Atak na Prezydenta

Świat mnie nieustannie zaskakuje. Dzisiaj na przykład zdziwiłem się stanem polskiej nauki. Wysłuchałem bowiem wywiadu z pewną panią, której kiedyś udało się uzyskać tytuł doktora habilitowanego nauk prawnych. Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że ktoś dopuścił do tego, by taki nieuk jak Krystyna Pawłowicz, mógł obronić habilitację.

Dlaczego mam czelność nazwania pani poseł nieukiem?

Jakiś czas temu Telewizja Republika przeprowadziła cykl wywiadów z Najmądrzejszymi Polakami (TM). Rozmowy dotyczyły domniemanych ataków na Prezydenta Andrzeja Dudę w związku z kryzysem konstytucyjnym wywołanym przez nieprzyjęcie ślubowania od wybranych przez Sejm VII kadencji sędziów, wybór nowych sędziów przez Sejm VIII kadencji i dwie nowelizacje ustawy o TK. Pierwszym gościem Republiki był wybitny historyk związany z Uniwersytetem Jagiellońskim prof. Andrzej Nowak, drugim była wspomniana już posłanka Pawłowicz (która sama siebie określa „posłem”, protestując przeciwko tworzeniu rodzaju żeńskiego tego słowa), doktor habilitowany nauk prawnych i profesor w Wyższej Szkole Administracji Publicznej w Białymstoku. Obie rozmowy prowadziła Ewa Stankiewicz.

pawlowicz_00
Wyjaśnienie: nawiązanie do wypowiedzi z komisji sejmowej, nie do słynnej sałatki

Przyjrzyjmy się najciekawszym wypowiedziom „kontrowersyjnej” posłanki PiS-u.

A fe, niegrzeczne wydziały!

Uchwały, które podejmują, co ciekawe, nie różne wydziały, tylko wydziały prawa różnych uniwersytetów. Uniwersytet Jagielloński, jako najbardziej znaczący, wydał uchwałę niezwykle krzywdzącą pana prezydenta. Niesprawiedliwą, nieprawdziwą w swoich zarzutach.

(…)

Zarzuty są prawie, nie powiem, że jednobrzmiące, bo one się trochę różnią w stylu, natomiast zarzuty są te same. Że Prezydent łamie Konstytucję, bo nie przyjął ślubowania. Natomiast są to zarzuty bezpodstawne, dlatego że ustawa o TK żadnego terminu nie przewiduje. Trybunał Konstytucyjny, który orzekał w tej sprawie, dokonał nadinterpretacji. Wykorzystał kompetencję, którą sam sobie przyznał w ustawie, która cały czas obowiązuje od czerwca, w której ma prawo interpretować treść przepisów prawnych. I on sobie zinterpretował, że przyjęcie ślubowania oznacza natychmiastowe, bezwzględne, natychmiast przyjęcie ślubowania. To jest nadinterpretacja.

Po pierwsze: ów kryzys konstytucyjny, który rozpoczął się od bierności prezydenta Dudy w sprawie przyjęcia ślubowania od sędziów TK wybranych jeszcze podczas poprzedniej kadencji, jest sporem dotyczącym materii prawnej. Nic więc dziwnego, że głos w tej sprawie zabierają wydziały prawa, a nie wydziały historii, chemii, elektroniki czy biologii. Warto dodać, że uchwały potępiające działania władz przyjęło 5 wydziałów prawa i Instytut Nauk Prawnych PAN. 4 spośród tych jednostek zajmuje pierwsze miejsca w ostatnim rankingu wydziałów prawa Dziennika Gazety Prawnej. 4 wydziały znajdują się też wśród 6 najlepiej ocenionych jednostek naukowych zajmujących się prawem w Polsce. Ocena została przeprowadzona przez Komisję Ewaluacji Jednostek Naukowych działającą przy Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Po drugie: pani Pawłowicz skupia swoją uwagę na Radzie WPiA Uniwersytetu Jagiellońskiego. Warto więc dowiedzieć się, co takiego przyjęła ona w uchwale nr 303/XI/2015?

Postawiono tam dwa konkretne zarzuty. Wyrażono opinię o nowelizacji ustawy o TK z dn. 19.11.2015 jako o ustawie nie dającej się pogodzić z zasadą demokratycznego państwa prawnego (co jest podstawową zasadą ustroju Polski, wyrażoną w drugim artykule obowiązującej Konstytucji). Okazało się, że rada wydziału dokonała trafnej oceny. TK w wyroku z 9.12.2015 orzekł o tym, że szereg przepisów tej nowelizacji było niezgodnych z Konstytucją, w tym ze wspomnianym już art. 2. Polecam przeczytać całe uzasadnienie wyroku dostępne na stronie Internetowego Portalu Orzeczeń TK (sprawa K 35/15).

Drugim zarzutem rady wydziału było przyjęcie uchwał znoszących wybór sędziów TK przez Sejm poprzedniej kadencji. Rada przyjęła stanowisko, że uchwały te pozbawione były mocy prawnej i jedynie pogłębiły kryzys konstytucyjny. Mogłoby się wydawać, że uzyskanie dowodów na poparcie tej tezy będzie trudniejsze, ponieważ Trybunał odrzucił wniosek o kontrolę zgodności tych uchwał z Konstytucją. Nic bardziej mylnego:

4.1. Dokonując kwalifikacji uchwał o braku mocy prawnej, Trybunał Konstytucyjny podzielił w pełni zapatrywanie wyrażone w wyroku TK z 3 grudnia 2015 r., sygn. K 34/15, zgodnie z którym: „uchwały z 25 listopada 2015 r. należy traktować jako akty prawne o charakterze wewnętrznym, mające cechy częściowo oświadczenia, częściowo zaś rezolucji. Z prawnego punktu widzenia ich treścią jest – po pierwsze – przedstawienie politycznego stanowiska Sejmu w konkretnej sprawie, która w danym momencie została oceniona przez izbę jako doniosła, po drugie zaś – niewiążące prawnie wezwanie organu państwa (in casu Prezydenta) do określonego działania. Uchwały z 25 listopada 2015 r. nie są rozstrzygnięciami o charakterze konkretnym i indywidualnym w ramach tzw. funkcji kreacyjnej Sejmu, polegającej na obsadzaniu bądź zwalnianiu przewidzianych prawem stanowisk i funkcji publicznych. W tym sensie są one kategorialnie różne od uchwał Sejmu w sprawie wyboru sędziego Trybunału, przez które Sejm realizuje m.in. swoją kompetencję określoną w art. 194 ust. 1 Konstytucji. Uchwały z 25 listopada 2015 r. i zawarte w nich stwierdzenia (oświadczenia) z definicji nie wpłynęły zatem na moc prawną uchwał Sejmu VII kadencji w sprawie wyboru sędziów Trybunału, których kadencje zakończyły się 6 listopada, 2 i 8 grudnia 2015 r. – nie mogły wywrzeć w tej mierze żadnego skutku prawnego i nie rzutują na moc obowiązującą art. 137 ustawy o TK. Wbrew zawartej w nich deklaracji, następstwa uchwał z 25 listopada 2015 r. należy tłumaczyć zgodnie z ich prawną naturą oraz pozycją w systematyce uchwał Sejmu”. Oznaczało to, że uchwały o braku mocy prawnej należało zaliczyć do kategorii uchwał nieprawotwórczych oraz zakwalifikować je jako prawnie niewiążące.

Źródło (U 8/15)

Trybunał raz jeszcze przyznał rację Radzie WPiA UJ.

Po trzecie: owszem, ustawa o TK nie przewidziała terminu przyjęcia ślubowania przez Prezydenta. Ale jednocześnie Konstytucja w art. 194 ust. 1 mówi wyraźnie, że sędziego TK wybiera Sejm. Blokowanie przez Prezydenta wyboru dokonanego przez Sejm byłoby więc łamaniem tego przepisu Konstytucji. Tak też twierdzi Trybunał w uzasadnieniu do wyroku z dn. 3.12.2015:

8.5.2. Jak już podkreślono, obowiązkiem Prezydenta jest przyjęcie ślubowania od nowo wybranego sędziego Trybunału. To, że nie ma w przepisie terminu realizacji obowiązku odebrania ślubowania, należy rozumieć w ten sposób, że ten obowiązek musi być zrealizowany bez zwłoki, tak aby umożliwić działanie TK w piętnastoosobowym składzie.

Źródło (K 34/15)

Pani doktor w innym miejscu wspomina o tym, że Prezydent czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji. Owszem, istnieje taki zapis w ustawie zasadniczej (art. 126 ust. 1 zdanie 1). Problem polega na tym, że artykuł ten zawiera jedynie zadanie organu państwowego, a nie jego kompetencję:

Zadanie organu państwowego to kierunek działania tego organu, cel, do którego organ państwowy ma obowiązek dążyć. Między zadaniem a kompetencją zachodzi następująca relacja. Organ państwowy ma obowiązek realizować swoje zadania, wykorzystując do tego swoje kompetencje. Co więcej – może on realizować swoje zadania wyłącznie za pomocą tych kompetencji.

