Wojna ze szmatami

W ostatnim numerze tygodnika „Wprost” pojawił się artykuł „demaskujący” podejrzane pobudki zwolenników wprowadzenia ustawy krajobrazowej:

Kancelaria Prezydenta nie ma ostatnio szczęścia do swoich projektów ustaw. Jak nie wchodzi w zwarcie z rządem, to tworzy propozycje uderzające w wolny rynek i zdrowy rozsądek. A co gorsza, może się narazić na zarzuty sprzyjania jednemu graczowi, potężnej spółce medialnej.

(…)

Na pierwszy rzut oka ustawa jedynie porządkuje zasady umieszczania reklam w mieście. Zobowiązuje władze do określenia wymiarów, zasad wyznaczania lokalizacji i nawet tego, z czego mają być reklamy wykonane. Rzecz w tym, że w trakcie procedowania ktoś dołożył do artykułu 37a punkt 8. Sprawi on, że po uchwaleniu przepisów wszystkie reklamy niemieszczące się w nowej dyrektywie będą musiały być natychmiast zdjęte. Niezależnie od zaciągniętych zobowiązań i od tego, że wcześniej firmy otrzymały na nie zgody. To zaskakuje nawet parlamentarzystów PO, których głosami ustawa przeszła w Sejmie.

(…)

Najbardziej wpływowym wrogiem reklam wielkoformatowych jest „Gazeta Wyborcza”, która publikowała cykl artykułów walczących ze „szmatami” (termin, jakim określali je dziennikarze gazety). Miał on odróżniać wielkie formaty, fachowo nazywane „siatkami”, od średnich i małych formatów czy billboardów. W segmencie billboardów dominującym graczem jest spółka AMS należąca do Agory, właściciela „Gazety Wyborczej”. Zbieżność gazetowej akcji przeciwko „szmatom” z interesami handlowymi jej właściciela mogła zaskakiwać rynek przyzwyczajony do standardów głoszonych przez dziennik. Dopóki rzecz była przedmiotem debaty medialnej, nikt się tym nie przejmował. Zmiany zapisów zaniepokoiły jednak i skonsolidowały konkurencję AMS i na „prospołeczną” akcję gazety zaczęto patrzeć inaczej.

Wkrótce po uchwaleniu ustawy ta sama gazeta przeprowadziła wywiad z naczelnikiem wydziału estetyki Warszawy Wojciechem Wagnerem, który zgodnie z linią pisma i interesem AMS wyrażał nadzieję, że teraz uda się zakazać wielkoformatowych reklam w Warszawie.
– Myśli pan, że radni odważą się na to?
– dopytywał dziennikarz.
– Nie wyobrażam sobie innej możliwości
– odparł Wagner.

(…)

Ustawa krajobrazowa w obecnym kształcie może też stanowić zagrożenie dla wspólnot mieszkaniowych, które dzięki reklamie wielkoformatowej finansują remonty i modernizacje budynków. Często umowy na reklamę wielkoformatową zabezpieczają wieloletnie kredyty bankowe pod takie inwestycje. Tak jak w warszawskiej wspólnocie mieszkaniowej przy ulicy Kruczej, obok dawnego Domu Towarowego Smyk. Kamienica przechodzi kompleksowy remont. Od 2006 r. wspólnota zaciągnęła dwa kredyty: 780 tys. zł (częściowo spłacony) i na 1 mln zł (do spłaty w ciągu ośmiu lat). Bez tych kredytów i wielkoformatowej reklamy, która zawisła na elewacji, nie było szans na rozpoczęcie remontu. Budynek przeszedł termomodernizację, wymieniono okna, kaloryfery, kanalizację. Położono granitowe posadzki, zainstalowano windy.

(…)

To tylko niektóre z zastrzeżeń do ustawy. Brakuje w niej jasnych sformułowań. Nie ma precyzyjnej definicji, czym jest reklama wielkoformatowa. Ustawa narusza prawo własności, bo urzędnik będzie decydował, co ma stanąć, a co nie na prywatnej działce. Nie mówiąc już o tym, że to otwarta droga do nadużyć i urzędniczego woluntaryzmu.

