Niewierzący niech się przeniosą do Francji

Ludwik Dorn startuje z listy wyborczej Platformy Obywatelskiej w okręgu radomskim z drugiego miejsca. Jutro w „Dużym Formacie” pojawi się udzielony przez niego wywiad, którego zapowiedź opublikowano dzisiaj na stronie wyborcza.pl.

– Jeśli chodzi o związki jednopłciowe, to co pan dziś uważa?

– Chodzi panu o ich uprzywilejowanie?

– Chodzi mi o to, żeby ludzie tej samej płci mogli brać ślub w urzędzie.

– To jest uprzywilejowanie.

(…)

– Niedawno w Irlandii obywatele zdecydowali w referendum, że małżeństwo to jest związek dwóch osób, również tej samej płci. Czyli świat się zmienia. I co pan z tym zrobi?

– Nie chciałbym, żeby do tego doszło w Polsce.

(…)

– A co z niewierzącymi?

– Na to takim ludziom, przepraszam za brutalizm, ja mówię: mamy Schengen, przenieście się gdzie indziej.

– Do Francji?

– Tak. Tu jest Polska! I mówię to nie na tej zasadzie, bym był szczególnie nietolerancyjny, tylko, a dlaczego wywracacie coś, co generalnie rzecz biorąc dobrze działa, a jak się wywróci, to będziemy mieli trwającą przez dekady wielką wewnętrzną awanturę i utrudnianie życia milionom Polaków.

Wie pan, to jest trochę tak jak z butami. Mnie ten but nie uwiera, a takich ludzi jak pan troszeczkę, no, ale to przecież nie są buty hiszpańskiej inkwizycji!

No trudno! To już pogódźcie się z tym! Może ta wspólnota narodowa ma jakieś inne zalety, które was tu trzymają, ale ja i mnie podobni tego zmienić nie pozwolą.

Oddając głos na Platformę doprowadzisz do tego, że ten człowiek wejdzie do Sejmu. Wprowadzisz do Sejmu partię, która mimo wielokrotnych obietnic, nie wprowadzi nigdy związków partnerskich (nie wspominając już o równości małżeńskiej). Wprowadzisz do Sejmu partię, której przedstawiciel przywilejem nazywa podstawowe prawo człowieka, jakim jest prawo do rodziny. Wprowadzisz do Sejmu partię, którą reprezentować będą ludzie wprost stwierdzający, że dla dużej części Polaków nie ma miejsca w Polsce.

Mam nadzieję, że nie dasz się wygonić z własnego kraju i nie oddasz głosu na partię, która ma na swoich listach Dorna i Kamińskiego, która jeszcze niedawno tolerowała w swoich szeregach Gowina.

O obłudzie polityków tej partii podczas głosowania nad wprowadzeniem do porządku dziennego obrad projektu ustawy o związkach partnerskich nie tak dawno temu napisałem notkę „Platforma i Sprawiedliwość„, którą przed tymi wyborami warto przypomnieć.

„Negatywny przegląd” jest na Facebooku i Twitterze.

[EDIT]

Cały wywiad jest dostępny pod tym linkiem.

Reklamy

Wojna ze szmatami

W ostatnim numerze tygodnika „Wprost” pojawił się artykuł „demaskujący” podejrzane pobudki zwolenników wprowadzenia ustawy krajobrazowej:

Kancelaria Prezydenta nie ma ostatnio szczęścia do swoich projektów ustaw. Jak nie wchodzi w zwarcie z rządem, to tworzy propozycje uderzające w wolny rynek i zdrowy rozsądek. A co gorsza, może się narazić na zarzuty sprzyjania jednemu graczowi, potężnej spółce medialnej.

(…)

Na pierwszy rzut oka ustawa jedynie porządkuje zasady umieszczania reklam w mieście. Zobowiązuje władze do określenia wymiarów, zasad wyznaczania lokalizacji i nawet tego, z czego mają być reklamy wykonane. Rzecz w tym, że w trakcie procedowania ktoś dołożył do artykułu 37a punkt 8. Sprawi on, że po uchwaleniu przepisów wszystkie reklamy niemieszczące się w nowej dyrektywie będą musiały być natychmiast zdjęte. Niezależnie od zaciągniętych zobowiązań i od tego, że wcześniej firmy otrzymały na nie zgody. To zaskakuje nawet parlamentarzystów PO, których głosami ustawa przeszła w Sejmie.

(…)

Najbardziej wpływowym wrogiem reklam wielkoformatowych jest „Gazeta Wyborcza”, która publikowała cykl artykułów walczących ze „szmatami” (termin, jakim określali je dziennikarze gazety). Miał on odróżniać wielkie formaty, fachowo nazywane „siatkami”, od średnich i małych formatów czy billboardów. W segmencie billboardów dominującym graczem jest spółka AMS należąca do Agory, właściciela „Gazety Wyborczej”. Zbieżność gazetowej akcji przeciwko „szmatom” z interesami handlowymi jej właściciela mogła zaskakiwać rynek przyzwyczajony do standardów głoszonych przez dziennik. Dopóki rzecz była przedmiotem debaty medialnej, nikt się tym nie przejmował. Zmiany zapisów zaniepokoiły jednak i skonsolidowały konkurencję AMS i na „prospołeczną” akcję gazety zaczęto patrzeć inaczej.

