Nie obnoście się

Dwa dni temu jeden z polityków Nowoczesnej powiedział, że jest gejem. Tak po prostu. Prowadząca program „Pociąg do polityki” zapytała Pawła Rabieja (członka zarządu partii i jednego z jej założycieli) o powody, dla których wspiera ruchy LGBT. W odpowiedz dostaliśmy coming out jednej z ważniejszych osób dużej partii. Bardzo zachowawczy, ale warto docenić. Zresztą zobaczcie sami (pytanie pada ok. 17:20).

Dzień później w „Wydarzeniach” pojawił się krótki materiał o coming outach polityków (ok. 20:18). Taki pod znakiem prawdopośrodkizmu. Mamy posła PSL-u podejrzewającego, że w ten sposób Nowoczesna chce zagospodarować ten elektorat. Mamy posła od Kukiza spekulującego, że coming out Rabieja był obliczony na powtórzenie sukcesu Biedronia ze Słupska w nadchodzących wyborach samorządowych (to jest dopiero LOL). Po programie informacyjnym do studia na rozmowę zaproszono Ryszarda Petru. Pierwsze pytanie dotyczyło ostatniej decyzji członka zarządu partii. No i przewodniczący Nowoczesnej zaczął opowiadać, że to było bardzo dobre wyjście z szafy, bo nie zrobiono z niego wielkiego halo, że po programie zadzwonił do Rabieja z gratulacjami, no bo zawsze lepiej jest wiedzieć niż nie wiedzieć. Kończąc swoją wypowiedź dodał jeszcze:

Dobrze by było, aby w Polsce ludzie, którzy mają inną orientację niż heteroseksualna, nie musieli się tego wstydzić, co nie znaczy, że muszą się z tym obnosić.

Całość można obejrzeć pod linkiem (pytanie o coming out Rabieja pada na samym początku programu).

No i w internecie zawrzało. Jako pierwsza informację podała 300polityka.pl.

Źródło
Źródło

Prawie natychmiast pojawiły się głosy, że portal zmanipulował wypowiedź Petru.

Źródło
Źródło

 

Źródło
Źródło

I wszystko byłoby w porządku, gdyby ktoś z partii (a najlepiej sam jej przewodniczący) przeprosił słowa o obnoszeniu się. Problem polega na tym, że najwyraźniej autor nie widział w nich nic złego.

swetru-04

Reakcja innych członków partii pozostawiała też wiele do życzenia.

Zastępca sekretarza generalnego i sekretarz regionu warszawskiego Źródło
Zastępca sekretarza generalnego i sekretarz regionu warszawskiego
Źródło

Tu jeszcze jeden tweet tego pana, według którego afera wokół słów Petru jest jedną wielką pomyłką, bo przecież…

Źródło
Źródło

Kurde, właściwie to dlaczego coś takiego jest poniżej poziomu i jest obrzydliwe?

Potem w obronie przewodniczącego odezwała się posłanka i wiceprzewodnicząca partii.

Źródło
Źródło

Pani posłanka też jest przeciwna nadmiernemu obnoszeniu się. Z tym że nie chodzi jej najwyraźniej o publiczne okazywanie sobie uczuć, ani o ujawnianie swojej orientacji. Ani o publiczne pokazywanie się z ukochaną osobą. Więc o co?

Źródło
Źródło

Sam bohater całego wydarzenia również się wypowiedział.

Źródło
Źródło

Kończąc tę przydługą paradę tweetów wstawię jeszcze gdańskiego działacza młodzieżówki Nowoczesnej, który najwyraźniej uważa, że moje prywatne życie to jest czyjś światopogląd.

Źródło
Źródło

Co tak wkurwia w słowach Petru?

Problem polega na tym, że słowa mogą ranić. Serio.