Na te zarzuty odpowiedział wspomniany naczelnik wydziału estetyki miejskiej, Wojciech Wagner:

Szanowny Panie Redaktorze,
żałuję, że przygotowując opublikowany dziś w magazynie „Wprost” artykuł „Wojna ze szmatami”, nie zasięgnął Pan opinii przedstawicieli władz samorządowych i organizacji społecznych. Przedstawiając prace nad ustawą jako walkę między segmentami rynku reklamowego, nie uwzględnił Pan oburzających opinię publiczną praktyk wielu działających w Warszawie firm reklamowych, które korzystając z braku sankcji instalują swoje nośniki z rażącym naruszeniem prawa budowlanego. Nie wziął Pan pod uwagę niemal 13 tysięcy apeli o zaostrzenie zapisów ustawy krajobrazowej, jakie wpłynęły do senatorów od obywateli w ramach jednoczącej kilkadziesiąt miejskich organizacji społecznych z całej Polski akcji „Wstawmy zęby ustawie krajobrazowej” (https://www.facebook.com/events/712761325519022).
Artykuł pominął urbanistyczne, konserwatorskie i kulturowe aspekty problemu, jakim jest drastyczne zaśmiecenie polskiego krajobrazu reklamą. Zbył także milczeniem fakt nielegalności ogromnej większości reklam wielkoformatowych w Warszawie (w szczególności tych zasłaniających okna lokali mieszkalnych i być może również tej funkcjonującej na opisywanym budynku przy ul. Kruczej, którego adresu jednak w artykule nie podano). Posłużył się zafałszowującymi rzeczywistość sformułowaniami („ustawa narusza prawo własności, bo urzędnik będzie decydował, co ma stanąć, a co nie na prywatnej działce”) – jedynym sensem i treścią przepisów urbanistycznych na całym cywilizowanym świecie jest właśnie to, że ograniczają prawo wykonywania własności nieruchomości; nie są one wydawane przez urzędników, ale przez posiadające demokratyczny mandat zgromadzenia samorządowe.
Być może wskutek powyższych braków tekst uzyskał kształt bliski manifestowi konkretnej grupy interesów, jakim są właściciele nośników reklamy wielkoformatowej.
Zasugerował Pan również, jakobym swoje opinie formułował na użytek medialny pod kątem oczekiwań Gazety Wyborczej i spółki AMS. Jest to dla mnie głęboko krzywdzące – moim zadaniem jako urzędnika jest realizacja interesu publicznego, za jaki uznać należy, w ślad za ustawową definicją ładu przestrzennego, powstrzymanie narastającego w naszym kraju chaosu urbanistyczno-architektonicznego. Generuje on wysokie, długoterminowe koszty społeczne, ekonomiczne oraz ekologiczne i wynika z niezwykle liberalnego na europejskim tle prawodawstwa oraz orzecznictwa w zakresie planowania przestrzennego. Warto, by również i Państwo poświęcili temu problemowi uwagę, abstrahując od postrzegania kluczowych zagadnień rozwoju naszego kraju jedynie w kontekście bieżącej walki politycznej.
Z poważaniem
Wojciech Wagner

Wypowiedź opublikowana została na fanpage’u „Nie kupuję u szmaciarzy” skupiającym prawie 5 tysięcy użytkowników Facebooka. Podkreślenia pochodzą ode mnie.

Jaki jest cel osób walczących o ustawę krajobrazową?

Celem jest ucywilizowanie takich miejsc:

Kraków, ulica Kalwaryjska, centrum zabytkowej dzielnicy Podgórze
Źródło
Elbląg Źródło
Elbląg, budynek u zbiegu Al. Odrodzenia, Płk. Dąbka, Ogólnej i Jana Pawła II
Źródło
Centrum Olsztyna, al. Piłsudskiego Źródło
Centrum Olsztyna, al. Piłsudskiego
Źródło
Kraków, ul. Conrada Źródło
Kraków, ul. Conrada
Źródło

Chodzi o możliwość obcowania z dobrą architekturą:

Hotel MDM według własnej strony internetowej Źródło
Warszawski hotel MDM według własnej strony internetowej
Źródło
I prawdziwy wygląd hotelu Źródło
I prawdziwy wygląd hotelu
Źródło
Dom Handlowy "Zenit" w Katowicach Źródło
Dom Handlowy „Zenit” w Katowicach
Źródło
W 2011 roku wyglądał tak Źródło
W 2011 roku wyglądał tak
Źródło
Zabytkowy budynek Zarządu Regionu NSZZ Solidarność we Wrocławiu z przełomu XIX i XX wieku Źródło
Zabytkowy budynek Zarządu Regionu NSZZ Solidarność we Wrocławiu z przełomu XIX i XX wieku
Źródło
Tu z reklamą zasłaniającą cały budynek. Źródło
Tu z reklamą zasłaniającą cały budynek.
Źródło

Nawiasem mówiąc ta reklama szkodzi zdrowiu pracowników budynku.