Wkrótce po uchwaleniu ustawy ta sama gazeta przeprowadziła wywiad z naczelnikiem wydziału estetyki Warszawy Wojciechem Wagnerem, który zgodnie z linią pisma i interesem AMS wyrażał nadzieję, że teraz uda się zakazać wielkoformatowych reklam w Warszawie.
– Myśli pan, że radni odważą się na to?
– dopytywał dziennikarz.
– Nie wyobrażam sobie innej możliwości
– odparł Wagner.

(…)

Ustawa krajobrazowa w obecnym kształcie może też stanowić zagrożenie dla wspólnot mieszkaniowych, które dzięki reklamie wielkoformatowej finansują remonty i modernizacje budynków. Często umowy na reklamę wielkoformatową zabezpieczają wieloletnie kredyty bankowe pod takie inwestycje. Tak jak w warszawskiej wspólnocie mieszkaniowej przy ulicy Kruczej, obok dawnego Domu Towarowego Smyk. Kamienica przechodzi kompleksowy remont. Od 2006 r. wspólnota zaciągnęła dwa kredyty: 780 tys. zł (częściowo spłacony) i na 1 mln zł (do spłaty w ciągu ośmiu lat). Bez tych kredytów i wielkoformatowej reklamy, która zawisła na elewacji, nie było szans na rozpoczęcie remontu. Budynek przeszedł termomodernizację, wymieniono okna, kaloryfery, kanalizację. Położono granitowe posadzki, zainstalowano windy.

(…)

To tylko niektóre z zastrzeżeń do ustawy. Brakuje w niej jasnych sformułowań. Nie ma precyzyjnej definicji, czym jest reklama wielkoformatowa. Ustawa narusza prawo własności, bo urzędnik będzie decydował, co ma stanąć, a co nie na prywatnej działce. Nie mówiąc już o tym, że to otwarta droga do nadużyć i urzędniczego woluntaryzmu.

Na te zarzuty odpowiedział wspomniany naczelnik wydziału estetyki miejskiej, Wojciech Wagner:

Szanowny Panie Redaktorze,
żałuję, że przygotowując opublikowany dziś w magazynie „Wprost” artykuł „Wojna ze szmatami”, nie zasięgnął Pan opinii przedstawicieli władz samorządowych i organizacji społecznych. Przedstawiając prace nad ustawą jako walkę między segmentami rynku reklamowego, nie uwzględnił Pan oburzających opinię publiczną praktyk wielu działających w Warszawie firm reklamowych, które korzystając z braku sankcji instalują swoje nośniki z rażącym naruszeniem prawa budowlanego. Nie wziął Pan pod uwagę niemal 13 tysięcy apeli o zaostrzenie zapisów ustawy krajobrazowej, jakie wpłynęły do senatorów od obywateli w ramach jednoczącej kilkadziesiąt miejskich organizacji społecznych z całej Polski akcji „Wstawmy zęby ustawie krajobrazowej” (https://www.facebook.com/events/712761325519022).
Artykuł pominął urbanistyczne, konserwatorskie i kulturowe aspekty problemu, jakim jest drastyczne zaśmiecenie polskiego krajobrazu reklamą. Zbył także milczeniem fakt nielegalności ogromnej większości reklam wielkoformatowych w Warszawie (w szczególności tych zasłaniających okna lokali mieszkalnych i być może również tej funkcjonującej na opisywanym budynku przy ul. Kruczej, którego adresu jednak w artykule nie podano). Posłużył się zafałszowującymi rzeczywistość sformułowaniami („ustawa narusza prawo własności, bo urzędnik będzie decydował, co ma stanąć, a co nie na prywatnej działce”) – jedynym sensem i treścią przepisów urbanistycznych na całym cywilizowanym świecie jest właśnie to, że ograniczają prawo wykonywania własności nieruchomości; nie są one wydawane przez urzędników, ale przez posiadające demokratyczny mandat zgromadzenia samorządowe.
Być może wskutek powyższych braków tekst uzyskał kształt bliski manifestowi konkretnej grupy interesów, jakim są właściciele nośników reklamy wielkoformatowej.
Zasugerował Pan również, jakobym swoje opinie formułował na użytek medialny pod kątem oczekiwań Gazety Wyborczej i spółki AMS. Jest to dla mnie głęboko krzywdzące – moim zadaniem jako urzędnika jest realizacja interesu publicznego, za jaki uznać należy, w ślad za ustawową definicją ładu przestrzennego, powstrzymanie narastającego w naszym kraju chaosu urbanistyczno-architektonicznego. Generuje on wysokie, długoterminowe koszty społeczne, ekonomiczne oraz ekologiczne i wynika z niezwykle liberalnego na europejskim tle prawodawstwa oraz orzecznictwa w zakresie planowania przestrzennego. Warto, by również i Państwo poświęcili temu problemowi uwagę, abstrahując od postrzegania kluczowych zagadnień rozwoju naszego kraju jedynie w kontekście bieżącej walki politycznej.
Z poważaniem
Wojciech Wagner

Wypowiedź opublikowana została na fanpage’u „Nie kupuję u szmaciarzy” skupiającym prawie 5 tysięcy użytkowników Facebooka. Podkreślenia pochodzą ode mnie.