Źródło: Paweł Sarnecki, „Prawo konstytucyjne RP”, wydawnictwo C.H. Beck, Warszawa 2014, str. 347

Dorzućmy do tego poglądu artykuł 7 Konstytucji („Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”) i otrzymujemy zakaz domniemania kompetencji:

Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego z konstytucyjnej zasady legalności jak również z zasady demokratycznego państwa prawa wynika jednoznaczny wniosek, że w przypadku, gdy normy prawne nie przewidują wyraźnie kompetencji organu państwowego, kompetencji tej nie wolno domniemywać i w oparciu o inną rodzajowo kompetencję przypisywać ustawodawcy zamiaru, którego nie wyraził.
Źródło (W 7/94)

Zgodnie z tą zasadą, Prezydent RP został wyposażony w narzędzia umożliwiające mu efektywne stanie na straży Konstytucji. Sztandarowym przykładem takiej kompetencji jest możliwość skierowania ustawy do TK przed jej podpisaniem (art. 122 ust. 3). Jest on jedynym organem państwa zdolnym do zainicjowania kontroli prewencyjnej ustawy. Nigdzie w Konstytucji nie ma jednak uprawnienia Prezydenta do ingerowania w wybór sędziów TK. Jeśli prezydent Duda miał wątpliwości w sprawie wyboru sędziów przez Sejm poprzedniej kadencji, powinien był skierować ustawę o TK do oceny zgodności jej przepisów z Konstytucją. Jak wiemy – nie zrobił tego. W zamian postanowił wystąpić w roli Trybunału orzekającego o konstytucyjności wyboru sędziów.

Po czwarte: Trybunał nie napisał sobie ustawy. Owszem, w TK powstał projekt nowej ustawy, co jednak nie jest niczym nadzwyczajnym:

Przygotowanie projektu ustawy przez instytucję, której ma ona dotyczyć, jest powszechną praktyką zarówno w Polsce (tak powstawały projekty nowelizacji ustaw o Sądzie Najwyższym, Naczelnym Sądzie Administracyjnym czy Najwyższej Izbie Kontroli), jak i na świecie (np. projekt zmian w funkcjonowaniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej). Tego rodzaju regulacje normują ważne szczegóły i kwestie techniczne, a ich przygotowanie wymaga wiedzy praktycznej, której nie mają z reguły organy dysponujące inicjatywą ustawodawczą. Udział w pracach legislacyjnych przedstawicieli instytucji, której dotyczy projektowana regulacja – występujących w roli ekspertów − wynika z Regulaminu Sejmu (art. 42 ust. 1 i 154 ust. 3).

Źródło

Warto dodać, że pani Pawłowicz podnosiła ten argument już w lutym 2014 roku w trakcie prac legislacyjnych nad ustawą o TK w artykule opublikowanym w Rzeczpospolitej (całość dostępna jest na stronie pani poseł):

Na marginesie, trzeba mocno podkreślić, iż nie jest profesjonalnym ani etycznym działaniem sędziów TK przygotowywanie nowej regulacji dla siebie samych, w tajemnicy, bez żadnych konsultacji z odpowiednimi środowiskami. Projekt i sposób jego przygotowania dowodzi nadużycia przez aktualny skład sędziowski Trybunału swej pozycji i rangi w państwie w wąskim interesie grupowym tych sędziów.

Trybunał Konstytucyjny organ o wyjątkowych, silnych kompetencjach, m.in. do przełamywania woli najwyższego organu państwowego – Sejmu, nie powinien mieć głosu decydującego przy opracowywaniu projektu ustawy o TK. Co więcej, projekt taki powinien powstać w Sejmie, i winien być efektem ponadpartyjnego kompromisu. Projekt ustawy o TK winien być wcześniej konsultowany z różnymi środowiskami. W mojej ocenie, sędziowie TK winni nawet „trzymać się z daleka” od tego projektu (poza ewentualnymi konsultacjami), gdyż w wypadku zaskarżenia o niekonstytucyjność przepisów uchwalonej ustawy sędziowie TK orzekając w tej sprawie staliby się sędziami we własnej sprawie, i właściwie, standardowo winni byliby się wszyscy wyłączyć. Czy w obecnej sytuacji, gdy projekt napisali sobie sami sędziowie, w tajemnicy, z punktu widzenia własnych interesów – będą bezstronnie, krytycznie oceniać własne pomysły? Jestem pewna, że nie.

Źródło

Parę dni później w Gazecie Wyborczej ukazała się polemika autorstwa prof. Piotra Winczorka, konstytucjonalisty i teoretyka prawa:

To, że projekty ustaw odnoszących się do różnych instytucji publicznych powstają w gronie osób będących ich funkcjonariuszami, nie jest niczym szczególnym. Gdyby było to niezgodne z zasadami demokratycznego państwa prawnego, posłowie i senatorowie nie powinni przygotowywać i przegłosowywać takich aktów normatywnych jak regulaminy obu izb lub ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Ustawa o TK nie będzie też działać w interesie osób, które ją opracowywały, ponieważ kadencja sędziów Trybunału jest ograniczona do 9 lat i nie mogą oni podlegać reelekcji. Nowa ustawa o TK będzie dotyczyć głównie tych sędziów, którzy zostaną wybrani w przyszłości.

Źródło

Kończąc ten wątek: żaden z sędziów nie miał wpływu na ostateczną treść ustawy. Jak każda inna przyjmowana w Polsce ustawa, przeszła ona standardową procedurę legislacyjną, która nie przewiduje prawa innych organów poza Sejmem, Senatem i Prezydentem do wiążącego decydowania o treści aktu normatywnego.

Nasuwa się jeden wniosek: by lepiej poznać podstawowe zasady ustroju państwa, w którym się żyje, wskazane jest czytanie orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Szkoda, że pani Pawłowicz nie chce tego czynić.

Lewacka kontrola konstytucyjności aktów normatywnych

Trybunał Konstytucyjny nie podlega żadnej kontroli społecznej. Stworzyliśmy taką hybrydę, potworka, wyhodowaliśmy sami na fali takiej poprawności politycznej, mody lewicowej, która w Europie zapanowała. Dobrze, Trybunał utworzono jeszcze w osiemdziesiątym [roku], od osiemdziesiątego tam dziewiątego działa. Natomiast ten Trybunał początkowo nie miał prawa… odebrano mu prawo do uchylania prawa. Natomiast my w miarę tej poprawności przyznaliśmy prawo do uchylania woli suwerena. Wyhodowaliśmy sobie potwora, który po prostu nas morduje, sami. Morduje suwerena, który władzę temu Trybunałowi dał.

Po pierwsze: Trybunał Konstytucyjny został wprowadzony do polskiego ustroju w 1982 roku, jednak ustawa umożliwiająca jego powołanie przyjęta została dopiero w 1985 roku. Rozpoczęcie orzekania nastąpiło 1.01.1986, trzy lata przed datą wskazaną przez panią Pawłowicz. Przypomnijmy – pani Pawłowicz przez długie lata kształciła młodych prawników. Miejmy nadzieję, że na zajęcia przychodziła lepiej przygotowana.

Po drugie: przed wejściem w życie obecnie obowiązującej Konstytucji, TK miał prawo do uchylania prawa (wbrew temu co powiedziała pani poseł).

Źródło
Źródło

Jak na mój rozum, TK posiadał takie prawo. Oczywiście uprawnienie to nie miało charakteru ostatecznego. Z lektury przytoczonych przepisów wynika, że prawo to ograniczone było przez Sejm, który odpowiednią większością (2/3) głosów mógł odrzucić wyrok.

Po trzecie: historia sądownictwa konstytucyjnego na świecie nie jest długa. Pomysł utworzenia osobnych ciał sądowniczych zdolnych orzekać w trybie kontroli skoncentrowanej (kontrola, w wyniku której sąd może pozbawić niekonstytucyjne przepisy mocy obowiązującej) pojawił się pierwszy raz w Austrii po I wojnie światowej. W dwudziestoleciu międzywojennym, poza ojczyzną Mozarta, taki sąd funkcjonował tylko w Czechosłowacji. Jednak już po II wojnie światowej kraje demokratyczne zaczęły wprowadzać instytucje podobne do TK. Takie sądy były jednak obce państwom bloku socjalistycznego (poza Jugosławią). Dlaczego?

Kontrola konstytucyjności ustaw przez organy pozaparlamentarne, a w szczególności sądowe i quasisądowe jest instytucją reakcyjną i właśnie dlatego nie ma dla niej miejsca ani w państwie socjalistycznym, ani w państwie ludowym, które spokojnie ufają sprawiedliwości ludu i jego woli.

