Nie obnoście się

Dwa dni temu jeden z polityków Nowoczesnej powiedział, że jest gejem. Tak po prostu. Prowadząca program „Pociąg do polityki” zapytała Pawła Rabieja (członka zarządu partii i jednego z jej założycieli) o powody, dla których wspiera ruchy LGBT. W odpowiedz dostaliśmy coming out jednej z ważniejszych osób dużej partii. Bardzo zachowawczy, ale warto docenić. Zresztą zobaczcie sami (pytanie pada ok. 17:20).

Dzień później w „Wydarzeniach” pojawił się krótki materiał o coming outach polityków (ok. 20:18). Taki pod znakiem prawdopośrodkizmu. Mamy posła PSL-u podejrzewającego, że w ten sposób Nowoczesna chce zagospodarować ten elektorat. Mamy posła od Kukiza spekulującego, że coming out Rabieja był obliczony na powtórzenie sukcesu Biedronia ze Słupska w nadchodzących wyborach samorządowych (to jest dopiero LOL). Po programie informacyjnym do studia na rozmowę zaproszono Ryszarda Petru. Pierwsze pytanie dotyczyło ostatniej decyzji członka zarządu partii. No i przewodniczący Nowoczesnej zaczął opowiadać, że to było bardzo dobre wyjście z szafy, bo nie zrobiono z niego wielkiego halo, że po programie zadzwonił do Rabieja z gratulacjami, no bo zawsze lepiej jest wiedzieć niż nie wiedzieć. Kończąc swoją wypowiedź dodał jeszcze:

Dobrze by było, aby w Polsce ludzie, którzy mają inną orientację niż heteroseksualna, nie musieli się tego wstydzić, co nie znaczy, że muszą się z tym obnosić.

Całość można obejrzeć pod linkiem (pytanie o coming out Rabieja pada na samym początku programu).

No i w internecie zawrzało. Jako pierwsza informację podała 300polityka.pl.

Źródło
Źródło

Prawie natychmiast pojawiły się głosy, że portal zmanipulował wypowiedź Petru.

Źródło
Źródło

 

Źródło
Źródło

I wszystko byłoby w porządku, gdyby ktoś z partii (a najlepiej sam jej przewodniczący) przeprosił słowa o obnoszeniu się. Problem polega na tym, że najwyraźniej autor nie widział w nich nic złego.

swetru-04

Reakcja innych członków partii pozostawiała też wiele do życzenia.

Zastępca sekretarza generalnego i sekretarz regionu warszawskiego Źródło
Zastępca sekretarza generalnego i sekretarz regionu warszawskiego
Źródło

Tu jeszcze jeden tweet tego pana, według którego afera wokół słów Petru jest jedną wielką pomyłką, bo przecież…

Źródło
Źródło

Kurde, właściwie to dlaczego coś takiego jest poniżej poziomu i jest obrzydliwe?

Potem w obronie przewodniczącego odezwała się posłanka i wiceprzewodnicząca partii.

Źródło
Źródło

Pani posłanka też jest przeciwna nadmiernemu obnoszeniu się. Z tym że nie chodzi jej najwyraźniej o publiczne okazywanie sobie uczuć, ani o ujawnianie swojej orientacji. Ani o publiczne pokazywanie się z ukochaną osobą. Więc o co?

Źródło
Źródło

Sam bohater całego wydarzenia również się wypowiedział.

Źródło
Źródło

Kończąc tę przydługą paradę tweetów wstawię jeszcze gdańskiego działacza młodzieżówki Nowoczesnej, który najwyraźniej uważa, że moje prywatne życie to jest czyjś światopogląd.

Źródło
Źródło

Co tak wkurwia w słowach Petru?

Problem polega na tym, że słowa mogą ranić. Serio.

Nowoczesna na Paradzie Równości 2016
Źródło

Skoro nawet Nowoczesna o tym wie, to mogłoby się wydawać, że jej członkowie będą bardziej uważać. Całą wypowiedź pana Ryszarda można byłoby nawet uznać za odpowiednią, gdyby wiedział, kiedy należy skończyć paplać. O całej sytuacji można byłoby zapomnieć, gdyby ktoś za nią przeprosił. Zamiast tego otrzymaliśmy festiwal zarzutów, że manipulacja wypowiedzią, że lewactwo coś nam chce narzucać (ja rozumiem, że prawa człowieka to dość lewicowy wymysł, ale wydawało mi się, że powszechnie akceptowany już od wielu dziesięcioleci), że Biedroń jest chamem (bo napisał tego tweeta), że takie oburzenie jakie przetoczyło się przez Twittera i Facebooka to zdecydowanie za dużo jak na taką małą wypowiedź.

Z tym że ta wypowiedź jest naprawdę zła. Ja widzę dwie możliwe przyczyny jej powstania. Pierwsza jest taka, że Ryszard Petru jest po prostu debilem i mówi coś innego niż myśli. Na przykład mogło chodzić mu o to, że osoby LGBT nie powinny obnosić się ze wstydem ze swoją orientacją, tylko być z niej dumnym (jeśli to czytasz i jesteś z tych, co krzyczą, że skoro jest LGBT pride czy black pride, to równie dobrze możemy być dumni z bycia białymi, to weź idź stąd i poczytaj na przykład wikipedię). Nie wydaje mi się jednak (nawet wbrew empirycznym dowodom), że przewodniczący jednej z największych partii opozycyjnych jest zwykłym głupcem, który występując w telewizji nie potrafi sformułować swoich myśli. Dlatego pozostaje drugie wytłumaczenie: był to przykład tak zwanego dog-whistle politics. Jest to taktyka stosowana przez polityków, którzy nie chcą wyjść na rasistów, więc w swoich pozornie poprawnie politycznych słowach (bardzo długa wypowiedź na temat tego, jak gratulujemy coming outu osobie z zarządu partii) ukrywają swoje prawdziwe zdanie na dany temat (niech geje sobie żyją, ale za bardzo się nam nie pokazują).

No bo co innego ma oznaczać zdanie „osoby homoseksualne nie powinny się wstydzić swojej orientacji, ale niech się z nią nie obnoszą”? Że mamy nie paradować na ulicach? Mamy się nie przytulać na placach? Mamy nie mówić głośno o tym, że jesteśmy LGBT? Mamy nie odzywać się do swojego partnera na ulicy?

Daniel ze swoim partnerem Hubertem wracali akurat z parapetówki i wstąpili do sklepu przy ul. Krakowskiej. – Hubert poszedł po wodę, ja zostałem przed sklepem. W pewnym momencie Hubert wychodzi i pyta: „Misiek, masz może drobne?”. Niedaleko stało dwóch mężczyzn – wyższy i niższy. Jeden podszedł do nas i zapytał, czy jesteśmy pedałami. Był ubrany w dżinsy i bluzę z kapturem. Odpowiedziałem, że tak. Drugi rzucił: „Pedały, lubicie się rżnąć w dupsko?”. Hubert uspokajał rozmowę, ale ja wyczułem, że to nieciekawe towarzystwo, odciągnąłem go, przeszliśmy przez przejście dla pieszych. Poszliśmy w stronę mieszkania. Jednak niższy mężczyzna podbiegł do nas i nas zaatakował.

Źródło

Mamy nie spotykać się w miejscach publicznych?

Spotkanie LGBT miało miejsce w sobotę w muszli koncertowej przy ul. Kopalnianej w Katowicach. Geje i lesbijki zostali zaatakowani.

– W pewnym momencie pojawiła się tam kilkuosobowa grupa chuliganów, która zaczęła wyzywać uczestników spotkania. Kiedy jeden z przebywających w parku 18-latków zwrócił im uwagę, aby odpuścili, napastnicy go zaatakowali i pobili – podaje katowicka policja.

Pobity chłopak z urazem głowy i brzucha trafił do szpitala. Jeden z uczestników spotkania zawiadomił policjantów.

Źródło

Mamy nie mieszkać ze swoimi partnerami?

Paweł: – Wszystko zaczęło się zaraz po tym, jak wynajęliśmy dwa pokoje zaledwie kilometr od rynku, nad jeziorem. To był koniec listopada 2013. Spokojna dzielnica, do głowy nam nie przyszło, że możemy wzbudzić kontrowersje. Odbywałem akurat staż fryzjerski. Co drugi, trzeci dzień pod blokiem zaczęło się pojawiać czarne bmw z młodymi karkami w środku. I docinki: „Co tam, cioto? Gdzie pedałujesz?”. Nie mogłem zrozumieć, skąd w ogóle wiedzą, że jestem gejem.

(…)

Piotr: – Dokładnie naprzeciwko naszej klatki znajdował się murek, na którym przesiadywały dzieciaki, w większości kibice Cartusii. Minęły może dwa tygodnie od naszej przeprowadzki, jak zaczęły się pierwsze komentarze: „O, zoba, to ci geje”. Paweł zauważył, że w tej grupce jest jego kuzyn, od zawsze dobrze do niego nastawiony.

