Czy Jan Gross szkaluje Polaków?

Źródło
Źródło
Źródło
Źródło
Źródło

Wybrałem trzy komentarze dotyczące wczorajszej notki o Janie Grossie, do których chcę się odnieść.

Po pierwsze: notka powstała, by pokazać reakcję prawicowych publicystów i historyków na artykuł znienawidzonego przez siebie badacza, który jest na tyle bezczelny, że wypomina Polakom morderstwa Żydów popełnione w czasie II wojny światowej. Dla przykładu: zabawnie czyta się post „Żelaznej logiki” negujący fakt powojennego antysemityzmu w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Bo czym innym jak nie zanegowaniem wyróżnionych na żółto zdań jest komentarz „Jan Tomasz Gross napisał nową definicję skurwysyństwa”?

Inny przykład? Przyjemnie czyta się artykuł linkowany przez Sławomira Cenckiewicza (historyka zajmującego się głównie badaniem ipeenowskich teczek) o tym, że Gross nie ma prawa uczestniczyć w konferencjach naukowych organizowanych przez IPN. Przypomnijmy, że ten sam Cenckiewicz na stałe współpracuje z tygodnikiem, który promuje takich pseudohistoryków jak Piotr Zychowicz czy Rafał Ziemkiewicz. Dodatkowo sam Cenckiewicz ma bardzo osobliwy pogląd na to, co może być przedmiotem badań historyka. Na przykład twierdzi, że IPN nie powinien badać historii feministek, aborcji i homoseksualistów (bardzo dawno temu miałem o tym notkę).

Po drugie: nie było moim celem weryfikowanie tezy o tym, czy faktycznie Polacy zabili więcej Żydów niż Niemców. Zwłaszcza, że liczba Żydów, którzy zginęli z rąk Polaków jest nie do ustalenia. Przywoływany przeze mnie wczoraj Andrzej Żbikowski twierdzi, że równie dobrze Polacy mogli zabić 50 tysięcy, jak i 150 tysięcy osób. Pod koniec swojej notki przywołałem też samego Grossa, który postanowił podzielić się swoimi rachunkami. Niestety, do ofiar po stronie niemieckiej wliczył tylko żołnierzy, którzy stracili życie w czasie kampanii wrześniowej i tych, którzy zginęli z rąk Armii Krajowej. W swoich szacunkach nie uwzględnił innych frontów II wojny światowej, na których walczyli Polacy, ani pozostałych organizacji podziemnych działających na terenie okupowanej Polski.

Nie pierwszy już raz Gross ma problemy z liczeniem. W swojej książce „Sąsiedzi” opublikowanej w 2000 roku liczbę ofiar pogromu w Jedwabnem przeszacował ponad czterokrotnie. Książka ta jednak nie może być traktowana jako praca badawcza, lecz jako pozycja publicystyczna, która pobudziła polską opinię publiczną do rozmowy na temat polskiego antysemityzmu i jego ofiar. Gdyby nie ta książka, prawdopodobnie IPN nie przeprowadziłby rzetelnego śledztwa rozliczającego zbrodnię mieszkańców małego miasteczka na Podlasiu.

Stąd we wczorajszej notce pojawił się wniosek, że lepiej przeszacować liczbę ofiar, niż całkowicie zanegować fakt polskiego antysemityzmu. A to się zdarza w prawicowym internecie (pozwoliłem sobie pominąć blogerów z kontrowersje.net, salon24.pl czy Astromarię).

Metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź w wywiadzie dla włoskiego portalu katolickiego Pontifex.Roma wyraził przekonanie, że w Polsce nie ma i nie było „autentycznego i całkowitego” zjawiska antysemityzmu.

(…)

W rozmowie z ultrakonserwatywnym katolickim portalem abp Głódź stwierdził, że zdecydowanie nie zgadza się z opinią Pacificiego. „Zapraszam go tu, do Polski, by osobiście się przekonał. Najwyraźniej mało zna naszą rzeczywistość” – podkreślił.

„W Polsce nie istnieje żaden plan antysemicki ani nawet taki pomysł. Jedynie w przeszłości, po wojnie światowej i na północy kraju, niektórzy – ale nie wszyscy – Żydzi, z inspiracji komunistycznej prowadząc handel, stosowali wygórowane ceny, a czasem bardzo wysoki procent, gnębiąc miejscową ludność, która w rezultacie ich nie kochała. Nigdy jednak nie było autentycznego i całkowitego zjawiska antysemityzmu” – oświadczył metropolita gdański.

Źródło

Rafał Ziemkiewicz podczas spotkania z czytelnikami w Szczecinie przekonywał, że endecki antysemityzm nie miał tak naprawdę podłoża rasowego, ale wynikał z rywalizacji ekonomicznej. – Getta ławkowe, o których się mówi, sprowadzając do tego całą tradycję, to były sprawy czysto ekonomiczne, żadne rasowe androny typu niemieckiego nie miały nigdy żadnego zakorzenienia w polskim myśleniu – twierdził Ziemkiewicz.

Opowiadał też o spotkaniu ze studentami prawa, na którym pytał, czy nie czują się ograniczani przez rozmaite sitwy, które nie pozwalają im pracować w zawodzie. Odpowiedzieli, że tak. – To wyobraźcie sobie, że te wszystkie sitwy tworzą Żydzi. A jesteście przed Holocaustem i nienawidzenie Żydów nie jest złe. Jest modne. Wszyscy nienawidzą Żydów – mówił Ziemkiewicz.

Publicysta mówił też o pomyśle na hasło reklamowe swoje książki. Miało ono brzmieć: „Polska dla Polaków”. – Nie chodzi o to, że jakaś część Polaków ma wyłączne prawo do Polski ze względów np. etnicznych. Chodzi o to, by odzyskać Polskę dla wszystkich Polaków – tłumaczył.

Źródło, dostępne też na Youtube.com.

Najlepsze jest to, że Ziemkiewicz twierdzi, że antysemityzm nie jest częścią ideologii endeckiej i w Polsce miał przyczyny ekonomiczne. Dlatego był lepszy od antysemityzmu niemieckiego.

W Polsce (tj. w granicach Rzeczypospolitej sprzed 1772 r.) sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Z różnych powodów w społeczeństwie polskim nie mieliśmy ani monarchii absolutnej, ani rewolucji mieszczańskiej. Społeczeństwo polskie zachowało średniowieczną strukturę stanową, wzmacniając zupełnie inne jej aspekty niż było to w społeczeństwach Anglii i Francji: społeczeństwo nasze składało się ze szlachty, chłopów, duchowieństwa, mieszczan i Żydów oraz króla (zwykle cudzoziemca, będącego osobnym stanem). Każdy z tych stanów miał własne sądownictwo, inaczej się samo-rządził i komu innemu podlegał. Zupełnie różne też były interesy ekonomiczne tych stanów. Żydzi nasi to w większości wygnańcy, których wypędzono w średniowieczu z Anglii, Włoch i Francji, więc skupili się w krajach niemieckich, skąd następnie wygnano ich (w późnym średniowieczu) do Polski. Tu znaleźli swoje miejsce i tu się rozmnożyli.