Nowoczesna na Paradzie Równości 2016
Źródło

Skoro nawet Nowoczesna o tym wie, to mogłoby się wydawać, że jej członkowie będą bardziej uważać. Całą wypowiedź pana Ryszarda można byłoby nawet uznać za odpowiednią, gdyby wiedział, kiedy należy skończyć paplać. O całej sytuacji można byłoby zapomnieć, gdyby ktoś za nią przeprosił. Zamiast tego otrzymaliśmy festiwal zarzutów, że manipulacja wypowiedzią, że lewactwo coś nam chce narzucać (ja rozumiem, że prawa człowieka to dość lewicowy wymysł, ale wydawało mi się, że powszechnie akceptowany już od wielu dziesięcioleci), że Biedroń jest chamem (bo napisał tego tweeta), że takie oburzenie jakie przetoczyło się przez Twittera i Facebooka to zdecydowanie za dużo jak na taką małą wypowiedź.

Z tym że ta wypowiedź jest naprawdę zła. Ja widzę dwie możliwe przyczyny jej powstania. Pierwsza jest taka, że Ryszard Petru jest po prostu debilem i mówi coś innego niż myśli. Na przykład mogło chodzić mu o to, że osoby LGBT nie powinny obnosić się ze wstydem ze swoją orientacją, tylko być z niej dumnym (jeśli to czytasz i jesteś z tych, co krzyczą, że skoro jest LGBT pride czy black pride, to równie dobrze możemy być dumni z bycia białymi, to weź idź stąd i poczytaj na przykład wikipedię). Nie wydaje mi się jednak (nawet wbrew empirycznym dowodom), że przewodniczący jednej z największych partii opozycyjnych jest zwykłym głupcem, który występując w telewizji nie potrafi sformułować swoich myśli. Dlatego pozostaje drugie wytłumaczenie: był to przykład tak zwanego dog-whistle politics. Jest to taktyka stosowana przez polityków, którzy nie chcą wyjść na rasistów, więc w swoich pozornie poprawnie politycznych słowach (bardzo długa wypowiedź na temat tego, jak gratulujemy coming outu osobie z zarządu partii) ukrywają swoje prawdziwe zdanie na dany temat (niech geje sobie żyją, ale za bardzo się nam nie pokazują).

No bo co innego ma oznaczać zdanie „osoby homoseksualne nie powinny się wstydzić swojej orientacji, ale niech się z nią nie obnoszą”? Że mamy nie paradować na ulicach? Mamy się nie przytulać na placach? Mamy nie mówić głośno o tym, że jesteśmy LGBT? Mamy nie odzywać się do swojego partnera na ulicy?

Daniel ze swoim partnerem Hubertem wracali akurat z parapetówki i wstąpili do sklepu przy ul. Krakowskiej. – Hubert poszedł po wodę, ja zostałem przed sklepem. W pewnym momencie Hubert wychodzi i pyta: „Misiek, masz może drobne?”. Niedaleko stało dwóch mężczyzn – wyższy i niższy. Jeden podszedł do nas i zapytał, czy jesteśmy pedałami. Był ubrany w dżinsy i bluzę z kapturem. Odpowiedziałem, że tak. Drugi rzucił: „Pedały, lubicie się rżnąć w dupsko?”. Hubert uspokajał rozmowę, ale ja wyczułem, że to nieciekawe towarzystwo, odciągnąłem go, przeszliśmy przez przejście dla pieszych. Poszliśmy w stronę mieszkania. Jednak niższy mężczyzna podbiegł do nas i nas zaatakował.

Źródło

Mamy nie spotykać się w miejscach publicznych?

Spotkanie LGBT miało miejsce w sobotę w muszli koncertowej przy ul. Kopalnianej w Katowicach. Geje i lesbijki zostali zaatakowani.

– W pewnym momencie pojawiła się tam kilkuosobowa grupa chuliganów, która zaczęła wyzywać uczestników spotkania. Kiedy jeden z przebywających w parku 18-latków zwrócił im uwagę, aby odpuścili, napastnicy go zaatakowali i pobili – podaje katowicka policja.