Źródło: S. Rozmaryn, Kontrola konstytucyjności ustaw, Państwo i Prawo 1946, zeszyt 11/12, strona 866

Wydawałoby się, że dzisiaj panuje konsensus w kwestii istnienia Trybunału Konstytucyjnego. Od czasu do czasu pojawiają się jednak głosy krytycznie wypowiadające się o jego roli w systemie prawa:

Polityka w państwie narodowym powinna być tworzona przez Naród oraz organy mające jego bezpośrednią legitymizację wyrażoną w głosowaniu. Unikać należy sytuacji, w której woli Narodu wyrażonej przez jego reprezentantów lub sam Naród bezpośrednio sprzeciwia się grupa niemająca bezpośredniej legitymacji Narodu, a wybierana jest przez Sejm. Stąd przemyślenia wymaga rola Trybunału Konstytucyjnego. (…) Tym niemniej szczególnie przy sprawowaniu kontroli konstytucyjności zachodzi na całym świecie zjawisko aktywizmu sędziowskiego. Wykorzystując to, iż orzeczenia TK są ostateczne, sędziowie mogą wobec wielokrotnie niejednoznaczności przepisów konstytucyjnych lub przez odwoływanie się do przepisów – zasad o znaczeniu dość ogólnym – kwestionować z powodów światopoglądowych czy politycznych decyzje parlamentu wybranego w wolnych wyborach. W ten sposób mogą utrudniać realizowanie przez Prezydenta i parlament polityki państwowej, do realizacji której mają upoważnienie obywateli. W niektórych wypadkach może to pozbawiać organy władz ustawodawczej i wykonawczej niezbędnej swobody dla realizowania swojego programu.

Wobec tego można zaproponować trzy rozwiązania. (…) Ograniczona powinna zostać kontrola następcza już po wejściu danego aktu w życie. (…) Po drugie, należy podwyższyć do dwóch trzecich większość niezbędną do uznania danej ustawy lub niektórych jej postanowień za niekonstytucyjne. Po trzecie, należy przemyśleć możliwość odrzucenia orzeczenia TK przez obie izby parlamentu większością 2/3 głosów w obecności co najmniej 2/3 członków obu izb.

Źródło: Niezbędnik narodowca. ABC nowoczesnego nacjonalizmu, Biblioteka Polityki Narodowej, Warszawa 2014, str. 75-76

Sama pani dr hab. Pawłowicz prof. WSAP, w przytoczonej już wyżej opinii opublikowanej na łamach Rzeczpospolitej proponowała podobne rozwiązania:

Konstytucja w art. 194 określa, iż „TK składa się z 15 sędziów” oraz w art. 190 ust. 5, iż „orzeczenia Trybunału zapadają większością głosów.” Oznacza to, że zgodnie z Konstytucją, która nie przewiduje tu żadnych wyjątków, orzeczenia Trybunału co do meritum, w każdej sprawie należącej do jego kompetencji muszą zapaść większością głosów pełnego składu (po ewentualnym odliczeniu sędziów chorych lub podlegających wyłączeniu obligatoryjnie lub fakultatywnie). Taki sposób głosowania nakazuje wyraźnie Konstytucja, stojąc na stanowisku że chodzi przecież o przełamywanie woli Sejmu i innych uprawnionych do stanowienia prawa podmiotów. Chodzi o przełamanie woli Suwerena i w żadnym razie nie wolno tego robić Trybunałowi np. 1-2 głosami w 5-osobowym składzie. Konstytucyjnie określany sposób głosowania w TK oznacza, że żadna ustawa, ani obecna (choć to czyni) ani żadna projektowana, nie może ustalać innych quorum i większości dla rozstrzygnięć. A taką niekonstytucyjną praktykę podtrzymuje omawiany projekt w art. 47, dopuszczając prawo orzekania co do istoty także składom już nawet 3- czy 5-osobowym, w sprawach zastrzeżonych przecież konstytucyjnie i wyraźnie dla „Trybunału Konstytucyjnego w składzie 15 sędziów”, który „podejmuje orzeczenia większością [tj. 8] głosów”.

W miejsce naruszającego Konstytucję art. 47 projektu należy zaproponować brzmienie z Konstytucją zgodne. Np:

  1. Trybunał Konstytucyjny orzeka w pełnym składzie.
  2. Orzeczenia co do istoty sprawy zapadają, jeśli w rozpoznaniu sprawy udział wzięło co najmniej 9 sędziów, z których co najmniej 8 głosowało za orzeczeniem.
  3. Stosunek głosów podaje się do wiadomości publicznej.

Źródło

Warto zauważyć, że trzon tych trzech uzasadnień jest co do zasady taki sam. Wszędzie chodzi o wyeliminowanie zagrożenia, jakie stanowi sąd konstytucyjny. Może on przecież pozbawiać mocy obowiązującej przepisy naruszające podstawowe zasady ustrojowe (na przykład prawa człowieka). Łatwo dowieść, że wszystkie te stanowiska sprzeciwiają się funkcjonowaniu demokracji rozumianej jako rządy większości przy jednoczesnym poszanowaniu praw mniejszości.

Nie jestem tak odważny jak pani poseł i nie posunę się do nazwania TK morderczym potworem, któremu w imię poprawności (domyślam się, że chodzi o poprawność polityczną) przyznano prawo do uchylania przepisów niezgodnych z Konstytucją. Wręcz przeciwnie, w systemie prawa stanowionego nie ma lepszej gwarancji tego, by prawo uchwalane przez przedstawicieli suwerena było zgodne z zasadą demokratycznego państwa prawnego.

Po czwarte: rozumiem, że poseł Pawłowicz dokonała skrótu myślowego, określając prawo przyjmowane przez władzę ustawodawczą emanacją woli suwerena. Od takiego zdania niedaleko już do twierdzeń posła Sanockiego (wybranego z listy Kukiz 15), który twierdził wprost, że to Sejm jest suwerenem:

Poseł niezrzeszony Janusz Sanocki, stwierdził, że retoryka przyjęta przez PO, PSL i .Nowoczesną w obronie Trybunału Konstytucyjnego jako gwarancji demokracji jest w dużej meirze oparta na propagandzie.

Kto jest suwerenem: Sejm czy Trybunał Konstytucyjny? – zapytał polityk, który wystąpił na wspólnej konferencji z Kornelem Morawiecki. Sanocki podkreślił, że wystarczy wziąć do ręki konstytucję, aby przekonać się, że to Sejm jest reprezentantem narodu i on sprawuję władzę w imieniu obywateli.

Źródło (TV Republika, nie polecam klikać w link). Pisownia oryginalna.

Krótkie wyjaśnienie: suwerenem nie jest ani Sejm, ani Trybunał Konstytucyjny. Według Konstytucji, władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu, który to władzę sprawuje przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio (art. 4). Nie można jednak zapominać o artykule 10 ust. 1, który wyraźnie mówi, że ustrój RP opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej.

Jakieś studia gejowskie lub lesbijskie

Chciałabym, żeby uniwersytet był rzeczywiście wszechnicą, gdzie można uprawiać wolną naukę. Ale wolną naukę nie posuniętą do bluźnierstw typu gender studies, jakie pani Fuszara otworzyła i gdzie jednocześnie blokuje się spotkania z wybitnymi profesorami, którzy na przykład dowodzą o tym, że homoseksualizm jest chorobą, którą można leczyć, prawda? Albo jednocześnie promuje się i trzeba było wielkich zachodów, żeby jednego z profesorów, nie będę nazwiska mówiła, amerykańskiego, który chciał udowadniać, że zoofilia jest bardzo dobra, natomiast tu trzeba było wielkich wysiłków, żeby to utrącić. Więc ja myślę, że wolność nauki jednak powinna odbywać się w ramach pewnego systemu wartości powszechnie akceptowanego i to jest to. Natomiast nie uważam, żeby wolność nauki pozwalała na obrażanie, na krzywdzenie innych, na naruszanie po prostu praw natury.

Tutaj pozostaje mi odesłać tylko do strony na Facebooku zrzeszającej fanów czasopisma naukowego „Jakieś Studia Gejowskie lub Lesbijskie”. Po więcej informacji na temat homoseksualizmu jako choroby odsyłam do notki pt. „Lekarstwo” na blogu slwstra lub do książki „Wprowadzenie do psychologii LGB”, gdzie znajduje się cały rozdział przedstawiający historię uznawania homoseksualizmu za chorobę.

12237933_10153802144820528_2102946537588213785_o
Źródło

Pani Pawłowicz jest jedną z najbardziej znanych osób zasiadających w Sejmie. Słynie z kontrowersyjnych wypowiedzi, bardzo źle znosi polemikę. Słuchanie jej nie należy do rzeczy najprzyjemniejszych, więc nie mogę z czystym sercem polecić filmu na youtubie trwającego 35 minut, w którym cały czas słychać głos posłanki. Sugeruję jednak przełamać niechęć i obejrzeć całość, ponieważ przytoczyłem bardzo niewielki fragment audycji. Chociażby tylko dla pytań Ewy Stankiewicz, które łaskawie pozwoliłem sobie przemilczeć.