„Negatywny przegląd” ma fanpage na Facebooku i konto na Twitterze.

Reklamy

Zawsze się troszeczkę bredzi

Od kilku dni przeglądam artykuły jednego z najlepiej znanych blogerów polskiego internetu, Janusza Korwin-Mikkego. Nie robię tego zupełnie bez celu – szukam konkretnych wypowiedzi do artykułu o prawie prywatnym, który pojawi się jeszcze w tym miesiącu. Być może. Moje obietnice proszę traktować tak, jak wypowiedzi Hanny Gronkiewicz-Waltz o otworzeniu drugiej linii metra przed świętami Bożego Narodzenia, czy starych deklaracji Rafała Dutkiewicza w sprawie budowy tramwaju na Nowy Dwór.

Buszując po blogasku Janusza napotykam na wiele ciekawych i wartościowych myśli. Jedną z nich, antyszczepionkowy tekst zupełnie pozbawiony odwołań do nauki, zmasakrowałem tutaj.

Teraz pora na kompilację januszowego wyobrażenia miasta.

Buc-pasy

P.Wojtek Waloszek napisał: ” Likwidacja bus-pasów? No proszę….. Przecież to kompletny idiotyzm! Wprowadzenie samochodów na buspasy spowoduje tylko większe korki, nic poza tym. Czy pan Mikke lub Mauer znaja się choćby ciut na transporcie żeby pleść takie głupoty? Reszta programu w porządku, no ale to to kpina”.
To ja mam dla p.Waloszka propozycję (bo najlepiej analizuje się teorię na przykładach skrajnych): niech na ulicy mającej po JEDNYM pasie w każdą stronę wprowadzi (w obydwu kierunkach) bus-pasy!
A potem pozwoli po bus-pasach jeździć samochodami – i sprawdzi, czy „nic się nie zmieniło”.
Potem można to powtórzyć na ulicy mającej po dwa pasy w każdą stronę. Efekt będzie mniej piorunujący, zgoda… ale wyraźny.
Bus-pasy są tak oczywistym idiotyzmem, że nawet nie warto z tym polemizować. Mniejszym idiotyzmem byłby zakaz ruchu autobusów…

Źródło

Źródło
Źródło

Janusz nie wie, że średnia prędkość osoby poruszającej się po mieście samochodem osobowym jest zależna od prędkości poruszania się transportem zbiorowym (paradoks Downsa-Thmosona). Oprócz tego, z teorii systemów wiemy, że system działa tak dobrze, jak jego najmniej wydajny element. Stąd wniosek, że szybkość przemieszczania się po mieście zależy od długości korków, w jakich stoi autobus. Dlatego konieczne jest wyznaczanie buspasów w miejscach generujących największe opóźnienia. Dodatkowo wskazana jest budowa infrastruktury dla transportu publicznego całkowicie niezależnej od ruchu indywidualnego. Sprawą drugorzędną jest forma tej infrastruktury – czy ma być to system szybkich autobusów (ostatnio głośno o pomyśle budowy metrobusów w Warszawie i Wrocławiu), linii tramwajowych czy metra.

Samozaoranie
Samozaoranie. Źródło

Po więcej praw i paradoksów rządzących przemieszczaniem się w mieście odsyłam na tę stronę. Pomysły transportowe kandydata Kongresu Nowej Prawicy na prezydenta Wrocławia masakrowałem tutaj.

