Dlaczego nie Paweł Kukiz?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta: ten człowiek nie ma zielonego pojęcia o funkcjonowaniu państwa, na czele którego chce stanąć. Czytaliście jego program? Ja też nie. Nigdzie w internecie go nie ma.

Chyba że programem wyborczym odważymy się nazwać ten krótki tekst:

kukiz01

Kukiz ma 3 postulaty, z którymi staje do wyborów w przyszły weekend. Najważniejszym z nich jest wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych.

Ten pomysł z pozoru jest bardzo dobry. Taka ordynacja gwarantuje, że Polacy nareszcie będą mieli bezpośredni kontakt z politykami i równocześnie ograniczy manipulacje partii przy procedurach wyborczych. Żadne ruchy kontroli wyborów już nie będą potrzebne, zwycięży społeczeństwo obywatelskie, państwo się będzie bogacić i wszystkie problemy same się rozwiążą.

Tyle że nie.

Jednomandatowe okręgi wyborcze obowiązują dzisiaj w wyborach do Senatu.

W przywołanej analizie pokazano, że wynik kandydata do Senatu w ostatnich wyborach, był w 90% pochodną wyniku popierającej go partii, uzyskanego w wyborach sejmowych. Te zaś są pochodną głębokich i trwałych podziałów historycznych. To wyznacza pole manewru w rywalizacji w systemie FPTP (jeden okręg, jeden mandat, jeden głos, jedna tura). Taka obserwacja ma niebanalne konsekwencje. Sympatie wyborców w danym okręgu są generalnie przewidywalne. Można na nie oczywiście wpływać. Lecz takie samo przesunięcie poparcia w jednym miejscu prowadzi do zmiany wyniku wyborów, bo wyjściowa różnica jest niewielka, w innym zaś miejscu przewaga dominującej partii jest tak duża, że takie samo przesunięcie nie zmienia realnie nic. Dlatego we wszystkich krajach, które stosują FPTP, sporządzane są przed wyborami listy realnych celów. Tak to na przykład wyglądało w przypadku brytyjskich konserwatystów w 2010 roku – według BBC. Te 118 okręgów „na celowniku” to raptem kilkanaście procent wszystkich, w których odbywają się wybory. Jak rzecz by wyglądała w naszych warunkach?
Za punkt wyjścia przyjąłem wyniki ostatnich wyborów sejmowych, przeliczonych dla okręgów senackich. Sama mapa zwycięzców wygląda tu tak (wszystkie mapy to przeróbki mapy senackiej z Wikipedii):

kukiz02

Kolory na takiej mapie układają się w prosty wzór. Ta prostota zaciera jednak wielkość różnicy pomiędzy partiami. Dla wyniku w FPTP nie ma to w zasadzie znaczenia – jak mówią Anglosasi, nieważne, czy chybiłeś o milę, czy o cal. Ma jednak znaczenie dla planowania przyszłej kampanii. Gdyby wziąć te wyniki i założyć, że sympatie na linii PO-PiS przesuną się o jakieś 8% na rzecz PiS (czyli dojdzie do wyrównania średniego  poparcia), to można wskazać okręgi, o które będzie się toczyć zasadnicze starcie, czyli różnica pomiędzy dwoma głównymi partiami będzie mniejsza niż 10%. To wszystkie te okręgi, w których dziś różnica poparcia waha się od +18% na rzecz PO do +1% na rzecz PiS (plus okręg pińczowski, gdzie dochodzi jeszcze PSL). Lepiej to zobaczyć na mapie:

kukiz03

Spodziewany front walki o zwycięstwo wyborcze obejmuje zatem łatwą do zlokalizowania 1/4 kraju. W najbardziej optymistycznej wersji. W pozostałej części wyborcy mogą się co najwyżej łudzić, że mają na coś wpływ. Chyba, że – tak jak w USA – ich dotychczasowi posłowie będą tam zbierać datki i mobilizować wolontariuszy na rzecz walki w kluczowych punktach. Sympatyk PO na Zamojszczyźnie czy PiS-u na Wolinie, nie zobaczy na żywo żadnego lidera swojej partii. Nie zobaczy też nawet lidera oponentów – ich czas także jest na to zbyt cenny. Liderzy będą objeżdżać pas Ełk-Grudziądz-Włocławek-Kalisz-Częstochowa-Cieszyn, plus tych kilka wysepek – przedmieścia Warszawy, Krakowa i Łodzi, Białystok, Lublin i Lubin. Tam będą wydawane pieniądze na kampanię, tam przecinane wstęgi nowych inwestycji. W pozostałej części kraju 10% w te, czy we wte, i tak nie będzie robiło różnicy.

Tekst pochodzi z wpisu „Jeden mandat, jeden głos, jeden argument” autorstwa doktora Jarosława Flisa. Zainteresowanym polecam także raport na temat preferencji partyjnych w wyborach do Senatu w 2011 roku.