„Negatywny przegląd” jest na Facebooku i Twitterze.

Reklamy

Brawo, Panie Notariuszu!

Bezczelność PiSu i ludzi z nim związanych jest obrzydliwa. Na portalu wPolityce.pl pojawił się kłamliwy tekst Lecha Makowieckiego o istocie polskiej niepodległości. Przytoczę tylko kilka najbardziej oburzających fragmentów tego artykułu („Brawo, Panie Prezydencie! Mamy dziś niepowtarzalną szansę wybić się na prawdziwą niepodległość„).

Gdy niepełnosprawny umysłowo człowiek za kradzież batonika lądował w areszcie – nasze sądownictwo było ślepe na przewiny ludzi związanych z obozem władzy, zamieszanych w wielomilionowe afery gospodarcze i pospolite przestępstwa. Pomimo usilnego szukania grzechów u opozycji znaleziono jedynie nierozliczony rachunek za dorsza na kwotę 8,50zł. Do Mariusza Kamińskiego robiono kilka podejść (do trzech razy sztuka?), by tuż przed wyborami skazać tego kryształowego, walczącego z patologiami władzy urzędnika na trzy lata bezwzględnego więzienia.

Łatwo się stawia analogie między dwoma niezwiązanymi sprawami. Niezwykle łatwo oczyszcza się z winy osoby, które są nam bliskie (nawet jeśli bliskość ta występuje tylko w warstwie ideologicznej). Trudniej jednak orzec o kryształowym charakterze osoby po przeczytaniu uzasadnienia nieprawomocnego jeszcze wyroku skazującego. Rozumiem, że korzystanie z portali typu niezalezna.pl lub wpolityce.pl jest w stanie zastąpić zasięganie wiedzy u źródeł (szczególnie jeśli źródło liczy sobie prawie 200 stron). Życzyłbym jednak sobie, żeby ci, którzy tak czynią, nie dzielili się swoją ignorancją w środkach masowego przekazu.

Przytoczę wybrane fragmenty uzasadnienia wyroku Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieście z dn. 28.09.2015 o sygnaturze II K 784/10. Całość uzasadnienia (z wyłączeniem utajnionych fragmentów) tego nieprawomocnego wyroku dostępna jest pod tym linkiem.

Czyny przypisane oskarżonym miały charakter przemyślany i zaplanowany – ze świadomością braku możliwości określonego działania w konkretnych realiach, co było podniesione na etapie omówienia stanu prawnego sprawy. Stopień zawinienia wyznaczyło także ustalenie braku akceptacji oskarżonych dla zasad demokratycznego państwa prawnego, a wręcz przekonanie o wszechwładzy, którą mają dysponować, co wynika z ich wyjaśnień. Poziom braku szacunku dla wartości konstytucyjnych był tak duży, że samoistnie uzewnętrznił się w zachowaniu wszystkich oskarżonych.

(…)

Nie budzi żadnych wątpliwości to, że korupcję należy zwalczać wszystkimi możliwymi prawnie dostępnymi sposobami i to niezależnie od tego jak wysoko w kręgach władzy ma ona miejsce. Rzecz w tym, by rozpoznając zagadnienia związane z korupcją, czy jej zwalczaniem samemu przy tym nie naruszać prawa. Takich naruszeń dopuścili się wszyscy oskarżeni, którzy swoim zachowaniem pogwałcili nie tylko przepisy wymienionej wyżej ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym i aktów prawnych niższej rangi, ale przede wszystkim najwyższego prawa, jakim jest Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Skutki takiego działania, to jest przekroczenia uprawnień mogły mieć znaczenie dla bezpieczeństwa państwa destrukcyjne w zakresie skutecznego ścigania przestępczości. Przypomnieć przykładowo należy, że skutkiem bezprawnego gromadzenia materiału dowodowego może być uniknięcie odpowiedzialności przez sprawców przestępstw.

Nie jest możliwe zaakceptowanie sytuacji, w której funkcjonariusze demokratycznego państwa, funkcjonariusze władzy publicznej, mogliby gromadzić dowody wbrew obowiązującemu prawu, natomiast zgodnie z prawem, na podstawie właśnie tych dowodów, obywatele mieliby ponosić odpowiedzialność karną. Każde państwo odpowiada za bezprawną działalność swoich funkcjonariuszy służb specjalnych, a tej odpowiedzialności nie może wyłączać powoływanie się na interes społeczny w zwalczaniu przestępczości.

(…)

Tymczasem oskarżeni M. K. (1), M. W., G. P.i K. B.realizując w przeważającej części czynności w sprawie określanej mianem „afery gruntowej” naruszali przede wszystkim przepisy art. 7 i 49 Konstytucji [odpowiednio: „Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.” i „Zapewnia się wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony.”], ale także inne przepisy ustawy zasadniczej oraz przepisy ustawy o CBA. Oskarżeni swoim działaniem godzili w prawa obywatelskie określone w Konstytucji, przede wszystkim w prawo do prywatności – bez żadnych ku temu powodów – co do osób wymienionych w opisie czynu przypisanego oskarżonym w wyroku. Nie mogło umknąć uwadze sądu, że podejmując określone działania oskarżeni naruszyli przepis art. 5 i 49 Konstytucji, która zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela oraz bezpieczeństwo obywateli, a wreszcie tajemnicę komunikowania. Przekraczali także zakres działania organów państwa określony przepisem art. 7 Konstytucji, a postępując w sposób wskazany w opisie czynu naruszyli również przepisy Europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

(…)

Z pola widzenia nie mogło także umknąć to, że w przypadku oskarżonych M. K. (1), M. W., G. P. i K. B.sąd nie miał do czynienia z typowym przestępstwem „urzędniczym”, to jest czynem z art. 231 §1 k.k., gdzie sprawca przekracza swoje uprawnienia lub nie dopełnia obowiązków. Rzecz w tym, że każdy z oskarżonych przekraczając przydane mu przepisami uprawnienia dopuszczał się przestępstw, z których każde miało wysoki ładunek społecznej szkodliwości. Celem ich działania było z kolei wytworzenie określonej sytuacji, co wprost przyznał składając wyjaśnienia oskarżony M. K. (1) stwierdzając, iż miał świadomość, że prowadzenie sprawy może prowadzić do kryzysu w państwie. Podejmując określone działania oskarżeni mieli świadomość, że nie istnieją żadne poszlaki, czy dowody świadczące o zaistnieniu przestępstwa korupcji w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

(…)

Oskarżeni swoje działania podejmowali z premedytacją, ponieważ popełnienie przestępstwa zostało obmyślone, zaplanowano jego okoliczności, a także przygotowano do popełnienia odpowiedni grunt, w tym wprowadzając w błąd Prokuratora Generalnego, jego zastępców, a wreszcie Sąd Okręgowy w Warszawie. Podawanie nieprawdziwych okoliczności we wnioskach o zastosowanie kontroli operacyjnej dodatkowo przesądziło o zdecydowanie negatywnej ocenie działania M. K. (1), M. W., G. P. i K. B.. Oskarżeni działali przy tym z zamiarem bezpośrednim, kierunkowym i byli nastawieni na osiągnięcie określonego efektu.

(…)

Jeżeli mowa o ujemnych następstwach przestępstwa to nie sposób nie wspomnieć, że skutkiem działania oskarżonych było podważenie zaufania obywateli do państwa, którego funkcjonariusze działali niezgodnie z prawem. Indywidualne dobra poszczególnych obywateli, w szczególności wolności i prawa obywatelskie także zostały naruszone na skutek działania oskarżonych. Jednym z istotniejszych ujemnych następstw przestępstw przypisanych oskarżonym jest także fakt wprowadzenia po zakończeniu operacji specjalnej w błąd Prezesa Rady Ministrów J. K. (1) co do tego, że istnieją dowody na przyjmowanie korzyści majątkowych przez A. L. (1). Obiektywnie dowody takie nie istniały, o czym najlepiej świadczy to, że A. L. (1) nigdy nie postawiono zarzutu popełnienia przestępstwa korupcji, podobnie jak zarzutu takiego nie postawiono w postępowaniu, w którym na ławie oskarżonych zasiedli P. R. i A. K. (1).

Trudno mówić o kryształowym charakterze człowieka, który w takim stopniu przekracza swoje uprawnienia.

Ale wróćmy do tekstu Makowieckiego.

Część rodaków wyjechała z kraju, reszta z coraz większym trudem walczyła o przetrwanie tutaj. A rząd wszem i wobec głosił „złoty wiek” Polski! I dopiero fenomen Andrzeja Dudy, który – dzięki własnej charyzmie i wyjątkowej nieudolności konkurenta wygrał wybory prezydenckie – dała Polakom impuls nadziei.