Po miesiącu towarzystwo się rozkręciło. Zaczęły się wyzwiska: „Ej, na tym osiedlu obowiązuje zakaz pedałowania! Patologia! Pedały! Kurwy, jeszcze brakuje, żebyście dziecko adoptowali!”.

Paweł: – Próbowałem porozmawiać z kuzynem, ale odpowiedział, że jak się wyłamie, to wtedy zaczną się czepiać jego. Powiedziałem więc jego mamie, czyli swojej cioci. I uprzedziłem, że jeśli zaczepki będą się powtarzać, zgłosimy sprawę na policję. Obiecała z nim porozmawiać. Po kilku dniach kuzyn zagroził nam, że jeśli pójdziemy na policję, to „pożegnamy się ze swoim autkiem”. Znów poszedłem do cioci. Kuzyn przestał spotykać się z kolegami na murku, ale dalej nas wyzywali od pedałów, a rodzina przestała z nami rozmawiać. Sytuacja stała się na tyle toksyczna, że od pedałów zaczęli wyzywać też kolegów, którzy nas odwiedzali.

(…)

Piotr: – Zdecydowaliśmy się na to miejsce ze względu na monitoring. Przez jakiś czas mieliśmy spokój. Ale znów do czasu. Ta sama grupa pseudokibiców zobaczyła nas któregoś dnia na ulicy. Musieli za nami iść i w ten sposób dowiedzieli się, gdzie mieszkamy. Zaczęli kręcić się w okolicy. Weszli do studia urody, w którym pracował Paweł, i wykrzyczeli: „Tutaj nie idziemy, bo ten pierdolony pedał tutaj pracuje!”. Innym razem zaczepili go na ulicy, wymachując przed twarzą butelką. Właścicielka studia nie przedłużyła umowy z Pawłem. Kto by chciał takie akcje przy klientach?

Paweł został w domu, Piotr pracował. Do eskalacji doszło 19 sierpnia.

– Wypakowywałem towar z auta na podwórzu szpitala, w którym pracuję. Wtedy podszedł do mnie jeden z nich: „Chcesz w główkę, pedale? No co, chcesz?”. Nie odpowiedziałem. Odwróciłem się i dalej wypakowywałem towar. Wtedy usłyszałem tylko: „Ty pedale jebany! Ty dziwko!”, i poczułem but na swoich plecach. Kopnął mnie z całych sił. A potem dodał: „Zgłoś to na policję, to cię potnę!”. Miałem szczęście, że całe zajście widział mój szef. Wezwał policję, radiowóz był na miejscu po kilku minutach. Ale napastników już nie znaleźli. My ich jednak zdążyliśmy dobrze poznać. Postanowiliśmy, że nie będziemy dłużej znosić tego terroryzowania. Zrobiłem obdukcję. Na komisariacie złożyłem zawiadomienie. Policjantka, która mnie wysłuchała, powiedziała, że to pierwsze takie zgłoszenie w Kartuzach.

Źródło

Gdzie jest granica tego „nieobnoszenia się”, za którą robi się dla nas niebezpiecznie? No i dlaczego wyznaczona jest ona przez heteroseksualistę (w domyśle lepszego od nas, bo przecież zdolnego do wyznaczania nam jakichś granic),

A jeśli źle zrozumiałem, jeśli nie chodziło o bycie niewidocznym, to w takim razie o co, do kurwy nędzy? Mógłby mi ktoś to wytłumaczyć?

Swoją drogą to nie jest pierwsza nieprzyjemna sytuacja, w której pojawiają się wątpliwości co do prawdziwego stosunku członków Nowoczesnej do osób nieheteroseksualnych. O przygodach z projektem ustawy o związkach partnerskich pisał na swoim blogu szarypanz.

„Negatywny przegląd” jest na Facebooku i Twitterze.

Platforma i Sprawiedliwość

Jeżeli chodzi o związki partnerskie, ja jestem gotowy do dyskusji w tej kwestii. Nie chciałbym, żeby ona była taką „wrzutką wyborczą” ze strony niektórych. Chyba nie będzie piekła, jeżeli damy sobie kilka miesięcy czasu, aby te kwestie spokojnie i precyzyjnie uregulować. Dzisiaj w Sejmie mamy około 200 ustaw, które już czekają na głosowanie, a mamy kilka posiedzeń do końca tej kadencji.

Donald Tusk
Źródło: Rzeczpospolita, 2.06.2011

We wtorek 26.05.2015 roku Marszałek Sejmu Radosław Sikorski wyciągnął z zamrażarki projekt SLD o związkach partnerskich. Projekt, który został złożony do laski marszałkowskiej kilka dni po debacie sejmowej, która odbyła się w styczniu 2013 roku.

Nie doszło nawet do pierwszego czytania. Mimo wielokrotnych obietnic liderów partii rządzącej, część posłów PO nie zgodziła się na włączenie do porządku obrad Sejmu debaty o związkach partnerskich. Spośród 385 posłów, 146 chciało umożliwić przeprowadzenie dyskusji i pierwszego czytania, 215 nie zgodziło się. Wśród tych drugich znalazło się 45 posłów PO. Dalszych 23 parlamentarzystów z tej partii wstrzymało się od głosu. Przeciwników i wstrzymujących się zapytałem na Twitterze o powody takiego głosowania. Na portalu znalazłem 31 spośród 68 posłów.

Takie mam poglądy

Chcę podkreślić, że nie można zamykać oczu na istniejący, niewymyślony fakt społeczny. Wydaje się rzeczą oczywistą, że dzisiejszy stan prawny nie oddaje tych wyzwań, przed jakimi stoi społeczeństwo, w którym istnieją te fakty społeczne.

Związki homoseksualne. Można je akceptować lub nie od strony własnych wyobrażeń, jak powinna wyglądać moralność życia publicznego, ale nie można kwestionować ich istnienia, nie można używać bolesnych argumentów wobec ludzi, którzy decydują się na tego typu życie. Zadaniem wysokiej izby jest znalezienie rozwiązań prawnych, które nie uczynią życia tych ludzi trudniejszym, ale godniejszym, niezależnie od tego, jak oceniamy sam fakt współżycia par homoseksualnych.

Donald Tusk
Źródło: wyborcza.pl, 25.01.2013

Zadałem pytanie 19 posłom i posłankom, którzy zagłosowali przeciwko ustawie. Odpowiedziało mi dwoje.

Link
Link

Z tego zdania można wyciągnąć daleko idące wnioski. Po pierwsze: pani posłanka Gądek nie jest przeciwna związkom partnerskim jako takim.

Na potwierdzenie
Na dowód obrazek. Dziękujemy pani posłance.

Po drugie: posłanka miała zastrzeżenia co do formy decyzji o przeprowadzeniu pierwszego czytania. Trzeba się z nią zgodzić. Od razu powinno było odbyć się pierwsze czytanie, w trakcie którego doszłoby do debaty (może tym razem merytorycznej). Problem polega na tym, że to nie autorzy projektu zdecydowali o takiej formie wprowadzenia projektu ustawy do obrad sejmowych. Stąd podejrzana wydaje się argumentacja posłanki.

Po trzecie: deklaracja posłanki Gądek nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości. 26.05.2015 zagłosowała przeciwko wprowadzeniu projektu ustawy do porządku obrad Sejmu. Wzięła udział we wszystkich głosowaniach z 25.01.2013 dotyczących związków partnerskich. Dwukrotnie była przeciwko (zagłosowała za odrzuceniem projektu Dunina i jednej z dwóch ustaw wprowadzających związki partnerskie SLD i Twojego Ruchu), trzykrotnie wstrzymała się (przy obu projektach SLD i TR i przy jednej z ustaw wprowadzających związki). Za związkami partnerskimi była tylko raz – 17.12.2014 w głosowaniu nad uzupełnieniem porządku dziennego obrad o projekt ustawy Twojego Ruchu.

O ile posłanka Gądek próbowała się jakoś (bardzo nieudolnie) tłumaczyć, tak poseł Andrzej Kania nie miał żadnych skrupułów w uzasadnieniu swojego głosowania.

Link
Link

Zadałem pytanie uzupełniające, jednak nie doczekałem się odpowiedzi. zp04 Wiecie, co jest najśmieszniejsze? O ile w grudniu 2014 (podobnie jak w maju 2015) poseł Kania był przeciwny dodania do porządku obrad sejmowych projektu ustawy Twojego Ruchu, o tyle w styczniu 2013 we wszystkich pięciu głosowaniach zagłosował za. Nie wierzycie?

Głosowanie nad jednym z projektów SLD i Twojego Ruchu.
Głosowanie nad jednym z projektów SLD i Twojego Ruchu. W pozostałych 4 głosowaniach poseł Kania również głosował „za”.

Panie pośle, zmieniły się panu przekonania? Nie odpowiedzieli mi: Jan Vincent-Rostowski, Stanisław Huskowski, Paweł Arndt, Jacek Brzezinka, Zenon Durka, Krzysztof Gadowski, Leszek Jastrzębski, Roman Kosecki, Sławomir Kowalski, Jacek Kozaczyński, Józef Lassota, Mirosława Nykiel, Małgorzata Pępek, Grzegorz Raniewicz, Piotr van der Coghen, Dorota Rutkowska i Renata Zaremba.