(…)

Między stanami Rzeczypospolitej było wiele napięć, lub wręcz nienawiści. Częste były zbrojne starcia między stanami. Mieliśmy wojny między mieszczanami a królem (Gdańsk ze Stefanem Batorym), szlachtą a królem (liczne konfederacje), chłopami a szlachtą (powstania chłopskie), mieszczanami a Żydami („tumulty”, np. w Krakowie). Konflikty te nie były jednak bardziej drastyczne od wojen domowych w Anglii, Francji czy Niemczech. Tam, gdzie nie było konfliktów zbrojnych, bywały nienawiść i pogarda – szlachta gardziła mieszczanami, duchowieństwo nie znosiło Żydów (zwłaszcza jezuici, będący pod silnym wpływem swoich kolegów z Zachodu, gdzie Żydów nie znano). Zarazem jednak król potrzebował szlachty (do prowadzenia wojen), a szlachta potrzebowała chłopów (do pracy na roli) i Żydów (do handlu i usług). Wzajemne niechęci i zależności jakoś się równoważyły.

Gdy mieszczanin z Zachodu patrzy na Polskę i widzi zjawiska, które przypominają mu o znanej mu dobrze niechęci ludzi Zachodu do mieszczan pochodzenia żydowskiego, wydaje mu się, że widzi to samo. A tymczasem jest to zjawisko zupełnie inne. W Polsce nie było antysemityzmu. W Polsce były za to różnorodne napięcia między kilkoma stanami składającymi się na polskie społeczeństwo. Bo polscy Żydzi nie byli mieszczanami pochodzenia żydowskiego, ukrywającymi swoje pochodzenie. Polscy Żydzi byli po prostu polskimi Żydami, a niechęć polskich chłopów czy mieszczan do polskich Żydów nie była wcale silniejsza czy bardziej krwawa od niechęci polskich chłopów do polskiej szlachty czy polskiej szlachty do polskiego mieszczaństwa. Ot, jeszcze jeden z wielu konfliktów między stanami składającymi się na Rzeczpospolitą.

Źródło

Autorem jest Marek Minakowski, polski filozof, historyk i genealog. Doktor nauk humanistycznych z zakresu filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

„Mało antysemityzmu ” zobaczył we współczesnej Polsce Ronald S. Lauder i mówi o tym w wywiadzie, jakiego udzielił „ Rzeczpospolitej ”. Przeciwstawia nasz kraj „starej Europie “, zwłaszcza Francji, w której Żydzi od pewnego czasu żyją w poczuciu fizycznego zagrożenia.

To ważny głos i warto go zapamiętać. Tak długo słyszeliśmy o „ polskim grzechu antysemityzmu ” „rosnącym w Polsce antysemityzmie ”, że mogło się wydawać. iż to powszechna jeśli nie wręcz obowiązująca w świecie opinia. Szef Światowego Kongresu Żydów widzi to najwyraźniej inaczej. I raczej trudno uznać, że nie chce zobaczyć prawdziwego problemu, neguje go i wypiera. A właśnie to często zarzuca się na łamach „GW ” tym publicystom, którzy polemizują z tezą o narodowym, systemowym, charakterze polskiego antysemityzmu. Nawet samo podjęcie polemiki jest już piętnowane jako niszczenie „odruchu wstydu ”, który powinno wyrobić w sobie polskie społeczeństwo.

Paradoksalnie, ta pedagogika wstydu przynosi wręcz odwrotny efekt. Było to zresztą od początku oczywiste dla każdego, kto zna podstawy psychologii. Można oczywiście argumentować, że w Polsce — jak twierdzi Ronald S, Lauder —jest „mało antysemityzmu ”, bo po prostu społeczność żydowska jest mała, w porównaniu z tą na Zachodzie, na przykład we Francji. To z pewnością prawda, co zauważa też i szef Światowego Kongresu Żydów.

Ale nie wyczerpuje to istoty problemu. Podobnie jak nie można sprowadzać istniejącego we Francji antysemityzmu do „antysemityzmu przedmieść ”, blokowisk zamieszkanych przez młodych radykalnych islamskich emigrantów z Maghrebu.Antysemityzm, w formie zaskakującej dla przeciętnego Polaka, występuje też wśród rodowitych Francuzów, zarówno tych ze skrajnej prawicy jak i z lewicowych salonów. Wśród tych drugich nawet zdecydowanie bardziej, bo łączy się z lewicowym antyamerykanizmem.

Dwa lata temu jednym z najbardziej popularnych słów —kluczy czyli hashtagów na francuskim Twitterze był „dobry Żyd ”. Skojarzenia internautów były brutalne: „dobry Żyd to kupka popiołów”. Wydaje się to niewiarygodne i przerażające, ale nie rozległy się wówczas głosy oburzenia francuskich polityków, nie było debaty z udziałem intelektualistów.

Naprawdę trudno racjonalnie zrozumieć, dlaczego właśnie Polska miałaby być krajem, z którym antysemityzm jest w jakiś szczególny sposób kojarzony. Takie skojarzenia udało się jednak już zaszczepić. Dlatego tym bardziej warto zwrócić uwagę i wręcz rozpropagować słowa Ronalda Laudera, który mówi, że Polsce poznał „ludzi mocnych i inteligentnych” i temu krzywdzącemu stereotypowi zaprzecza.

Źródło

Coś słusznego w tym moim myśleniu pewnie było. Ale trudno dzisiaj nie zauważyć, że moda na krytykowanie księży jest również straszliwie skutecznym instrumentem dechrystianizowania młodego pokolenia przez własnych rodziców i dziadków, zazwyczaj przecież katolików. Dodajmy, że cała ta atmosfera — powiedzmy oględnie — mało sprzyja powstawaniu i rozwojowi powołań kapłańskich. Mówiąc krótko, robimy bardzo wiele, żeby naszymi własnymi rękami jak najwięcej osłabić Kościół i wpędzić go w możliwie najgłębszy kryzys.

(…)

— Ale gdyby księża nie dawali powodu do krytyk, to by ich tak nie krytykowano! — ktoś na to odpowie. Odpowiadam, że argument ten ma idealnie tę samą strukturę, co klasyczny argument antysemitów, że „gdyby Żydzi nie dopuszczali się nieuczciwości, to by nie było antysemityzmu”. Ktoś może znać dwadzieścia, albo i sto przypadków, kiedy jacyś Żydzi dopuścili się jakichś niesprawiedliwości, ale gdyby z tego powodu stał się antysemitą, świadczyłoby to tylko o jego moralnym zaślepieniu. Antysemityzm — tak jak antyklerykalizm — zbudowany jest na przesądzie, że hołdowanie zasadzie odpowiedzialności zbiorowej jest postawą słuszną i racjonalną.

