Nie obnoście się

Dwa dni temu jeden z polityków Nowoczesnej powiedział, że jest gejem. Tak po prostu. Prowadząca program „Pociąg do polityki” zapytała Pawła Rabieja (członka zarządu partii i jednego z jej założycieli) o powody, dla których wspiera ruchy LGBT. W odpowiedz dostaliśmy coming out jednej z ważniejszych osób dużej partii. Bardzo zachowawczy, ale warto docenić. Zresztą zobaczcie sami (pytanie pada ok. 17:20).

Dzień później w „Wydarzeniach” pojawił się krótki materiał o coming outach polityków (ok. 20:18). Taki pod znakiem prawdopośrodkizmu. Mamy posła PSL-u podejrzewającego, że w ten sposób Nowoczesna chce zagospodarować ten elektorat. Mamy posła od Kukiza spekulującego, że coming out Rabieja był obliczony na powtórzenie sukcesu Biedronia ze Słupska w nadchodzących wyborach samorządowych (to jest dopiero LOL). Po programie informacyjnym do studia na rozmowę zaproszono Ryszarda Petru. Pierwsze pytanie dotyczyło ostatniej decyzji członka zarządu partii. No i przewodniczący Nowoczesnej zaczął opowiadać, że to było bardzo dobre wyjście z szafy, bo nie zrobiono z niego wielkiego halo, że po programie zadzwonił do Rabieja z gratulacjami, no bo zawsze lepiej jest wiedzieć niż nie wiedzieć. Kończąc swoją wypowiedź dodał jeszcze:

Dobrze by było, aby w Polsce ludzie, którzy mają inną orientację niż heteroseksualna, nie musieli się tego wstydzić, co nie znaczy, że muszą się z tym obnosić.

Całość można obejrzeć pod linkiem (pytanie o coming out Rabieja pada na samym początku programu).

No i w internecie zawrzało. Jako pierwsza informację podała 300polityka.pl.

Źródło
Źródło

Prawie natychmiast pojawiły się głosy, że portal zmanipulował wypowiedź Petru.

Źródło
Źródło

 

Źródło
Źródło

I wszystko byłoby w porządku, gdyby ktoś z partii (a najlepiej sam jej przewodniczący) przeprosił słowa o obnoszeniu się. Problem polega na tym, że najwyraźniej autor nie widział w nich nic złego.

swetru-04

Reakcja innych członków partii pozostawiała też wiele do życzenia.

Zastępca sekretarza generalnego i sekretarz regionu warszawskiego Źródło
Zastępca sekretarza generalnego i sekretarz regionu warszawskiego
Źródło

Tu jeszcze jeden tweet tego pana, według którego afera wokół słów Petru jest jedną wielką pomyłką, bo przecież…

Źródło
Źródło

Kurde, właściwie to dlaczego coś takiego jest poniżej poziomu i jest obrzydliwe?

Potem w obronie przewodniczącego odezwała się posłanka i wiceprzewodnicząca partii.

Źródło
Źródło

Pani posłanka też jest przeciwna nadmiernemu obnoszeniu się. Z tym że nie chodzi jej najwyraźniej o publiczne okazywanie sobie uczuć, ani o ujawnianie swojej orientacji. Ani o publiczne pokazywanie się z ukochaną osobą. Więc o co?

Źródło
Źródło

Sam bohater całego wydarzenia również się wypowiedział.

Źródło
Źródło

Kończąc tę przydługą paradę tweetów wstawię jeszcze gdańskiego działacza młodzieżówki Nowoczesnej, który najwyraźniej uważa, że moje prywatne życie to jest czyjś światopogląd.

Źródło
Źródło

Co tak wkurwia w słowach Petru?

Problem polega na tym, że słowa mogą ranić. Serio.

Nowoczesna na Paradzie Równości 2016
Źródło

Skoro nawet Nowoczesna o tym wie, to mogłoby się wydawać, że jej członkowie będą bardziej uważać. Całą wypowiedź pana Ryszarda można byłoby nawet uznać za odpowiednią, gdyby wiedział, kiedy należy skończyć paplać. O całej sytuacji można byłoby zapomnieć, gdyby ktoś za nią przeprosił. Zamiast tego otrzymaliśmy festiwal zarzutów, że manipulacja wypowiedzią, że lewactwo coś nam chce narzucać (ja rozumiem, że prawa człowieka to dość lewicowy wymysł, ale wydawało mi się, że powszechnie akceptowany już od wielu dziesięcioleci), że Biedroń jest chamem (bo napisał tego tweeta), że takie oburzenie jakie przetoczyło się przez Twittera i Facebooka to zdecydowanie za dużo jak na taką małą wypowiedź.