Jaki jest cel osób walczących o ustawę krajobrazową?

Celem jest ucywilizowanie takich miejsc:

Kraków, ulica Kalwaryjska, centrum zabytkowej dzielnicy Podgórze
Źródło
Elbląg Źródło
Elbląg, budynek u zbiegu Al. Odrodzenia, Płk. Dąbka, Ogólnej i Jana Pawła II
Źródło
Centrum Olsztyna, al. Piłsudskiego Źródło
Centrum Olsztyna, al. Piłsudskiego
Źródło
Kraków, ul. Conrada Źródło
Kraków, ul. Conrada
Źródło

Chodzi o możliwość obcowania z dobrą architekturą:

Hotel MDM według własnej strony internetowej Źródło
Warszawski hotel MDM według własnej strony internetowej
Źródło
I prawdziwy wygląd hotelu Źródło
I prawdziwy wygląd hotelu
Źródło
Dom Handlowy "Zenit" w Katowicach Źródło
Dom Handlowy „Zenit” w Katowicach
Źródło
W 2011 roku wyglądał tak Źródło
W 2011 roku wyglądał tak
Źródło
Zabytkowy budynek Zarządu Regionu NSZZ Solidarność we Wrocławiu z przełomu XIX i XX wieku Źródło
Zabytkowy budynek Zarządu Regionu NSZZ Solidarność we Wrocławiu z przełomu XIX i XX wieku
Źródło
Tu z reklamą zasłaniającą cały budynek. Źródło
Tu z reklamą zasłaniającą cały budynek.
Źródło

Nawiasem mówiąc ta reklama szkodzi zdrowiu pracowników budynku.

„Negatywny przegląd” ma fanpage na Facebooku i konto na Twitterze.

Listy do księdza Oko

„Tygodnik Powszechny” piórem Przemysława Wilczyńskiego:

Powiedzmy, że ma na imię Maria (o prawdziwym nie może być mowy). Mieszka w mieście na południu Polski. 72-latka, od ponad 40 lat matka, od ponad 20 emerytka, od 19 lat wdowa. Od zawsze wierząca i praktykująca katoliczka. Typ serdecznej, ciepłej starszej pani – nieco zgarbiona, kłopoty ze zdrowiem.

Co w niej takiego wyjątkowego, że tygodnik zainteresował się jej historią?

– Moja droga była tradycyjna. Siostry, z którymi miałam w młodości kontakt, miały nadzieję, że zostanę zakonnicą – opowiada Maria. – (…) W latach 80., kiedy w naszym małżeństwie nastał poważny kryzys spowodowany alkoholizmem męża, przystąpiłam do Odnowy w Duchu Świętym. (…) W latach 90. nie miałam już tyle czasu, ale to, co tam dostałam, pozostaje we mnie do dziś. Kontakt z Panem Bogiem, codzienna msza, lektura Pisma Świętego – wszystko to jest dla mnie ogromnie ważne.

Maria ma dwoje dzieci. Anię i Piotra. Oboje są już dawno dorośli. Syn od ponad 10 lat żyje ze swoim partnerem.

W wieku 18 lat zakochałem się w koledze, o czym on nie wiedział. Więcej: ja też o tym w pewnym sensie nie wiedziałem! – śmieje się Piotr. – Moment, w którym zdałem sobie sprawę, że „coś jest nie tak”? Nie było takiego momentu. To był niesamowity przykład dwójmyślenia. Było dla mnie oczywiste, że przed kolegami muszę mieć dziewczynę, załatwić „tę sprawę”. A wieczorem, przed snem, myślałem o koledze. Pod koniec lat 90. podłączyłem sobie internet. Byłem wtedy zaangażowany religijnie, czytałem m.in. namiętnie „Frondę”. A wieczorem wchodziłem na strony gejowskie.

Maria jest częścią społeczności ostro piętnującej homoseksualizm. Piętnującej jej syna.