Spośród nich na szczególną uwagę zasługuje Roman Kosecki. Wprawdzie nie odpowiedział mi na pytanie, jednak internautki wypowiedziały się za niego.

Link

Wiktoria Beczek jest członkinią fundacji „Miłość Nie Wyklucza„, a także dziennikarką portali gazeta.pl i radia Tok.fm. Aneta Ostrowska jest wiceprezeską Stowarzyszenia Akceptacja i członkinią Rady Programowej Kongresu Kobiet.

Spośród posłów, którzy nie mają swojego konta na Twitterze, największym rozczarowaniem była decyzja Elżbiety Radziszewskiej, byłej pełnomocniczki rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, która również zagłosowała przeciwko.

Arytmetyka sejmowa

Istnieje w Polsce przestrzeń prawna do zagospodarowania i przyszedł czas, żeby taka formuła prawna jak związek partnerski mogła w polskim prawie zaistnieć. Ale pod jednym warunkiem: formuła związku partnerskiego nie może wchodzić na pole małżeństwa.  „Tak” dla związku partnerskiego, ale jako czegoś obok, a nie zamiast, czy wchodzącego na pole małżeństwa.

W tej chwili już 20 proc. dzieci rodzi się w związkach nieformalnych i chyba nie ma między nami sporu, że dzieci, które rodzą się w tego typu związkach w sensie prawnym są chronione słabiej od tych, które rodzą się w małżeństwach.

Żyjemy w XXI wieku i państwo powinno być wygodne dla swoich obywateli i powinno poszerzać sferę wygód, nie przeszkadzając innym formom, które w Polskim życiu publicznym są usankcjonowane.

Joanna Kluzik-Rostkowska
Źródło: TVP Info, 25.01.2013

Bardziej skłonni rozmawiać byli posłowie wstrzymujący się od głosu.

Link
Link

Poseł Suchowiejko deklaruje się jako najbardziej niebezpieczny typ posła. Dobrze, że taką informację dostajemy tuż przed wyborami. W partii rządzącej są osoby, które zatrzymają każdy, nawet najlepszy projekt ustawy, o ile zostanie on stworzony przez partię opozycyjną. To jest ten słynny konsensus będący podstawą rządów demokratycznych. Mam nadzieję, że ten pan już przez nikogo na parlamentarzystę wybrany nie będzie.

Warto zwrócić uwagę na mowę-trawę z pierwszego zdania. Poseł deklaruje, że nie popiera projektów opozycji i wspaniałomyślnie dodaje, że w tym przypadku nie był przeciwny temu projektowi. Problem polega na tym, że nie udzielił mu też poparcia. Warto trzymać się zasad, prawda? Poseł Suchowiejko konsekwentnie nie popiera projektów opozycji dotyczących związków partnerskich. W podobnym głosowaniu z grudnia 2014 był przeciwny włączeniu debaty nad projektem Twojego Ruchu w porządek obrad Sejmu. Ale cofnijmy się do stycznia 2013 roku. Poseł Suchowiejko wstrzymał się od głosowania w sprawie projektu posła Dunina, swojego partyjnego kolegi. Poparł natomiast wszystkie 4 projekty ustaw złożone wspólnie przez SLD i Twój Ruch.

To tyle w kwestii zasad.
To tyle w kwestii zasad.

Kolejnym posłem, który odpowiedział mi na pytanie, był Jarosław Pięta.

Link
Link

Ten jeden tweet musiał mi jednak wystarczyć. Poseł nie chciał doprecyzować, jakie wątpliwości prawne miał na myśli. Stąd nie mam jak odnieść się do jego wypowiedzi. Raczej nie były to argumenty natury konstytucyjnej związane z artykułem 18. Do tej pory poseł Pięta głosował przeważnie za projektami związków partnerskich. Wyjątkiem było głosowanie nad projektem Dunina w styczniu 2013 – wtedy był przeciwny.

Inni posłowie byli dużo bardziej rozmowni.

Link
Link

Przerażające. Poseł Andrzej Orzechowski chciał zagłosować za wprowadzeniem projektu ustawy do prac izby, ale źli posłowie opozycji mu na to nie pozwolili. Rozmowę kontynuowała Anna Dryjańska, feministka i felietonistka „Dziennika Opinii”. Zdążyła już napisać o pośle Orzechowskim artykuł w serwisie natemat.pl. zp11 zp12 zp13 zp14 Poseł Andrzej Orzechowski poparł projekty SLD i TR i odrzucił projekt PO w styczniu 2013. W grudniu 2014 wstrzymał się od głosu.

Złożył natomiast deklarację, na którą warto zwrócić uwagę. Obiecał, że PO wkrótce zaproponuje własne rozwiązanie w kwestii związków partnerskich. Niestety nie czuł się kompetentny, by szerzej o niej mówić. Na szczęście nie bała się o niej mówić posłanka Maria Janyska.

Link
Link

Nie do końca rozumiem pojmowania arytmetyki sejmowej przez panią posłankę. Kadencja kończy się za parę miesięcy, więc przyjęcie projektu Dunina jest niewykonalne. Nie znamy wyników październikowych wyborów, więc liczenie poparcia projektu jest bezpodstawne. Posłanka Janyska pominęła te drobne niuanse. zp16 zp17 Mam nadzieję, że projekt rzeczywiście zostanie naprawiony, bo brak rozwiązania problemu podatku spadkowego nie jest jego jedyną wadą.

Ostatnią posłanką, która odpowiedziała na moje pytanie była Joanna Bobowska.

Link
Link

To dziwne, bo w styczniu 2013 roku pani Bobowska poparła wszystkie 5 projektów ustaw. Poprosiłem ją, by sprecyzowała swoje wątpliwości dotyczące projektu SLD. zp19 Mieliśmy już taki przypadek, o którym było głośno w mediach. Dwóch architektów z Krakowa (Marek i Jędrzej) postanowiło zawrzeć ze sobą umowę notarialną zabezpieczającą ich związek. Abstrahując od dostępności takiego rozwiązania (umowa notarialna do najtańszych nie należy), w żadnym wypadku nie jest ono w pełni wystarczające i wymaga od partnerów dobrej znajomości prawa. Przyznali to sami nowożeńcy na antenie TVN. Stwierdzili, że kilku spraw nie byli w stanie uregulować. Polecam obejrzeć cały materiał z „Dzień Dobry TVN„, w którym poza Markiem i Jędrzejem pojawiły się Ewa Tomaszewicz i Małgorzata Rawińska (autorki bloga „trzyczęściowy garnitur„), które opowiedziały między innymi o tym, jak w praktyce wygląda respektowanie prawa do informacji o stanie zdrowia partnera w polskich szpitalach. zp21 Przypominam, w 2013 ta pani poparła wszystkie projekty ustaw o związkach partnerskich. zp22 zp23 zp24 zp25 zp26 zp27 zp28 zp29 zp30 zp31 zp32 Przyznam się, że ta rozmowa zdenerwowała mnie najbardziej ze wszystkich tu przytoczonych.

Nie odpowiedzieli mi: Urszula Augustyn, Krzysztof Brejza, Andrzej Czerwiński, Bożena Kamińska, Maciej Orzechowski i Waldemar Sługocki. Radosław Sikorski udzielił odpowiedzi innemu użytkownikowi Twittera: zp20

Zemsta

Jeszcze w tej kadencji Sejm zajmie się projektem ustawy dotyczącej związków partnerskich autorstwa PO.

Ewa Kopacz
Źródło: wyborcza.pl, 7.01.2015

Podobno Platforma nie dopuściła do pierwszego czytania ustawy, bo środowisko LGBT zagłosowało na Andrzeja Dudę.

Link
Link

Po pierwsze: nie ma czegoś takiego jak jednolita społeczność LGBT, która głosowałaby na wybranego kandydata w wyborach.

Po drugie: Andrzeja Dudę poparł jeden znany gej, Krystian Legierski. Jego deklaracja poparcia spotkała się ze sporą krytyką innych osób nieheteronormatywnych. Robert Biedroń, którego oskarżano o poparcie PiS-u, tak naprawdę zapowiedział, że odda pusty głos.

Po trzecie: będąc osobą homoseksualną, której zależy na stworzeniu instytucji prawnej zapewniającej bezpieczeństwo mojego związku, chciałbym oświadczyć, że w pierwszej turze wyborów prezydenckich oddałem nieważny głos, na drugą zaś w ogóle nie poszedłem.

Po czwarte: nieprawdą jest, jakoby posłowie PO w maju 2015 zagłosowali przeciwko ustawie SLD w akcie zemsty przeciwko społeczności LGBT.