Wieżowiec Krajowy Brutto

Prasa donosi, że za trzy lata w Kasablance powstanie „najwyższy w Afryce” wieżowiec”: Al-Noor Tower. 580 metrów.
No, proszę: w zacofanej Afryce – takie coś!
Proszę – proszę: niedługo ta Afryka dogoni Europę…
Zaraz, zaraz… A jak wysoki jest najwyższy budynek w Europie?
Najwyższy drapacz chmur w Europie ma… 378 metrów!
Przecież już 20 lat temu pisałem, że wchodząc do WE zamieniamy nasz zaścianek na euro-zadupie. Europa pod okupacją UE to dziś po prostu skansen.
Jeśli teraz popatrzymy na dwadzieścia najwyższych budynków w Europie, to okaże się, że jedenaście z nich stoi w Moskwie, a jeden… w Konstantynopolu (zwanym przejściowo „Stambułem”).
Heheszki Źródło obrazka
Heheszki
Źródło obrazka
Na dziesięć najwyższych tylko piąty stoi w UE (w Londynie – 306 m; dwa razy mniej, niż al-Noor), a siódmy we Frankfurcie.
Rozumiem, że podając te dane znów wychodzę na rusofila i apologetę JE Włodzimierza Putina? Nic nie poradzę. Miarka metrowa jest obiektywna.
Aha: dwudziestym jest… staruszek Pałac Kultury i Nauki im.Józefa Stalina w Warszawie. Poza Anglią i Hesją w żadnym kraju okupowanym przez EWG – WE – UE przez 60 lat nie wybudowano budynku wyższego niż PKiN!!!
Unia liczy 28 państw. Razem pół miliarda ludzi. I 2 (dwa) wieżowce ledwo-ledwo ponad 300 m. Rosja: 140 mln – i 5 (pięć) Chiny to miliard ludzi – i 27 takich wieżowców.
To pouczająca odpowiedź na pytanie: „Gdzie dziś jest kapitalizm – a gdzie socjalizm?”
Gdy miałem kilkanaście lat wmawiano mi, że Związek Sowiecki to ho-ho jaka potęga i postęp. A ja patrzałem, gdzie wtedy powstają drapacze chmur. W USA. I już swoje wiedziałem, co lepsze: kapitalizm – czy socjalizm.
Turlam się po podłodze ze śmiechu.
Na co mi przyszło. Muszę tłumaczyć rzeczyoczywiste. To, że drapacze chmur mają coś wspólnego z dynamiką rozwoju.
Coś na pewno mają. Ciekawe co?
Otóż:
1) Oczywiście, że bogaci ludzie z różnych powodów mogą to uzewnętrzniać na różne sposoby – albo w ogóle. Jednak statystycznie im więcej ludzi bogatych tym większa szansa, że któryś zechce się postawić.Oczywiście szansa ta rośnie wraz z liczbą ludności. I, oczywiście, jest też możliwe, że jakiś biedny reżym takie jedno cudo sobie strzeli – mówimy o statystyce. Co prawda: trzeba jeszcze mieć technikę…
2) Oczywiście żaden wskaźnik gospodarczy – czy to będzie PKB czy liczba wieżowców – nie mierzy wszystkiego. Ale coś-tam coś-tam pokazują.
3) Liczba wieżowców pokazuje trzy rzeczy: (1) wolność gospodarczą (niektóre państwa mogą zakazywać budowy drapaczy chmur – np., jak ktoś żartobliwie zauważył, z powodów „ekologicznych” – cokolwiek przez to dziś się rozumie…), (2) liczbę ludzi bogatych – a także (3) to, ilu jest ludzi bogatych mających luźne pieniądze na ostentacyjną demonstrację potęgi (jak w krajach naftowych, gdzie, oczywiście, liczba wieżowców o tym głównie świadczy..). Jest to więc wskaźnik lepszy, niż PKB – bo mierzy również wolność.
4) Wieżowce w miastach zamożnych, gdzie liczy się każdy metr powierzchni, są często po prostu opłacalne. Empire State Building się podobno opłacił. Otóż w krajach EWG – WE – UE zagęszczenie mieszkańców na metr kwadratowy jest parę razy wyższe, niż w USA – a drapaczy chmur nie ma.
5) Jak kogoś na coś nie stać, to często tłumaczy, że nie robi tego z powodów ideowych.
6) Na zakończenie: wydaje się, że opór przeciwko uznaniu liczby drapaczy chmur za wskaźnik wolności i dynamiki bierze się u niektórych TYLKO stąd, że w Federacji Rosyjskiej jest ich jedenaście (plus Ostankino TV Tower – 540 m) , a w Unii Gejropejskiej dwa. Gdyby było odwrotnie, podtykaliby to wszystkim pod nosy jako znakomity wskaźnik
Suchar time Źródło zdjęcia
Taki suchar, że aż tost
Źródło zdjęcia

Jest coś takiego jak urbanistyka. To nauka o planowaniu miast i osiedli. Jeżeli będziemy rozwijać miasta bez jej uwzględnienia, w końcu dojdziemy do takiej sytuacji:

Źródło
Źródło

Nie chcemy takich miast, prawda?