Z tym że ta wypowiedź jest naprawdę zła. Ja widzę dwie możliwe przyczyny jej powstania. Pierwsza jest taka, że Ryszard Petru jest po prostu debilem i mówi coś innego niż myśli. Na przykład mogło chodzić mu o to, że osoby LGBT nie powinny obnosić się ze wstydem ze swoją orientacją, tylko być z niej dumnym (jeśli to czytasz i jesteś z tych, co krzyczą, że skoro jest LGBT pride czy black pride, to równie dobrze możemy być dumni z bycia białymi, to weź idź stąd i poczytaj na przykład wikipedię). Nie wydaje mi się jednak (nawet wbrew empirycznym dowodom), że przewodniczący jednej z największych partii opozycyjnych jest zwykłym głupcem, który występując w telewizji nie potrafi sformułować swoich myśli. Dlatego pozostaje drugie wytłumaczenie: był to przykład tak zwanego dog-whistle politics. Jest to taktyka stosowana przez polityków, którzy nie chcą wyjść na rasistów, więc w swoich pozornie poprawnie politycznych słowach (bardzo długa wypowiedź na temat tego, jak gratulujemy coming outu osobie z zarządu partii) ukrywają swoje prawdziwe zdanie na dany temat (niech geje sobie żyją, ale za bardzo się nam nie pokazują).

No bo co innego ma oznaczać zdanie „osoby homoseksualne nie powinny się wstydzić swojej orientacji, ale niech się z nią nie obnoszą”? Że mamy nie paradować na ulicach? Mamy się nie przytulać na placach? Mamy nie mówić głośno o tym, że jesteśmy LGBT? Mamy nie odzywać się do swojego partnera na ulicy?

Daniel ze swoim partnerem Hubertem wracali akurat z parapetówki i wstąpili do sklepu przy ul. Krakowskiej. – Hubert poszedł po wodę, ja zostałem przed sklepem. W pewnym momencie Hubert wychodzi i pyta: „Misiek, masz może drobne?”. Niedaleko stało dwóch mężczyzn – wyższy i niższy. Jeden podszedł do nas i zapytał, czy jesteśmy pedałami. Był ubrany w dżinsy i bluzę z kapturem. Odpowiedziałem, że tak. Drugi rzucił: „Pedały, lubicie się rżnąć w dupsko?”. Hubert uspokajał rozmowę, ale ja wyczułem, że to nieciekawe towarzystwo, odciągnąłem go, przeszliśmy przez przejście dla pieszych. Poszliśmy w stronę mieszkania. Jednak niższy mężczyzna podbiegł do nas i nas zaatakował.

Źródło

Mamy nie spotykać się w miejscach publicznych?

Spotkanie LGBT miało miejsce w sobotę w muszli koncertowej przy ul. Kopalnianej w Katowicach. Geje i lesbijki zostali zaatakowani.

– W pewnym momencie pojawiła się tam kilkuosobowa grupa chuliganów, która zaczęła wyzywać uczestników spotkania. Kiedy jeden z przebywających w parku 18-latków zwrócił im uwagę, aby odpuścili, napastnicy go zaatakowali i pobili – podaje katowicka policja.

Pobity chłopak z urazem głowy i brzucha trafił do szpitala. Jeden z uczestników spotkania zawiadomił policjantów.

Źródło

Mamy nie mieszkać ze swoimi partnerami?

Paweł: – Wszystko zaczęło się zaraz po tym, jak wynajęliśmy dwa pokoje zaledwie kilometr od rynku, nad jeziorem. To był koniec listopada 2013. Spokojna dzielnica, do głowy nam nie przyszło, że możemy wzbudzić kontrowersje. Odbywałem akurat staż fryzjerski. Co drugi, trzeci dzień pod blokiem zaczęło się pojawiać czarne bmw z młodymi karkami w środku. I docinki: „Co tam, cioto? Gdzie pedałujesz?”. Nie mogłem zrozumieć, skąd w ogóle wiedzą, że jestem gejem.

(…)

Piotr: – Dokładnie naprzeciwko naszej klatki znajdował się murek, na którym przesiadywały dzieciaki, w większości kibice Cartusii. Minęły może dwa tygodnie od naszej przeprowadzki, jak zaczęły się pierwsze komentarze: „O, zoba, to ci geje”. Paweł zauważył, że w tej grupce jest jego kuzyn, od zawsze dobrze do niego nastawiony.

Po miesiącu towarzystwo się rozkręciło. Zaczęły się wyzwiska: „Ej, na tym osiedlu obowiązuje zakaz pedałowania! Patologia! Pedały! Kurwy, jeszcze brakuje, żebyście dziecko adoptowali!”.

Paweł: – Próbowałem porozmawiać z kuzynem, ale odpowiedział, że jak się wyłamie, to wtedy zaczną się czepiać jego. Powiedziałem więc jego mamie, czyli swojej cioci. I uprzedziłem, że jeśli zaczepki będą się powtarzać, zgłosimy sprawę na policję. Obiecała z nim porozmawiać. Po kilku dniach kuzyn zagroził nam, że jeśli pójdziemy na policję, to „pożegnamy się ze swoim autkiem”. Znów poszedłem do cioci. Kuzyn przestał spotykać się z kolegami na murku, ale dalej nas wyzywali od pedałów, a rodzina przestała z nami rozmawiać. Sytuacja stała się na tyle toksyczna, że od pedałów zaczęli wyzywać też kolegów, którzy nas odwiedzali.