Głosowania posłów PO w sprawie ustaw o związkach partnerskich
Głosowania posłów PO w sprawie ustaw o związkach partnerskich
Liczba posłów PO głosujących przeciw i wstrzymujących się w głosowaniach w sprawie związków partnerskich
Liczba posłów PO głosujących przeciw i wstrzymujących się w głosowaniach w sprawie związków partnerskich
Liczba posłów PO biorących udział w głosowaniach w sprawie związków partnerskich
Liczba posłów PO biorących udział w głosowaniach w sprawie związków partnerskich

W majowym głosowaniu wzięło udział najmniej posłów Platformy. Najmniej było posłów głosujących przeciw, najmniejsza była suma głosów przeciwnych i wstrzymujących się. Ta partia po prostu nie chce wprowadzić ułatwień dla osób żyjących w związkach nieformalnych. Posłance Krajewskiej trzeba oddać jednak sprawiedliwość i zaznaczyć, że poparła ona wpisanie projektu ustawy SLD do porządku obrad Sejmu.

Bardzo ubolewam, że nasza ustawa, autorstwa naszego posła Dunina, nie trafiła do laski marszałkowskiej. Ten temat, tak jak każdy inny, który wymaga pochylenia się nad nim, będzie realizowany. I podejrzewam, że będzie realizowany w następnej kadencji. Chcemy, by Platforma miała możliwość i szansę rozmowy i dyskusji wewnątrz na ten temat. Jest koniec kadencji Sejmu, nie można dzisiaj sprawy ludzi traktować jako elementu gry wyborczej. Chciałabym, by PO rzetelnie podjęła decyzję w tej sprawie i rzetelnie poinformowała opinię publiczną odważnie, jakie jest jej stanowisko. Nasza ustawa była bardzo wyważona z tego co wiem, znałam ją z czasów, gdy była na poziomie założeń. Dzisiaj chyba będę pierwszą, która będzie mówiła, może nie jest to dobry moment, ale niewątpliwie ta ustawa – a ja w to głęboko wierzę – po wyborach październikowych PO będzie miała okazję złożyć niejeden projekt ustawy, w tym również dotyczący związków partnerskich.

Ewa Kopacz
Źródło: Rzeczpospolita, 26.05.2015

Tej partii już podziękujemy.

Pod tymi linkami można sprawdzić, jak głosowali wszyscy posłowie:

„Negatywny przegląd” ma fanpage na Facebooku i konto na Twitterze.

NASZ NEWS! Druga linia: szwankuje, jest droższa niż tunel pod Bałtykiem i krótsza niż metro w Szanghaju! Ledwo ruszyła a już HGW się nieudolnie tłumaczy!

Prezydent Warszawy twierdzi, że dzięki drugiej linii metra ostatni Dzień Kobiet był historyczną datą dla Warszawy. Narzekają na nią mieszkańcy Gocławia, bo podobno zabrała im bezpośredni dojazd do centrum. Jej okolice okazały się być idealnym miejscem do demonstrowania swojego niezadowolenia. Miejscowi kreatywnie wykorzystują przestrzeń publiczną nad nią do ważnych inicjatyw społecznych. Inni po prostu twierdzą, że można nią jeździć. Takich, co w dniu otwarcia odważyli się przetestować tunel pod Wisłą (mimo oczywistej groźby zalania) było ponad 230 tysięcy osób. Odważni. Jeszcze inni byli zachwyceni, ba, wręcz wzruszeni, że mogli w końcu doczekać nowej linii metra w Warszawie.

Do tej mieszanki głosów dotyczących drugiej linii dołączyły się środowiska związane z PiS-em (czy może raczej krytykujące obecne władze stolicy). Wraz z otwarciem nowej nitki kolei podziemnej na Twitterze i portalu wpolityce.pl zapanowała moda na wypowiadanie się o nowej linii metra. Przyjrzymy się więc, co mają o niej do powiedzenia niepokorni publicyści i użytkownicy platformy społecznościowej.

Chcą, żebyśmy się udusili! Spisek producentów samochodów osobowych wykończył transport szynowy!

Nim rozpocznę przedstawianie różnych systemów transportowych, muszę wspomnieć o pewnym historycznym wydarzeniu, które wpłynęło na wygląd miast w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Wielki skandal tramwajowy skutkował zniszczeniem właściwie wszystkich sieci tego transportu na terenie USA. Niekontrolowany rozwój motoryzacji indywidualnej doprowadził do gwałtownego rozwoju zjawisk takich jak urban sprawl (wg polskiej wikipedii eksurbanizacja), suburbanizacji i upadku komunikacji zbiorowej, z którymi Stany dopiero uczą się sobie radzić.

Centrum Houston Źródło: http://ecoplan.org/wtpp/wt_home-houston.htm
Centrum Houston, efekt rozwoju motoryzacji indywidualnej kosztem transportu zbiorowego
Źródło

Pochodną wymuszonego rozwoju przemysłu motoryzacyjnego było uznanie transportu szynowego za wynalazek archaiczny. W związku z tym powojenny modernizm postawił na rozwiązania przyjazne dla ruchu samochodowego. Zgodnie z założeniami, nowe miasta miały mieć specjalizowane dzielnice, między którymi konieczna była budowa nowoczesnych dróg. W projektowaniu aglomeracji zdarzało się zapomnieć o komunikacji zbiorowej, redukując ją do usługi socjalnej niespełniającej podstawowych założeń transportu zrównoważonego. Nie znano wtedy jeszcze praw i paradoksów negatywnie wpływających na ruch samochodów.

Centrum stolicy Brazylii przeznaczone dla samochodów Źródło: https://urbantimes.co/2013/07/negotiating-the-modern-city-quadrants-concrete-and-urban-design-in-brasilia/
Centrum stolicy Brazylii zaprojektowane dla samochodów. Przy planowaniu miasta nie uwzględniono transportu zbiorowego
Źródło

Skutkiem uznania tramwaju za przeżytek była likwidacja wszystkich sieci w Stanach, na Wyspach Brytyjskich, we Francji, Włoszech, Danii, Szwecji i Hiszpanii. Ostały się jedynie pojedyncze trasy przerobione na atrakcję turystyczną.

W mniejszych miastach tramwaje zastąpiono autobusami. W większych postawiono na rozwój szybkich, bezkolizyjnych kolei lokalnych zwanych metrem. Takie systemy są dużo droższe w budowie i późniejszym utrzymaniu niż zlikwidowane tramwaje. Różnicę w wydatkach łatwo można zauważyć porównując wydatki na utrzymanie transportu zbiorowego w największych polskich miastach. Warszawa zauważalnie odstaje od  pozostałych miast nie ze względu na swoją wielkość, lecz z powodu utrzymywania drogiego systemu kolei podziemnej.

Niektóre miasta wcześnie odrobiły lekcję ekonomii i szybko zaczęły odbudowywać systemy tramwajowe. Renesans tych zawalidróg zauważalny jest w Stanach Zjednoczonych i większości państw Unii Europejskiej. W Polsce widać go słabiej – w ciągu ostatnich 10 lat zlikwidowano sieć w Gliwicach, ograniczono kursowanie tramwajów w Rudzie Śląskiej, planowano likwidację sieci w Gorzowie Wielkopolskim, rezygnuje się z planów rozbudowy sieci we Wrocławiu, Warszawie i Poznaniu na rzecz tworzenia protez szybkiego transportu pod postacią wydzielonych buspasów wzorowanych na BRT. Istnieje jednak nadzieja – po wyborach w stolicy Wielkopolski powrócono do pomysłu budowy tramwaju na Naramowice.

Większe miasta w bloku wschodnim (w tym polskie) oparły się światowemu trendowi likwidacji tramwajów, jaki panował w latach 60. i 70. Dzięki temu między Odrą a Bugiem istnieją dziś dobrze rozwinięte sieci tramwajowe zapewniające potencjalnie dobry transport zbiorowy. Miasta podobnej wielkości we Włoszech i Hiszpanii muszą inwestować wielkie pieniądze w odtworzenie infrastruktury zapewniającej odpowiedni zasięg sieci. Rachunek ekonomiczny zwykle jest prosty. Mając do wyboru jedną linię metra lub kilka linii tramwajowych w mieście średniej wielkości lepiej jest zbudować system wzorowany na sieci hanowerskiej, o której będzie mowa w dalszej części notki.

Więcej o historii tramwajów w USA można przeczytać tutaj, tutaj i tutaj. Polecam również obejrzeć film dokumentalny o problemach transportowych Stanów Zjednoczonych.

Cudze chwalicie, swego nie znacie! Bez opamiętania porównują warszawskie metro do innych systemów!

Odważne jest porównywanie różnych miast bez uwzględnienia pewnych podstawowych uwarunkowań. Mogą to być: liczba mieszkańców, ich zagęszczenie i rozmieszczenie, ukształtowanie terenu, czy istniejący układ komunikacyjny i potoki pasażerskie. Niektórzy użytkownicy pokusili się o takie zestawienia pomijając powyższe czynniki. Jak jeden mąż zasugerowali zacofanie cywilizacyjne Warszawy, spróbuję więc ich przykłady uzupełnić.