Szczególnego rodzaju „impuls nadziei” poczuli wszyscy Polacy żyjący w związkach z obywatelami innych państw. W imię chorej ideologii zakładającej dyskryminację osób nieheteronormatywnych, stracą szansę na uproszczony tryb rozwiązywania spraw cywilno-prawnych.

Unia od ponad czterech lat pracowała nad ułatwieniami dla międzynarodowych małżeństw i związków partnerskich. Chodziło wyłącznie o sprawy majątkowe, m.in. wypracowanie wspólnych zasad określania sądu odpowiedzialnego za podział majątku na wypadek rozwodu czy śmierci małżonka (partnera). A także o szybkie uznawanie takich orzeczeń sądowych we wszystkich krajach UE. Polska za rządów Donalda Tuska, Ewy Kopacz i obecnie Beaty Szydło sprzeciwiała się ułatwieniom dla związków partnerskich z obawy, że pomoże im to przeniknąć tylnymi drzwiami do naszego porządku prawnego.

Były jednak pewne nadzieje, że uda się przyjąć przepisy dla małżeństw międzynarodowych. Ale i tu Polacy ostatecznie przelękli się homoślubów. Nasze władze jeszcze parę dni temu próbowały wprowadzić poprawkę z klauzulą „zachowania porządku publicznego”, czyli wytrychu pozwalającego polskim sądom na nieuznawanie ułatwień majątkowych w przypadku homomałżeństw.

(…)

Większość krajów UE nie zgodziła się na polską poprawkę i przeważył pogląd, że rozporządzenia w sprawie małżeństw i związków partnerskich należy traktować – wbrew postulatom Polski – jako jeden pakiet. – Rozdzielanie ich byłoby dyskryminacyjne – tak z argumentami Polaka polemizował m.in. przedstawiciel Słowenii.

(…)

– Spodziewaliśmy się, że Polska pod nową władzą zaostrzy kurs w UE, ale nie sądziliśmy, że stanie się to tak szybko i akurat w tej sprawie. Mam wrażenie, że Warszawa robi na złość własnym obywatelom – mówi jeden z unijnych dyplomatów. Przypomina, że liczba Polaków, którzy poślubili cudzoziemców, jest kilka razy wyższa niż 50 tys., o których pisze GUS.

Źródło

Znowu wracamy do Makowieckiego:

Nie pytam, gdzie była większość polskiego wymiaru sprawiedliwości (bo nie wierzę, że wszyscy), gdy działy się wszystkie opisywane przeze mnie wyżej podłości. I kto tak naprawdę zasiada w tych niezdekomunizowanych do dziś gremiach. Dlaczego dopiero teraz TK wydał werdykt, że w czerwcu Platforma Obywatelska – forsując na chama swoich kandydatów „trochę się myliła, a trochę nie”. Czy można być trochę w ciąży?

Trzeba być oszołomem, żeby prawie 30 lat po transformacji ustrojowej dalej bredzić o „niezdekomunizowanych do dziś gremiach”. Dodatkowo – trzeba być hipokrytą, jeśli główną twarzą walki o Trybunał Konstytucyjny po stronie PiS jest PRL-owski prokurator. Trzeba być wtórnym analfabetą, żeby nie rozumieć wyroków sądowych:

Trybunał uznał za niezgodny z konstytucją art. 137 ustawy o TK, w zakresie umożliwiającym Sejmowi poprzedniej kadencji (2011-2015) wybór dwóch sędziów TK w miejsce sędziów, których kadencja upływa odpowiednio 2 i 8 grudnia 2015 r. Za zgodne z konstytucją uznano natomiast przepisy regulujące wybór trzech sędziów wybranych w miejsce sędziów TK, których kadencja upływa 6 listopada 2015 r.

Trybunał uznał, że z art. 194 ust. 1 konstytucji wynika obowiązek wyboru sędziego Trybunału przez Sejm tej kadencji, w trakcie której zostało opróżnione stanowisko sędziego Trybunału. Wybór sędziego Trybunału nie może zostać dokonany niejako z góry (przed czasem) w stosunku do stanowisk sędziowskich, które zostaną zwolnione dopiero w trakcie kadencji przyszłego Sejmu.

Konsekwencją wyroku TK jest to, że w wypadku dwóch sędziów Trybunału, których kadencja upływa 2 i 8 grudnia 2015 r., podstawa prawna wyboru ich następcy została uznana za niekonstytucyjną. Dalsze postępowanie w sprawie rozpoczęcia przez nich urzędowania ulega zatem zamknięciu.

Wątpliwości konstytucyjnych nie budzi zatem podstawa prawna procedury zgłoszenia kandydatów i głosowania przez Sejm w sprawie wyboru trzech sędziów Trybunału, na miejsca sędziów, których kadencja upłynęła 6 listopada 2015 r. Wyboru tego dokonał Sejm tej kadencji, w trakcie której zostało opróżnione stanowisko.

Źródło

Nie wiem, kim trzeba być, by przepisy prawne porównywać do ciężarnej kobiety (ale wiem, że nie jest to cecha osoby, która wie, o czym mówi).

I znowu tekst Makowieckiego:

Niewątpliwie mamy dziś kryzys konstytucyjny. I trzeba go rozwiązać przy stole negocjacyjnym. Na warunkach narodu, a nie postkomunistycznych elit. Jeśli Konstytucja nie pasuje do Narodu, to trzeba zmienić Konstytucję. Nigdy odwrotnie, bo będzie rewolucja, a tego nikt by nie chciał.

Warto przypomnieć, że Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej została zaakceptowana przez Naród w referendum, które odbyło się 25.05.1997 roku. Za przyjęciem proponowanego tekstu Konstytucji opowiedziało się 6 396 641 obywateli. Dla porównania: na PiS w ostatnich wyborach parlamentarnych zagłosowało 5 711 687 osób, a na Andrzeja Dudę w pierwszej turze swój głos oddało 5 179 092 osób.

Czy te 6 milionów, które poparło Konstytucję 18 lat temu było członkiem postkomunistycznych elit?

Przypominam, że w 1989r. odzyskaliśmy niepodległość w 35 procentach (tyle miejsc w parlamencie wynegocjowano dla zwykłych Polaków przy okrągłym stole). Wszelkie próby powiększenia tej puli wolności były z zarodku tłumione (1992, 2007) bądź eliminowane (2010).

To jest już ordynarne zakłamywanie historii. Oczywiście, 35 procent mandatów sejmu kontraktowego miało pochodzić z wolnych wyborów (co ważne, bo często spotykanym błędem jest twierdzenie, że te 35% mandatów miało z góry trafić dla opozycji), lecz po dwóch latach rozwiązał się. W 1991 odbyły się pierwsze po wojnie w pełni wolne wybory parlamentarne. Brednie o „tłumieniu prób powiększania puli wolności” są tak głupie i oderwane od rzeczywistości, że nie zasługują nawet na komentarz.

Autorzy tego typu artykułów, a także redaktorzy, którzy bez wahania pozwalają publikować takie bzdury w mediach, w żadnym wypadku nie są patriotami. Nie mieści mi się w głowie, by określać tak osoby, które fałszują historię, odmawiają rodakom prawa do nazywania się „narodem”, depczą po takich wartościach jak państwo prawne czy prawo do założenia rodziny. A już na pewno nie jest patriotą ten, kto po wygranych wyborach, głośno krzyczy „TERAZ KURWA MY”.

Szczerze powiedziawszy – boję się. Na razie wiemy, że większość sejmowa określająca się „patriotyczną” jest w stanie w dwa tygodnie rozmontować jedyną władzę zdolną kontrolować niekonstytucyjne zachowania pozostałych władz. Nie wiemy natomiast, co w przyszłości się stanie, jeśli pojawi się jakaś siła polityczna zdolna wygrać wybory, która wykorzysta słabość państwa do całkowitego rozmontowania systemu praw człowieka. Patrząc na preferencje polityczne młodego pokolenia – w niedalekiej przyszłości może do czegoś takiego dojść.

PiS z Dudą tylko przecierają im drogę.

„Negatywny przegląd” jest na Facebooku i Twitterze.

Andrzej Duda: „ułaskawienie nie jest uniewinnieniem”

Autor bloga Niższa forma człowieczeństwa znalazł na portalu wpolityce.pl pewien bardzo ciekawy artykuł. Zawiera on oświadczenie Andrzeja Dudy, który wypowiedział się na temat ataku medialnego na prezydenta Kaczyńskiego w związku z ułaskawieniem Adama S. Warto przypomnieć, że Duda był podsekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta nadzorującym Biuro Prawa i Ustroju oraz Biuro Obywatelstw i Prawa Łaski w okresie od jesieni 2008 do lipca 2010.