(…)

Piotr: – Zdecydowaliśmy się na to miejsce ze względu na monitoring. Przez jakiś czas mieliśmy spokój. Ale znów do czasu. Ta sama grupa pseudokibiców zobaczyła nas któregoś dnia na ulicy. Musieli za nami iść i w ten sposób dowiedzieli się, gdzie mieszkamy. Zaczęli kręcić się w okolicy. Weszli do studia urody, w którym pracował Paweł, i wykrzyczeli: „Tutaj nie idziemy, bo ten pierdolony pedał tutaj pracuje!”. Innym razem zaczepili go na ulicy, wymachując przed twarzą butelką. Właścicielka studia nie przedłużyła umowy z Pawłem. Kto by chciał takie akcje przy klientach?

Paweł został w domu, Piotr pracował. Do eskalacji doszło 19 sierpnia.

– Wypakowywałem towar z auta na podwórzu szpitala, w którym pracuję. Wtedy podszedł do mnie jeden z nich: „Chcesz w główkę, pedale? No co, chcesz?”. Nie odpowiedziałem. Odwróciłem się i dalej wypakowywałem towar. Wtedy usłyszałem tylko: „Ty pedale jebany! Ty dziwko!”, i poczułem but na swoich plecach. Kopnął mnie z całych sił. A potem dodał: „Zgłoś to na policję, to cię potnę!”. Miałem szczęście, że całe zajście widział mój szef. Wezwał policję, radiowóz był na miejscu po kilku minutach. Ale napastników już nie znaleźli. My ich jednak zdążyliśmy dobrze poznać. Postanowiliśmy, że nie będziemy dłużej znosić tego terroryzowania. Zrobiłem obdukcję. Na komisariacie złożyłem zawiadomienie. Policjantka, która mnie wysłuchała, powiedziała, że to pierwsze takie zgłoszenie w Kartuzach.

Źródło

Gdzie jest granica tego „nieobnoszenia się”, za którą robi się dla nas niebezpiecznie? No i dlaczego wyznaczona jest ona przez heteroseksualistę (w domyśle lepszego od nas, bo przecież zdolnego do wyznaczania nam jakichś granic),

A jeśli źle zrozumiałem, jeśli nie chodziło o bycie niewidocznym, to w takim razie o co, do kurwy nędzy? Mógłby mi ktoś to wytłumaczyć?

Swoją drogą to nie jest pierwsza nieprzyjemna sytuacja, w której pojawiają się wątpliwości co do prawdziwego stosunku członków Nowoczesnej do osób nieheteroseksualnych. O przygodach z projektem ustawy o związkach partnerskich pisał na swoim blogu szarypanz.

„Negatywny przegląd” jest na Facebooku i Twitterze.

Atak na Prezydenta

Świat mnie nieustannie zaskakuje. Dzisiaj na przykład zdziwiłem się stanem polskiej nauki. Wysłuchałem bowiem wywiadu z pewną panią, której kiedyś udało się uzyskać tytuł doktora habilitowanego nauk prawnych. Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że ktoś dopuścił do tego, by taki nieuk jak Krystyna Pawłowicz, mógł obronić habilitację.

Dlaczego mam czelność nazwania pani poseł nieukiem?

Jakiś czas temu Telewizja Republika przeprowadziła cykl wywiadów z Najmądrzejszymi Polakami (TM). Rozmowy dotyczyły domniemanych ataków na Prezydenta Andrzeja Dudę w związku z kryzysem konstytucyjnym wywołanym przez nieprzyjęcie ślubowania od wybranych przez Sejm VII kadencji sędziów, wybór nowych sędziów przez Sejm VIII kadencji i dwie nowelizacje ustawy o TK. Pierwszym gościem Republiki był wybitny historyk związany z Uniwersytetem Jagiellońskim prof. Andrzej Nowak, drugim była wspomniana już posłanka Pawłowicz (która sama siebie określa „posłem”, protestując przeciwko tworzeniu rodzaju żeńskiego tego słowa), doktor habilitowany nauk prawnych i profesor w Wyższej Szkole Administracji Publicznej w Białymstoku. Obie rozmowy prowadziła Ewa Stankiewicz.

pawlowicz_00
Wyjaśnienie: nawiązanie do wypowiedzi z komisji sejmowej, nie do słynnej sałatki

Przyjrzyjmy się najciekawszym wypowiedziom „kontrowersyjnej” posłanki PiS-u.

A fe, niegrzeczne wydziały!

Uchwały, które podejmują, co ciekawe, nie różne wydziały, tylko wydziały prawa różnych uniwersytetów. Uniwersytet Jagielloński, jako najbardziej znaczący, wydał uchwałę niezwykle krzywdzącą pana prezydenta. Niesprawiedliwą, nieprawdziwą w swoich zarzutach.