Większość miast w Europie jest stara, jeszcze średniowieczna. Do rewolucji przemysłowej zajmowały one bardzo małe terytorium najczęściej ograniczone murami. Wraz z rozwojem transportu umożliwiającego przemieszczanie się w coraz dalsze miejsca w krótkim czasie, miasta zaczęły się rozrastać, zachowując jednocześnie najstarsze części miast w stanie historycznym. Można oczywiście odrzucić wielowiekowe dziedzictwo naszych przodków, wyburzyć renesansowe kamienice i postawić na ich miejscu wieżowce i autostrady.

Przesadziłem z tymi autostradami. Porównanie starego miasta we Florencji do węzła w Atlancie. Źródło
Przesadziłem z tymi autostradami. Porównanie starego miasta we Florencji do węzła w Atlancie. Tak nie chcemy.
Źródło

W Europie po prostu buduje się inaczej niż w Stanach Zjednoczonych i Azji. Wynika to z tego, że miasta na Starym Kontynencie są inaczej zaplanowane niż te w Nowym Świece.

Już nie wspomnę o tym, że wieżowce u nas wyglądają jak kwiatek do kożucha.

Świadectwo bogactwa Wrocławia Źródło
Wpisane w krajobraz świadectwo bogactwa Wrocławia
Źródło

O historii budownictwa mieszkaniowego w Polsce więcej pisałem w tym artykule.

 Ośrodek Szkolenia Kierowców „Janusz”

Źródło
Źródło

Z cennych rad dla kierowców korzysta Wrocław, który nie potrafi zbudować skrzyżowania, na którym skręcimy w lewo. Na dopiero powstające osiedle Nowe Żerniki będziemy skręcać trzy razy w prawo.

Źródło

Wydaje mi się, że będzie cała seria notek inspirowanych blogiem Janusza. Stay tuned.

Lista dotychczasowych artykułów masakrujących blogera Janusza:

„Negatywny przegląd” ma fanpage na Facebooku i konto na Twitterze.

Modernizacja zacofania

Zakładając bloga obiecałem sobie, że od czasu do czasu będę polecał teksty warte przeczytania. Wczoraj taki artykuł pojawił się na portalu wyborcza.pl, więc pozwolę sobie przytoczyć jego fragmenty:

W podsumowaniach dwudziestopięciolecia III Rzeczypospolitej i dziesięciolecia polskiej przynależności do Unii Europejskiej przyjmujemy za oczywiste, że nasze miasta upodobniły się do miast Europy Zachodniej. Różnie oceniamy tempo tej modernizacji, ale jesteśmy przekonani, że metamorfozy Warszawy, Torunia, Radomia czy Piły przebiegają linearnie – od cywilizacyjnego zapóźnienia do nowoczesności.

Nic bardziej mylnego. Jest przynajmniej jedna arcyważna dziedzina, w której nasze miasta nie tylko nie zmniejszyły dystansu do Europy, ale wręcz pogłębiły zacofanie, w efekcie czego życie milionów Polaków zostało zmienione w pasmo codziennej udręki. Mowa o polityce transportowej.

(…)

Na komunikację zbiorową potrzeba pieniędzy? Niech obywatele przemieszczają się sami. We własnych pojazdach. W końcu mamy wolność.

Polakom to bardzo pasowało, bo auto było nieodzownym elementem dobrobytu na zachodnią modłę – takiego, jakim go sobie wyobrażaliśmy. Skutek? Obecnie w Warszawie mamy około 550 aut na 1000 mieszkańców, w Zielonej Górze – 590, w Opolu – 670, w moim nieszczęsnym Kaliszu – 931! Na tysiąc berlińczyków przypada ich 300, w Amsterdamie ten współczynnik wynosi 350, w Wiedniu – 390.

Na marginesie – liczba 931 aut na 1000 mieszkańców jest mocno podejrzana. Urząd Statystyczny w Poznaniu podaje, że w 2013 w Kaliszu na 1000 mieszkańców przypadało 538 samochodów. Dalej dużo.

