Listy do księdza Oko

„Tygodnik Powszechny” piórem Przemysława Wilczyńskiego:

Powiedzmy, że ma na imię Maria (o prawdziwym nie może być mowy). Mieszka w mieście na południu Polski. 72-latka, od ponad 40 lat matka, od ponad 20 emerytka, od 19 lat wdowa. Od zawsze wierząca i praktykująca katoliczka. Typ serdecznej, ciepłej starszej pani – nieco zgarbiona, kłopoty ze zdrowiem.

Co w niej takiego wyjątkowego, że tygodnik zainteresował się jej historią?

– Moja droga była tradycyjna. Siostry, z którymi miałam w młodości kontakt, miały nadzieję, że zostanę zakonnicą – opowiada Maria. – (…) W latach 80., kiedy w naszym małżeństwie nastał poważny kryzys spowodowany alkoholizmem męża, przystąpiłam do Odnowy w Duchu Świętym. (…) W latach 90. nie miałam już tyle czasu, ale to, co tam dostałam, pozostaje we mnie do dziś. Kontakt z Panem Bogiem, codzienna msza, lektura Pisma Świętego – wszystko to jest dla mnie ogromnie ważne.

Maria ma dwoje dzieci. Anię i Piotra. Oboje są już dawno dorośli. Syn od ponad 10 lat żyje ze swoim partnerem.

W wieku 18 lat zakochałem się w koledze, o czym on nie wiedział. Więcej: ja też o tym w pewnym sensie nie wiedziałem! – śmieje się Piotr. – Moment, w którym zdałem sobie sprawę, że „coś jest nie tak”? Nie było takiego momentu. To był niesamowity przykład dwójmyślenia. Było dla mnie oczywiste, że przed kolegami muszę mieć dziewczynę, załatwić „tę sprawę”. A wieczorem, przed snem, myślałem o koledze. Pod koniec lat 90. podłączyłem sobie internet. Byłem wtedy zaangażowany religijnie, czytałem m.in. namiętnie „Frondę”. A wieczorem wchodziłem na strony gejowskie.

Maria jest częścią społeczności ostro piętnującej homoseksualizm. Piętnującej jej syna.

W czerwcu roku 2014 głośno robi się z kolei wokół kazania bp. Józefa Zawitkowskiego na Jasnej Górze. Hierarcha mówi tam m.in., że homoseksualiści „nie potrafią ani normalnie grzeszyć, ani normalnie kochać”.
Styczeń tego roku. Na portalu Fronda.pl pojawia się notka: „Egzekucja homoseksualistów. Państwo Islamskie publikuje makabryczne zdjęcia”. Pod linkiem do tekstu na Facebookowym profilu „Frondy” takie m.in. komentarze (za profilem FB inicjatywy „Dziennikarze Przeciw Dyskryminacji”):
Gniewko Janas: Przynajmniej w tym się z nimi zgadzam
Jarek Christiani: I kurwa dobrze
Jarosław Rasala: Leczą swój kraj z parchów
Marcin Czarnacki: Gej to gej. Trzeba eliminować!!!
Liliana Wojtulewicz: Jestem usatysfakcjonowana.

Wśród podobnych głosów dominuje ten należący do księdza z Oświęcimia posiadającego tytuł doktora habilitowanego.

W lipcu 2014 r. do Piotra i jego matki trafia wywiad z ks. prof. Dariuszem Oko na Fronda.pl. Duchowny – znany już wówczas m.in. z twierdzenia, że geje odpowiadają za około 40 proc. czynów pedofilskich – mówi np.: „(…) ten styl życia może prowadzić do bezdomności. Zostało to zaobserwowane na przykład w Nowym Jorku. Homoseksualistów charakteryzuje niesamowita, niespotykana nigdzie indziej rozpusta”.

W innym miejscu dodaje, że prowadzący taki styl życia homoseksualista „traci zdolność do trwałego związku, nie może więc liczyć na wsparcie w kryzysie, pomoc w razie problemów. Sam redukuje się do niższych form człowieczeństwa (…) Geje tracą więc znajomych, pracę, dom, bo zachowują się jak narkomani. Degradacja gejów przypomina często degradację narkomanów”.