Metro nie jest jedynym systemem szybkiej komunikacji zbiorowej. Różnice między metrem, szybką koleją miejską, premetrem i szybkim tramwajem są bardzo płynne i często trudne do wyznaczenia. Można się spierać o to, czy Poznański Szybki Tramwaj jest zwykłym tramwajem, czy może ma cechy lekkiej kolei miejskiej? A może mieści się w definicji premetra?

Poznań, przystanek Dworzec Zachodni Źródło: http://www.skyscrapercity.com/showpost.php?p=107894410&postcount=28
Poznań, przystanek Dworzec Zachodni
Źródło

Albo czy istniejący buspas na ulicy Strzegomskiej we Wrocławiu spełnia wymogi systemu BRT, czy jest tylko zwykłym pasem dla autobusów?

Wrocław, okolice przystanku Nowy Dwór Źródło: http://www.fakt.pl/wystarczy-namalowac-pasy-na-nowy-dwor,artykuly,440524,1.html
Wrocław, okolice przystanku Nowy Dwór
Źródło

Hanower

Na początek zajmijmy się Hanowerem. Rzeczywiście, przedstawiona sieć jest imponująca, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę liczbę mieszkańców stolicy Dolnej Saksonii (ok. 520 tysięcy, miasto odrobinę mniejsze niż Poznań). Problem polega na tym, że przedstawiony na schemacie system w niczym nie przypomina warszawskiego metra.

Hanower, linia 17, uwzględniona na schemacie zaprezentowanym przez Marcina Kamińskiego Źródło: http://verkehr.startbilder.de/name/zeitachse/jahr/2012/monat/juni.html
Hanower, linia 17, uwzględniona na schemacie zaprezentowanym przez Marcina Kamińskiego
Źródło

Na mapie pochodzącej z tej strony (szkoda, że muszę podawać źródła za użytkowników Twittera) zaznaczone są linie lekkiej kolejki miejskiej (LRT lub premetra), linie tramwajowe (kolor zielony) i linie S-Bahn (kolor szary). Obrazek pana Kamińskiego przedstawia całą komunikację szynową miasta. Warszawa też ma podobny schemat.

Hanower, pociąg na linii 8 Źródło: http://www.gerdboehmer-berlinereisenbahnarchiv.de/Bildergalerien/19930428-hann/19930428-930926.html
Hanower, pociąg na linii 8
Źródło

Przypatrzmy się bliżej sieci komunikacji szynowej w Hanowerze.

Źródło: http://www.urbanrail.net/eu/de/h/hannover.htm
Źródło

Na zielono oznaczony jest tramwaj (linie 10 i 17). Szarym kolorem oznaczone są linie kolejowe S-Bahnu i kolei międzymiastowej. Natomiast innymi kolorami oznaczone są grupy linii. Wspólną cechą takiej grupy jest przebieg w jednym tunelu w centrum miasta. Takie rozwiązanie nazywane jest premetrem ze względu na połączenie elementów infrastruktury tramwaju i metra.

Hanower, stacja Kröpcke umożliwiająca przesiadki między tunelami Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Hannover_-_Kroepcke_B-Tunnel.jpg
Hanower, stacja Kröpcke umożliwiająca przesiadki między tunelami
Źródło

Podobne rozwiązania (na mniejszą skalę) można znaleźć w kilku miejscach w Polsce.

Kraków, tunel pod dworcem kolejowym. Przystanek Politechnika Źródło: http://krakow.wikia.com/wiki/Politechnika_(przystanek)
Kraków, tunel pod dworcem kolejowym. Przystanek Politechnika
Źródło
Poznań, przystanek Piaśnicka/Kurlandzka w tunelu na nowej linii do dzielnicy Franowo. Wagon historyczny Źródło: http://www.kmpk.cba.pl/pliki/tabor/4k.php
Poznań, przystanek Piaśnicka/Kurlandzka w tunelu na nowej linii do dzielnicy Franowo. Wagon historyczny
Źródło

Mimo że około 3/4 sieci w Hanowerze jest poprowadzone na powierzchni, system jest bardzo wydajny dzięki priorytetowi na skrzyżowaniach.

Wagon kolejki miejskiej w Hanowerze Źródło: http://ferroequinologist.de/de/photos/TW+2500
Wagon kolejki miejskiej w Hanowerze
Źródło

System komunikacji miejskiej w tym mieście jest jedną z najlepiej zorganizowanych sieci w Europie. Wiele rozwiązań z niego warto przenieść na grunt polski.

Czy to profanacja? Ktoś naśmiewa się z symbolu cierpienia Zbawiciela! Pojawił się pomysł podania warszawskiego metra do sądu.

Następny tweet przedstawia znany demotywator krążący od jakiegoś czasu po sieci. Oczywiście jest też prosta odpowiedź na niego. Równie fałszywa jak oryginalny mem.

Londyn

Wszyscy wiedzą, że w stolicy Wielkiej Brytanii znajduje się mocno rozbudowany system metra. Co więcej, była to pierwsza tego typu sieć na świecie. Albus Dumbledore, homoseksualista z młodzieżowej serii o młodym czarodzieju, posiadał nawet na kolanie bliznę w kształcie mapy połączeń.

Warto wspomnieć, że Londyn był innowacyjny także w innym zakresie – jako pierwszy zdecydował się na wizualizację sieci w formie, z której korzysta dzisiaj większość sieci. Mapa Becka przedstawiająca sieć obejmującą Wielki Londyn jest zbiorem prostych, kolorowych linii krzyżujących się pod kątem prostym lub 45 stopni. Taki schemat ignoruje rzeczywiste położenie stacji i przebieg linii, uwzględnia jedynie wzajemną ich lokalizację względem siebie, ewentualnie względem barier takich jak rzeka.

Schemat metra w Londynie Źródło: http://www.visitlondon.com/traveller-information/getting-around-london/london-tube
Schemat metra w Londynie
Źródło

Przypatrzmy się statystykom metra londyńskiego. Sieć składa się z 11 linii, które mają swoje nazwy, a nie są numerowane. Podobne rozwiązanie można spotkać na przykład w Mińsku.

System informacji pasażerskiej na Jubilee Line. Pod przystankami pokazane są możliwości przesiadki na inne linie Źródło: http://www.bbc.com/news/uk-england-london-18777941
System informacji pasażerskiej w wagonie Jubilee Line. Pod przystankami pokazane są możliwości przesiadki na inne linie
Źródło

Obsługiwane jest 270 stacji.

Stacja Bank and Monument Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Cmglee_Bank_Underground_platform.jpg
Stacja Bank and Monument. Z widoczną dziurą między krawędzią peronu a wagonem związany jest najsłynniejszy komunikat londyńskiego metra. O jego historii można przeczytać tutaj.
Źródło

Całkowita długość linii metra wynosi 402 kilometry.

Stacja Clapham na Northern line Źródło: http://en.academic.ru/dic.nsf/enwiki/10570332
Stacja Clapham na Northern line
Źródło

Pod koniec XX wieku dostrzeżono, że rozwijanie sieci metra w nieskończoność nie jest możliwe. Stąd narodził się w Londynie pomysł budowy sieci tramwajowej. W 2000 roku ruszyła pierwsza linia sieci Tramlink. Obecnie system obsługuje 4 połączenia na 28 kilometrach torów i 39 przystankach.

Tramlink Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:London_Tramlink_Stadler_Variobahn_At_Reeves_Cnr.JPG
Tramlink
Źródło

Pierwotnie planowano budowę kilku systemów tramwajowych w całej aglomeracji, do tej pory powstał jednak tylko Tramlink.

Na końcu warto zwrócić uwagę na dane dotyczącego samego miasta. Na terenie Wielkiego Londynu (obszar administracyjny obejmujący najbardziej zurbanizowany obszar wokół historycznego centrum) mieszka około 8 400 000 mieszkańców, co daje gęstość zaludnienia na poziomie 5 354 mieszkańców na kilometr kwadratowy.

Paryż

Każde porównanie miast francuskich z polskimi należy rozpocząć od przedstawienia sytuacji prawnej jednostek samorządu terytorialnego w obu krajach. Dlaczego warto zacząć od takiego porównania? Zestawiając ze sobą liczbę mieszkańców Warszawy (ok. 1 725 000) i Paryża (ok. 2 240 000) dojdziemy do wniosku, że oba te miasta dzieli niewielka różnica. Takie dane spowodowane są tym, że ustrój samorządowy jest całkiem inny niż w Polsce. Sięga bowiem jeszcze rewolucji francuskiej i od początków XIX wieku niewiele się zmienił.

W wyniku takich uwarunkowań powierzchnia gminy obejmującej centrum Paryża jest porównywalna z wielkością Kielc. Przez to w stolicy Francji mieszka aż 21 300 osób na kilometr kwadratowy. Dla porównania: w Warszawie na 1 km² mieszka ok. 3 300 osób, w najgęściej zaludnionym w Polsce Legionowie liczba ta nie przekracza 4 000 osób. A przecież nikt o zdrowych zmysłach nie będzie chciał budować w stolicy województwa świętokrzyskiego czternastu linii metra. Takie systemy powstają tam, gdzie występują duże potoki pasażerskie. A te mogą się pojawić tylko w miejscach o bardzo wysokiej gęstości zaludnienia.