Zauważmy jednak istotną różnicę między antysemityzmem i antyklerykalizmem. Etykieta antysemity dzisiaj hańbi. Etykietą antyklerykała niektórzy się chlubią. Nawet autentyczny antysemita protestuje dziś gorąco, kiedy go tak ktoś nazwie. Natomiast antyklerykałami najbardziej szacowni ludzie nazywają się chętnie i dumnie się z tą nazwą obnoszą.

(…)

Zarazem zwyczajną niesprawiedliwością jest rozciąganie tych faktów na całe środowisko duchownych. Dokładnie na tym polegał pomysł zrobienia kampanii antykatolickiej, z jakiego jeszcze przed wojną zwierzał się Adolf Hitler Hermanowi Rauschningowi: „Będę ich oskarżał jak zwykłych kryminalistów. Zerwę im z twarzy maskę budzącą szacunek. A jeśli to nie wystarczy, ośmieszę ich i zlekceważę. Każę kręcić filmy opowiadające historię księży w czarnych sutannach z nagromadzeniem głupoty, nieokrzesania i oszustwa, jakim jest ich Kościół. Zobaczymy, jak rywalizowali w chciwości z Żydami, jak pochlebiali najbardziej skrytym praktykom. Sprawimy, by obrazy były tak ekscytujące, że wszyscy zechcą je zobaczyć i ustawią się przed kinem w długie kolejki”.

Hitler rzeczywiście organizował w społeczeństwie niemieckim histerie antykatolickie. Atak szedł głównie w dwóch kierunkach: że większość księży to homoseksualiści i malwersanci. Rzecz jasna, niektóre oskarżenia, jakie z zajadłą tendencyjnością nagłaśniano w tej kampanii oszczerstw, oparte były na jakichś konkretnych faktach. Kłamcy i oszczercy od dawna wiedzą o tym, że najskuteczniej okłamuje się wtedy, kiedy w kłamstwo włoży się przynajmniej trochę prawdy.

Źródło

Antyklerykalizm jak antysemityzm. Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Idziemy”.

Marek Kozubal, wiceprezes IPN, na łamach „Die Welt” podjął polemikę z tekstem Grossa.

Wbrew twierdzeniom Grossa, działania tysięcy ludzi ratujących Żydów nie były podejmowane tylko na własną rękę. Polskie Państwo Podziemne jasno określiło swój stosunek do ludobójstwa na ludności żydowskiej, penalizując zbrodnie i denuncjacje. W jego ramach działała Rada Pomocy Żydom „Żegota”.

(…)

Nie oznacza to, że wśród Polaków nie było zbrodniarzy i jednostek zdegenerowanych przez wojnę. Nie można jednak porównywać zbrodni popełnianych we własnym imieniu i wbrew państwu polskiemu z totalitarną machiną ludobójczą z państwową legitymizacją III Rzeszy. Dokładne liczby nie są znane. Nie wiemy, ilu Żydów zginęło z rąk Polaków a ilu zostało zadenuncjowanych. Trudno też oszacować liczbę Niemców zabitych przez Polaków na frontach II wojny światowej oraz w okupowanym kraju.

Tłumaczenie tekstu za „Rzeczpospolitą„.

Z drugim akapitem nie sposób się nie zgodzić. W pierwszym jednak autor zapomina o chronologii wydarzeń.

Grossaktion in Warschau” trwała od 22 lipca do końca września 1942 roku. Była to operacja, w wyniku której z getta warszawskiego wywieziono około 300 tysięcy Żydów. Spośród nich, około 265 tysięcy trafiło do obozu w Treblince, gdzie od razu ich zamordowano (do zweryfikowania na przykład tutaj).

Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom powstał pod koniec września 1942 roku. 4.12.1942 z tego komitetu powstała „Żegota” (do zweryfikowania na przykład tutaj).

A co do kary śmierci dla szmalcowników:

18 marca 1943 roku podziemne Kierownictwo Walki Cywilnej ogłosiło: „Każdy Polak, który współdziała z ich morderczą akcją czy to szantażując, czy denuncjując Żydów, czy to wyzyskując ich okrutne położenie lub uczestnicząc w grabieży, popełnia ciężką zbrodnię wobec praw Rzeczypospolitej Polskiej i będzie niezwłocznie ukarany”.

Kara była jedna – był nią wyrok śmierci.

Historycy nie mają wątpliwości, że decyzja Państwa Podziemnego pojawiła się stosunkowo późno, zwłaszcza że pierwsze wyroki śmieci na szmalcownikach zaczęto wykonywać pod koniec 1943 roku, kiedy większość polskich Żydów już nie żyła. Trzeba też przyznać, że wyroki wykonywano na szmalcownikach będących konfidentami gestapo. Tych niewspółpracujących z Niemcami zazwyczaj nie karano.

Źródło

Niestety, choć sama reakcja państwa podziemnego zasługuje na pochwałę, to była mocno spóźniona.

Poziom debaty historycznej docierający do mediów jest bardzo niski. Z jednej strony mamy amerykańskiego historyka stawiającego kontrowersyjne tezy, które ciężko zweryfikować. Historyka, który bardzo swobodnie traktuje wszelkie szacunki. Z drugiej strony jednak mamy ludzi, którzy negują podstawowe fakty historyczne i zajadle atakują wszelkich autorów formułujących zdania, które nie potwierdzają patriotycznej wersji martyrologii narodu umęczonego.

Szczerze powiedziawszy wolę Grossa od Ziemkiewicza i Cenckiewicza.

„Negatywny przegląd” jest na Facebooku i Twitterze.

Czy Polacy zabijali Żydów?

Jan Tomasz Gross w tekście opublikowanym w „Die Welt” stwierdził, że Polacy w czasie II wojny światowej zabili więcej Żydów niż Niemców”.

Po prawej stronie internetu rozpętała się burza mieszająca autora „Sąsiadów” z błotem:

Tymczasem nie jest to szokująca, czy też nowatorska teza. Dwa lata temu ukazała się książka „Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali” Stefana Zgliczyńskiego, w której autor mówi dokładnie to samo, co Jan Gross w swoim tekście.

Stefan Zgliczyński w rozmowie z Rafałem Betlejewskim powiedział, że w swojej książce nie odkrywa Ameryki. Pisząc ją bazował na znanych źródłach – wspomnieniach, opracowaniach naukowych, które zebrał i tekstowi, który powstał nadał jedyny tytuł, który wydał mu się prawdziwy.

(…)

W swojej książce Stefan Zgliczyński opowiada m.in. o antysemityzmie w czasach przedwojennych. To czas, gdy przeciwko Żydom była cała Europa, ale Polska w swoich planach “odżydzenia” kraju szła bardzo daleko i rozważała różne pomysły – podkreśla Zgliczyński.

(…)

Antysemityzm nie był domeną narodowców, ale wszystkich środowisk, a hasło, że “Żydów trzeba się pozbyć” było elementem oficjalnej polityki.