(…)

Zarzuty są prawie, nie powiem, że jednobrzmiące, bo one się trochę różnią w stylu, natomiast zarzuty są te same. Że Prezydent łamie Konstytucję, bo nie przyjął ślubowania. Natomiast są to zarzuty bezpodstawne, dlatego że ustawa o TK żadnego terminu nie przewiduje. Trybunał Konstytucyjny, który orzekał w tej sprawie, dokonał nadinterpretacji. Wykorzystał kompetencję, którą sam sobie przyznał w ustawie, która cały czas obowiązuje od czerwca, w której ma prawo interpretować treść przepisów prawnych. I on sobie zinterpretował, że przyjęcie ślubowania oznacza natychmiastowe, bezwzględne, natychmiast przyjęcie ślubowania. To jest nadinterpretacja.

Po pierwsze: ów kryzys konstytucyjny, który rozpoczął się od bierności prezydenta Dudy w sprawie przyjęcia ślubowania od sędziów TK wybranych jeszcze podczas poprzedniej kadencji, jest sporem dotyczącym materii prawnej. Nic więc dziwnego, że głos w tej sprawie zabierają wydziały prawa, a nie wydziały historii, chemii, elektroniki czy biologii. Warto dodać, że uchwały potępiające działania władz przyjęło 5 wydziałów prawa i Instytut Nauk Prawnych PAN. 4 spośród tych jednostek zajmuje pierwsze miejsca w ostatnim rankingu wydziałów prawa Dziennika Gazety Prawnej. 4 wydziały znajdują się też wśród 6 najlepiej ocenionych jednostek naukowych zajmujących się prawem w Polsce. Ocena została przeprowadzona przez Komisję Ewaluacji Jednostek Naukowych działającą przy Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Po drugie: pani Pawłowicz skupia swoją uwagę na Radzie WPiA Uniwersytetu Jagiellońskiego. Warto więc dowiedzieć się, co takiego przyjęła ona w uchwale nr 303/XI/2015?

Postawiono tam dwa konkretne zarzuty. Wyrażono opinię o nowelizacji ustawy o TK z dn. 19.11.2015 jako o ustawie nie dającej się pogodzić z zasadą demokratycznego państwa prawnego (co jest podstawową zasadą ustroju Polski, wyrażoną w drugim artykule obowiązującej Konstytucji). Okazało się, że rada wydziału dokonała trafnej oceny. TK w wyroku z 9.12.2015 orzekł o tym, że szereg przepisów tej nowelizacji było niezgodnych z Konstytucją, w tym ze wspomnianym już art. 2. Polecam przeczytać całe uzasadnienie wyroku dostępne na stronie Internetowego Portalu Orzeczeń TK (sprawa K 35/15).

Drugim zarzutem rady wydziału było przyjęcie uchwał znoszących wybór sędziów TK przez Sejm poprzedniej kadencji. Rada przyjęła stanowisko, że uchwały te pozbawione były mocy prawnej i jedynie pogłębiły kryzys konstytucyjny. Mogłoby się wydawać, że uzyskanie dowodów na poparcie tej tezy będzie trudniejsze, ponieważ Trybunał odrzucił wniosek o kontrolę zgodności tych uchwał z Konstytucją. Nic bardziej mylnego:

4.1. Dokonując kwalifikacji uchwał o braku mocy prawnej, Trybunał Konstytucyjny podzielił w pełni zapatrywanie wyrażone w wyroku TK z 3 grudnia 2015 r., sygn. K 34/15, zgodnie z którym: „uchwały z 25 listopada 2015 r. należy traktować jako akty prawne o charakterze wewnętrznym, mające cechy częściowo oświadczenia, częściowo zaś rezolucji. Z prawnego punktu widzenia ich treścią jest – po pierwsze – przedstawienie politycznego stanowiska Sejmu w konkretnej sprawie, która w danym momencie została oceniona przez izbę jako doniosła, po drugie zaś – niewiążące prawnie wezwanie organu państwa (in casu Prezydenta) do określonego działania. Uchwały z 25 listopada 2015 r. nie są rozstrzygnięciami o charakterze konkretnym i indywidualnym w ramach tzw. funkcji kreacyjnej Sejmu, polegającej na obsadzaniu bądź zwalnianiu przewidzianych prawem stanowisk i funkcji publicznych. W tym sensie są one kategorialnie różne od uchwał Sejmu w sprawie wyboru sędziego Trybunału, przez które Sejm realizuje m.in. swoją kompetencję określoną w art. 194 ust. 1 Konstytucji. Uchwały z 25 listopada 2015 r. i zawarte w nich stwierdzenia (oświadczenia) z definicji nie wpłynęły zatem na moc prawną uchwał Sejmu VII kadencji w sprawie wyboru sędziów Trybunału, których kadencje zakończyły się 6 listopada, 2 i 8 grudnia 2015 r. – nie mogły wywrzeć w tej mierze żadnego skutku prawnego i nie rzutują na moc obowiązującą art. 137 ustawy o TK. Wbrew zawartej w nich deklaracji, następstwa uchwał z 25 listopada 2015 r. należy tłumaczyć zgodnie z ich prawną naturą oraz pozycją w systematyce uchwał Sejmu”. Oznaczało to, że uchwały o braku mocy prawnej należało zaliczyć do kategorii uchwał nieprawotwórczych oraz zakwalifikować je jako prawnie niewiążące.

