Proepidemik Korwin-Mikke

Janusz Korwin-Mikke (znany proepidemik) w starciu z najlepszymi autorami polskiej blogosfery (blog de Bart i dr Ewa Krawczyk prowadząca blog Sporothrix).

Najpierw Janusz:

Jeśli czyjeś dziecko zachoruje na odrę, różyczkę czy ospę wietrzną – to jest problem tej rodziny. A jesli zachoruje milion, to jest to paręset tysięcy problemów rodzinnych, a nie „problem społeczny”.
Idiotyczny jest argument, że dziecko niezaszczepione może zachorować, a zarażając zagrozić innym. Zagrozi przecież tylko tym dzieciom, które nie zostaną przez rodziców zaszczepione!

Co na to Ewa Krawczyk?

Termin „odporność zbiorowa” (czy też grupowa, zbiorowiskowa, odporność stada – o herd immunity różnie mawiają) powstał niemal wiek temu. Ale dopiero w latach 70. XX w., przy okazji prowadzonych na szeroką skalę badań nad uodpornieniem społeczeństw, rolą szczepień i ich opłacalnością, zaczęto go tak naprawdę używać. Punktem zwrotnym było opracowanie modelu o progach odporności zbiorowej. Model ten pokazywał, że jeśli odporność (czyli np. w tym wypadku skuteczne szczepionki; zakładana skuteczność wynosiła 100%) została przekazana danej społeczności losowo, i jeśli osoby w tej społeczności także były zróżnicowane losowo – każdy losowy obywatel miał taki kontakt z innymi obywatelami R0, że mógł ich zarazić – liczba przypadków zakażeń spadnie, jeśli proporcja osób odpornych przekroczy (R0 – 1)/R0 (inaczej:  1 – 1/R0). Twierdzenie zobrazowane jest niżej:

Rycina (pochodząca z cytowanej publikacji) pokazuje jak wygląda szerzenie się zakażenia przy R0 równym 4 (basic reproduction number R0=4)
Rycina (pochodząca z cytowanej publikacji) pokazuje jak wygląda szerzenie się zakażenia przy R0 równym 4 (basic reproduction number R0=4)

Jak widać, w części A mamy trzy generacje wrażliwej na zakażenie populacji, gdzie jedna osoba zakaża cztery inne, wrażliwe. W części B (R0 – 1)/R0 czyli 3/4 populacji jest odporne, co oznacza, że za każdym razem mamy jeden przypadek zakażenia. Oznacza to też, że przy obserwacji tejże populacji ten poziom przekazywania zakażenia będzie się utrzymywał. Spadek nastąpi natomiast, kiedy większy odsetek obywateli będzie odporny. Dlatego też  (R0 – 1)/R0 nazywa się progiem odporności zbiorowej (herd immunity threshold).

Znowu Janusz w swoim tekście (pogrubienia ode mnie):

Przejście odry może ułatwiać przejście przez inne – już poważne – choroby. Jakie są skutki odległe? Cholera wie! Jednak żyjemy z bakteriami i wirusami od tysięcy lat – i szczepionki to zaburzenie równowagi środowiska naturalnego (przeciwko szczepionkom najgłośniej powinni protestowac ekolodzy!).
W sumie: nie wiemy, czy szczepionki przeciwko chorobom dziecięcym są korzystne – czy nie. Ja swoje córki prowadziłem w dzieciństwie do domów, gdzie było dziecko z różyczką – by przeszły tę chorobę jak najwcześniej. Podobnie ze świnką. A inni rodzice mogą postepować inaczej. To ich dzieci.

Co na to Bart?

Na przykład w Stanach Zjednoczonych jeszcze w latach 60. nie szczepiono przeciwko różyczce, niewinnej chorobie wieku dziecięcego. Nie szczepiono — bo szczepionkę przeciw różyczce wynaleziono w 1966 r., a dopuszczono do użytku w 1969 r. Powtórzę jeszcze raz: nikt nie był szczepiony przeciw różyczce, odporność nabywało się wyłącznie przez przechorowanie, dokładnie tak, jak wy tego chcecie.