Co do innych postulatów – chciałbym dowiedzieć się, jak ma wyglądać reforma wymiaru sprawiedliwości. Czy poprzestaniemy na wprowadzeniu ławy przysięgłych na wzór krajów, w których obowiązuje porządek prawny zwany common law? Czy może wprowadzimy jakieś regulacje prawne zmuszające sędziów do ulegania naciskom medialnym? Mam nadzieję, że kandydat Kukiz nie rozumie „społecznej kontroli nad sądami i prokuraturą” w ten sposób.

„Negatywny przegląd” ma fanpage na Facebooku i konto na Twitterze.

Reklamy

16 komentarzy do “Dlaczego nie Paweł Kukiz?

  1. Kukizowi o to chodzi żeby nie było wiadomo o co mu chodzi. Ma być swojakiem spoza układu, za JOWami, w sosie „władza w ręce ludu”. Reszta w rękach atrybucji. Robotnik z zakładu będzie widział go jako lewicowca, kuc jako fana Centrum Smitha, wykształciuch jako kandydata pro-obywatelskiego, narodowiec jako patriotę, itd. I to działa świetnie.

    A JOWy to tylko kolejne narzędzie wyborcze mające być cudowną recepturą na wszystkie bolączki. Bo o ile łatwiej wyborcy powiedzieć, że wszystko(czyli cokolwiek) to przez układ niż żeby ruszył dupę, poczytał o kandydatach i głosował świadomie. I na wierze w JOWy też Kukiz jedzie.

    Sam kandydat kojarzy mi się najbardziej z Wałęsą, podobny poziom napuszenia, podobny poziom wiedzy o czym się gada i podobne rozwiązania na chłopski rozum.

    Polubienie

    • Przy czym Pan Komorowski nie zna nawet porządnie języka Polskiego, Panna Ogórek leci na ładnej buzi, Pan Duda jest ambitnym narzędziem władz postkomunistycznych liczącym na ładny hajs przed emeryturą, a Pan Korwin jest królem własnej choroby psychicznej. A Pan Kukiz może być sobie katolem, a nawet alkoholikiem, ale przy tym jest również buntownikiem, którego wkurwia okradanie i okłamywania społeczeństwa, pchanie nas w gigantyczne zadłużenie wynikające z członkostwa w UE. Nie wiem na ile twardym jest człowiekiem, ale jestem ciekaw się przekonać tego podczas kadencji, a nie patrzeć jak świnie żrą, szczury kradną, a krowy dają się doić.

      Polubienie

    • Myślę, że przeceniasz Kukiza. On wygląda na naturszczyka, który uważa że w Polsce jest źle, należy więc dokonać zmian. Ale na to, by zmiany przemyśleć, to już jest za mały. Taki dość idealny typ zbuntowanego nastolatka, w pewnych sytuacjach może i sympatyczny, ale sprzeczny z jakąkolwiek dorosłą polityką. W tym z prezydenturą.

      PS.
      Wałęsa… ten przynajmniej miewał zaplecze. Zresztą Wałęsa jest bardzo nierówny, ma chwile beznadziejnych wpadek, chamstwa i głupoty, ale i zachowań pięknie wielkodusznych. I miewa wyczucie polityczne.

      Polubienie

  2. typowo brukowy poziom dziennikarstwa jak natemat.pl. Autor udaje, ze zna temat, ale poznał go tylko na tyle, na ile pozwalały mu jego własne poglądy czy uprzedzenia. Nie wspomnisz, drogi autorze, ze Kukiz chcę również wprowadzić zmianę polegającą na umożliwieniu kandydowania osobom spoza partii? Senat wygląda jak wygląda, bo mogą do niego kandydować jedynie ludzie partyjni bądź posiadający poparcie partii. Jeśli to zlikwidujemy, zyskamy całkowitą kontrolę nad tym kto zasiądzie w parlamencie. Jeśli osoba wybrana nie sprawdzi się – w następnych wyborach nikt na niego nie zagłosuje. Ale do tego potrzeba odpartyjnienia systemu wyborczego, do czego Kukiz dąży.

    Polubienie

    • Zacznijmy od tego, że nie jest prawdą zdanie:

      „Senat wygląda jak wygląda, bo mogą do niego kandydować jedynie ludzie partyjni bądź posiadający poparcie partii”.

      Kandydaci niezależni mogą kandydować do Senatu. Muszą oni założyć własny komitet wyborczy.

      Nie wspomniałem o tym, że Kukiz dąży do odpartyjnienia systemu, bo sam o tym nie wspomina. Nie ma tego ani w tekście na oficjalnej stronie kandydata, ani w linkowanym materiale o JOW-ach. Co więcej, autorzy tego przewodnika otwarcie mówią, że chcą się wzorować na systemie brytyjskim, który wcale nie jest odpartyjniony.