Pobity chłopak z urazem głowy i brzucha trafił do szpitala. Jeden z uczestników spotkania zawiadomił policjantów.

Źródło

Mamy nie mieszkać ze swoimi partnerami?

Paweł: – Wszystko zaczęło się zaraz po tym, jak wynajęliśmy dwa pokoje zaledwie kilometr od rynku, nad jeziorem. To był koniec listopada 2013. Spokojna dzielnica, do głowy nam nie przyszło, że możemy wzbudzić kontrowersje. Odbywałem akurat staż fryzjerski. Co drugi, trzeci dzień pod blokiem zaczęło się pojawiać czarne bmw z młodymi karkami w środku. I docinki: „Co tam, cioto? Gdzie pedałujesz?”. Nie mogłem zrozumieć, skąd w ogóle wiedzą, że jestem gejem.

(…)

Piotr: – Dokładnie naprzeciwko naszej klatki znajdował się murek, na którym przesiadywały dzieciaki, w większości kibice Cartusii. Minęły może dwa tygodnie od naszej przeprowadzki, jak zaczęły się pierwsze komentarze: „O, zoba, to ci geje”. Paweł zauważył, że w tej grupce jest jego kuzyn, od zawsze dobrze do niego nastawiony.

Po miesiącu towarzystwo się rozkręciło. Zaczęły się wyzwiska: „Ej, na tym osiedlu obowiązuje zakaz pedałowania! Patologia! Pedały! Kurwy, jeszcze brakuje, żebyście dziecko adoptowali!”.

Paweł: – Próbowałem porozmawiać z kuzynem, ale odpowiedział, że jak się wyłamie, to wtedy zaczną się czepiać jego. Powiedziałem więc jego mamie, czyli swojej cioci. I uprzedziłem, że jeśli zaczepki będą się powtarzać, zgłosimy sprawę na policję. Obiecała z nim porozmawiać. Po kilku dniach kuzyn zagroził nam, że jeśli pójdziemy na policję, to „pożegnamy się ze swoim autkiem”. Znów poszedłem do cioci. Kuzyn przestał spotykać się z kolegami na murku, ale dalej nas wyzywali od pedałów, a rodzina przestała z nami rozmawiać. Sytuacja stała się na tyle toksyczna, że od pedałów zaczęli wyzywać też kolegów, którzy nas odwiedzali.

(…)

Piotr: – Zdecydowaliśmy się na to miejsce ze względu na monitoring. Przez jakiś czas mieliśmy spokój. Ale znów do czasu. Ta sama grupa pseudokibiców zobaczyła nas któregoś dnia na ulicy. Musieli za nami iść i w ten sposób dowiedzieli się, gdzie mieszkamy. Zaczęli kręcić się w okolicy. Weszli do studia urody, w którym pracował Paweł, i wykrzyczeli: „Tutaj nie idziemy, bo ten pierdolony pedał tutaj pracuje!”. Innym razem zaczepili go na ulicy, wymachując przed twarzą butelką. Właścicielka studia nie przedłużyła umowy z Pawłem. Kto by chciał takie akcje przy klientach?

Paweł został w domu, Piotr pracował. Do eskalacji doszło 19 sierpnia.

– Wypakowywałem towar z auta na podwórzu szpitala, w którym pracuję. Wtedy podszedł do mnie jeden z nich: „Chcesz w główkę, pedale? No co, chcesz?”. Nie odpowiedziałem. Odwróciłem się i dalej wypakowywałem towar. Wtedy usłyszałem tylko: „Ty pedale jebany! Ty dziwko!”, i poczułem but na swoich plecach. Kopnął mnie z całych sił. A potem dodał: „Zgłoś to na policję, to cię potnę!”. Miałem szczęście, że całe zajście widział mój szef. Wezwał policję, radiowóz był na miejscu po kilku minutach. Ale napastników już nie znaleźli. My ich jednak zdążyliśmy dobrze poznać. Postanowiliśmy, że nie będziemy dłużej znosić tego terroryzowania. Zrobiłem obdukcję. Na komisariacie złożyłem zawiadomienie. Policjantka, która mnie wysłuchała, powiedziała, że to pierwsze takie zgłoszenie w Kartuzach.