Gdyby nie patrzeć na podział administracyjny, dostanie się gigantyczny ośrodek miejski złożony z kilku miast, pomiędzy którymi nie widać granic. Cały ten silnie zurbanizowany teren zamieszkuje ponad 10 milionów mieszkańców nieporównywalny z niczym w Polsce.

Sieć w Paryżu nie jest tak rozległa jak metro londyńskie, ma ledwie 210 kilometrów długości. Jest jednak prawdopodobnie najgęstszą siecią metra na świecie. Średnia odległość między stacjami wynosi około 500 metrów.

Schemat metra w Paryżu Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Carte_M%C3%A9tro_de_Paris.jpg
Schemat komunikacji szynowej w Paryżu. Zaznaczono linie metra, tramwajowe i RER (kolei regionalnej)
Źródło

Sieć jest czwartym najstarszym systemem metra w Europie (po Londynie, Budapeszcie i Glasgow). Pierwszą linię uruchomiono w 1900 roku. Połowa obecnej sieci istniała już przed pierwszą wojną światową.

Paryż, stacja Cité Źródło: http://s23.photobucket.com/user/le_turbo/media/02%20Paris/Paris31.jpg.html
Paryż, stacja Cité na linii 4
Źródło

Poza podstawowym systemem obsługującym Paryż, transport w aglomeracji zapewnia system RER. Jest to szybka kolej miejska gwarantującą szybkie i niezawodne połączenia między rozległymi przedmieściami stolicy Francji.

RER na stacji Saint-Lazare Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Haussmann_%E2%80%93_Saint-Lazare.JPG
RER na stacji Saint-Lazare
Źródło

W centrum Paryża RER schowana jest w tunelach podziemnych innych od tych, którymi porusza się metro. Najbardziej zauważalną różnicą jest sposób zasilania pociągów – metro jeździ dzięki trzeciej szynie, podmiejskie natomiast korzystają z sieci trakcyjnej umieszczonej nad wagonami, przez co tunele są wyższe.

Pociąg RER Źródło: http://www.trainsfrancais.com/forum/z-8400-au-soleil-t32969.html?sid=0ec29ba227a503d927a3dd2ad70f079c#p315221
Pociąg RER
Źródło

Na przełomie lat 80. i 90. postanowiono odbudować sieć tramwajową na terenie Île-de-France. Uznano, że ten środek transportu dobrze sprawdzi się na trasach obwodowych i odsuniętych od historycznego centrum metropolii. Widać to doskonale na schemacie aktualnej sieci. Od 1992 roku zbudowano 104 kilometry torowisk (dla porównania – krakowska sieć ma około 95 kilometrów) na 9 liniach. Planowana jest dalsza rozbudowa systemu.

Tramwaj w aglomeracji paryskiej. Na zdjęciu widoczna przelotka międzytorowa zwiększająca niezawodność sieci w przypadku zatrzymania Źródło: http://www.tram.lu/tramsdanslemonde.html
Tramwaj w aglomeracji paryskiej. Na zdjęciu widoczna przelotka międzytorowa zwiększająca niezawodność sieci w przypadku zatrzymania
Źródło

Nowy Jork

Najsłynniejsze miasto wschodniego wybrzeża USA jest zamieszkiwane przez niewiele ponad 8 400 000 mieszkańców, co jest liczbą porównywalną do Londynu. Zajmuje jednak dużo mniejszą powierzchnię, przez co gęstość zaludnienia wynosi około 10 750 osób na kilometr kwadratowy. W tak mocno zurbanizowanym mieście znajduje się jeden z najdłuższych (ponad 360 kilometrów) i najstarszych (otwarty w 1904 roku) systemów metra na świecie.

Mapa metra w Nowym Jorku Źródło: http://web.mta.info/maps/
Mapa metra w Nowym Jorku
Źródło

Największe miasto w USA nie jest jednak reprezentatywne dla innych aglomeracji w tym kraju. Na skutek zmonopolizowania rynku przewozów osobowych przez producentów samochodów osobowych, transport publiczny w większości miejsc w Ameryce jest w stanie agonalnym. Aż jedna trzecia wszystkich podróży transportem zbiorowym w Stanach odbywa się w obrębie aglomeracji nowojorskiej.

Stacja metra w Nowym Jorku Źródło: http://thesource.metro.net/2014/12/16/a-better-blue-line-taking-a-look-at-some-station-improvements/
Stacja metra w Nowym Jorku
Źródło

Oczywiście system cały czas się rozwija. Obecnie największą inwestycją jest przedłużenie linii 7 o niecałe 2 kilometry i budowę jednej nowej stacji na Manhattanie. Prace rozpoczęły się pod koniec 2007 roku. Nie obyło się bez opóźnień. Pierwotnie zakładano otwarcie nowego odcinka w lecie 2014. Dzisiaj planuje się uruchomienie w maju tego roku.

Dla porównania – centralny odcinek drugiej linii metra ma długość 6,1 km. Budowa rozpoczęła się w 2010 roku, skończyła w 2014. Odbiory techniczne, bez których nie można było uruchomić trasy skończyły się na początku marca 2015.

Prezentacja nowej stacji na linii 7 w trakcie konferencji prasowej Źródło: http://www.nydailynews.com/new-york/no-7-subway-extension-west-side-track-feb-opening-official-article-1.1958783
Prezentacja nowej stacji na linii 7 w trakcie konferencji prasowej w październiku 2014
Źródło

Warszawa

Dla porządku najpierw dane statystyczne. Warszawa to miasto zamieszkiwane przez około 1 725 000 mieszkańców, co daje gęstość zaludnienia na poziomie ok. 3 330 osób na kilometr kwadratowy. W całej aglomeracji mieszka od 2 500 000 do 3 000 000 mieszkańców (zależy od tego, gdzie wyznaczy się granice obszaru). W obrębie jednostki samorządu terytorialnego znajduje się system metra składający się z dwóch linii mających łącznie prawie 30 kilometrów.

Mapa warszawskiego metra
Źródło

Ale na wcześniej zaprezentowanych schematach znajdują się też elementy sieci kolei podmiejskiej (S-Bahn w Hanowerze, RER w Paryżu, London Overground, Commuter rail w Nowym Jorku). Zobaczmy więc jak wygląda schemat sieci kolejowej Warszawy zawierającej linie metra, szybkiej kolei miejskiej i warszawskiej kolei dojazdowej.

Źródło: http://metro-stacja.com/warszawa.php
Źródło

Ale chwila. Na schemacie z Hanoweru i Paryża znajdują się też linie tramwajowe! A przecież warszawska sieć tramwajów zapewnia dobre połączenia najgęściej zaludnionym terenom po obu stronach Wisły. Sieć w stolicy Polski ma długość 121 kilometrów. W Paryżu tramwaje jeżdżą po 104 km torów, w Londynie mają do dyspozycji 28 km. W Hanowerze system Stadtbahn jest podobnej długości do sieci warszawskiej.

Schemat warszawskiej komunikacji szynowej Źródło: http://www.ztm.waw.pl/mapy.php?c=117&l=1
Schemat warszawskiej komunikacji szynowej
Źródło

Porównajmy jeszcze widok przywołanych miast z lotu ptaka w tej samej skali. Zdjęcia satelitarne pochodzą z programu Google Earth.

Warszawa
Warszawa
Paryż
Paryż
Londyn
Centrum Londynu
Nowy Jork
Nowy Jork

Wspominane wielokrotnie różnice w wielkości i gęstości zaludnienia tych miast są widoczne gołym okiem.

Manipulacja w mediach drugiego obiegu! Janecki próbuje nas przekonać, że wszystkie sieci metra na świecie to jeden system!

Publicysta chce nam wmówić, że na świecie istnieje tylko jeden system metra (ten działający od miesiąca, w którym myśmy zaczęli powstanie styczniowe). W obliczu takiej manipulacji jestem zmuszony interweniować. Na świecie działa około 140 sieci podobnych do londyńskiej. Natomiast kolej podziemna w Warszawie została otworzona w 1995 roku. Składała się wówczas z jednej linii o długości 11 kilometrów na odcinku od Kabat do Politechniki.

Były redaktor naczelny tygodnika Wprost raczy nas swoją definicją metra. Spójrzmy więc wpierw do Wikipedii, by sprawdzić, co autorzy internetowej encyklopedii mają do powiedzenia na temat tego środka transportu.

Jednak żeby ta notka została przez kogokolwiek wzięta na poważnie, przydałoby się powołać na jakieś bardziej wiarygodne źródło definicji niż strona w internecie, którą każdy może edytować.

Może Ilustrowany słownik statystyk transportu wydany przez Eurostat?

metro02

Jak widać, charakterystyczną cechą systemów metra nie jest przebieg pod powierzchnią. To, że w Warszawie funkcjonuje jako kolej podziemna nie znaczy, że na całym świecie tak jest. Być może pan Janecki nigdy nie był w żadnym mieście, gdzie metro wyjeżdża z tuneli? A przecież przykłady kolei naziemnej można znaleźć tuż za granicą.