– Ambasador Polski w Berlinie Józef Lipski na spotkaniu z Adolfem Hitlerem w 1938 roku gratulował Hitlerowi ustaw norymberskich (rasowych) i jego wysiłków idących w stronę odżydzenia Niemiec. Powiedział wtedy, że jeżeli uda mu się rozwiązać problem żydowski to Polacy wystawią mu pomnik w Warszawie.

Również polski Kościół nie jest bez winy. Przed wojną był pełen przesądów antyjudaistycznych, które bez skrępowania przekazywał.

– Głosił m.in. mity o porywaniu dzieci i o tym, że zabili Boga. Ale dla mnie najbardziej wstrząsające było odkrycie, że Kościół Katolicki nie powiedział ani słowa w obronie polskich Żydów. W jedynym tekście, jaki się zachował, Adam Sapieha wyraża delikatne niezadowolenie, że Niemcy wykorzystują polskich junaków do ścigania ukrywających się Żydów, dając im za to wódkę. Było to pośrednie upomnienie o Żydów, bo w rzeczywistości chodziło o to, że młodzież wykorzystuje się do tak niecnych celów.

Cytaty pochodzą z tekstu opublikowanego na stronie Radia RDC.

Z kolei Andrzej Żbikowski, pracownik Żydowskiego Instytutu Historycznego, twierdzi, że Polacy w czasie wojny zabili więcej Żydów niż uratowali:

Co do tego, że w czasie wojny więcej Żydów zginęło z rąk Polaków niż zostało przez nich uratowanych, raczej nie ma wątpliwości – uważa prof. Andrzej Żbikowski z Żydowskiego Instytutu Historycznego. W rozmowie z „Wprost” zaznacza jednak, że „żadnych liczb nie zaryzykuje”. – Trudno powiedzieć, czy z rąk polskich zginęło 50 tys., 100 tys. czy może 150 tysięcy Żydów – mówi.

Cytat pochodzi z artykułu Marcina Dzierżanowskiego opublikowanego dwa lata temu w tygodniku „Wprost”.

Istnieje również kilka książek wydanych przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów dotyczących udziału Polaków w Holocauście.

Jan Grabowski, „Ja tego Żyda znam!„:

Nie jest tajemnicą, że podczas wojny działali w Polsce ludzie trudniący się szantażowaniem współobywateli pochodzenia żydowskiego. Wbrew często powtarzanym opiniom, zjawisko szmalcownictwa nie należało do zachowań marginalnych, lecz stało się źródłem zarobków dla tysięcy ludzi. Całe rzesze warszawiaków stały się bezpośrednimi (i często biernymi) świadkami wymuszeń, a całe społeczeństwo było świadome istnienia nagonki na ukrywających się Żydów. Choć liczbę Żydów wydanych w ten sposób w ręce Niemców trudno oszacować, to zbrodniczą działalność szantażystów i donosicieli należy rozpatrywać nie tylko w kategoriach cierpienia i śmierci ich bezpośrednich ofiar, lecz również męczeństwa tych wszystkich, którzy – bojąc się zagrożeń czekających na nich po drugiej stronie murów – zdecydowali się pozostać w getcie i podzieli los większości warszawskich Żydów. Do zbrodni szmalcowników należałoby również dodać ofiary „zatrzaśniętych drzwi” – ludzkiej obojętności i strachu. Niektórzy warszawiacy, którzy w innych okolicznościach pomogliby zaszczutym przez Niemców Żydom, wobec zagrożenia donosami i szantażami w odruchu samoobrony, zamykali drzwi przed szukającymi kryjówki.

Jan Grabowski, „JUDENJAGD. Polowanie na Żydów 1942-1945. Studium dziejów pewnego powiatu„:

Książka ta opisuje ostatnią fazę zagłady żydowskiej ludności powiatu Dąbrowa Tarnowska.

(…)

Książka opisuje z jednej strony działania policji niemieckiej, a z drugiej rolę polskiej policji granatowej, wiejskich straży nocnych, junaków z Baudienst czy też miejscowych strażaków w wykryciu i zamordowaniu żydowskich ofiar. Na tle trwającego aż do końca wojny Judenjagd („polowania na Żydów”) zostały również zarysowane dramatyczne wybory stojące przed ludźmi ratującymi Żydów.

Pierwsza faza Judenjagd polegała na pełnej mobilizacji niemieckich oddziałów ewakuacyjnych (Evakuirungskommandos), polskiej policji granatowej, junaków z Baudienst oraz żydowskiej Służby Porządkowej. Pierwsze godziny i dni po akcji wysiedleńczej charakteryzowały się szczególnie wielką liczbą ofiar. Wpadali wówczas Żydzi wyciągnięci z kryjówek i z bunkrów w gettach oraz ci, którym udało się zbiec do pobliskich lasów.

Praca zbiorowa, „ZARYS KRAJOBRAZU. Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942-1945„:

Autorzy zarysowują krajobraz stosunków polsko-żydowskich na polskiej prowincji. Większość żydowskich niedobitków szukała ratunku właśnie na wsi. Autorzy książki starają się prześledzić ich losy, przyjrzeć się spotkaniu proszących o pomoc ocaleńców i Polaków. O losie uciekinierów w dużej mierze decydowali ludzie, których na swej drodze napotkali. Zarys krajobrazu pokazuje cały wachlarz postaw Polaków, nie unika przy tym problemów, które stanowiły dotąd tabu, takich jak bezpośrednie uczestnictwo Polaków w Zagładzie.

(…)

W kolejnych tekstach analizowane są zagadnienia związane zarówno z pomocą niesioną Żydom na polskiej wsi, jak i wydawaniem, a nawet mordowaniem ich przez chłopów. Pojawia się tu także problem postaw Polaków oskarżonych po wojnie o współudział w wydawaniu i mordowaniu Żydów. Głos zostaje tu oddany polskim chłopom, sądzonym na podstawie tzw. dekretu sierpniowego za zbrodnie popełnione na Żydach.

Oddajmy jeszcze głos samemu Grossowi:

This calculation, as with any numbers concerning losses during the Second World War, is only approximate; but in this case it is rather straightforward: German losses in Poland during the September campaign in 1939 – the bulk of all Germans killed in Poland by the Poles during the war – is approximately 16,000. Assume that another 8,000 were killed during the occupation by the Polish underground. This is an overestimate made for simplicity of calculation. To play it even safer, let us assume that 30,000 Germans were killed in Poland during the war by the Poles.

The number of Jews killed by the Poles during the war is vastly larger. The first killing spree, in pogroms that accompanied the German attack against the Soviet Union and its aftermath in the summer and early autumn of 1941, amounts to several thousand victims. The killings in the town of Jedwabne, the subject of my book Neighbors, was only one of many such episodes, as research by the Polish Institute of National Memory, published in two thick volumes, subsequently documented (Pawel Machcewicz and Krzysztof Persak, eds., Wokół Jedwabnego, Instytut Pamieci Narodowej, Warszawa, 2002, 2 vols).