      Taki cytat z linkowanego przez Kukiza materiału:

      „Nie występujemy przeciwko partiom jako takim. Zauważamy jednak, że w proporcjonalnym systemie wyborczym są one grupami interesu, scentralizowanymi i oderwanymi od obywateli. W systemie JOW partie mają szansę stać się organizacjami demokratycznymi, obywatelskimi, służącymi społeczeństwu.”

      Najgorsze jest to, że jedynym postulatem kandydata znajdującego się na trzecim miejscu w sondażach przedwyborczych jest wprowadzenie JOWów.

      Mam nadzieję, że udało mi się odeprzeć zarzuty o „dziennikarstwo rodem z natemat.pl” 🙂

      Polubienie

      • Program Kukiza przedstawiony na stronie faktycznie nie należy do najlepszych, jednak można go wysnuć z różnych wypowiedzi. Nie wspomina wyłącznie o JOWach, chociaż nie ukrywam, że to jest najważniejsze. Dobrze wprowadzone JOWy są w zasadzie rozwiązaniem większości problemów. Spójrz na te nowsze wypowiedzi Kukiza, np. u Wojewódzkiego.

        Oczywiście że kandydaci niezależni mogą założyć własny komitet wyborczy. Ale zrób to. Zbierz pieniądze. Przebij się w mediach, konkuruj z partyjną machiną zasilaną pieniędzmi z budżetu. Nie chodzi o możliwość na papierze, ale o realną, namacalną opcję.

        Na koniec wycofuję się ze swoich słów o poziomie natemat.pl, uzyskałem merytoryczną odpowiedź, dzięki i pozdrawiam

        Polubienie

      • Trochę się zgadzam z lekko_zirytowanym. Myślę, że JOW-y mogłyby przynieść efekty, ale znaczące najwcześniej po ośmiu latach. Najpierw kandydaci spoza „układu” musieliby się stać rozpoznawalni. Aktualnie starzy wyjadacze mają nad nimi pod tym względem dużą przewagę, zapewnianą również np. przez struktury, doświadczenie w organizacji kampanii itp. Dodatkowo ludzie musieliby się odzwyczaić od głosowania na partie, a to wymaga przynajmniej pobieżnego zapoznania się z większą liczbą programów (albo głosowania na chybił trafił).
        Gdyby po wprowadzeniu JOW-ów w wyborach wystartowało mnóstwo znanych, bezpartyjnych osób (takich jak Kukiz), może zmiana byłaby wyraźna. Jeśli jednak mieliby to być tylko prawdziwi działacze i specjaliści, to nie wierzę, że to rozwiązanie coś da. Te osiem lat, o których wspomniałem, to wizja optymistyczna.

        Polubienie

    • W zyciu nie czytalam wiekszej bzdury. Do senatu prawo wyborcze bierne jest mozliwe rowniez dla ludzi spoza partii-ale trudno sie przebic!

      Polubienie

    • Może dlatego, że chyba nigdy nie zdarzyło mi się sympatyzować ze zwycięzcami w wyborach, a chce mieć możliwość wpływu na politykę w Polsce, nie sympatyzuję z JOWami. Obecnie mam kilkudziesięciu kandydatów co wybory, po eliminacji ludzi, których program mi zupełnie nie pasuje, albo nie mają nic do powiedzenia zostaje kilku, których ewentualnie można by poprzeć. Z tego jedna, dwie osoby ma szanse dostać się do parlamentu, bo należą do partii do parlamentu (potencjalnie) wchodzącej.
      W przypadku JOWów mogę sobie zostać w domu. Bo jeśli nie zagłosuję na kandydata większościowego (względnie nie dołączę się do jedynego silnego kontrkandydata — z reguły obaj mi przeszkadzają, zwykle reprezentując fundamentalizm, czy to katolicki, albo gospodarczo-liberalny, w ostateczności będący celebrytami…), mój głos nie będzie miał znaczenia. Na kandydata numer trzy, cztery, a tym bardziej piętnaście, nie będzie już miejsca. I partia wcale nie ma tu nic do powiedzenia.
      Zresztą z tym zgadzają się doświadczenia zagraniczne — w krajach o podobnej kulturze politycznej, tam gdzie są JOWy do wyborów idzie ludzi mniej.

      Polubienie

  3. Zastanowiłbym się nad związkiem między wielkością poparcia dla Kukiza a świadomością polityczną społeczeństwa. Z jednej strony wielu ludzi nie chce głosować na żadną z tych kilku wielkich partii, ale z drugiej chcą głosować na człowieka, który „nie ma zielonego pojęcia o funkcjonowaniu państwa, na czele którego chce stanąć”. Czy na pewno wiedzą, co robią?

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.