W czerwcu roku 2014 głośno robi się z kolei wokół kazania bp. Józefa Zawitkowskiego na Jasnej Górze. Hierarcha mówi tam m.in., że homoseksualiści „nie potrafią ani normalnie grzeszyć, ani normalnie kochać”.
Styczeń tego roku. Na portalu Fronda.pl pojawia się notka: „Egzekucja homoseksualistów. Państwo Islamskie publikuje makabryczne zdjęcia”. Pod linkiem do tekstu na Facebookowym profilu „Frondy” takie m.in. komentarze (za profilem FB inicjatywy „Dziennikarze Przeciw Dyskryminacji”):
Gniewko Janas: Przynajmniej w tym się z nimi zgadzam
Jarek Christiani: I kurwa dobrze
Jarosław Rasala: Leczą swój kraj z parchów
Marcin Czarnacki: Gej to gej. Trzeba eliminować!!!
Liliana Wojtulewicz: Jestem usatysfakcjonowana.

Wśród podobnych głosów dominuje ten należący do księdza z Oświęcimia posiadającego tytuł doktora habilitowanego.

W lipcu 2014 r. do Piotra i jego matki trafia wywiad z ks. prof. Dariuszem Oko na Fronda.pl. Duchowny – znany już wówczas m.in. z twierdzenia, że geje odpowiadają za około 40 proc. czynów pedofilskich – mówi np.: „(…) ten styl życia może prowadzić do bezdomności. Zostało to zaobserwowane na przykład w Nowym Jorku. Homoseksualistów charakteryzuje niesamowita, niespotykana nigdzie indziej rozpusta”.

W innym miejscu dodaje, że prowadzący taki styl życia homoseksualista „traci zdolność do trwałego związku, nie może więc liczyć na wsparcie w kryzysie, pomoc w razie problemów. Sam redukuje się do niższych form człowieczeństwa (…) Geje tracą więc znajomych, pracę, dom, bo zachowują się jak narkomani. Degradacja gejów przypomina często degradację narkomanów”.

Maria pisze więc list do księdza Dariusza Oko.

Szanowny Księże Profesorze,

jestem 72-letnią emerytką, matką 40-letniego syna, homoseksualisty, człowieka prawego, mądrego, ale głęboko dotkniętego postawą ludzi Kościoła, naszego Kościoła (…)

Prowadzi Ksiądz niezwykle aktywne życie medialne, gdzie wygłasza liczne enuncjacje na temat homoseksualistów, nasycone pogardą, lekceważeniem, chęcią upokorzenia i poniżenia. Wywołuje to oczywiście aplauz, a niekiedy rechot w środowiskach wrogich ludziom o odmiennej orientacji. Natomiast wśród dotkniętych tą „innością”, w otoczeniu ich bliskich i przyjaciół przyprawia to o autentyczny ból (…).

Dlaczego Ksiądz Profesor konsekwentnie myli pojęcia: „zachowania homoseksualne” (gdzie można by się zastanawiać nad terapią) z „orientacją homoseksualną”, której przyczyna nie jest znana, wciąż pozostaje tajemnicą (…) Ufam, mocno ufam, że pewnego dnia zostaną naukowo stwierdzone źródła tej orientacji, ale wówczas Ksiądz Profesor nie będzie mógł uczynić „sprostowania”, gdyż zasiane zło wyda obfity plon (…).

Czy taka postawa jest do pogodzenia z Miłosierną Miłością głoszoną i praktykowaną przez Jezusa Chrystusa? (…).
Obraz osoby homoseksualnej nakreślony przez Księdza w wywiadzie dla „Frondy” napełnił mnie głębokim niesmakiem. Ośmielam się zwrócić uwagę Księdza na niebezpieczne i na wskroś niesprawiedliwe generalizowanie opinii o homoseksualistach (…).

Nie znajduję również słów na wyrażenie zdziwienia wobec stawiania – przez Księdza – niemal znaku równości między homoseksualizmem i pedofilią (…).
Z wyrazami należnego szacunku,
M.

Do dzisiaj nie doczekała się odpowiedzi.

Ksiądz Oko tłumaczył się ze zignorowania matki w programie Moniki Olejnik (na samym początku i później od minuty 22:35). Stwierdził, że nie jest w stanie odpisać pani Marii, bo kontakt z nią się urwał. „Tygodnik Powszechny” po emisji programu opublikował sprostowanie:

Do księdza profesora napisaliśmy po raz pierwszy pod koniec stycznia tego roku, załączając w mailu list od pani Marii. Poprosiliśmy wtedy ks. Oko o publiczną odpowiedź na pytania bohaterki reportażu, argumentując, że list zawiera zapewne pytania, wątpliwości i zranienia wielu osób. W odpowiedzi ksiądz profesor napisał, że listu sobie nie przypomina, a na pytania publicznie odpowiadał nie będzie, w obawie przed „megamanipulacją”, której oczekuje po publikacji „Tygodnika Powszechnego” (później przysłał przeznaczony do publikacji tekst,  zawierający jednak nie odpowiedź kobiecie, ale obelgi pod adresem „TP”).