And then comes the most bloody period of killings of Jews by Poles: what is known in Polish historiography as the third phase of the Holocaust, after the bulk of Jewish population was killed through German Aktionen, i.e., deportations to extermination camps. According to estimates by Polish historians, about 10% of the Jewish ghetto population in Poland – some 200,000-250,000 people – tried to save themselves by running away from the ghettoes and hiding on the so-called Aryan side. Out of this population, about 40,000 Jews survived the war. The bulk of the Jewish population killed during this period perished either directly, killed by the Poles (or Ukrainians) among whom they were hiding, or by being betrayed and delivered to German police outposts by the local population. Publications of the Polish historians associated with the research group on the Holocaust of the Polish Academy of Science in Warsaw – Jan Grabowski, Barbara Engelking, Dariusz Libionka, Alina Skibinska, Jakub Petelewicz, or Jacek Leociak – offer rigorous documentation of this phenomenon.

Można mieć wątpliwości co do tego, czy liczba zabitych przez Polaków Niemców jest niższa od liczba zabitych Żydów. Szczególnie, że ta druga opiera się tylko na szacunkach. Warto też zauważyć, że Gross miał na myśli tylko tych Niemców, którzy zostali zabici na terenie Polski. Oczywiście można do tej liczby dodać ofiary 1 Armii Wojska Polskiego, czy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Jednak oburzanie się na Grossa za mówienie o polskich oprawcach jest po prostu zakłamywaniem historii. Dużo większym niż przeszacowanie liczby ofiar Jedwabnego.

„Negatywny przegląd” jest na Facebooku i Twitterze.

Notka powstała we współpracy z adminem strony „Nie wiem, co powiedzieć, więc wklejam Krzywą Laffera„.

[EDIT]

Notka doczekała się kontynuacji: Czy Jan Gross szkaluje Polaków?

Program wyborczy Grzegorza Brauna

Tak, mam konto na wykopie. Używam go głównie do zakopywania głupich znalezisk i wklejania swoich notek.

W ostatnim wpisie na blogu wstawiłem link do spotu wyborczego Grzegorza Brauna, wypisałem kilka najciekawszych zdań, które w nim padają i to wszystko opatrzyłem tytułem „Dlaczego nie Grzegorz Braun?” Myślałem, że nie muszę tłumaczyć, czemu bzdury o promocji sodomii i żydowskich roszczeniach dyskredytują ich autora.

Myliłem się. Jeden z wypokowiczów zapytał:

grześ01

Odpowiedziałem mu:

grześ02

Użytkownik nie dał jednak za wygraną:

grześ03

Przepraszam, że nie odpowiadam bezpośrednio pod komentarzem. Obiecuję, że wstawię linka jak tylko skończę pisać tę notkę, sprawdzę ją, poprawię błędy, nachucham, podmucham i przyozdobię.

Skoro mam już okazję odpowiedzieć na pytanie, postaram się przyjrzeć całemu programowi wyborczemu Grzegorza Brauna.

Podstawowe wartości

1/ WIARA, RODZINA, WŁASNOŚĆ – to trzy wartości kardynalne, na straży których stać ma głowa państwa i których bezpieczeństwo gwarantować powinna NOWA KONSTYTUCJA.

Zanim zabierzemy się do pisania nowej konstytucji, przeczytajmy może obecnie obowiązującą. Wiem, że jest długa, więc ułatwię zadanie i przytoczę interesujące fragmenty, w których te kardynalne zasady są już zawarte.

Najpierw preambuła:

W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny,
(…)
my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
zarówno wierzący w Boga
będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna (…)

Potem artykuł 18.

Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

Artykuł 21.

1. Rzeczpospolita Polska chroni własność i prawo dziedziczenia.
2. Wywłaszczenie jest dopuszczalne jedynie wówczas, gdy jest dokonywane na cele publiczne i za słusznym odszkodowaniem.

Artykuł 48.

1. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.

Artykuł 53.

1. Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii.
2. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują.
3. Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Przepis art. 48 ust. 1 stosuje się odpowiednio.
4. Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób.
5. Wolność uzewnętrzniania religii może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne do ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób.
6. Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych.
7. Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania.

Na koniec powinienem jeszcze wstawić jakiś mądry tekst o tym, jak to system prawny powinien być stały, przewidywalny, a zasady go tworzące zmieniane tylko pod ważnym pozorem. Jest to jednak taki truizm, że aż mi się nie chce szukać mądrych słów. Proszę mi uwierzyć, że istnieje taka zasada.

Aborcja

2/ ŻYCIE ludzkie powinno być chronione na wszystkich etapach istnienia.

Znowu zacytuję Konstytucję, tym razem artykuł 38.

Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia.

No dobrze, nie będę udawał, że nie wiem o co chodzi.

Porozmawiajmy więc o instrumentalnym wykorzystywaniu przez ruch pro-life zdjęć martwych płodów:

Choć twierdził, że ukazuje żywe płody, Nilsson w rzeczywistości fotografował materiał z aborcji, otrzymany od kobiet, które przerywały ciąże na mocy liberalnego szwedzkiego prawa. Praca z martwymi embrionami pozwoliła Nilssonowi eksperymentować z oświetleniem, tłem i pozycjami, jak na przykład umieszczeniem kciuka w ustach płodu. Lecz źródło zdjęć było rzadko wspominane, nawet przez aktywistów „pro-life”, którzy w latach 70. zawłaszczyli sobie te ikony.

grześ04

Z drugiej strony zabawnym paradoksem jest, że te zdjęcia pokazywane są przez środowiska pro-life jako „dobre”, a osobną kategorię w prolajfowym imaginarium stanowią zdjęcia „płodów po aborcji” – drastyczne, odstraszające. Tymczasem także i te pierwsze okazały się zdjęciami płodów po aborcji.

Polecam cały tekst na blogu „Nasze jedynie słuszne poglądy na wszystko”.

To mało, prawda?

Porozmawiajmy więc o syndromie poaborcyjnym dotykającym wysoki odsetek kobiet po zabiegu usunięcia ciąży.

Podstawowe objawy to żal, smutek, stany depresyjne, agresywność, poczucie winy, zaniżona ocena własnej wartości i lęk. Pojawia się często bezpodstawny lub wyolbrzymiony, lęk o zdrowie własne, członków rodziny a zwłaszcza o zdrowie i bezpieczeństwo dzieci. W ten sposób rodzą się postawy nadopiekuńcze wobec członków rodziny i dzieci, które znacznie zniekształcają procesy wychowawcze. Relacje nacechowane nadopiekuńczością rodzą ostre konflikty w rodzinie w okresie dojrzewania.

Tekst pochodzi z Newsweeka, jest wypowiedzią Anny Stelmaszyk, terapeutki działającej w Stowarzyszeniu Psychologów Chrześcijańskich.

Wszystko fajnie. Problem jest tylko jeden:

Czy istnieją badania, wskazujące na istnienie syndromu poaborcyjnego?