Sprawdźmy, co obecny prezydent miał do powiedzenia 4 lata temu:

W ułaskawieniach nie ma spraw prostych. Każde ułaskawienie może budzić kontrowersje, bo taka jest natura tej instytucji. Ułaskawia się osoby uznane przez sądy za winne. Ułaskawienie nie jest uniewinnieniem.

(…)

Trzeba też jeszcze raz przypomnieć, że akt łaski nie zmienia wyroku sądu i nie podważa winy skazanego, a z Kodeksu Postępowania Karnego wynika wprost, że skazany może zasługiwać na łaskę m.in. wtedy, gdy cieszy się nienaganną opinią środowiskową i gdy doszło do naprawienia szkody wyrządzonej przestępstwem.

Jak widać po ostatnich wydarzeniach, Andrzej Duda diametralnie zmienił poglądy na prawo łaski.

„Negatywny przegląd” jest na Facebooku i Twitterze, a „Niższa forma człowieczeństwa” na Facebooku, Twitterze i blogu.

Program wyborczy Grzegorza Brauna

Tak, mam konto na wykopie. Używam go głównie do zakopywania głupich znalezisk i wklejania swoich notek.

W ostatnim wpisie na blogu wstawiłem link do spotu wyborczego Grzegorza Brauna, wypisałem kilka najciekawszych zdań, które w nim padają i to wszystko opatrzyłem tytułem „Dlaczego nie Grzegorz Braun?” Myślałem, że nie muszę tłumaczyć, czemu bzdury o promocji sodomii i żydowskich roszczeniach dyskredytują ich autora.

Myliłem się. Jeden z wypokowiczów zapytał:

grześ01

Odpowiedziałem mu:

grześ02

Użytkownik nie dał jednak za wygraną:

grześ03

Przepraszam, że nie odpowiadam bezpośrednio pod komentarzem. Obiecuję, że wstawię linka jak tylko skończę pisać tę notkę, sprawdzę ją, poprawię błędy, nachucham, podmucham i przyozdobię.

Skoro mam już okazję odpowiedzieć na pytanie, postaram się przyjrzeć całemu programowi wyborczemu Grzegorza Brauna.

Podstawowe wartości

1/ WIARA, RODZINA, WŁASNOŚĆ – to trzy wartości kardynalne, na straży których stać ma głowa państwa i których bezpieczeństwo gwarantować powinna NOWA KONSTYTUCJA.

Zanim zabierzemy się do pisania nowej konstytucji, przeczytajmy może obecnie obowiązującą. Wiem, że jest długa, więc ułatwię zadanie i przytoczę interesujące fragmenty, w których te kardynalne zasady są już zawarte.

Najpierw preambuła:

W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny,
(…)
my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
zarówno wierzący w Boga
będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna (…)

Potem artykuł 18.

Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

Artykuł 21.

1. Rzeczpospolita Polska chroni własność i prawo dziedziczenia.
2. Wywłaszczenie jest dopuszczalne jedynie wówczas, gdy jest dokonywane na cele publiczne i za słusznym odszkodowaniem.

Artykuł 48.

1. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.

Artykuł 53.

1. Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii.
2. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują.
3. Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Przepis art. 48 ust. 1 stosuje się odpowiednio.
4. Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób.
5. Wolność uzewnętrzniania religii może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne do ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób.
6. Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych.
7. Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania.

Na koniec powinienem jeszcze wstawić jakiś mądry tekst o tym, jak to system prawny powinien być stały, przewidywalny, a zasady go tworzące zmieniane tylko pod ważnym pozorem. Jest to jednak taki truizm, że aż mi się nie chce szukać mądrych słów. Proszę mi uwierzyć, że istnieje taka zasada.

Aborcja

2/ ŻYCIE ludzkie powinno być chronione na wszystkich etapach istnienia.

Znowu zacytuję Konstytucję, tym razem artykuł 38.

Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia.

No dobrze, nie będę udawał, że nie wiem o co chodzi.

Porozmawiajmy więc o instrumentalnym wykorzystywaniu przez ruch pro-life zdjęć martwych płodów:

Choć twierdził, że ukazuje żywe płody, Nilsson w rzeczywistości fotografował materiał z aborcji, otrzymany od kobiet, które przerywały ciąże na mocy liberalnego szwedzkiego prawa. Praca z martwymi embrionami pozwoliła Nilssonowi eksperymentować z oświetleniem, tłem i pozycjami, jak na przykład umieszczeniem kciuka w ustach płodu. Lecz źródło zdjęć było rzadko wspominane, nawet przez aktywistów „pro-life”, którzy w latach 70. zawłaszczyli sobie te ikony.

grześ04

Z drugiej strony zabawnym paradoksem jest, że te zdjęcia pokazywane są przez środowiska pro-life jako „dobre”, a osobną kategorię w prolajfowym imaginarium stanowią zdjęcia „płodów po aborcji” – drastyczne, odstraszające. Tymczasem także i te pierwsze okazały się zdjęciami płodów po aborcji.

Polecam cały tekst na blogu „Nasze jedynie słuszne poglądy na wszystko”.

To mało, prawda?

Porozmawiajmy więc o syndromie poaborcyjnym dotykającym wysoki odsetek kobiet po zabiegu usunięcia ciąży.

Podstawowe objawy to żal, smutek, stany depresyjne, agresywność, poczucie winy, zaniżona ocena własnej wartości i lęk. Pojawia się często bezpodstawny lub wyolbrzymiony, lęk o zdrowie własne, członków rodziny a zwłaszcza o zdrowie i bezpieczeństwo dzieci. W ten sposób rodzą się postawy nadopiekuńcze wobec członków rodziny i dzieci, które znacznie zniekształcają procesy wychowawcze. Relacje nacechowane nadopiekuńczością rodzą ostre konflikty w rodzinie w okresie dojrzewania.

Tekst pochodzi z Newsweeka, jest wypowiedzią Anny Stelmaszyk, terapeutki działającej w Stowarzyszeniu Psychologów Chrześcijańskich.

Wszystko fajnie. Problem jest tylko jeden:

Czy istnieją badania, wskazujące na istnienie syndromu poaborcyjnego?

Nie. Co więcej, nie ma zbyt wiele naukowej literatury o syndromie poaborcyjnym. Wynika to z prostej przyczyny: środowisko psychiatrów i psychologów nigdy nie przyjęło do wiadomości istnienia takiej jednostki chorobowej. Jest nieobecna w podręcznikach diagnostycznych. Nie uznają jej żadne gremia naukowe.

To już fragment artykułu „Czy syndrom poaborcyjny istnieje?” z bloga „Pochodne kofeiny”.

Wiemy już, że nauka nie zna czegoś takiego jak syndrom poaborcyjny. Teraz proponuję porozmawiać o torturach, jakim są poddawane kobiety:

Spotkał pan profesor taką polską Giannę Berettę Mollę, która dla dziecka oddała życie?

Jedną taką historię znam. Kobieta zmarła z powodu wady serca. To jednak było dawno, na początku lat 80. Później nie zetknąłem się ze zgonem matki podczas ciąży i porodu, ale wielokrotnie byłem świadkiem niezwykłej działalności matek, które miały ciężkie powikłania położnicze. Z podziwem obserwowałem ich determinację, gotowość do najwyższych poświęceń dla dobra dziecka, jego życia. Razem z nimi i jej mężami dziękowaliśmy później Bogu. Takie sytuacje tworzą więzy, które trwają… Czy może być wspanialsza specjalność lekarska niż położnictwo?

Tekst pochodzi z wywiadu Tomasza Terlikowskiego z Bogdanem Chazanem („Myślę o dzieciach, które nie narodziły się przez mnie”, „Do Rzeczy” nr 33/2014).

Zaiste, heroiczna postawa. Miło, że Chazan i Terlikowski dbają o to, by dziecko się narodziło, nawet kosztem życia matki, do której podobno każdy maluch ma prawo. Co się z takim noworodkiem pozbawionym rodzica stanie? Jeszcze trafi do małżeństwa homoseksualistów nie daj Boże!

Na koniec porozmawiajmy o samych płodach i prawach im przysługujących:

Wedle naukowej literatury prawdopodobnie nie ma niczego takiego [jak cierpienie płodów]. Nie ma cierpienia, gdy nie ma świadomości. Brak świadomości, brak zdolności do jej posiadania, jest cechą płodów, która odróżnia je od dzieci.

Dlatego, choć płody są biologicznie żywe, moralnie i egzystencjalnie bliżej im do ożywionych rzeczy. Troska o nie, szczególnie gdy jest wykorzystywana do pogwałcenia autonomii naprawdę żywych i czujących – w pełnym tych słów znaczeniu – ludzi, jest niemoralna.

Możemy sobie filozoficznie dyskutować nad kwestią, czy (narodzeni) ludzie w trakcie snu posiadają prawa, skoro nie są świadomi, ale możemy też być niemal pewni, że byty, które nigdy jeszcze nie zyskały świadomości, takich praw nie mogą mieć.