Ksiądz Oko zaoferował jedynie prywatną odpowiedź bohaterce reportażu. Wtedy jednak – pół roku po napisaniu przez siebie listu, jednocześnie po zapoznaniu się z innymi wypowiedziami znanego duszpasterza – pani Maria uznała, że swoją historię chce upublicznić, by pomóc innym osobom z podobnymi problemami. Co nie oznacza, że „kontakt był niemożliwy”. Ks. Oko mógł przecież – za naszym pośrednictwem – przekazać jakiekolwiek słowa skierowane bezpośrednio do bohaterki tekstu. Mógł też odnaleźć jej list, który wcześniej umknął jego uwadze, i odpowiedzieć tradycyjną pocztą, przepraszając na przykład za słowa, których użył w wywiadzie dla „Frondy”. Nie zrobił tego.

Cały reportaż Przemysława Wilczyńskiego dostępny jest tutaj.

„Negatywny przegląd” ma fanpage na Facebooku i konto na Twitterze.

Ofiara homoterroru – część druga

To jest druga część wpisu o Marku Jakubiaku, właścicielu spółki Browary Regionalne Jakubiak, producenta takich marek piwa jak Ciechan, Bojan i Lwówek. Pierwsza część wpisu, w której znajduje się historia bojkotu browaru należącego do pana Jakubiaka i polemika z wywiadem z przedsiębiorcą opublikowanym w Do Rzeczy, dostępna jest tutaj. Radzę od niej zacząć czytanie tego wpisu.


[Wprost] Jestem ofiarą homoterroru

Jako że w wywiadzie we Wprost pan Jakubiak miejscami mówił praktycznie to samo, co w publikacji Do Rzeczy, pozwolę sobie część cytatów pozostawić bez komentarza, lub opatrzyć je krótkim, mało merytorycznym zdaniem.

Izabela Smolińska: Zamieszanie pan zrobił.

Marek Jakubiak: Przeczytałem nagłówek, że Michalczewski wspiera adopcję dzieci przez pary homoseksualne, i to mnie zdenerwowało. Popełniłem błąd, bo przeczytałem tylko tytuł i od razu wywaliłem wszystko, co tylko mogłem, całe emocje na jedno złożone zdanie.

Och, takie małe, niewinne zamieszanie. Parafrazując pewnego znanego i cenionego autora ważnych artykułów i książek, pan Jakubiak pierdnął i teraz wszyscy się tym pierdem podniecamy.

Napisałem to w emocji i sam się opamiętałem.

Wysoki sądzie, działałem w afekcie i wyrażam skruchę.

To jest bardzo podobne do wyciągania wniosków z podsłuchów. Polityków podsłuchiwano, mnie skopiowano bez mojej wiedzy.

Panie Jakubiak, nie kompromituj się już pan! Opublikowałeś pan wpis na swoim profilu, do którego każdy użytkownik Facebooka ma dostęp. Udostępniłeś go pan dla wszystkich, a teraz pan mówisz, żeś nie chciał, by poszedł dalej w świat? Panie, co pan! Wszystko, coś w internecie napisał czy pokazał, w tym samym internecie zostanie! I ktoś to kiedyś znajdzie i panu wyciągnie. Licz się pan z tym następnym razem, zanim będziesz chciał palnąć coś głupiego, żebyś nie musiał się potem opamiętywać.

I politycy tłumaczyli się dokładnie jak pan – że są prywatnymi osobami na prywatnym spotkaniu. Tylko rachunek zapłacili za państwowe. Pan udaje, że nie wiedział, że jest twarzą marki.

Wkurzyłem się.

I zastosował pan język rynsztokowy.

Chciałem jeszcze mocniej. Potem przyszła refleksja. Jeszcze przed całą aferą medialną to zdanie z Facebooka wyrzuciłem. Trzeba też dodać, że napisałem to na prywatnym profilu i do swoich znajomych.

Owszem, napisałeś pan to na swoim prywatnym profilu. Na tym samym, na którym chwalisz się pan osiągnięciami spółki Browary Regionalne Jakubiak, właściciela marki piwa Ciechan. Nie napisałeś pan jednak tego do znajomych. Widzisz pan obok słów 17 września i Edytowany taki mały globusik? Jak sobie pan na taki globusik najedziesz, to sobie będziesz mógł przeczytać, że udostępniłeś ten wpis dla wszystkich użytkowników Facebooka. Nie masz pan w znajomych wszystkich użytkowników tego portalu, więc nie kłam pan.

I jest pan zaskoczony, że ktoś tę wypowiedź znalazł i przytoczył? Prezes wielkiej firmy?

Ktoś nim musi być, padło na mnie [nie chcem, ale muszem – przypis KK]. Ale ja nie uczestniczę w dyskusjach światopoglądowych. Czasem powiem coś na swoim prywatnym profilu. Tak było też teraz.