Nie. Co więcej, nie ma zbyt wiele naukowej literatury o syndromie poaborcyjnym. Wynika to z prostej przyczyny: środowisko psychiatrów i psychologów nigdy nie przyjęło do wiadomości istnienia takiej jednostki chorobowej. Jest nieobecna w podręcznikach diagnostycznych. Nie uznają jej żadne gremia naukowe.

To już fragment artykułu „Czy syndrom poaborcyjny istnieje?” z bloga „Pochodne kofeiny”.

Wiemy już, że nauka nie zna czegoś takiego jak syndrom poaborcyjny. Teraz proponuję porozmawiać o torturach, jakim są poddawane kobiety:

Spotkał pan profesor taką polską Giannę Berettę Mollę, która dla dziecka oddała życie?

Jedną taką historię znam. Kobieta zmarła z powodu wady serca. To jednak było dawno, na początku lat 80. Później nie zetknąłem się ze zgonem matki podczas ciąży i porodu, ale wielokrotnie byłem świadkiem niezwykłej działalności matek, które miały ciężkie powikłania położnicze. Z podziwem obserwowałem ich determinację, gotowość do najwyższych poświęceń dla dobra dziecka, jego życia. Razem z nimi i jej mężami dziękowaliśmy później Bogu. Takie sytuacje tworzą więzy, które trwają… Czy może być wspanialsza specjalność lekarska niż położnictwo?

Tekst pochodzi z wywiadu Tomasza Terlikowskiego z Bogdanem Chazanem („Myślę o dzieciach, które nie narodziły się przez mnie”, „Do Rzeczy” nr 33/2014).

Zaiste, heroiczna postawa. Miło, że Chazan i Terlikowski dbają o to, by dziecko się narodziło, nawet kosztem życia matki, do której podobno każdy maluch ma prawo. Co się z takim noworodkiem pozbawionym rodzica stanie? Jeszcze trafi do małżeństwa homoseksualistów nie daj Boże!

Na koniec porozmawiajmy o samych płodach i prawach im przysługujących:

Wedle naukowej literatury prawdopodobnie nie ma niczego takiego [jak cierpienie płodów]. Nie ma cierpienia, gdy nie ma świadomości. Brak świadomości, brak zdolności do jej posiadania, jest cechą płodów, która odróżnia je od dzieci.

Dlatego, choć płody są biologicznie żywe, moralnie i egzystencjalnie bliżej im do ożywionych rzeczy. Troska o nie, szczególnie gdy jest wykorzystywana do pogwałcenia autonomii naprawdę żywych i czujących – w pełnym tych słów znaczeniu – ludzi, jest niemoralna.

Możemy sobie filozoficznie dyskutować nad kwestią, czy (narodzeni) ludzie w trakcie snu posiadają prawa, skoro nie są świadomi, ale możemy też być niemal pewni, że byty, które nigdy jeszcze nie zyskały świadomości, takich praw nie mogą mieć.

Czemu nie? Otóż jeśli nieświadomy zarodek lub płód może mieć prawo do życia, to równie dobrze ma je pomidor, ostatecznie też żyje. A jeśli chodzi o to, że płód lub zarodek potencjalnie może zyskać świadomość (i osobowość), to takie prawo do życia musi mieć plemnik i komórka jajowa, wszak połączone ze sobą potencjalnie mogą zyskać świadomość i osobowość.

To byłoby jednak absurdem. Tak więc jedyną linią obrony, którą racjonalnie mogą posługiwać się zwolennicy torturowania kobiet, jest ta oparta na mrzonkach o niezmiernym cierpieniu abortowanych zarodków i płodów.

Znowu „Pochodne kofeiny”, tym razem artykuł „Troszkę bolesnej prawdy o ochronie życia„.

Swoją drogą doktryna prawa nie bez przyczyny uznaje, że człowiek nabywa zdolność prawną dopiero w chwili narodzin:

Artykuł 8. Kodeksu Cywilnego:

Każdy człowiek od chwili urodzenia ma zdolność prawną.

Jedynym wyjątkiem od tej zasady jest przepis prawa spadkowego (artykuł 927. KC):

§ 1. Nie może być spadkobiercą osoba fizyczna, która nie żyje w chwili otwarcia spadku, ani osoba prawna, która w tym czasie nie istnieje.
§ 2. Jednakże dziecko w chwili otwarcia spadku już poczęte może być spadkobiercą, jeżeli urodzi się żywe.

Ograniczanie wolności

3/ WOLNOŚĆ OSOBISTA może być urzędowo ograniczna tylko wyjątkowo – poza wypadkami ewidentnych przestępstw, wyłącznie tam, gdzie w grę wchodzi BEZPIECZEŃSTWO PAŃSTWA.

A jest inaczej?

Znowu przywołam zapisy Konstytucji, którą to kandydat chciałby zmienić.

Artykuł 31.

3. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Artykuł 41.

1. Każdemu zapewnia się nietykalność osobistą i wolność osobistą. Pozbawienie lub ograniczenie wolności może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonych w ustawie.
2. Każdy pozbawiony wolności nie na podstawie wyroku sądowego ma prawo odwołania się do sądu w celu niezwłocznego ustalenia legalności tego pozbawienia. O pozbawieniu wolności powiadamia się niezwłocznie rodzinę lub osobę wskazaną przez pozbawionego wolności.
3. Każdy zatrzymany powinien być niezwłocznie i w sposób zrozumiały dla niego poinformowany o przyczynach zatrzymania. Powinien on być w ciągu 48 godzin od chwili zatrzymania przekazany do dyspozycji sądu. Zatrzymanego należy zwolnić, jeżeli w ciągu 24 godzin od przekazania do dyspozycji sądu nie zostanie mu doręczone postanowienie sądu o tymczasowym aresztowaniu wraz z przedstawionymi zarzutami.
4. Każdy pozbawiony wolności powinien być traktowany w sposób humanitarny.
5. Każdy bezprawnie pozbawiony wolności ma prawo do odszkodowania.

Podatki

5/ Należy UPROŚCIĆ i OBNIŻYĆ PODATKI – jednocześnie z redukcją wydatków budżetowych, redukcją administracji i radykalnym uproszczeniem procedur.

Jest taka pani, która dzieli przekonanie Brauna, że w Polsce są za wysokie podatki. Nazywa się Henryka Bochniarz i Grzegorz Sroczyński na łamach „Dużego Formatu” przeprowadził z nią wywiad:

Pół roku temu ogłosiliście, że polskich przedsiębiorców „duszą wysokie podatki i składki na ubezpieczenie społeczne”. To samo czytam w waszym manifeście zatytułowanym „Czarna lista barier”. Trochę to dziwne.– Dziwne?

