”
    „Twierdzi tak tworząc konstrukcję myślową niepopartą żadnymi źródłami…”
    „…Braun poddaje w wątpliwość kompetencje Pipera i wyraża poważne oskarżenia dotyczące motywów…”

    Pełna zgoda, oczywiście.
    I wracamy do mojego pierwszego komentarza, w którym poprosiłem o wskazanie, gdzie Braun mija się z prawdą – czy powyższe Pana stwierdzenia są wystarczające, aby pisać, że mocno minął się z prawdą?
    Sugerowanie, tworzenie konstrukcji niepopartych źródłami, poddawania w wątpliwość kompetencji, wyrażanie poważnych oskarżeń – czy to wszystko razem i z osobna jest równoznaczne z mijaniem się z prawdą, czy to publicystyka tylko i właśnie?

    I poza wątkiem głównym, choć może nie całkiem poza nim: tezy felietonu Brauna można zignorować lub na nie zareagować. Zareagować można konstruktywnie, planowo lub inaczej. Dlatego wspominałem o wywołaniu do tablicy – Piętka mógł (to nie jest nawet sugestia z mojej strony, mój punkt widzenia tylko) poprosić czy zażądać od Brauna wyjaśnień, potwierdzeń jego sugestii i oskarżeń. Pokażże, Braunie, podziel się wiedzą, jeśli ją posiadzasz, zobaczmy wszyscy, udokumentuj, bo na Tobie spoczywa ciężar. Gdyby wyjaśnień nie otrzymał – sprawa jasna, dziękujemy. Gdyby je otrzymał… a to już inna historia.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.