O, teraz pan przynajmniej nie kłamiesz. W Od Rzeczy powiedziałeś pan, że takie komentowanie jest panu obce. Tu się dowiadujemy, że co prawda nie jest obce, ale robisz to pan tylko na swoim profilu, na którym wszystko (albo większość, nie mam jak zweryfikować) jest udostępniona publicznie. Za tydzień może przyznasz się pan w końcu do tego, że publikując takie komentarze uczestniczysz pan w dyskusji światopoglądowej.

Przeprosił pan. A żałuje?

Przeprosiłem Dariusza Michalczewskiego za formę, bo była niezręczna.

A za treść?

Nie. To kwestia moich poglądów. Mam taki, a nie inny kanon [co pan masz, panie Jakubiak? – przypis KK]. I proszę mi nie tłumaczyć, że nie mam racji, bo i tak nie dam się przekonać. Zresztą Michalczewski [a gdzie „pan”, panie Jakubiak? Niechże zachowa pan minimum przyzwoitości! Co z nas pozostanie, jeśli do wszystkich będziemy zwracać się bez szacunku? – przypis KK] nie oczekiwał przeprosin [pytałeś pan? – przypis KK]. To była korespondencja mężczyzny do mężczyzny. Aż tu nagle wtrącili się inni.

Rozumiem, że ludzie nie czytają. Cud się zdarzy, jeśli ktoś przeczyta jedną z gazet, której udzielił wywiadu pan Jakubiak (abstrahując oczywiście od poziomu tych gazet). Niemożliwa właściwie jest sytuacja, w której ktoś przeczytałby zarówno Wprost jak i Od Rzeczy. Bo tam pan mówisz, że pan Michalczewski nie zobaczył tego wpisu, a tu mówisz, że powinien był zobaczyć, bo to przecież była korespondencja między wami! To jak to z tym Tigerem było, panie Jakubiak? Jak korespondencja to trzeba wysłać, żeby adresat mógł przeczytać!

Zwracam też uwagę na to, co wynika ze słów pana Jakubiaka. Stworzę sobie takie hasło:

Uprasza się o nietracenie swojego czasu na rozmowy z nim, ponieważ nie odniosą żadnego skutku. Pan Jakubiak nie da się przekonać żadnymi argumentami, bo on wie lepiej.

Po co ja więc piszę tę notkę, która jest stanowczo za długa?

Bo nie rozmawiał Nowak z Kowalskim, tylko dwie rozpoznawalne osoby.

Bycie przedsiębiorcą nie może być karą. I nie może być tak, że nie mam nic do powiedzenia. Jakim autorytetem byłbym dla swoich dzieci, gdybym bał się obstawać przy swoich poglądach? Jakim mężczyzną? Otwarcie powiedziałem, co myślę. W odpowiedzi spotkałem się z falą agresji – co ciekawe, od ludzi, którzy sami mi ją zarzucili. Obrzucili mnie epitetami typu „głupi Polaczek” albo „patriota”. Dlaczego?

Też nie wiem, dlaczego autora wpisu w niezidentyfikowanym języku nazwano patriotą.

Bo reprezentuje pan nietolerancyjną część Polski.

Skończył się już rozbiór rosyjski [rzeczywiście, skończył się on w 1795. Może miałeś pan na myśli zabór? – przypis KK]. Nie obowiązuje zasada „ciszej idziesz, dalej będziesz”. Dlaczego ja mam się bać? Oczywiście nie wszyscy mogą być zadowoleni z tego, co robię i mówię, nie da się zadowolić każdego. Nie mam zamiaru być nijaki. I nie mam zamiaru tego ukrywać ani zmieniać. Mam taki pogląd i koniec.

Koniec dyskusji. Nie pogadasz sobie z panem Jakubiakiem. Homoseksualizm jest be i tyle.

Jest pan homofobem.

Nigdzie nie powiedziałem, że nie akceptuję homoseksualistów [wręcz przeciwnie, w Do Rzeczy powiedziałeś, że tolerujesz ich egzystencję! – przypis KK]. Oni to jakoś opacznie zrozumieli. Albo chcieli tak zrozumieć, żeby była znowu dyskusja na ten temat. A ja uważam, że są ważniejsze rzeczy w kraju. Homoseksualizm był, jest i będzie. Nie mam zamiaru o tym dyskutować i nikt rozsądny nie musi, bo natura to samo załatwia.

To znaczy?

Że jest mężczyzna, kobieta, drzewo, ogień, woda. I są homoseksualiści. Zgadzam się, że w Polsce powinna być jakaś zmiana, uregulowania prawne pozwalające na legalizowanie związków homoseksualnych, dziedziczenie itp.

Toś mnie pan zaskoczył, panie Jakubiak. Naprawdę. Nie spodziewałem się takich miłych słów z pana strony. Zapraszam więc na Paradę Równości, której jednym z głównych postulatów jest wprowadzenie uregulowań prawnych związków jednopłciowych. Albo do włączenia się w działalność organizacji Miłość nie wyklucza walczącej o wprowadzenie związków partnerskich. Oni potrzebują wielu rąk do pracy. Jeżeli popierasz pan związki jednopłciowe, możesz wspomóc te organizacje, prawda? Zastanów się pan nad udzieleniem wsparcia finansowego dla tych organizacji przez BRJ, przyda im się.