Praga, stacja Rajská zahrada Źródło: http://romanzalesov.livejournal.com/110947.html
Praga, stacja Rajská zahrada na linii B
Źródło
Berlin, stacja Hellersdorf na linii U5 we wschodniej części miasta Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=kFK2_ysucxk
Berlin, stacja Hellersdorf na linii U5 we wschodniej części miasta
Źródło

Co więcej, w przywoływanym przez Janeckiego systemie metra mniej niż 50% torów znajduje się pod ziemią.

Londyn, stacja Hammersmith na skrzyżowaniu Circle Line i Hammersmith Line Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Hammersmith_station_Hammersmith_and_City.jpg
Londyn, stacja Hammersmith na skrzyżowaniu Circle Line i Hammersmith Line
Źródło

Dla chwilowego dopływu endorfin porównują Warszawę do miast trzeciego świata! Czy duma naszego narodu rzeczywiście jest taka śmieszna?

Nie do końca widzę sens takich porównań. Obie te stolice są położone w całkowicie innych państwach. Oba miasta są większe niż Warszawa. Mińsk ma prawie 2 000 000 mieszkańców, w aglomeracji mieszka niewiele więcej. W Pjongjangu podobno mieszka około 3 250 000 osób, chociaż te dane są niepewne. W różnych miejscach można znaleźć liczby porównywalne do Warszawy a nawet i czeskiej Pragi.

Jednak skoro pojawił się ktoś, kto chce porównać te dwa miasta, postaram się przybliżyć ich systemy szybkiego transportu.

Mińsk

Stolica Białorusi to miasto wyjątkowe. Bardzo mocno zniszczone w trakcie II wojny światowej, nie doczekało się rekonstrukcji takiej jak Warszawa. Mińsk odbudowano zgodnie z założeniami socrealizmu.

Mińsk Źródło: http://www.dailymail.co.uk/travel/article-615814/Minsk-A-chip-old-bloc.html
Mińsk
Źródło

Powstała metropolia z szerokimi arteriami i monumentalnymi budynkami w centrum. Miasto otoczone ze wszystkich stron gigantycznymi blokowiskami. Tak duży ośrodek musi posiadać jakiś środek szybkiego transportu, dzięki któremu możliwe będzie bezproblemowe przemieszczanie się między dzielnicami. A tutejsza sieć tramwajowa ma tylko 30 km (dla porównania – sieć w Bydgoszczy przed otwarciem linii na Fordon ma 30,8 km).

Tramwaj w Mińsku Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Tatra-T6B5_tram_in_Minsk_02.jpg
Tramwaj w Mińsku
Źródło

Z kolei dwie linie metra kursujące średnicowo mają w sumie 35 kilometra. Otwarte zostało w 1984 roku i jest starsze od warszawskiego o 11 lat. W budowie jest trzecia linia, której pierwszy odcinek ma zostać otwarty w 2017 roku.

Stacja Mohylewska na linii 2 Źródło: http://www.snipview.com/q/Mogilevskaya%20(Minsk%20Metro)
Stacja Mohylewska na linii 2
Źródło

Pjongjang

Stolica Korei Północnej ma dwie linie metra, które podobno mają w sumie około 22 kilometry. O tym systemie niewiele wiadomo. Jeszcze niedawno żaden obcokrajowiec nie miał do niego dostępu. Dopiero niedawno dwóm firmom organizującym wycieczki do Pjongjangu udostępniono system kolei podziemnej. Powstało kilka różnych filmów z przejazdu jedną z najgłębszych tras na świecie (na przykład ten i ten), które miały udowodnić, że system istnieje i nie ogranicza się do małej pętli pod miastem z dwoma stacjami zbudowanej na potrzeby propagandy.

Stacja metra w stolicy Korei Północnej Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Pyongyang_Metro-1.jpg
Stacja metra w stolicy Korei Północnej
Źródło

Z tych niewielu informacji, które mamy o metrze w Korei Północnej możemy się dowiedzieć, że budowa została sfinansowana przez Chiny i Związek Radziecki w latach 70. i 80. Nazwy stacji nie biorą swojej nazwy od najbliższego otoczenia, lecz noszą nazwy związane z ideologią Dżucze (są stacje o nazwach Chwała, Odnowa; z kolei stacja przesiadkowa nazywa się inaczej na obu liniach – na pierwszej Towarzysz, na drugiej zaś Totalne zwycięstwo).

Mozaika na ścianie stacji Źródło: http://www.pyongyang-metro.com/
Obraz na ścianie jednej ze stacji
Źródło

Podobno w 1971 roku w trakcie budowy tunelu pod rzeką doszło do katastrofy budowlanej, w wyniku której zginęło około 100 osób. W jej wyniku nie zbudowano linii na wschodni brzeg.

Więcej o transporcie zbiorowym Pjongjangu można przeczytać na tej stronie.

W Szanghaju zbudowali 550 kilometrów metra a w Warszawie tylko 30! Od dwudziestu lat na skutek działalności kolejnych władz nasza stolica jest coraz bardziej zapóźniona!

Rzeczywiście, w Szanghaju (23 700 000 mieszkańców) udała się rzecz pozornie niemożliwa. Od 1993 roku powstało ponad 500 kilometrów sieci metra. Według planów w 2020 roku cały system ma mieć długość 800 km. Dla porównania, w Rio de Janeiro (6 400 000 mieszkańców) od 1991 roku otworzono niewiele nowych tras.

Czy rzeczywiście w Warszawę można porównać do Rio?

Plany powstania metra w stolicy Polski sięgają dwudziestolecia międzywojennego. W latach 50 rozpoczęto nawet prace nad budową głębokiej sieci wzorowanej na moskiewskiej. Z planów jednak nic nie wyszło z powodu przeszkód technologicznych i niskiej wydolności gospodarki (po więcej informacji na temat budowy w latach 50. odsyłam do tego artykułu). Prace nad powstaniem pierwszej linii wznowiono dopiero w 1983 roku. Pierwszy odcinek między Kabatami na Ursynowie a Politechniką o długości 11 kilometrów budowano 12 lat.

Kolejne odcinki otwierano w następującej kolejności:

Warszawa zbudowała całą swoją sieć metra w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Pierwszy odcinek był finansowany przez rząd, po reformie samorządów terytorialnych finansowe obciążenie budowy przejęło miasto. Początkowo dalszą budowę umożliwiały dotacje z budżetu centralnego, po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej udało się uzyskać z niej fundusze na rozwój metra. Za pieniądze z Unii zbudowano odcinek bielański, a po zakończeniu prac na nim przystąpiono do budowy drugiej linii metra.

Jeszcze nie jechali a już im się nie podoba! Obrażają drugą linię metra!

Portal koncernu braci Karnowskich nie próżnował po otwarciu drugiej linii metra.

metro44

Z jednej strony jest sześciokilometrowy tunel zbudowany w centrum wielkiego miasta w poprzek trudnej skarpy, w niesprzyjających warunkach geologicznych. Duża część tego tunelu zbudowana została metodą odkrywkową, co miało duży wpływ na całkowity koszt inwestycji. Z drugiej strony tunel kolejowy o długości kilkudziesięciu kilometrów poprowadzony pod dnem morskim.

Autor tego artykułu, doradca Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 roku, przywołuje dane, według których tunel pod Zatoką Fińską ma kosztować od 9 do 13 miliardów euro. Nieznana jest długość przeprawy – mówi się o 50, 70 i nawet 85 kilometrach. Według wyliczeń analityka, kilometr trasy kosztować będzie od 106 do 260 milionów euro. Opiera się on na orientacyjnej kwocie podawanej przez rządy Estonii i Finlandii. Centralny odcinek drugiej linii jest kosztował ok. 235 milionów euro za kilometr.

Zawsze mi się wydawało, że wraz ze wzrostem wielkości inwestycji, ceny jednostkowe maleją.

metro45

Pozostałe artykuły na portalu są równie zachęcające.

Podsumowując

Druga linia metra na pewno nie jest idealna. Warto jednak wiedzieć, co się krytykuje i czy przypadkiem porównując różne systemy nie strzela się we własną stopę. Do największych wad nowej linii należą:

  • Niebezpieczne dojście do korytarza łączącego z linią M1 na stacji Świętokrzyska (problem widać na tym zdjęciu: żeby dostać się do łącznika, trzeba przejść wąskim przejściem między krawędzią peronu a dużymi kolumnami; już teraz robi się tłoczno w tym miejscu w godzinach szczytu).
  • Stacja Stadion Narodowy, na której w przyszłości będzie można się przesiąść z pociągu przyjeżdżającego z Gocławia do drugiej linii. Problem polega na tym, że przebieg gocławskiej linii w obecnie planowanej formie będzie skutkował wydłużeniem czasu przejazdu z osiedla do stacji przesiadkowej względem obecnej podróży autobusem. Dodatkowo po przyjechaniu na stację trzeba będzie pokonać dwie pary schodów, bo linia na Gocław ma osobny peron.
  • Oszpecenie przestrzeni publicznej wzdłuż drugiej linii metra: gigantyczne bunkry kryjące wentylatornie i wejścia, które szybko się zestarzeją.