Przyniosłem tabelkę pokazującą obciążenia podatkowe w krajach UE wyrażone w procencie PKB. Czy oboje się zgadzamy, że to miarodajny wskaźnik?– Tak.Na szczycie mamy Danię (podatki to aż 50 proc. PKB), potem jest Belgia, dalej Niemcy, Luksemburg, Cypr, Malta, Grecja, Estonia i prawie na samym końcu jest Polska – podatki to zaledwie 32 proc. PKB. Mamy jedne z najniższych podatków w Unii. I to jest, delikatnie mówiąc, niespójne z tym, co głosicie.– 32 proc. jest tylko na papierze, w rzeczywistości obciążenia dla przedsiębiorców są wyższe. Ale problem naszego systemu podatkowego to przede wszystkim jego zmienność i stopień skomplikowania. Prawdopodobnie codziennie przedsiębiorca popełnia jakieś przestępstwo, bo nie ma pojęcia, że właśnie wczoraj została wprowadzona zmiana przepisu. Dotyczy to zwłaszcza podatku VAT, gdzie mamy karuzelę. W każdym miejscu dostaje pan inną interpretację podatkową. W woj. mazowieckim jest pan wzorowym biznesmenem, ale w świętokrzyskim za to samo zamkną panu firmę i zlicytują. Przedsiębiorca zatrudniający trzy albo cztery osoby nie będzie w stanie codziennie monitorować przepisów, bo w tym samym czasie musi zadbać o zdobycie kontraktu.Po co zwoływać konferencję, na której się opowiada, że w Polsce są wysokie podatki, skoro one nie są wysokie?– Są. Wszystko trzeba odnosić do pozycji gospodarki w danym czasie. W naszym momencie rozwoju – czyli ledwie 25 lat po transformacji, kiedy wciąż budujemy kapitalizm i dobrobyt – musimy być dwa razy bardziej atrakcyjni niż kraje bogate. Potrzebujemy inwestycji, napływu technologii i nowych miejsc pracy. Dlatego obciążenia u nas powinny być jak najniższe.Tylko że one już są jak najniższe! Jeżeli je obniżymy jeszcze bardziej, to nie będzie z czego utrzymywać służby zdrowia. To jest proste.– Zły przykład. Bo niezależnie od tego, ile byśmy włożyli pieniędzy do systemu zdrowia, to będziemy mieć dokładnie te same problemy, które mamy teraz. To zresztą dotyczy każdej źle zarządzanej firmy, a przecież szpital możemy potraktować jak zwykłą firmę…Właśnie nie możemy.– Aha. No a ja mogę. Więc jeśli szpital to firma świadcząca usługi dla ludności z zakresu ochrony zdrowia, która jest źle zarządzana i nie potrafi dostosować się do zasad rynkowych, to dawanie jej dodatkowych pieniędzy jest niemądre. Miałam okazję obserwować to z bliska, tam się marnują miliony. Dopóki wreszcie nie pójdą tam menedżerowie z prawdziwego zdarzenia, nie wprowadzą reguł racjonalnego zarządzania, to pieniądze publiczne będą wydawane źle. Bez względu na to, ile ich będzie.

Cytat z waszej broszurki: „W Polsce podatki są na poziomie zbliżonym do średniej europejskiej, a powinny być wyraźnie niższe”. Przepraszam, na jakim zbliżonym poziomie? Średnia europejska wynosi 40 proc. PKB, a my jesteśmy osiem punktów procentowych niżej.

– No ale 32 proc. to blisko 40.

Nawet nie ocieramy się o średnią.

– Pan uważa, że się nie ocieramy, a ja uważam, że się ocieramy.

Jezus a kara śmierci

6/ KARA ŚMIERCI powinna grozić mordercom i zdrajcom stanu.

Ustaliliśmy już, że jedną z podstawowych wartości dla Grzegorza Brauna jest wiara katolicka. Przyjrzyjmy się więc kilku wypowiedziom założyciela tej religii.

Ewangelia św. Łukasza, rozdział 9. wersety 51-56:

Gdy dopełnił się czas Jego wzięcia [z tego świata], postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: «Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?» Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka.

Ewangelia św. Mateusza, rozdział 26. wersety 47-56:

Gdy On jeszcze mówił, oto nadszedł Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami, od arcykapłanów i starszych ludu. Zdrajca zaś dał im taki znak: «Ten, którego pocałuję, to On; Jego pochwyćcie!». Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: «Witaj Rabbi!», i pocałował Go. A Jezus rzekł do niego: «Przyjacielu, po coś przyszedł?» Wtedy podeszli, rzucili się na Jezusa i pochwycili Go. A oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana odciął mu ucho. Wtedy Jezus rzekł do niego: «Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? Jakże więc spełnią się Pisma, że tak się stać musi?»
W owej chwili Jezus rzekł do tłumów: «Wyszliście z mieczami i kijami jak na zbójcę, żeby Mnie pojmać. Codziennie zasiadałem w świątyni i nauczałem, a nie pochwyciliście Mnie. Lecz stało się to wszystko, żeby się wypełniły Pisma proroków». Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli.

Ewangelia św. Jana, rozdział 8. wersety 1-11:

Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!».

Priorytety

8/ WOJSKO POLSKIE, POLICJA, SŁUŻBY i SĄDOWNICTWO – to trzy dziedziny, na których modernizacji powinnny skupić się działania państwa.

Oczywiście, jeśli tylko inne dziedziny nie zostaną zaniedbane. Na przykład modernizacja sieci transportowych.

Nie mam zamiaru rozpisywać się teraz na temat ekonomii transportu, bo to temat na notkę z serii masakrującej blogera Janusza.

Spoiler alert!
Spoiler alert!

Proszę mi wybaczyć, że pomijam akurat ten punkt programu Brauna. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że z tej obietnicy wcale nie wynika, że państwo powinno ograniczyć swój aparat socjalny, jedynie pokazuje priorytetowe kierunki, na jakich powinno się skupić. Obiecuję, że niedługo opublikuję notkę pokazującą potrzebę istnienia silnego państwa organizującego transport. Na razie odsyłam do notek, w których lekko zahaczałem o temat: „Rozwijać transport prywatny„, „Modernizacja zacofania” i seria notek o Rafale Dutkiewiczu (część pierwsza i druga).

Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego

10/ W imię TRADYCJI CYWILIZACJI ŁACIŃSKIEJ i POLSKIEGO INTERESU NARODOWEGO należy zdecydowanie przeciwstawić się inwazji ideologicznej, propagandzie dewiacji i obcym roszczeniom kolonizatorskim.

Dlatego księża w ramach posługi duszpasterskiej będą od dzisiaj wysyłać 72-letnim kobietom takie słowa:

„Homo-seks przypomina tłok, który porusza się nie w cylindrze silnika, ale w rurze wydechowej – skutki są oczywiste (…) Podobnie katastrofalne skutki ma homo-seks i biedni są ludzie, którzy nie są w stanie tego pojąć” – pisze w jednym z tekstów autor. A nieco dalej, w tym samym załączniku, powołuje się na wypowiedź  anonimowego „lekarza-praktyka”, który pisze m.in., że „w krwi tego pederasty który jest stroną nadstawiającą się, płynie rozcieńczona, bo rozcieńczona, ale jednak gnojówka”.