Czemu nie? Otóż jeśli nieświadomy zarodek lub płód może mieć prawo do życia, to równie dobrze ma je pomidor, ostatecznie też żyje. A jeśli chodzi o to, że płód lub zarodek potencjalnie może zyskać świadomość (i osobowość), to takie prawo do życia musi mieć plemnik i komórka jajowa, wszak połączone ze sobą potencjalnie mogą zyskać świadomość i osobowość.

To byłoby jednak absurdem. Tak więc jedyną linią obrony, którą racjonalnie mogą posługiwać się zwolennicy torturowania kobiet, jest ta oparta na mrzonkach o niezmiernym cierpieniu abortowanych zarodków i płodów.

Znowu „Pochodne kofeiny”, tym razem artykuł „Troszkę bolesnej prawdy o ochronie życia„.

Swoją drogą doktryna prawa nie bez przyczyny uznaje, że człowiek nabywa zdolność prawną dopiero w chwili narodzin:

Artykuł 8. Kodeksu Cywilnego:

Każdy człowiek od chwili urodzenia ma zdolność prawną.

Jedynym wyjątkiem od tej zasady jest przepis prawa spadkowego (artykuł 927. KC):

§ 1. Nie może być spadkobiercą osoba fizyczna, która nie żyje w chwili otwarcia spadku, ani osoba prawna, która w tym czasie nie istnieje.
§ 2. Jednakże dziecko w chwili otwarcia spadku już poczęte może być spadkobiercą, jeżeli urodzi się żywe.

Ograniczanie wolności

3/ WOLNOŚĆ OSOBISTA może być urzędowo ograniczna tylko wyjątkowo – poza wypadkami ewidentnych przestępstw, wyłącznie tam, gdzie w grę wchodzi BEZPIECZEŃSTWO PAŃSTWA.

A jest inaczej?

Znowu przywołam zapisy Konstytucji, którą to kandydat chciałby zmienić.

Artykuł 31.

3. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Artykuł 41.

1. Każdemu zapewnia się nietykalność osobistą i wolność osobistą. Pozbawienie lub ograniczenie wolności może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonych w ustawie.
2. Każdy pozbawiony wolności nie na podstawie wyroku sądowego ma prawo odwołania się do sądu w celu niezwłocznego ustalenia legalności tego pozbawienia. O pozbawieniu wolności powiadamia się niezwłocznie rodzinę lub osobę wskazaną przez pozbawionego wolności.
3. Każdy zatrzymany powinien być niezwłocznie i w sposób zrozumiały dla niego poinformowany o przyczynach zatrzymania. Powinien on być w ciągu 48 godzin od chwili zatrzymania przekazany do dyspozycji sądu. Zatrzymanego należy zwolnić, jeżeli w ciągu 24 godzin od przekazania do dyspozycji sądu nie zostanie mu doręczone postanowienie sądu o tymczasowym aresztowaniu wraz z przedstawionymi zarzutami.
4. Każdy pozbawiony wolności powinien być traktowany w sposób humanitarny.
5. Każdy bezprawnie pozbawiony wolności ma prawo do odszkodowania.

Podatki

5/ Należy UPROŚCIĆ i OBNIŻYĆ PODATKI – jednocześnie z redukcją wydatków budżetowych, redukcją administracji i radykalnym uproszczeniem procedur.

Jest taka pani, która dzieli przekonanie Brauna, że w Polsce są za wysokie podatki. Nazywa się Henryka Bochniarz i Grzegorz Sroczyński na łamach „Dużego Formatu” przeprowadził z nią wywiad:

Pół roku temu ogłosiliście, że polskich przedsiębiorców „duszą wysokie podatki i składki na ubezpieczenie społeczne”. To samo czytam w waszym manifeście zatytułowanym „Czarna lista barier”. Trochę to dziwne.– Dziwne?

Przyniosłem tabelkę pokazującą obciążenia podatkowe w krajach UE wyrażone w procencie PKB. Czy oboje się zgadzamy, że to miarodajny wskaźnik?– Tak.Na szczycie mamy Danię (podatki to aż 50 proc. PKB), potem jest Belgia, dalej Niemcy, Luksemburg, Cypr, Malta, Grecja, Estonia i prawie na samym końcu jest Polska – podatki to zaledwie 32 proc. PKB. Mamy jedne z najniższych podatków w Unii. I to jest, delikatnie mówiąc, niespójne z tym, co głosicie.– 32 proc. jest tylko na papierze, w rzeczywistości obciążenia dla przedsiębiorców są wyższe. Ale problem naszego systemu podatkowego to przede wszystkim jego zmienność i stopień skomplikowania. Prawdopodobnie codziennie przedsiębiorca popełnia jakieś przestępstwo, bo nie ma pojęcia, że właśnie wczoraj została wprowadzona zmiana przepisu. Dotyczy to zwłaszcza podatku VAT, gdzie mamy karuzelę. W każdym miejscu dostaje pan inną interpretację podatkową. W woj. mazowieckim jest pan wzorowym biznesmenem, ale w świętokrzyskim za to samo zamkną panu firmę i zlicytują. Przedsiębiorca zatrudniający trzy albo cztery osoby nie będzie w stanie codziennie monitorować przepisów, bo w tym samym czasie musi zadbać o zdobycie kontraktu.Po co zwoływać konferencję, na której się opowiada, że w Polsce są wysokie podatki, skoro one nie są wysokie?– Są. Wszystko trzeba odnosić do pozycji gospodarki w danym czasie. W naszym momencie rozwoju – czyli ledwie 25 lat po transformacji, kiedy wciąż budujemy kapitalizm i dobrobyt – musimy być dwa razy bardziej atrakcyjni niż kraje bogate. Potrzebujemy inwestycji, napływu technologii i nowych miejsc pracy. Dlatego obciążenia u nas powinny być jak najniższe.Tylko że one już są jak najniższe! Jeżeli je obniżymy jeszcze bardziej, to nie będzie z czego utrzymywać służby zdrowia. To jest proste.– Zły przykład. Bo niezależnie od tego, ile byśmy włożyli pieniędzy do systemu zdrowia, to będziemy mieć dokładnie te same problemy, które mamy teraz. To zresztą dotyczy każdej źle zarządzanej firmy, a przecież szpital możemy potraktować jak zwykłą firmę…Właśnie nie możemy.– Aha. No a ja mogę. Więc jeśli szpital to firma świadcząca usługi dla ludności z zakresu ochrony zdrowia, która jest źle zarządzana i nie potrafi dostosować się do zasad rynkowych, to dawanie jej dodatkowych pieniędzy jest niemądre. Miałam okazję obserwować to z bliska, tam się marnują miliony. Dopóki wreszcie nie pójdą tam menedżerowie z prawdziwego zdarzenia, nie wprowadzą reguł racjonalnego zarządzania, to pieniądze publiczne będą wydawane źle. Bez względu na to, ile ich będzie.

Cytat z waszej broszurki: „W Polsce podatki są na poziomie zbliżonym do średniej europejskiej, a powinny być wyraźnie niższe”. Przepraszam, na jakim zbliżonym poziomie? Średnia europejska wynosi 40 proc. PKB, a my jesteśmy osiem punktów procentowych niżej.

– No ale 32 proc. to blisko 40.

Nawet nie ocieramy się o średnią.

– Pan uważa, że się nie ocieramy, a ja uważam, że się ocieramy.

Jezus a kara śmierci

6/ KARA ŚMIERCI powinna grozić mordercom i zdrajcom stanu.

Ustaliliśmy już, że jedną z podstawowych wartości dla Grzegorza Brauna jest wiara katolicka. Przyjrzyjmy się więc kilku wypowiedziom założyciela tej religii.

Ewangelia św. Łukasza, rozdział 9. wersety 51-56:

Gdy dopełnił się czas Jego wzięcia [z tego świata], postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: «Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?» Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka.

Ewangelia św. Mateusza, rozdział 26. wersety 47-56:

Gdy On jeszcze mówił, oto nadszedł Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami, od arcykapłanów i starszych ludu. Zdrajca zaś dał im taki znak: «Ten, którego pocałuję, to On; Jego pochwyćcie!». Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: «Witaj Rabbi!», i pocałował Go. A Jezus rzekł do niego: «Przyjacielu, po coś przyszedł?» Wtedy podeszli, rzucili się na Jezusa i pochwycili Go. A oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana odciął mu ucho. Wtedy Jezus rzekł do niego: «Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? Jakże więc spełnią się Pisma, że tak się stać musi?»
W owej chwili Jezus rzekł do tłumów: «Wyszliście z mieczami i kijami jak na zbójcę, żeby Mnie pojmać. Codziennie zasiadałem w świątyni i nauczałem, a nie pochwyciliście Mnie. Lecz stało się to wszystko, żeby się wypełniły Pisma proroków». Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli.

Ewangelia św. Jana, rozdział 8. wersety 1-11:

Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!».