Maria pisze więc list do księdza Dariusza Oko.

Szanowny Księże Profesorze,

jestem 72-letnią emerytką, matką 40-letniego syna, homoseksualisty, człowieka prawego, mądrego, ale głęboko dotkniętego postawą ludzi Kościoła, naszego Kościoła (…)

Prowadzi Ksiądz niezwykle aktywne życie medialne, gdzie wygłasza liczne enuncjacje na temat homoseksualistów, nasycone pogardą, lekceważeniem, chęcią upokorzenia i poniżenia. Wywołuje to oczywiście aplauz, a niekiedy rechot w środowiskach wrogich ludziom o odmiennej orientacji. Natomiast wśród dotkniętych tą „innością”, w otoczeniu ich bliskich i przyjaciół przyprawia to o autentyczny ból (…).

Dlaczego Ksiądz Profesor konsekwentnie myli pojęcia: „zachowania homoseksualne” (gdzie można by się zastanawiać nad terapią) z „orientacją homoseksualną”, której przyczyna nie jest znana, wciąż pozostaje tajemnicą (…) Ufam, mocno ufam, że pewnego dnia zostaną naukowo stwierdzone źródła tej orientacji, ale wówczas Ksiądz Profesor nie będzie mógł uczynić „sprostowania”, gdyż zasiane zło wyda obfity plon (…).

Czy taka postawa jest do pogodzenia z Miłosierną Miłością głoszoną i praktykowaną przez Jezusa Chrystusa? (…).
Obraz osoby homoseksualnej nakreślony przez Księdza w wywiadzie dla „Frondy” napełnił mnie głębokim niesmakiem. Ośmielam się zwrócić uwagę Księdza na niebezpieczne i na wskroś niesprawiedliwe generalizowanie opinii o homoseksualistach (…).

Nie znajduję również słów na wyrażenie zdziwienia wobec stawiania – przez Księdza – niemal znaku równości między homoseksualizmem i pedofilią (…).
Z wyrazami należnego szacunku,
M.

Do dzisiaj nie doczekała się odpowiedzi.

Ksiądz Oko tłumaczył się ze zignorowania matki w programie Moniki Olejnik (na samym początku i później od minuty 22:35). Stwierdził, że nie jest w stanie odpisać pani Marii, bo kontakt z nią się urwał. „Tygodnik Powszechny” po emisji programu opublikował sprostowanie:

Do księdza profesora napisaliśmy po raz pierwszy pod koniec stycznia tego roku, załączając w mailu list od pani Marii. Poprosiliśmy wtedy ks. Oko o publiczną odpowiedź na pytania bohaterki reportażu, argumentując, że list zawiera zapewne pytania, wątpliwości i zranienia wielu osób. W odpowiedzi ksiądz profesor napisał, że listu sobie nie przypomina, a na pytania publicznie odpowiadał nie będzie, w obawie przed „megamanipulacją”, której oczekuje po publikacji „Tygodnika Powszechnego” (później przysłał przeznaczony do publikacji tekst,  zawierający jednak nie odpowiedź kobiecie, ale obelgi pod adresem „TP”).

Ksiądz Oko zaoferował jedynie prywatną odpowiedź bohaterce reportażu. Wtedy jednak – pół roku po napisaniu przez siebie listu, jednocześnie po zapoznaniu się z innymi wypowiedziami znanego duszpasterza – pani Maria uznała, że swoją historię chce upublicznić, by pomóc innym osobom z podobnymi problemami. Co nie oznacza, że „kontakt był niemożliwy”. Ks. Oko mógł przecież – za naszym pośrednictwem – przekazać jakiekolwiek słowa skierowane bezpośrednio do bohaterki tekstu. Mógł też odnaleźć jej list, który wcześniej umknął jego uwadze, i odpowiedzieć tradycyjną pocztą, przepraszając na przykład za słowa, których użył w wywiadzie dla „Frondy”. Nie zrobił tego.

Cały reportaż Przemysława Wilczyńskiego dostępny jest tutaj.

„Negatywny przegląd” ma fanpage na Facebooku i konto na Twitterze.

Reklamy