Źródło

Gdzie jest granica tego „nieobnoszenia się”, za którą robi się dla nas niebezpiecznie? No i dlaczego wyznaczona jest ona przez heteroseksualistę (w domyśle lepszego od nas, bo przecież zdolnego do wyznaczania nam jakichś granic),

A jeśli źle zrozumiałem, jeśli nie chodziło o bycie niewidocznym, to w takim razie o co, do kurwy nędzy? Mógłby mi ktoś to wytłumaczyć?

Swoją drogą to nie jest pierwsza nieprzyjemna sytuacja, w której pojawiają się wątpliwości co do prawdziwego stosunku członków Nowoczesnej do osób nieheteroseksualnych. O przygodach z projektem ustawy o związkach partnerskich pisał na swoim blogu szarypanz.

„Negatywny przegląd” jest na Facebooku i Twitterze.

Reklamy

Niewierzący niech się przeniosą do Francji

Ludwik Dorn startuje z listy wyborczej Platformy Obywatelskiej w okręgu radomskim z drugiego miejsca. Jutro w „Dużym Formacie” pojawi się udzielony przez niego wywiad, którego zapowiedź opublikowano dzisiaj na stronie wyborcza.pl.

– Jeśli chodzi o związki jednopłciowe, to co pan dziś uważa?

– Chodzi panu o ich uprzywilejowanie?

– Chodzi mi o to, żeby ludzie tej samej płci mogli brać ślub w urzędzie.

– To jest uprzywilejowanie.

(…)

– Niedawno w Irlandii obywatele zdecydowali w referendum, że małżeństwo to jest związek dwóch osób, również tej samej płci. Czyli świat się zmienia. I co pan z tym zrobi?

– Nie chciałbym, żeby do tego doszło w Polsce.

(…)

– A co z niewierzącymi?

– Na to takim ludziom, przepraszam za brutalizm, ja mówię: mamy Schengen, przenieście się gdzie indziej.

– Do Francji?

– Tak. Tu jest Polska! I mówię to nie na tej zasadzie, bym był szczególnie nietolerancyjny, tylko, a dlaczego wywracacie coś, co generalnie rzecz biorąc dobrze działa, a jak się wywróci, to będziemy mieli trwającą przez dekady wielką wewnętrzną awanturę i utrudnianie życia milionom Polaków.

Wie pan, to jest trochę tak jak z butami. Mnie ten but nie uwiera, a takich ludzi jak pan troszeczkę, no, ale to przecież nie są buty hiszpańskiej inkwizycji!

No trudno! To już pogódźcie się z tym! Może ta wspólnota narodowa ma jakieś inne zalety, które was tu trzymają, ale ja i mnie podobni tego zmienić nie pozwolą.

Oddając głos na Platformę doprowadzisz do tego, że ten człowiek wejdzie do Sejmu. Wprowadzisz do Sejmu partię, która mimo wielokrotnych obietnic, nie wprowadzi nigdy związków partnerskich (nie wspominając już o równości małżeńskiej). Wprowadzisz do Sejmu partię, której przedstawiciel przywilejem nazywa podstawowe prawo człowieka, jakim jest prawo do rodziny. Wprowadzisz do Sejmu partię, którą reprezentować będą ludzie wprost stwierdzający, że dla dużej części Polaków nie ma miejsca w Polsce.

Mam nadzieję, że nie dasz się wygonić z własnego kraju i nie oddasz głosu na partię, która ma na swoich listach Dorna i Kamińskiego, która jeszcze niedawno tolerowała w swoich szeregach Gowina.