Nieocenionym źródłem na temat systemów metra na całym świecie jest strona urbanrail.net. Zainteresowanych tematem notki odsyłam po więcej informacji. Na zachętę dodam, że można znaleźć też opisy sieci tramwajowych (w tym wszystkich systemów działających w Polsce).

Barokowe nagłówki i tytuł są oczywiście nawiązaniem do artykułów publikowanych na portalu wpolityce.pl.

Zachęcam do polubienia fanpage’a bloga na Facebooku i obserwowania konta na Twitterze.

Sprawiedliwość dla doktorów z Breslau

5 stycznia Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł o doktorach, którym własna uczelnia (Schlesische Friedrich-Wilhelm-Universität zu Breslau) w latach 30. i 40. odebrała tytuły. W czasie trwania III Rzeszy doliczono się 262 poszkodowanych. Oczywiście śląski uniwersytet nie był jedynym, który zajmował się odbieraniem stopni naukowych swoim niewygodnym absolwentom. Jednak od lat 90. XX wieku niemieckie uczelnie zaczęły przywracać bezpodstawnie odebrane tytuły. Kai Kranich, niemiecki historyk z Drezna zajmujący się historią niemieckiego uniwersytetu we Wrocławiu w czasie III Rzeszy, rozpoczął działania, które miały na celu przywrócenie doktoratów absolwentom uczelni Fryderyka Wilhelma. Problem pojawił się, gdy żadna z niemieckich szkół wyższych nie chciała zająć się problemem. Dodatkowo prezydent Republiki Federalnej Niemiec Joachim Gauck stwierdził, że nie jest możliwe przywrócenie tytułów naukowych, ponieważ nie istnieje kompetentne ciało, które mogłoby tego dokonać (dokładnie senat Śląskiego Uniwersytetu Fryderyka Wilhelma).

Innego zdania są jednak władze Uniwersytetu Wrocławskiego, które na 22 stycznia zaplanowały symboliczną uroczystość, na której przywrócone zostaną odebrane tytuły doktorskie.

Kilku użytkowników Twittera oburzyło się na wieść o tym, że polski uniwersytet będzie zwracał to, co zabrali Niemcy. Przede wszystkim nie podobało się im użycie w artykule niemieckiej nazwy miasta nad Odrą.

Uniwersytet Wrocławski a Schlesische Friedrich-Wilhelm-Universität

Cezary Gmyz i profesor Stanisław Żerko zastanawiają się, co mają wspólnego te dwie uczelnie. Śpieszę z odpowiedzią.

Przede wszystkim oba uniwersytety miały tę samą siedzibę. Nie dość, że oba znajdowały się w mieście, które po polsku zwie się Wrocław, a po niemiecku Breslau, to dodatkowo zajmują te same budynki. Nie tylko główny, barokowy gmach z Aulą Leopoldina, lecz również budynki takie jak obecny Instytut Historyczny (budynek zaadaptowany na potrzeby uniwersytetu w 1930 roku).

Wrocław_Szewska_49_sm
Źródło

Takie jak budynek Muzeum Przyrodniczego UWr, założonego w 1814 roku.

Źródło http://dolny-slask.org.pl/783592,foto.html?idEntity=509302
Źródło

Czy takie jak budynek Collegium Anthropologicum (dawny dom Steffensa), który służy wrocławskiej uczelni od czasów szkoły jezuickiej.

Źródło: http://dolny-slask.org.pl/4319552,foto.html?idEntity=508831
Źródło

Podobnie Politechnika Wrocławska korzysta z budynków Technische Hochschule. Rzecz jasna urzędowanie dwóch różnych instytucji w tych samych budynkach nie oznacza oczywiście, że jedna instytucja jest kontynuatorką drugiej. Przyjrzyjmy się więc podstawie prawnej funkcjonowania powojennego Uniwersytetu Wrocławskiego.

Dla porównania, dekret z 24 maja 1945 o utworzeniu Uniwersytetu Łódzkiego używa innego sformułowania. Zgodnie z nim, uczelnia w Łodzi zostaje dopiero utworzona. Natomiast szkoły we Wrocławiu istniały wcześniej, a akt prawny Rady Ministrów zatwierdzony przez Prezydium KRN zmienił tylko ich charakter.

Co do powiedzenia na temat swojej przeszłości ma sam Uniwersytet Wrocławski?

uwr1

Źródło: http://www.uni.wroc.pl/o-nas/historia-i-misja-uczelni
Źródło

Data pierwszego wykładu na powojennej uczelni nie została wybrana przypadkowo – to rocznica istnienia szkolnictwa wyższego we Wrocławiu, a także imieniny Arcyksięcia Austrii, Króla Czech i przede wszystkim Świętego Cesarza Rzymskiego Leopolda I, fundatora pierwszej wrocławskiej uczelni.

Źródło: Statut Uniwersytetu Wrocławskiego http://uniwr.biuletyn.info.pl/
Źródło: Statut Uniwersytetu Wrocławskiego

uwr3

Źródło: http://www.uni.wroc.pl/jubileusz-2011/konferencja-jubileuszowa
Źródło

 Uniwersytet uważa, że pracownicy naukowi sprzed wojny byli profesorami UWr.

uwr5

Źródło: http://www.uni.wroc.pl/wiadomo%C5%9Bci/medycyna/min%C4%99%C5%82a-150-rocznica-urodzin-prof-aloisa-alzheimera-profesora-uwr
Źródło

Uniwersytet upomina się o wywiezione z miasta w czasie wojny zabytki kultury.

Źródło: http://www.uni.wroc.pl/wiadomo%C5%9Bci/csne/odzyskiwanie-zagrabionych-skarb%C3%B3w
Źródło

Fragment uchwały Senatu Uniwersytetu Wrocławskiego nr 24/2010 z dnia 31.03.2010 w sprawie obchodów 200-lecia Odnowienia Uniwersytetu Wrocławskiego (1811-2011).

Źródło

Dodatkowo w uniwersyteckim archiwum znajdują się dokumenty przedwojennej uczelni.

uwr9

Dlaczego więc polskie władze Uniwersytetu Wrocławskiego nie mają prawa naprawić zła wyrządzonego ludziom, których uważa za swoich absolwentów? Dlaczego panowie z Twittera (w tym jeden profesor historii) odmawiają wrocławskiej uczelni prawa do swojej przeszłości? Czyżby w imię spójności narracyjnej dotyczącej dziejowej niesprawiedliwości dotykającej Polaków chcieli pozbawić jeden z największych ośrodków naukowych w kraju własnej tożsamości?

Uniwersytet Wrocławski uważa się za spadkobiercę przedwojennej uczelni niemieckiej. Z całym inwentarzem. W związku z tym ma prawo do oddania sprawiedliwości naukowcom, którym odebrano tytuły tylko dlatego, że byli oni niewygodni dla reżimu.

Wrocław a Breslau

Przypomnijmy, co na temat nazwy Breslau miał do powiedzenia dyrektor Instytutu Filologii Polskiej, profesor Jan Miodek.

breslaubreslau2breslau3

A dlaczego w tym konkretnie artykule użyto słowa Breslau zamiast Wrocław? To chyba jest już oczywiste – by na pierwszy rzut oka było widać, że mowa o haniebnym postępowaniu z czasów przedwojennych, kiedy największe miasto na Dolnym Śląsku należało do Niemiec. Żeby nikt nie mógł zarzucić Gazecie Wyborczej, że ta przypisuje Polakom winy nazistów.

Zastanawiające jest, że prawica chętnie posługuje się propagandą PRL-u o tak zwanych „Ziemiach Odzyskanych”. Te tereny mają swoją przeszłość, którą historycy próbują badać. Jednocześnie starają się oddać sprawiedliwość ofiarom reżimów, które dawniej tutaj rządziły.

Smuci fakt, że prawica, tak przywiązana do historii, odmawia niektórym prawa do przeszłości. Ci, którzy nie zgadzają się na decyzję Uniwersytetu Wrocławskiego, roją sobie, że ważniejszy od poszkodowanych naukowców jest wizerunek Polski na Zachodzie. Bo wydaje im się, że wysłana zostanie wiadomość, że Polacy czują się winni za działania niemieckiego reżimu. Bo wydaje im się, że świat pomyśli, że to Polacy są winni Holocaustu, II wojny światowej i polskim obozom zagłady.

Tymczasem ta decyzja dowodzi, że władze Uniwersytetu Wrocławskiego są w stanie zmierzyć się z trudną przeszłością. Podejmują działania, na które nie mógł się zdobyć nawet prezydent Niemiec. Czy to nie poprawia wizerunku Polski za granicą?

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, możesz polubić fanpage bloga na Facebooku. Jestem również na Twitterze.