I jeszcze takie jedno malutkie, nic nie znaczące pytanko: kto ustala ważność rzeczy w kraju? Rozumiem, że istotna regulacja prawna wpływająca na życie tysięcy (szacunkowo: milionów – niestety ciężko policzyć odsetek homoseksualnych w społeczeństwie z wielu powodów) osób nie jest ważna? Ważniejsi są górnicy? Expose nowej pani premier? Mama małej Madzi?

Ale dzieci to już nie.

A pani to sobie wyobraża?

Tak.

A ja nie. Może dlatego, że wychowałem dwóch synów i córkę. Wiem, co jest potrzebne do wychowania.

Niech zgadnę: matka i ojciec?

Tak, bo mają swoje role. I wujek nie będzie matką. Wcześniej czy później to eksploduje.

Zakłada pan z góry, że w homoseksualnej rodzinie dziecko będzie mieć gorzej.

Uważam, że do wychowania dzieci potrzebni są oboje rodzice, a jeżeli ich brakuje, jest państwo. I w tym państwie dzieci powinny być bezpieczne i szczęśliwe.

Czym prędzej zmieńmy kodeks rodzinny i opiekuńczy, bo jest niebezpieczny dla dzieci! Dopuszcza adopcję przez pojedynczą osobę! Stworzę kolejne hasło:

Przysposobienie małoletnich tylko dla małżeństw!

A jak się małżeństwa chętne adoptować skończą:

Sieroty do domów dziecka!

Tak zróbmy! No i oczywiście:

Odebrać dzieci samotnym matkom i samotnym ojcom!

Bo nie zapewniają swojemu potomstwu drugiego rodzica innej płci!

Stop naruszeniu podstawowych praw dziecka!

Natura stworzyła do posiadania dzieci kobietę i mężczyznę. Mężczyzna nie urodzi dziecka.

Ale może je wychować.

Czyli technologia musi iść w kierunku zapładniania mężczyzny.

Co ja czytam.

Nie przekonują pana przykłady tęczowych rodzin, którym udaje się wychowywać dzieci?

Te przykłady są dwustronne. Jedne mówią, że wszystko jest OK, drugie – że nie. Kto ma rację? To będzie wiadomo dopiero za kilkadziesiąt lat. Nie zgadzam się na eksperymenty na dzieciach. Zresztą ja się na tym nie znam, jestem specjalistą od warzenia piwa.

No to skoro pan się sam przyznajesz, że się na tym nie znasz, to po co gadasz androny?

Więc jest pan ofiarą?

Tak, padłem ofiarą heterofobii. To się fachowo nazywa homoterror [zwracam uwagę na te słowa – przypis KK] i ja zostałem jego zakładnikiem. Nie może być tak, że skoro mam inne zdanie, to jestem, cytując internautów, „bydlakiem, chamem i cebulakiem, któremu wystaje z butów słoma”. Żyjemy w kraju demokratycznym, w którym każdy ma prawo do własnego zdania, tak samo homoseksualiści, jak ja. Ale jak widzę porównanie: „Jakubiak: Nie zgadzam się na adopcję dzieci przez pary homoseksualne” i „Tochman: Takie zdania grożą budową obozów koncentracyjnych”, myślę sobie, że to już nie jest dyskusja światopoglądowa, tylko jakiś absurd. Dom Wariatów.

Sam pan do niego wszedł.

Zgoda. Ale dlaczego mogę z panią polemizować, a ze środowiskiem LGBT nie mogłem?

Też potrafię użyć fachowych pojęć: katotaliban, cebulandia, ciemnogród.

Nie polemizujesz pan z autorką wywiadu. Ona zadaje pytania, w których krótko przywołuje argumenty używane przez osoby bojkotujące Ciechana, pan odpowiadasz, że masz swoje zdanie i go nie zmienisz. Koniec polemiki.

Nie dlatego nie mogłeś pan dyskutować ze środowiskiem LGBT, bo nie mieli oni argumentów, tylko dlatego, żeś sam nie chciał z nimi rozmawiać. To co się teraz pan oburzasz?

Czyli nie przeszkadza panu w Sejmie reprezentacja osób homoseksualnych i transpłciowych?

Nie, bo widzę tam przyjemną twarz posła Biedronia. I ja sobie tak wyobrażam homoseksualistów.

I poseł Biedroń byłby dobrym ojcem?

Gdyby był, to by miał dzieci.

A gdyby chciał adoptować?

Jest posłem, niech działa.

(…)

Jest pan narodowcem?

I to są właśnie stereotypy. Ja byłem w wojsku, wychowałem w swojej karierze kilkuset żołnierzy. Wzór narodowca jest bardzo bliski wzorowi żołnierza. Jestem ciekawy, jak by się zachowały osoby homoseksualne, gdyby trzeba było iść na wojnę.