W innym miejscu czytamy: „Kiedyś w jakiejś audycji telewizyjnej pewien pederasta żalił się, że pani pielęgniarka nie chciała przyjąć jego krwi, a on tak chciał komuś pomóc i to było poniżające dla niego. Wtedy jeden z komentatorów przyznał, że owszem w Polsce jest zalecenie, żeby nie pobierać krwi pederastów. W takiej na przykład Wielkiej Brytanii pobierają krew – żeby nie razić uczuć homoseksualistów, ale potem ją wylewają do zlewu. Tacy delikatni są i mili. A Polacy ranią ich uczucia, bo od razu im odmawiają pobrania krwi. Pewnie to brak ogłady i wyrobienia, wiele się jeszcze musimy nauczyć od Brytyjczyków w kwestii ogłady”.

Wśród innych załączników znalazły się liczne – znane już z wcześniejszych wystąpień ks. Dariusza Oko – dane statystyczne, wedle których homoseksualiści mają żyć krócej, częściej zapadać na choroby psychiczne, częściej dopuszczać się aktów pedofilskich itd.

Więcej do przeczytania w artykule „Ksiądz Oko w kropce” opublikowanym na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Całą historię przybliżyłem u siebie na blogu.

W ramach walki z „propagandą dewiacji” w niedzielę rano na oficjalnym profilu Grzegorza Brauna na Facebooku pojawiła się animacja palonej tęczy. Film kończy się takim obrazkiem:

grześ06

Chciałbym zadać dwa pytania.

1. Jaki związek ma sodomia (według Słownika Języka Polskiego PWN „zboczenie seksualne polegające na uprawianiu stosunków płciowych ze zwierzętami”) z paloną tęczą – symbolem „zwycięstwa” nad społecznością LGBTQ?

Owszem, angielskie słowo „sodomy” oznacza stosunek analny, lecz jest to przykład tzw. fałszywego przyjaciela. Tym terminem określa się słowa podobnie wyglądające w dwóch językach lecz znaczące mające inne znaczenie (np. angielskie „fatality” i polskie „fatalny” czy niemieckie „jeden” i polskie „jeden”).

2. Pytanie ważniejsze. Skoro ustaliliśmy już, że sodomia w filmie Brauna oznacza homoskeksualizm, to chciałbym dowiedzieć się, jakie istnieją sposoby na leczenie tej „przypadłości”?

Obawiam się, że odpowiedzią na drugie pytanie są takie przykłady:


W swoim programie wyborczym Braun nie odniósł się do pewnych kwestii, które poruszone zostały w spocie wyborczym. Dlatego poświęcę jeszcze kilka zdań na ich temat.

Historia magistra vitae est

Doprowadzę do wznowienia ekshumacji w Jedwabnem.

Po co? Można oburzać się na badania Tomasza Grossa, bowiem przeszacował on liczbę ofiar pogromu. Nie sposób jednak kwestionować samego faktu pogromu dokonanego przez miejscowych Polaków na miejscowych Żydach. Na ten temat obszerną publikację przygotował Instytut Pamięci Narodowej:

Publikacja Wokół Jedwabnego, przygotowana przez Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej, prezentuje wyniki badań naukowych nad zbrodniami popełnionymi na polskich Żydach w Jedwabnem, Radziłowie i innych miejscowościach Łomżyńskiego i Białostocczyzny latem 1941 roku.
Na tom pierwszy składają się studia, które przedstawiają te wydarzenia na szerokim tle historycznym, poczynając od rysu stosunków polsko-żydowskich na tym terenie w okresie przedwojennym, poprzez opis niemieckiej polityki zagłady Żydów i antyżydowskich wystąpień miejscowej ludności, kończąc na analizie powojennych postępowań karnych w sprawie mordu w Jedwabnem oraz dotyczącego go piśmiennictwa.
W tomie drugim opublikowano dokumenty polskie, sowieckie i niemieckie, w tym raporty NKWD, relacje Polaków represjonowanych przez sowieckiego okupanta, raporty wywiadowcze Polskiego Państwa Podziemnego, sprawozdania niemieckich formacji wojskowych i policyjnych, świadectwa ocalałych Żydów, akta śledztw oraz procesów karnych w sprawie zbrodni w Jedwabnem i Radziłowie.

Żydzi rozkradają Polskę

Nie dla żydowskich roszczeń.

To kolejne zdanie wypowiedziane w spocie kandydata. Nie wiem nawet jak je skomentować. Na szczęście jeden z komcionautów pospieszył z pomocą i przybliżył mi znaczenie tych słów:

grześ07

Całe szczęście Sejm publikuje na swoich stronach internetowych wszystkie dokumenty, nad którymi pracuje i użytkownik Piotr będzie w stanie mi pokazać przywołane postanowienie. By ułatwić poszukiwania wkleję linka do strony, na której będzie mógł je znaleźć. Chętnie przeczytam tę ustawę/uchwałę/cokolwiek, przeanalizuję i wnioski opublikuję na blogu.

Atomowy Jezus Chrystus

Jako prezydent będę zabiegał o broń jądrową dla polskiej armii i o intronizację Chrystusa Króla.

Łączenie broni jądrowej z imieniem zbawiciela chyba nie jest czymś, co chciał osiągnąć kandydat. Miło też czyta się pomysły przekreślające polski dorobek w walce o rozbrojenie arsenału broni masowego rażenia. Na tym polu mamy się czym pochwalić:

Ówczesna strategia obronna Zachodu z góry skazywała przyjęcie planu na porażkę – zakładała ona bowiem właśnie wykorzystanie broni jądrowej celem odstraszania przeciwnika od podjęcia ataku. W warunkach przewagi sił konwencjonalnych ZSRR przyjęcie tych propozycji byłoby zatem niekorzystne dla równowagi w Europie. Plan Rapackiego wywarł jednak wpływ na działania podejmowane w czasie zimnej wojny w celu podniesienia poziomu bezpieczeństwa międzynarodowego – przyczynił się bowiem do rozwoju myśli teoretycznej w zakresie denuklearyzacji. Przyjęta w nim koncepcja strefy bezatomowej przybrała z czasem wymiar uniwersalny. Plan Rapackiego uważany jest za najbardziej znaną inicjatywę rozbrojeniową polskiej dyplomacji.

Tekst pochodzi z Wikipedii, z wpisu o planie Rapackiego.

Chyba wyjaśniłem wszystkie wątpliwości?

„Negatywny przegląd” ma fanpage na Facebooku i konto na Twitterze.

Swoją drogą zauważam, że zwolennicy Grzegorza Brauna są bardzo zmobilizowani, by go bronić. Raz już musiałem bronić swojej notki (a konkretnie artykułu, który podałem dalej) zatytułowanej „Kłamstwa oświęcimskie według Grzegorza Brauna„.