Źródło (U 8/15)

Trybunał raz jeszcze przyznał rację Radzie WPiA UJ.

Po trzecie: owszem, ustawa o TK nie przewidziała terminu przyjęcia ślubowania przez Prezydenta. Ale jednocześnie Konstytucja w art. 194 ust. 1 mówi wyraźnie, że sędziego TK wybiera Sejm. Blokowanie przez Prezydenta wyboru dokonanego przez Sejm byłoby więc łamaniem tego przepisu Konstytucji. Tak też twierdzi Trybunał w uzasadnieniu do wyroku z dn. 3.12.2015:

8.5.2. Jak już podkreślono, obowiązkiem Prezydenta jest przyjęcie ślubowania od nowo wybranego sędziego Trybunału. To, że nie ma w przepisie terminu realizacji obowiązku odebrania ślubowania, należy rozumieć w ten sposób, że ten obowiązek musi być zrealizowany bez zwłoki, tak aby umożliwić działanie TK w piętnastoosobowym składzie.

Źródło (K 34/15)

Pani doktor w innym miejscu wspomina o tym, że Prezydent czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji. Owszem, istnieje taki zapis w ustawie zasadniczej (art. 126 ust. 1 zdanie 1). Problem polega na tym, że artykuł ten zawiera jedynie zadanie organu państwowego, a nie jego kompetencję:

Zadanie organu państwowego to kierunek działania tego organu, cel, do którego organ państwowy ma obowiązek dążyć. Między zadaniem a kompetencją zachodzi następująca relacja. Organ państwowy ma obowiązek realizować swoje zadania, wykorzystując do tego swoje kompetencje. Co więcej – może on realizować swoje zadania wyłącznie za pomocą tych kompetencji.

Źródło: Paweł Sarnecki, „Prawo konstytucyjne RP”, wydawnictwo C.H. Beck, Warszawa 2014, str. 347

Dorzućmy do tego poglądu artykuł 7 Konstytucji („Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”) i otrzymujemy zakaz domniemania kompetencji:

Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego z konstytucyjnej zasady legalności jak również z zasady demokratycznego państwa prawa wynika jednoznaczny wniosek, że w przypadku, gdy normy prawne nie przewidują wyraźnie kompetencji organu państwowego, kompetencji tej nie wolno domniemywać i w oparciu o inną rodzajowo kompetencję przypisywać ustawodawcy zamiaru, którego nie wyraził.
Źródło (W 7/94)

Zgodnie z tą zasadą, Prezydent RP został wyposażony w narzędzia umożliwiające mu efektywne stanie na straży Konstytucji. Sztandarowym przykładem takiej kompetencji jest możliwość skierowania ustawy do TK przed jej podpisaniem (art. 122 ust. 3). Jest on jedynym organem państwa zdolnym do zainicjowania kontroli prewencyjnej ustawy. Nigdzie w Konstytucji nie ma jednak uprawnienia Prezydenta do ingerowania w wybór sędziów TK. Jeśli prezydent Duda miał wątpliwości w sprawie wyboru sędziów przez Sejm poprzedniej kadencji, powinien był skierować ustawę o TK do oceny zgodności jej przepisów z Konstytucją. Jak wiemy – nie zrobił tego. W zamian postanowił wystąpić w roli Trybunału orzekającego o konstytucyjności wyboru sędziów.

Po czwarte: Trybunał nie napisał sobie ustawy. Owszem, w TK powstał projekt nowej ustawy, co jednak nie jest niczym nadzwyczajnym:

Przygotowanie projektu ustawy przez instytucję, której ma ona dotyczyć, jest powszechną praktyką zarówno w Polsce (tak powstawały projekty nowelizacji ustaw o Sądzie Najwyższym, Naczelnym Sądzie Administracyjnym czy Najwyższej Izbie Kontroli), jak i na świecie (np. projekt zmian w funkcjonowaniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej). Tego rodzaju regulacje normują ważne szczegóły i kwestie techniczne, a ich przygotowanie wymaga wiedzy praktycznej, której nie mają z reguły organy dysponujące inicjatywą ustawodawczą. Udział w pracach legislacyjnych przedstawicieli instytucji, której dotyczy projektowana regulacja – występujących w roli ekspertów − wynika z Regulaminu Sejmu (art. 42 ust. 1 i 154 ust. 3).

Źródło

Warto dodać, że pani Pawłowicz podnosiła ten argument już w lutym 2014 roku w trakcie prac legislacyjnych nad ustawą o TK w artykule opublikowanym w Rzeczpospolitej (całość dostępna jest na stronie pani poseł):

Na marginesie, trzeba mocno podkreślić, iż nie jest profesjonalnym ani etycznym działaniem sędziów TK przygotowywanie nowej regulacji dla siebie samych, w tajemnicy, bez żadnych konsultacji z odpowiednimi środowiskami. Projekt i sposób jego przygotowania dowodzi nadużycia przez aktualny skład sędziowski Trybunału swej pozycji i rangi w państwie w wąskim interesie grupowym tych sędziów.