No tak, bo homoseksualista musi być pacyfistą. Nie poszedłby walczyć.

A poszedłby?

Jeden by poszedł, drugi nie. Tak samo jak hetero…

A ja przypuszczam, że nie. O ile dobrze pamiętam, homoseksualiści byli zwalniani z armii.

Może żeby pozbyć się problemu. W wojsku, jak w sporcie, uważa się, że homoseksualistów nie ma. A przecież są.

Nie ma. Do wojska po prostu nie przyjmowało się homoseksualistów. Z punktu widzenia wojskowości, z braku predyspozycji do brutalności.

Teraz pan powtarza stereotypy. W pana otoczeniu też są geje. Tylko pan o nich nie wie, bo boją się ujawnić.

No tak. Darek Michalczewski mówi, że na jego podwórku byli geje. Na moim też. Tylko że on zapomina, że wtedy byli w ukryciu, że się tak nie udzielali.

Polecam link do krótkiej, acz treściwej notki z bloga Niższa forma człowieczeństwa na temat starych, dobrych czasów, gdy geje siedziały w domach i się nie pokazywały.

Czyli to jest ta pana tolerancja. Niech sobie będą, byle niewidoczni.

Po prostu nie chcę ciągłego epatowania tym problemem. Polacy chcą żyć i pracować, a nie ciągle obracać się wokół tego, że jakaś grupa czuje się pokrzywdzona i gorsza. Nowoczesność nie polega na tym, że wszystko akceptujemy i że jakaś mniejszość chce, to większość musi. Ale tolerancja jest. Jest przestrzeń, żeby żyć obok siebie.

Przestrzeń jest. Dla was. My musimy ją sobie wywalczyć, żeby móc godnie żyć.

Próba podsumowania pana Ciechana

Człowiek, który posługuje się takim językiem, nie zasługuje raczej na wpis przekraczający 5000 słów. Skoro jednak wzbudza takie zainteresowanie, można pokusić się o polemikę z bzdurami wygadywanymi w mediach. Nawet jeśli miałby jej nigdy nie przeczytać, albo zdania nie zmienić (a przecież sam zapowiadał, że tego nie zrobi). Podsumowując jego poglądy: zdarza mu się często wygłaszać szowinistyczne zdania wymierzone przeciwko kobietom i osobom homoseksualnym. Implikacja wiążąca krzywdę dziecka z wychowywaniem przez gejów (bo o nich przede wszystkim wypowiadał się przedsiębiorca na Facebooku, lesbijki raczej nie mają fujarek) jest niczym innym jak przejawem nieuzasadnionych uprzedzeń.

Szczerze powiedziawszy nie wierzę, że ten bojkot przyniesie zamierzone efekty. W zbyt wielu miejscach słyszy się ostatnio o piwie z Ciechanowa, żeby jego sprzedaż znacząco spadła. Nie wiem, czy pan Jakubiak celowo napisał swój wpis, licząc na wywołanie szumu medialnego, czy rzeczywiście jest tak ograniczony, że nie potrafi powstrzymać emocji. Wiem natomiast, że może liczyć na darmową reklamę wśród osób, które twierdzą, że miał rację. Niestety, dołożyłem się do tworzenia szumu medialnego wokół wytworów Jakubiaka. Istotę bojkotu tego pana i jego przedsiębiorstwa wyjaśniła Agnieszka Gorońska na swoim blogu. Tak jak napisała – nie używamy agresji, staramy się wyrażać swój sprzeciw portfelem. Argument o szkodzie wyrządzanej pracowników browaru zbił sam Jakubiak – powiedział przecież, że rozmawiał ze swoimi pracownikami i oni poparli jego działania. Skoro bojkotujemy właściciela BRJ za jego poglądy, a pracownicy tej spółki mają takie same zdanie, to oni też zasługują na bojkot.

Na sam koniec kilka słów ode mnie. Napisałem najbardziej emocjonalną (i najdłuższą) notkę spośród dotychczasowych opublikowanych na tym blogu. Wszystkich urażonych chamską formą wypowiedzi przepraszam, ale swoich przekonań nie zmienię (choćby mi kto jakie rzeczowe argumenty przedstawił!). Żyjemy w państwie demokratycznym i mam prawo do własnych poglądów. A według mnie, właściciel Ciechana jest aroganckim bucem, homofobem i mizoginem. Życzę mu, żeby jedno z jego dzieci (lub wnuków) wychowywało dziecko z partnerem tej samej płci; żeby jego rodzinę dotknął problem braku możliwości prawnego zabezpieczenia dobra dziecka.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis i nie przeszkadza Ci moje chamstwo, możesz polubić fanpage tego bloga na Facebooku. Jeżeli zignorowałeś zastrzeżenie z początku tej notki i nie przeczytałeś pierwszej części artykułu, możesz to nadrobić w tym miejscu.