[Samorządy w Danii i Holandii] zaczęły systematyczną przebudowę infrastruktury drogowej. Cele były dwa: zachęcenie jak największej liczby obywateli do przesiadki na rower, do tramwaju czy metra oraz zniechęcenie zmotoryzowanych do przemieszczania się autem (…)

Świat szybko się zorientował, że taka organizacja transportu nie jest regionalnym dziwactwem – jak do dziś uważa przytłaczająca większość polskich elit państwowych i samorządowych – lecz poważną cywilizacyjną propozycją. Niemieckie Münster i Brema, austriacki Graz, Parma we Włoszech to pierwsze z wielu miast, które przyjęły ją już w latach 90. Do Kopenhagi ciągną pielgrzymki samorządowców i drogowców. Rezultaty tych wizyt możemy oglądać w Bogocie, Meksyku czy w Nowym Jorku. Ten ostatni potrzebował niespełna ośmiu lat, by zbudować ponad 300 km dróg rowerowych, docelowo ma ich być 6 tys. km. Amerykanie potrafili się przyznać sami przed sobą, że ich model jest przestarzały. Nie alternatywny ani równorzędny – tylko właśnie przestarzały. Nasi włodarze nadal uważają go za wzór do naśladowania.

(…)

Pod naciskiem Unii, która usiłuje wymusić na krajach członkowskich reformę transportu, polskie miasta uchwalają tzw. plany transportowe oraz strategie rozwoju komunikacji (…)

W Polsce te dokumenty stały się rytualnie wypełnianymi świstkami. Padające w nich hasła: „transport zrównoważony”, „ścieżka rowerowa”, „komunikacja publiczna”, „jakość życia”, to zaklęcia, których należy użyć jak najwięcej razy, aby otumanić Brukselę. I dalej „inwestować” w infrastrukturę przeznaczoną dla właścicieli aut osobowych.

Źródłem tego cwaniactwa jest, po pierwsze, mentalne zacofanie elit samorządowych i centralnych, a po drugie, kto wie, czy nie ważniejsze, paniczny strach przed tymi wyborcami, którzy przyspawali swoje cztery litery do samochodowego fotela. Radni i prezydenci uważają, że to właśnie ich głosy dają zwycięstwo, więc nie można żałować im miejsc parkingowych i asfaltu. Przy takim podejściu do sprawy całokształt interesów lokalnej społeczności nie ma żadnego znaczenia.

(…)

Nie znam polskiego miasta, którego władze w oficjalnym dokumencie powiedziałyby jasno, że kończą raz na zawsze z przestarzałym samochodowym modelem transportu. To niezdecydowanie sprawia, że nawet w tych metropoliach, które przodują we wprowadzaniu transportu zrównoważonego, struktura ruchu praktycznie się nie zmieniła. Są miasta, jak Warszawa, w których rower staje się istotnym środkiem transportu, a sieć coraz lepszych ścieżek błyskawicznie się rozrasta, ale nawet w nich próbuje się pożenić na siłę dwa modele. Wykrajać miejsce dla rowerzystów w potoku dominujących aut, zamiast odwrócić priorytety i uznać, że ulice są przede wszystkim dla rowerów i autobusów.

Proces, który do tej schizofrenii doprowadził, historycy rozwoju nazywają „modernizacją zacofania”. Mamy z nią do czynienia wtedy, gdy zacofany kraj unowocześnia się za pomocą narzędzia, które przez świat rozwinięty zostało właśnie odrzucone jako archaiczne i zastąpione nowym, sprawniejszym. Tylko że ci zacofani, którzy się właśnie modernizują, jeszcze o tym nie wiedzą, a kiedy próbuje im się to wytłumaczyć, po prostu nie rozumieją. Sięgają z zapałem po narzędzie właśnie przez nowoczesny świat porzucane – i wciąż pozostają zacofani.

Całość dostępna pod linkiem.

Na potwierdzenie przykłady z kilku polskich miast.

Białystok, skrzyżowanie alei Piłsudskiego i ulicy Sienkiewicza

Było Źródło: http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130412/BIALYSTOK/130419877
Było
Źródło
Jest - separacja ruchu pieszego i drogowego, rozbudowa skrzyżowania. http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20141207/BIALYSTOK/141209723&sectioncat=photostory4
Jest – separacja ruchu pieszego i drogowego, rozbudowa skrzyżowania.
Źródło

Kraków, linia tramwajowa do pętli Czerwone Maki. Osiedla położone wzdłuż trasy oddzielone są od komunikacji miejskiej poszerzonym do monstrualnych rozmiarów ciągiem ulic Grota-Roweckiego i Bobrzyńskiego. Tymczasem miasto ma w planach kolejną miejską autostradę do centrum – tak zwaną Trasę Wolbromską. Ma ona towarzyszyć budowie linii tramwajowej do Górki Narodowej.

wyb03
Źródło

Bielsko-Biała, miasto mające około 175 tysięcy mieszkańców (porównywalne wielkością z Olsztynem i Rzeszowem), w którym już niedługo wszędzie będzie można dojechać drogą bezkolizyjną.