Trybunał Konstytucyjny organ o wyjątkowych, silnych kompetencjach, m.in. do przełamywania woli najwyższego organu państwowego – Sejmu, nie powinien mieć głosu decydującego przy opracowywaniu projektu ustawy o TK. Co więcej, projekt taki powinien powstać w Sejmie, i winien być efektem ponadpartyjnego kompromisu. Projekt ustawy o TK winien być wcześniej konsultowany z różnymi środowiskami. W mojej ocenie, sędziowie TK winni nawet „trzymać się z daleka” od tego projektu (poza ewentualnymi konsultacjami), gdyż w wypadku zaskarżenia o niekonstytucyjność przepisów uchwalonej ustawy sędziowie TK orzekając w tej sprawie staliby się sędziami we własnej sprawie, i właściwie, standardowo winni byliby się wszyscy wyłączyć. Czy w obecnej sytuacji, gdy projekt napisali sobie sami sędziowie, w tajemnicy, z punktu widzenia własnych interesów – będą bezstronnie, krytycznie oceniać własne pomysły? Jestem pewna, że nie.

Źródło

Parę dni później w Gazecie Wyborczej ukazała się polemika autorstwa prof. Piotra Winczorka, konstytucjonalisty i teoretyka prawa:

To, że projekty ustaw odnoszących się do różnych instytucji publicznych powstają w gronie osób będących ich funkcjonariuszami, nie jest niczym szczególnym. Gdyby było to niezgodne z zasadami demokratycznego państwa prawnego, posłowie i senatorowie nie powinni przygotowywać i przegłosowywać takich aktów normatywnych jak regulaminy obu izb lub ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Ustawa o TK nie będzie też działać w interesie osób, które ją opracowywały, ponieważ kadencja sędziów Trybunału jest ograniczona do 9 lat i nie mogą oni podlegać reelekcji. Nowa ustawa o TK będzie dotyczyć głównie tych sędziów, którzy zostaną wybrani w przyszłości.

Źródło

Kończąc ten wątek: żaden z sędziów nie miał wpływu na ostateczną treść ustawy. Jak każda inna przyjmowana w Polsce ustawa, przeszła ona standardową procedurę legislacyjną, która nie przewiduje prawa innych organów poza Sejmem, Senatem i Prezydentem do wiążącego decydowania o treści aktu normatywnego.

Nasuwa się jeden wniosek: by lepiej poznać podstawowe zasady ustroju państwa, w którym się żyje, wskazane jest czytanie orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Szkoda, że pani Pawłowicz nie chce tego czynić.

Lewacka kontrola konstytucyjności aktów normatywnych

Trybunał Konstytucyjny nie podlega żadnej kontroli społecznej. Stworzyliśmy taką hybrydę, potworka, wyhodowaliśmy sami na fali takiej poprawności politycznej, mody lewicowej, która w Europie zapanowała. Dobrze, Trybunał utworzono jeszcze w osiemdziesiątym [roku], od osiemdziesiątego tam dziewiątego działa. Natomiast ten Trybunał początkowo nie miał prawa… odebrano mu prawo do uchylania prawa. Natomiast my w miarę tej poprawności przyznaliśmy prawo do uchylania woli suwerena. Wyhodowaliśmy sobie potwora, który po prostu nas morduje, sami. Morduje suwerena, który władzę temu Trybunałowi dał.

Po pierwsze: Trybunał Konstytucyjny został wprowadzony do polskiego ustroju w 1982 roku, jednak ustawa umożliwiająca jego powołanie przyjęta została dopiero w 1985 roku. Rozpoczęcie orzekania nastąpiło 1.01.1986, trzy lata przed datą wskazaną przez panią Pawłowicz. Przypomnijmy – pani Pawłowicz przez długie lata kształciła młodych prawników. Miejmy nadzieję, że na zajęcia przychodziła lepiej przygotowana.

Po drugie: przed wejściem w życie obecnie obowiązującej Konstytucji, TK miał prawo do uchylania prawa (wbrew temu co powiedziała pani poseł).

Źródło
Źródło

Jak na mój rozum, TK posiadał takie prawo. Oczywiście uprawnienie to nie miało charakteru ostatecznego. Z lektury przytoczonych przepisów wynika, że prawo to ograniczone było przez Sejm, który odpowiednią większością (2/3) głosów mógł odrzucić wyrok.