Priorytety

8/ WOJSKO POLSKIE, POLICJA, SŁUŻBY i SĄDOWNICTWO – to trzy dziedziny, na których modernizacji powinnny skupić się działania państwa.

Oczywiście, jeśli tylko inne dziedziny nie zostaną zaniedbane. Na przykład modernizacja sieci transportowych.

Nie mam zamiaru rozpisywać się teraz na temat ekonomii transportu, bo to temat na notkę z serii masakrującej blogera Janusza.

Spoiler alert!
Spoiler alert!

Proszę mi wybaczyć, że pomijam akurat ten punkt programu Brauna. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że z tej obietnicy wcale nie wynika, że państwo powinno ograniczyć swój aparat socjalny, jedynie pokazuje priorytetowe kierunki, na jakich powinno się skupić. Obiecuję, że niedługo opublikuję notkę pokazującą potrzebę istnienia silnego państwa organizującego transport. Na razie odsyłam do notek, w których lekko zahaczałem o temat: „Rozwijać transport prywatny„, „Modernizacja zacofania” i seria notek o Rafale Dutkiewiczu (część pierwsza i druga).

Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego

10/ W imię TRADYCJI CYWILIZACJI ŁACIŃSKIEJ i POLSKIEGO INTERESU NARODOWEGO należy zdecydowanie przeciwstawić się inwazji ideologicznej, propagandzie dewiacji i obcym roszczeniom kolonizatorskim.

Dlatego księża w ramach posługi duszpasterskiej będą od dzisiaj wysyłać 72-letnim kobietom takie słowa:

„Homo-seks przypomina tłok, który porusza się nie w cylindrze silnika, ale w rurze wydechowej – skutki są oczywiste (…) Podobnie katastrofalne skutki ma homo-seks i biedni są ludzie, którzy nie są w stanie tego pojąć” – pisze w jednym z tekstów autor. A nieco dalej, w tym samym załączniku, powołuje się na wypowiedź  anonimowego „lekarza-praktyka”, który pisze m.in., że „w krwi tego pederasty który jest stroną nadstawiającą się, płynie rozcieńczona, bo rozcieńczona, ale jednak gnojówka”.

W innym miejscu czytamy: „Kiedyś w jakiejś audycji telewizyjnej pewien pederasta żalił się, że pani pielęgniarka nie chciała przyjąć jego krwi, a on tak chciał komuś pomóc i to było poniżające dla niego. Wtedy jeden z komentatorów przyznał, że owszem w Polsce jest zalecenie, żeby nie pobierać krwi pederastów. W takiej na przykład Wielkiej Brytanii pobierają krew – żeby nie razić uczuć homoseksualistów, ale potem ją wylewają do zlewu. Tacy delikatni są i mili. A Polacy ranią ich uczucia, bo od razu im odmawiają pobrania krwi. Pewnie to brak ogłady i wyrobienia, wiele się jeszcze musimy nauczyć od Brytyjczyków w kwestii ogłady”.

Wśród innych załączników znalazły się liczne – znane już z wcześniejszych wystąpień ks. Dariusza Oko – dane statystyczne, wedle których homoseksualiści mają żyć krócej, częściej zapadać na choroby psychiczne, częściej dopuszczać się aktów pedofilskich itd.

Więcej do przeczytania w artykule „Ksiądz Oko w kropce” opublikowanym na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Całą historię przybliżyłem u siebie na blogu.

W ramach walki z „propagandą dewiacji” w niedzielę rano na oficjalnym profilu Grzegorza Brauna na Facebooku pojawiła się animacja palonej tęczy. Film kończy się takim obrazkiem:

grześ06

Chciałbym zadać dwa pytania.

1. Jaki związek ma sodomia (według Słownika Języka Polskiego PWN „zboczenie seksualne polegające na uprawianiu stosunków płciowych ze zwierzętami”) z paloną tęczą – symbolem „zwycięstwa” nad społecznością LGBTQ?

Owszem, angielskie słowo „sodomy” oznacza stosunek analny, lecz jest to przykład tzw. fałszywego przyjaciela. Tym terminem określa się słowa podobnie wyglądające w dwóch językach lecz znaczące mające inne znaczenie (np. angielskie „fatality” i polskie „fatalny” czy niemieckie „jeden” i polskie „jeden”).

2. Pytanie ważniejsze. Skoro ustaliliśmy już, że sodomia w filmie Brauna oznacza homoskeksualizm, to chciałbym dowiedzieć się, jakie istnieją sposoby na leczenie tej „przypadłości”?

Obawiam się, że odpowiedzią na drugie pytanie są takie przykłady:


W swoim programie wyborczym Braun nie odniósł się do pewnych kwestii, które poruszone zostały w spocie wyborczym. Dlatego poświęcę jeszcze kilka zdań na ich temat.

Historia magistra vitae est

Doprowadzę do wznowienia ekshumacji w Jedwabnem.

Po co? Można oburzać się na badania Tomasza Grossa, bowiem przeszacował on liczbę ofiar pogromu. Nie sposób jednak kwestionować samego faktu pogromu dokonanego przez miejscowych Polaków na miejscowych Żydach. Na ten temat obszerną publikację przygotował Instytut Pamięci Narodowej:

Publikacja Wokół Jedwabnego, przygotowana przez Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej, prezentuje wyniki badań naukowych nad zbrodniami popełnionymi na polskich Żydach w Jedwabnem, Radziłowie i innych miejscowościach Łomżyńskiego i Białostocczyzny latem 1941 roku.
Na tom pierwszy składają się studia, które przedstawiają te wydarzenia na szerokim tle historycznym, poczynając od rysu stosunków polsko-żydowskich na tym terenie w okresie przedwojennym, poprzez opis niemieckiej polityki zagłady Żydów i antyżydowskich wystąpień miejscowej ludności, kończąc na analizie powojennych postępowań karnych w sprawie mordu w Jedwabnem oraz dotyczącego go piśmiennictwa.
W tomie drugim opublikowano dokumenty polskie, sowieckie i niemieckie, w tym raporty NKWD, relacje Polaków represjonowanych przez sowieckiego okupanta, raporty wywiadowcze Polskiego Państwa Podziemnego, sprawozdania niemieckich formacji wojskowych i policyjnych, świadectwa ocalałych Żydów, akta śledztw oraz procesów karnych w sprawie zbrodni w Jedwabnem i Radziłowie.

Żydzi rozkradają Polskę

Nie dla żydowskich roszczeń.

To kolejne zdanie wypowiedziane w spocie kandydata. Nie wiem nawet jak je skomentować. Na szczęście jeden z komcionautów pospieszył z pomocą i przybliżył mi znaczenie tych słów:

grześ07

Całe szczęście Sejm publikuje na swoich stronach internetowych wszystkie dokumenty, nad którymi pracuje i użytkownik Piotr będzie w stanie mi pokazać przywołane postanowienie. By ułatwić poszukiwania wkleję linka do strony, na której będzie mógł je znaleźć. Chętnie przeczytam tę ustawę/uchwałę/cokolwiek, przeanalizuję i wnioski opublikuję na blogu.

Atomowy Jezus Chrystus

Jako prezydent będę zabiegał o broń jądrową dla polskiej armii i o intronizację Chrystusa Króla.

Łączenie broni jądrowej z imieniem zbawiciela chyba nie jest czymś, co chciał osiągnąć kandydat. Miło też czyta się pomysły przekreślające polski dorobek w walce o rozbrojenie arsenału broni masowego rażenia. Na tym polu mamy się czym pochwalić:

Ówczesna strategia obronna Zachodu z góry skazywała przyjęcie planu na porażkę – zakładała ona bowiem właśnie wykorzystanie broni jądrowej celem odstraszania przeciwnika od podjęcia ataku. W warunkach przewagi sił konwencjonalnych ZSRR przyjęcie tych propozycji byłoby zatem niekorzystne dla równowagi w Europie. Plan Rapackiego wywarł jednak wpływ na działania podejmowane w czasie zimnej wojny w celu podniesienia poziomu bezpieczeństwa międzynarodowego – przyczynił się bowiem do rozwoju myśli teoretycznej w zakresie denuklearyzacji. Przyjęta w nim koncepcja strefy bezatomowej przybrała z czasem wymiar uniwersalny. Plan Rapackiego uważany jest za najbardziej znaną inicjatywę rozbrojeniową polskiej dyplomacji.

Tekst pochodzi z Wikipedii, z wpisu o planie Rapackiego.

Chyba wyjaśniłem wszystkie wątpliwości?

„Negatywny przegląd” ma fanpage na Facebooku i konto na Twitterze.

Swoją drogą zauważam, że zwolennicy Grzegorza Brauna są bardzo zmobilizowani, by go bronić. Raz już musiałem bronić swojej notki (a konkretnie artykułu, który podałem dalej) zatytułowanej „Kłamstwa oświęcimskie według Grzegorza Brauna„.