O obłudzie polityków tej partii podczas głosowania nad wprowadzeniem do porządku dziennego obrad projektu ustawy o związkach partnerskich nie tak dawno temu napisałem notkę „Platforma i Sprawiedliwość„, którą przed tymi wyborami warto przypomnieć.

„Negatywny przegląd” jest na Facebooku i Twitterze.

[EDIT]

Cały wywiad jest dostępny pod tym linkiem.

Judaszowy atak przed Synodem

Grupa kilku osób postanowiła zrealizować film dokumentalny „Artykuł Osiemnasty” o braku równości małżeńskiej w Polsce. Wśród twórców znajdują się autorki prowadzące bloga trzyczęściowy garnitur i członkowie stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza. Do tej pory przeprowadzili wywiady między innymi z prof. Ewą Łętowską, prof. Zbigniewem Lwem-Starowiczam, dr. Adamem Bodnarem, czy Tomaszem Raczkiem.

Wczoraj do grona gości „Artykułu Osiemnastego” dołączył ksiądz Krzysztof Charamsa. Jest on członkiem watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, który parę dni temu na łamach „Tygodnika Powszechnego” opublikował artykuł „Teologia i przemoc” rozprawiający się argumentami i językiem księdza Oko. Wczoraj ksiądz Charamsa wyoutował się jako osoba homoseksualna.

Na prawicy rozpętała się burza.

Ale zdecydowanie najbardziej soczystym kawałkiem jest tekst redaktor naczelnej portalu wPolityce.pl, Marzeny Nykiel pt. „Judaszowy atak przed Synodem. Histeria ks. Charamsy to żałosna manipulacja tęczowego lobby”. Link pozwolę sobie pominąć.

Nykiel zaczyna od rozprawienia się z wystąpieniem księdza opublikowanym przez autorów filmu.

Gdy mówi o samobójstwie Dominika z Bieżunia, niemal łka.

„Kościół podle, ohydnie milczy, gdy Dominik z Bieżunia odbiera sobie życie, bo nie może wytrzymać homofobii, nienawiści. Kościół wtedy milczy i wszystko zostawia jakiejś tam prokuraturze”

— krzyczy, nie dostrzegając jak daleko się zapędził w swoim szale. O czym ma świadczyć obrona czternastoletniego chłopca przed zarzutem homoseksualizmu? Doskonale znamy tę demagogię środowisk LGBT, które nie bacząc na łamania prawa, które dopuszcza aktywność seksualną powyżej 15 roku życia, chciałoby, by 14-letnie dzieci potrafiły już wskazać swoją orientację seksualną a nawet decydować o płci społeczno-kulturowej.

Pani redaktor naczelna chyba nie do końca pamięta tę historię. Nie wiemy, czy Dominik z Bieżunia popełnił samobójstwo ze względu na swoją orientację seksualną. Wiemy natomiast, że doprowadziła go do tego przemoc psychiczna ze strony kolegów i koleżanek ze szkoły, którzy wmawiali mu bycie „pedałem”. Może ponowne obejrzenie reportażu „Uwagi” pomoże odświeżyć pamięć autorce „Pułapki gender”.

Następnie Nykiel przygląda się produkcji filmu „Artykuł Osiemnasty”.

Pieniędzy na produkcję najwyraźniej brakuje, bo realizatorzy ogłosili zbiórkę publiczną. Jak na razie zainteresowanie marne. Według planu muszą uzbierać 50 tys. złotych. Jak na razie 184 osoby wpłaciły łącznie ponad 18 tys. zł. Wynika z tego, że na głowę przypada lekko ponad 110 zł. Jak na wsparcie koronnego dzieła niewiele.

Tekst na portalu opublikowano niedługo po północy 3 października. O godzinie 12:30 tego samego dnia na stronie pomagam.pl jest już 29 731 złotych. A na zbiórkę został jeszcze grubo ponad miesiąc. Wszystkich zachęcam do pójścia w ślady 220 osób i wsparcia projektu nawet drobną sumą.