Źródło: http://www.zdjecia-lotnicze.com.pl/galeria-zdjec.html
Źródło
Rondo Hulanka Źródło: http://spacer.bielsko.pl/2488.html
Rondo Hulanka
Źródło
Węzeł Bielsko-Biała Komorowice Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Bielsko-Bia%C5%82a
Węzeł Bielsko-Biała Komorowice
Źródło

Bydgoszcz, Most Uniwersytecki. Nie dla rowerzystów i pieszych.

Most, do którego trzeba teraz dobudować nową kładkę dla pieszych i rowerzystów Źródło: http://m.interia.pl/fakty/zdjecie,aAId,94879,iId,1251363
Most, do którego trzeba teraz dobudować nową kładkę dla pieszych i rowerzystów
Źródło
Istniejąca droga dla rowerów pod mostem Źródło: http://bydgoszcz.gazeta.pl/bydgoszcz/51,48722,14832711.html?i=1
Istniejąca droga dla rowerów pod mostem
Źródło

Zintegrowane Centrum Komunikacyjne w Poznaniu Poznań City Center, czyli najmniej funkcjonalny dworzec kolejowy w kraju. Na drodze do integracji z transportem miejskim stanęła galeria handlowa.

Źródło: http://lazarz.pl/?id=2&nr=6897
Źródło

Rzeszów ostatnio kojarzy się z innowacją. Nowością w Polsce są takie udogodnienia jak pierwsze w kraju rondo dla pieszych.

Źródło: http://www.sfora.pl/polska/Oto-rondo-tylko-dla-pieszych-Jedyne-w-Polsce-g49607-54471
Źródło

Wrocław likwidujący przejścia dla pieszych na przebudowywanych drogach.

Skrzyżowanie ulic Strzegomskiej, Gubińskiej i Estońskiej; brakuje przejścia po stronie zachodniej skrzyżowania
Skrzyżowanie ulic Strzegomskiej, Gubińskiej i Estońskiej; brakuje przejścia po stronie zachodniej skrzyżowania
Skrzyżowanie ulic Strzegomskiej i Rogowskiej; brakuje przejścia po stronie zachodniej
Skrzyżowanie ulic Strzegomskiej i Rogowskiej; brakuje przejścia po stronie zachodniej
Skrzyżowanie ulic Borowskiej i Świeradowskiej; brakuje przejścia po południowej stronie skrzyżowania (prowadzącego do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego)
Skrzyżowanie ulic Borowskiej i Świeradowskiej; brakuje przejścia po południowej stronie skrzyżowania (prowadzącego do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego)
Skrzyżowanie ulic Legnickiej, Lotniczej, Na Ostatnim Groszu i Milenijnej; brakuje przejścia po stronie wschodniej Źródło: ortofotomapa Wrocławia http://geoportal.wroclaw.pl/www/mapa-foto.shtml
Skrzyżowanie ulic Legnickiej, Lotniczej, Na Ostatnim Groszu i Milenijnej; brakuje przejścia po stronie wschodniej
Źródło: ortofotomapa Wrocławia
Skrzyżowanie ulic Pułaskiego i Kościuszki Źródło: http://www.tuwroclaw.com/wiadomosci,w-ciagu-3-lat-wyburza-kamienice-i-poszerza-pulaskiego-na-calej-dlugosci,wia5-3266-14643.html
Skrzyżowanie ulic Pułaskiego i Kościuszki; przed przebudową okolicy w tym miejscu znajdowało się przejście dla pieszych
Źródło

Przykładami modernizacji zacofania mogą być też dwa duże węzły przesiadkowe we Wrocławiu i Krakowie. Oba są przykładami dla innych miast, oba mają jednak poważne wady. Dostęp do obu jest utrudniony (we Wrocławiu nie ma przejść dla pieszych między wyspą centralną a chodnikami dookoła placu; w Krakowie węzeł tramwajowy położony jest w poziomie -1). Oba punkty przesiadkowe nie zapewniają pełnej integracji wszystkich linii miejskich pokonujących plac (we Wrocławiu przy przystankach na wyspie centralnej nie zatrzymują się jedna linia tramwajowa i autobusowa; w Krakowie przystanki autobusowe zlokalizowane są w pewnej odległości od przystanków tramwajowych). W żaden sposób nie są natomiast pokrzywdzeni kierowcy mający do dyspozycji po kilka pasów.