W latach 1962-65 przez Europę i USA przetoczyła się epidemia różyczki, swój szczyt osiągając w Stanach w latach 1964-65. A trzeba wam wiedzieć, drodzy antyszczepionkowcy, że ta choroba, choć łagodna dla dzieci, jest wręcz fatalna dla płodów. Jeśli kobieta w ciąży zarazi się różyczką do jedenastego tygodnia, ma 90-procentowe szanse, że jej nienarodzone dziecko dozna tzw. zespołu różyczki wrodzonej, zwanego również zespołem Gregga.

Jaki efekt przyniosła epidemia różyczki w USA? 11 tysięcy kobiet poroniło lub usunęło ciążę, 20 tysięcy dzieci urodziło się z zespołem Gregga, z czego 2100 umarło, 12 tysięcy ogłuchło, 3580 straciło wzrok, a 1800 doznało opóźnień w rozwoju umysłowym.

I jeszcze tutaj:

3. Szczepienia chronią przed łagodnymi chorobami, które lepiej przechorować

Hasło „przechorować, zamiast szczepić” wydaje się atrakcyjne, ryzyko niebezpiecznych powikłań czy śmierci od tych „łagodnych” chorób wydają się minimalne. Warto jednak uświadomić sobie, że w skali całego kraju oznacza to narażanie się na wybuchy epidemii, w których te rzekomo łagodne choroby będą jednak pewien ułamek chorych okaleczać i zabijać. Warto przypomnieć efekty takich epidemii. Różyczka, łagodna choroba dziecięca, jest bardzo niebezpieczna dla kobiet w ciąży, prowadzi bowiem do tzw. zespołu Gregga, czyli zespołu różyczki wrodzonej u płodu. Przez USA w połowie lat 60. przetoczyła się epidemia różyczki, w wyniku której 11 tys. kobiet poroniło lub usunęło ciążę, 20 tys. dzieci urodziło się z zespołem Gregga, z czego 2100 umarło, 12 tys. ogłuchło, 3580 straciło wzrok, a 1800 doznało opóźnień w rozwoju umysłowym. W 2000 r. w Japonii – kraju, w którym szczepionka przeciw odrze ma szczególnie złą prasę – wybuchła epidemia odry, w wyniku której zachorowało 200 tys., a umarło 88 osób, głównie dzieci. W tym samym roku w Irlandii w niewielkiej epidemii odry do szpitala trafiło ponad 300 osób, a trzy zmarły. Japonia i Irlandia to kraje rozwinięte, ze znakomitą opieką zdrowotną i dobrze odżywionymi obywatelami – nie ma powodu przypuszczać, że w Polsce byłoby mniej ofiar takich epidemii.

I jeszcze trochę beki.

Cały wpis Janusza z moimi podkreśleniami:

1

Konferencja prasowa kandydata na prezydenta:

Na koniec polecam polskie tłumaczenie świetnego komiksu o szczepieniach pochodzącego stąd.

Lista dotychczasowych artykułów masakrujących blogera Janusza:

„Negatywny przegląd” ma fanpage na Facebooku i konto na Twitterze.

Wyleczeni aż do bólu

Wprost (Maciej Jarkowiec, Wyleczeni aż do bólu, nr 35/2014, strony 66-68) opublikował ciekawy artykuł na temat uzależnionych od leków przeciwbólowych Amerykanów. Podobno nadużywają oni dostępny na receptę oxycontin, który po dłuższym stosowaniu zabija pacjenta. Z treścią merytoryczną dyskutować nie będę (bo się zwyczajnie nie znam i bez wsparcia zewnętrznego nie jestem w stanie stwierdzić, czy bzdura, czy oxycontin stanowi realne zagrożenie), jednak rzuciła mi się w oczy reklama znajdująca się na następnej stronie:

Wyleczyłem Fiedela Castro

Gdzie Nobel dla odkrywcy tego leku, ja się pytam? A przepraszam, to nie lek, tylko suplement diety w stanie płynnym. Podobno nie ma skutków ubocznych i pomaga leczyć raka (kubańska gwarancja!). Prawdopodobnie ta pomoc polega na bardzo skutecznym efekcie znanym od dawna ludzkości, a zwanym placebo. Po kliknięciu na obrazek powinno otworzyć się nowe okno, w którym będzie można dostrzec napis reklama w lewym dolnym rogu.

Obrzydliwe żerowanie na naiwności czytelników, tym bardziej widoczne, że umieszczone w sąsiedztwie artykułu krytykującego leki oparte na związkach chemicznych.

 [Edit]: zapraszam na tego bloga po więcej informacji na temat Varuminu.