Czy gejowska spowiedź ks. Charamsy pomoże? Skoro zna to środowisko tak dogłębnie, musi wiedzieć, że jego celem nie jest, bynajmniej, zbliżenie się Kościoła i wkupienie w jego łaski. Mimo rozemocjonowania i histerii, musi mieć świadomość, że swoim rozedrganym wystąpieniem daje przeciwnikom Kościoła narzędzie do walki. Sieje zamęt wśród wiernych, podważa wiarygodność innych kapłanów i w bardzo poważnie rozbija Wspólnotę. Dlaczego więc to robi? Jest jednym z agentów, którzy po przejściu błyskawicznej ścieżki kariery, uderzają  od środka? A może zagubionym księdzem, na którego ktoś zebrał haki? Bez względu na przyczyny, skutek jest jasny.

Katoliczka nie bierze pod uwagę takiej możliwości, że ksiądz Charamsa działa z chęci uczynienia świata lepszym. Jakie to charakterystyczne dla polskich katolików kościoła zamkniętego.

Jego tęczowi „przyjaciele” triumfują, że udało im się znokautować Kościół. W końcu nie byle kto pojawił się w ich szeregach: „funkcjonariusz Kongregacji Nauki Wiary, drugi sekretarz Międzynarodowej Komisji Teologicznej, wykładowca Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego”. Tylko czekać aż ogłoszą kolejnych. Lada moment pojawi się jakaś zakonnica lesbijka albo inny nieobliczalny przypadek emocjonalny. Wszystko zgodnie z precyzyjnie rozpisaną gejowską strategią.

Spieszę sprostować: homoseksualizm nie jest „nieobliczalnym przypadkiem emocjonalnym”, a w szeregach kościoła już teraz znajdują się geje i lesbijki.

„Negatywny przegląd” jest na Facebooku i Twitterze. Zachęcam też do polubienia fanpage’a „Artykułu Osiemnastego„.

Po stronie zgniłej Prawdy

Wkurwiłem się. Uwaga! zrobiła reportaż na temat czternastoletniego chłopca z Bieżunia, który odebrał sobie życie, bo rówieśnicy wyzywali go od „pedziów”.

Tymczasem w szkole podstawowej numer 65 w Gdańsku historii uczy miejska radna należąca do PiS-u, Anna Kołakowska. Kobieta ta zaistniała ostatnio w mediach dzięki zablokowaniu Marszu Równości:

Homoseksualizm jest przejawem zepsucia moralnego i upodobaniem! Jestem dumna, że żyję w Polsce, bo mogę się temu przeciwstawić! Jeśli tego nie zrobimy, to wkrótce ulicami tego miasta przejdą także pedofile i zoofile!

(…)

Zróbcie porządek z tymi pedałami, a nie z nami.

Źródło

Broniła jej dyrektorka szkoły, Jolanta Kwiatkowska-Reichel:

Mamy zwalniać i zostawiać miernych, ale wiernych? Tylko pytanie, komu wiernych? Osobiście na lekcjach historii dowiadywałam się o Katyniu, mimo że było to zakazane. Dziś też mamy dążyć do ukrywania prawdy?

Źródło

Wypowiedź dyrektorki podobno oburzyła wiceprezydenta Gdańska:

W środę dyrektor Kwiatkowska została wezwana na „dywanik” przez wiceprezydenta Gdańska. Powodem wezwania miała być wypowiedź, jakiej udzieliła lokalnej „Gazecie Wyborczej”. Dyrektorka stwierdziła, że nie zamierza zwalniać Anny Kołakowskiej z pracy za jej protest przeciwko Paradzie Równości, gdyż ma inne sprawy na głowie i nie dotarła do niej żadna informacja, jakoby Kołakowskiej zostały postawione jakieś zarzuty.