Po trzecie: historia sądownictwa konstytucyjnego na świecie nie jest długa. Pomysł utworzenia osobnych ciał sądowniczych zdolnych orzekać w trybie kontroli skoncentrowanej (kontrola, w wyniku której sąd może pozbawić niekonstytucyjne przepisy mocy obowiązującej) pojawił się pierwszy raz w Austrii po I wojnie światowej. W dwudziestoleciu międzywojennym, poza ojczyzną Mozarta, taki sąd funkcjonował tylko w Czechosłowacji. Jednak już po II wojnie światowej kraje demokratyczne zaczęły wprowadzać instytucje podobne do TK. Takie sądy były jednak obce państwom bloku socjalistycznego (poza Jugosławią). Dlaczego?

Kontrola konstytucyjności ustaw przez organy pozaparlamentarne, a w szczególności sądowe i quasisądowe jest instytucją reakcyjną i właśnie dlatego nie ma dla niej miejsca ani w państwie socjalistycznym, ani w państwie ludowym, które spokojnie ufają sprawiedliwości ludu i jego woli.

Źródło: S. Rozmaryn, Kontrola konstytucyjności ustaw, Państwo i Prawo 1946, zeszyt 11/12, strona 866

Wydawałoby się, że dzisiaj panuje konsensus w kwestii istnienia Trybunału Konstytucyjnego. Od czasu do czasu pojawiają się jednak głosy krytycznie wypowiadające się o jego roli w systemie prawa:

Polityka w państwie narodowym powinna być tworzona przez Naród oraz organy mające jego bezpośrednią legitymizację wyrażoną w głosowaniu. Unikać należy sytuacji, w której woli Narodu wyrażonej przez jego reprezentantów lub sam Naród bezpośrednio sprzeciwia się grupa niemająca bezpośredniej legitymacji Narodu, a wybierana jest przez Sejm. Stąd przemyślenia wymaga rola Trybunału Konstytucyjnego. (…) Tym niemniej szczególnie przy sprawowaniu kontroli konstytucyjności zachodzi na całym świecie zjawisko aktywizmu sędziowskiego. Wykorzystując to, iż orzeczenia TK są ostateczne, sędziowie mogą wobec wielokrotnie niejednoznaczności przepisów konstytucyjnych lub przez odwoływanie się do przepisów – zasad o znaczeniu dość ogólnym – kwestionować z powodów światopoglądowych czy politycznych decyzje parlamentu wybranego w wolnych wyborach. W ten sposób mogą utrudniać realizowanie przez Prezydenta i parlament polityki państwowej, do realizacji której mają upoważnienie obywateli. W niektórych wypadkach może to pozbawiać organy władz ustawodawczej i wykonawczej niezbędnej swobody dla realizowania swojego programu.

Wobec tego można zaproponować trzy rozwiązania. (…) Ograniczona powinna zostać kontrola następcza już po wejściu danego aktu w życie. (…) Po drugie, należy podwyższyć do dwóch trzecich większość niezbędną do uznania danej ustawy lub niektórych jej postanowień za niekonstytucyjne. Po trzecie, należy przemyśleć możliwość odrzucenia orzeczenia TK przez obie izby parlamentu większością 2/3 głosów w obecności co najmniej 2/3 członków obu izb.

Źródło: Niezbędnik narodowca. ABC nowoczesnego nacjonalizmu, Biblioteka Polityki Narodowej, Warszawa 2014, str. 75-76

Sama pani dr hab. Pawłowicz prof. WSAP, w przytoczonej już wyżej opinii opublikowanej na łamach Rzeczpospolitej proponowała podobne rozwiązania:

Konstytucja w art. 194 określa, iż „TK składa się z 15 sędziów” oraz w art. 190 ust. 5, iż „orzeczenia Trybunału zapadają większością głosów.” Oznacza to, że zgodnie z Konstytucją, która nie przewiduje tu żadnych wyjątków, orzeczenia Trybunału co do meritum, w każdej sprawie należącej do jego kompetencji muszą zapaść większością głosów pełnego składu (po ewentualnym odliczeniu sędziów chorych lub podlegających wyłączeniu obligatoryjnie lub fakultatywnie). Taki sposób głosowania nakazuje wyraźnie Konstytucja, stojąc na stanowisku że chodzi przecież o przełamywanie woli Sejmu i innych uprawnionych do stanowienia prawa podmiotów. Chodzi o przełamanie woli Suwerena i w żadnym razie nie wolno tego robić Trybunałowi np. 1-2 głosami w 5-osobowym składzie. Konstytucyjnie określany sposób głosowania w TK oznacza, że żadna ustawa, ani obecna (choć to czyni) ani żadna projektowana, nie może ustalać innych quorum i większości dla rozstrzygnięć. A taką niekonstytucyjną praktykę podtrzymuje omawiany projekt w art. 47, dopuszczając prawo orzekania co do istoty także składom już nawet 3- czy 5-osobowym, w sprawach zastrzeżonych przecież konstytucyjnie i wyraźnie dla „Trybunału Konstytucyjnego w składzie 15 sędziów”, który „podejmuje orzeczenia większością [tj. 8] głosów”.

