Bloki na Dudziarskiej są slumsami

W styczniu pisałem notkę o Wojciechu Engelkingu, który nazwał warszawskie blokowiska slumsami i porównywał Bemowo do zabudowy Manchesteru z XIX wieku („Owszem, blokowiska są slumsami„).

 Slumsy w Manchester Źródło
Slumsy w Manchester
Źródło

Tymczasem niedawno na portalu „Metro Warszawa” (jedna ze stron-córek gazety.pl, specjalizująca się w reportażach ze stolicy) opublikowała rozmowę z Joanną Judzińską prowadzącą Ognisko Wychowawcze „Przywrócić Dzieciństwo” dla dzieci mieszkających na osiedlu Dudziarska. To miejsce, położone w linii prostej 4,5 kilometra od Stadionu Narodowego, jest prawdziwym warszawskim slumsem, do którego nikt z własnej woli sprowadzić się nie chce:

W sąsiedztwie: bocznica kolejowa oddzielająca osiedle od reszty miasta 36 parami torów, z drugiej strony spalarnia śmieci, obok za wysokim murem areszt śledczy. Nad osiedlem niebezpiecznie nisko biegną linie wysokiego napięcia. Dopiero od 2007 roku dojeżdża tu autobus. Żeby dostać się do miasta, z rana trzeba na niego czekać nawet 80 minut.

Ile osób tu mieszka?

– W tych trzech blokach około 300 osób. Ale może być więcej, to się zmienia.

Czy są wśród nich jeszcze ludzie, którzy mieszkają tu od powstania osiedla w 1994 roku?

– Tych, którzy mieszkają tu od samego początku, zostało już niewielu. Część się wyprowadziła, część umarła. Od 2002 roku, czyli od początku istnienia Ogniska dla dzieci i młodzieży, z Dudziarskiej wyprowadziło się ok. 40 osób. W ostatnim roku wprowadzili się nowi. To ludzie mieszkający do tej pory np. w Miasteczku Wilanów, ludzie, którym się powinęła noga, mają problemy ze spłatą kredytów, stracili swoje dotychczasowe domy.

Opiekuje się Pani tutejszymi dziećmi, sporo Pani o nich wie. Kim są ich rodzice?

– To bardzo różni ludzie. Ci, którzy trafiają tu ostatnio, to ludzie, którzy nie poradzili sobie z kredytami. Są też tacy, którzy normalnie pracują i z różnych względów są zmuszeni, żeby tu mieszkać. Większość z nich korzysta z pomocy Ośrodków Pomocy Społecznej. Są też chorzy, którzy żyją z rent socjalnych. Przekrój jest szeroki, nie da się ich wrzucić do jednego worka.

Jak wyglądają mieszkania na Dudziarskiej?

– To mieszkania niewielkie: od 29 do 37 metrów kw. Są łazienki, ale nie ma centralnego ogrzewania, gazu ani ciepłej wody. Pierwotnie bloki dogrzewane były węglem, dziś ludzie są zmuszeni do ogrzewania ich prądem, co jest dla nich ogromnym obciążeniem finansowym. Są mieszkania, w których mieszka nawet po dziesięć osób, w większości jednak mieszkaj cztery-pięć osób. Panowie z ekipy remontowej, która adaptowała pomieszczenia na Ognisko, mówili, że te mury są budowane tzw. oszczędną metodą: mniejsza izolacja termiczna lub jej brak. Efekt jest taki, że w mieszkaniach jest strasznie zimno i ciągle są problemy z kanalizacją.

Dawno nie widziałem tylu anten satelitarnych.

– Każdy zwraca na to uwagę. Telewizja steruje całym życiem mieszkańców Dudziarskiej. Dzieciaki oglądają wszystko, bo nie mają żadnych ograniczeń. To kształtuje ich obraz świata, wartości. Bardzo nad tym ubolewam.

Różnią się od dzieci z innych dzielnic Warszawy?

– Ja się już z nimi bardzo zżyłam przez te 13 lat pracy, więc nie widzę różnic. Ale specjaliści, logopedzi i psychologowie, którzy pracują z nami przy projektach, mówią, że nasze dzieciaki mają już duże braki i wymagają zajęć dodatkowych. Rodzice nie zawsze mają czas, umiejętności czy chęci, żeby im pomóc.

Jaki jest największy problem Dudziarskiej?

– Bezsprzecznie alkohol. To się wiąże z problemami zdrowotnymi. Wiek umieralności na Dudziarskiej jest dużo niższy niż w innych częściach Warszawy. Nie ma statystyk, ale ludzie umierają tu w wieku 40-50 lat.

Gorąco polecam przeczytać cały wywiad, który dostępny jest pod tym linkiem. Pod koniec artykułu umieszczono dane umożliwiające przekazanie fundacji jednego procenta podatku.

Negatywny przegląd ma fanpage na Facebooku. Jest również na Twitterze.

Reklamy