– Wiceprezydent namawiał mnie podczas rozmowy do złamania prawa, nie mogę zwolnić nikogo tylko na podstawie jakichś doniesień medialnych, Anna Kołakowska nie została wtedy nawet zatrzymana – podkreśla Kwiatkowska w rozmowie z nami, oburzona zachowaniem wiceprezydenta miasta.  –  Wiceprezydent podniesionym tonem wypytywał mnie o różne niezwiązane z powodem wezwania szczegóły, m.in. pytał się, o której przychodzę codziennie do szkoły, za co się modlę, jakie jest moje zdanie na temat Mazowieckiego czy obchodów rzekomego „wyzwalania” Gdańska przez Sowietów, krzyczał na mnie, twierdząc, że sieję nienawiść –relacjonuje zbulwersowana butą wiceprezydenta, przypominającą najgorsze czasu PRL, dyrektor Kwiatkowska.

Z informacji, do jakich dotarliśmy, wynika, że dyrektorka ma być w najbliższym czasie zwolniona ze swojej funkcji. Potwierdzono nam także, że przyczyną jej zwolnienia ma być właśnie jej wypowiedź dla „Gazety Wyborczej”.

Źródło: „niezależna”.pl

Problem polega na tym, że to spotkanie nie przebiegło w sposób opisywany przez Kwiatkowską i szereg niezależnych mediów:

W związku z pojawiającymi się nieprawdziwymi publikacjami prasowymi dotyczącymi spotkania zastępcy prezydenta Gdańska z Jolantą Kwiatkowską-Reichel, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 65 informujemy, iż spotkanie takie odbyło się 3 czerwca w Urzędzie Miejskim w Gdańsku.

Nie jest prawdą, że zastępca prezydenta namawiał dyrektor SP 65 do złamania prawa, czyli zwolnienia nauczyciela „na podstawie doniesień medialnych”. Piotr Kowalczuk spotkał się z dyrektor SP 65, by dowiedzieć się, czy jej kontrowersyjne wypowiedzi dla Gazety Wyborczej Trójmiasto były autoryzowane.

Podczas spotkania rozmawiano także o znajomości, przez panią dyrektor zapisów Karty Nauczyciela, ustawy regulującej postawy, jakie powinni przestrzegać nauczyciele w pracy i poza nią. Rozmowa dotyczyła także działań podjętych przez  dyrektora placówki wobec nauczyciela historii, który swoją postawą już kilkakrotnie złamał zapisy tej Ustawy. Karta Nauczyciela, która obowiązuje wszystkich pedagogów w pracy, a także poza nią, określa zasady i obowiązki jakimi powinni się kierować nauczyciele. Artykuł 6 KN precyzyjnie definiuje jak powinien zachowywać się nauczyciel. W myśl tego prawa nauczyciel powinien kształcić i wychowywać młodzież w umiłowaniu Ojczyzny, w poszanowaniu Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, w atmosferze wolności sumienia i szacunku dla każdego człowieka. Powinien też dbać o kształtowanie u uczniów postaw moralnych i obywatelskich zgodnie z ideą demokracji, pokoju i przyjaźni między ludźmi różnych narodów, ras i światopoglądów.

Spotkanie Piotra Kowalczuka odbyło się w obecności pracownika Wydziału Rozwoju Społecznego – Lucyny Szurman- Pietrzeli. Po spotkaniu powstał protokół podpisany przez wszystkich uczestników. Także przez dyrektor SP 65.

Źródło: gdansk.pl

Po opublikowaniu tej informacji na stronie miasta nauczycielka powinna odszczekać słowa, które opublikowały „niezależne media”. Tak się jednak nie stało. Zamiast wystosować sprostowanie, dyrektorka urządziła uczniom SP nr 65 pranie mózgu:

Źródło
Źródło
Źródło
Źródło

„Cywilizacja życia”, którą reprezentują Kołakowska i Kwiatkowska-Reichel to emanacja zła, która ponosi winę za śmierć chłopca z Bieżunia.

„Negatywny przegląd” jest na Facebooku i Twitterze.