W miejsce naruszającego Konstytucję art. 47 projektu należy zaproponować brzmienie z Konstytucją zgodne. Np:

  1. Trybunał Konstytucyjny orzeka w pełnym składzie.
  2. Orzeczenia co do istoty sprawy zapadają, jeśli w rozpoznaniu sprawy udział wzięło co najmniej 9 sędziów, z których co najmniej 8 głosowało za orzeczeniem.
  3. Stosunek głosów podaje się do wiadomości publicznej.

Źródło

Warto zauważyć, że trzon tych trzech uzasadnień jest co do zasady taki sam. Wszędzie chodzi o wyeliminowanie zagrożenia, jakie stanowi sąd konstytucyjny. Może on przecież pozbawiać mocy obowiązującej przepisy naruszające podstawowe zasady ustrojowe (na przykład prawa człowieka). Łatwo dowieść, że wszystkie te stanowiska sprzeciwiają się funkcjonowaniu demokracji rozumianej jako rządy większości przy jednoczesnym poszanowaniu praw mniejszości.

Nie jestem tak odważny jak pani poseł i nie posunę się do nazwania TK morderczym potworem, któremu w imię poprawności (domyślam się, że chodzi o poprawność polityczną) przyznano prawo do uchylania przepisów niezgodnych z Konstytucją. Wręcz przeciwnie, w systemie prawa stanowionego nie ma lepszej gwarancji tego, by prawo uchwalane przez przedstawicieli suwerena było zgodne z zasadą demokratycznego państwa prawnego.

Po czwarte: rozumiem, że poseł Pawłowicz dokonała skrótu myślowego, określając prawo przyjmowane przez władzę ustawodawczą emanacją woli suwerena. Od takiego zdania niedaleko już do twierdzeń posła Sanockiego (wybranego z listy Kukiz 15), który twierdził wprost, że to Sejm jest suwerenem:

Poseł niezrzeszony Janusz Sanocki, stwierdził, że retoryka przyjęta przez PO, PSL i .Nowoczesną w obronie Trybunału Konstytucyjnego jako gwarancji demokracji jest w dużej meirze oparta na propagandzie.

Kto jest suwerenem: Sejm czy Trybunał Konstytucyjny? – zapytał polityk, który wystąpił na wspólnej konferencji z Kornelem Morawiecki. Sanocki podkreślił, że wystarczy wziąć do ręki konstytucję, aby przekonać się, że to Sejm jest reprezentantem narodu i on sprawuję władzę w imieniu obywateli.

Źródło (TV Republika, nie polecam klikać w link). Pisownia oryginalna.

Krótkie wyjaśnienie: suwerenem nie jest ani Sejm, ani Trybunał Konstytucyjny. Według Konstytucji, władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu, który to władzę sprawuje przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio (art. 4). Nie można jednak zapominać o artykule 10 ust. 1, który wyraźnie mówi, że ustrój RP opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej.

Jakieś studia gejowskie lub lesbijskie

Chciałabym, żeby uniwersytet był rzeczywiście wszechnicą, gdzie można uprawiać wolną naukę. Ale wolną naukę nie posuniętą do bluźnierstw typu gender studies, jakie pani Fuszara otworzyła i gdzie jednocześnie blokuje się spotkania z wybitnymi profesorami, którzy na przykład dowodzą o tym, że homoseksualizm jest chorobą, którą można leczyć, prawda? Albo jednocześnie promuje się i trzeba było wielkich zachodów, żeby jednego z profesorów, nie będę nazwiska mówiła, amerykańskiego, który chciał udowadniać, że zoofilia jest bardzo dobra, natomiast tu trzeba było wielkich wysiłków, żeby to utrącić. Więc ja myślę, że wolność nauki jednak powinna odbywać się w ramach pewnego systemu wartości powszechnie akceptowanego i to jest to. Natomiast nie uważam, żeby wolność nauki pozwalała na obrażanie, na krzywdzenie innych, na naruszanie po prostu praw natury.

Tutaj pozostaje mi odesłać tylko do strony na Facebooku zrzeszającej fanów czasopisma naukowego „Jakieś Studia Gejowskie lub Lesbijskie”. Po więcej informacji na temat homoseksualizmu jako choroby odsyłam do notki pt. „Lekarstwo” na blogu slwstra lub do książki „Wprowadzenie do psychologii LGB”, gdzie znajduje się cały rozdział przedstawiający historię uznawania homoseksualizmu za chorobę.

12237933_10153802144820528_2102946537588213785_o
Źródło

Pani Pawłowicz jest jedną z najbardziej znanych osób zasiadających w Sejmie. Słynie z kontrowersyjnych wypowiedzi, bardzo źle znosi polemikę. Słuchanie jej nie należy do rzeczy najprzyjemniejszych, więc nie mogę z czystym sercem polecić filmu na youtubie trwającego 35 minut, w którym cały czas słychać głos posłanki. Sugeruję jednak przełamać niechęć i obejrzeć całość, ponieważ przytoczyłem bardzo niewielki fragment audycji. Chociażby tylko dla pytań Ewy Stankiewicz, które łaskawie pozwoliłem sobie przemilczeć.

„Negatywny przegląd” jest na Facebooku i Twitterze.