Źródło: https://www.flickr.com/photos/olgierd/4683971479/
Wrocław, plac Grunwaldzki
Źródło
Kraków, Rondo Mogilskie Źródło: http://krakow.gazeta.pl/krakow/51,35812,11454460.html?i=1
Kraków, Rondo Mogilskie
Źródło

Szerszą analizę funkcjonalności obu węzłów przesiadkowych można znaleźć w opracowaniu Macieja Kruszyny pt. Studium nad rozwojem Dolnego Śląska. Klucz do planowania transportu publicznego w aglomeracji (strony 54-56). O Rondzie Mogilskim można też przeczytać na stronie Zielonego Mazowsza. Na tej samej stronie znajduje się również artykuł o wzorowej komunikacji miejskiej w Wiedniu.

Negatywny przegląd ma fanpage na Facebooku. Jest również na Twitterze.

Owszem, blokowiska są slumsami

A przynajmniej tak twierdził Wojciech Engelking w programie Hala odlotów na TVP Kultura. Potem musiał bronić swojego zdania na łamach serwisu natemat.pl (podobno pokłócił się ze znajomymi na Facebooku, niestety nie dane nam było poznać treści tej rozmowy).

slums1

Zacznijmy od sprostowania pomyłki pana Engelkinga. Twierdzi on, że termin slums (czy może raczej slum) jest zarezerwowany dla europejskich dzielnic biedoty, natomiast prawidłową nazwą podobnych miejsc na innych kontynentach jest słowo fawela. Niestety tak się składa, że ten drugi termin zarezerwowany jest tylko dla Brazylii. Źródła tego słowa nie są jednoznaczne (przynajmniej według wikisłownika).

Źródło: http://en.wiktionary.org/wiki/favela
Źródło

Słowo slums natomiast opisuje każde miejsce w mieście wyglądające mniej więcej w ten sposób.

Pan Engelking tłumaczy użycie terminu slums kontekstem historycznym, w jakim żyjemy. Problem polega na tym, że odnosi się do doświadczeń wyspy oddalonej około 1000 kilometrów od Polski. Porównywanie historii gospodarczej wyspy, na której zaczęła się rewolucja przemysłowa do historii państwa, które jeszcze w połowie XX wieku było krajem, w którym 62% obywateli mieszkało na wsi, jest nieporozumieniem.

W dalszej części artykułu autor tworzy różne kwiatki świadczące o tym, że uważa się za lepszą osobę, niż mieszkańcy blokowisk. Może przyczyną takiego przekonania są studia na MISH-u?

slums4

slums5

slums6

Historia budownictwa mieszkaniowego

Podstawowym błędem autora nie jest jednak przekonanie o własnej wyższości nad klasą robotniczą, lecz kompletny brak znajomości historii budownictwa mieszkaniowego w Polsce. O brakach w edukacji z zakresu urbanistyki i architektury świadczy przede wszystkim porównanie zabudowy Manchesteru z połowy XIX wieku do blokowisk gomułkowskich i tych późniejszych. Postaram się zatem przybliżyć historię mieszkań w Polsce.

Czynszówki

W XIX wieku, w związku z osiągnięciami rewolucji przemysłowej, rozpoczął się proces gwałtownej urbanizacji. Także u nas. Zaczęły powstawać nowe dzielnice kamienic czynszowych, w których standard życia nie był najwyższy. Gęsta, wysoka zabudowa tworząca długie kaniony wzdłuż ulic, zabudowane podwórka tworzące tzw. studnie utrudniające dostęp do światła, brak zieleni w najbliższej okolicy, trudności z ogrzewaniem mieszkań o dużej kubaturze, często brak zaplecza sanitarnego… Nie musimy wybierać się do Manchesteru, by podziwiać mieszkania syfu ludzkiego.

Wrocław, ulica Prądzyńskiego https://www.google.pl/maps/@51.101563,17.052186,3a,90y,214.77h,94.7t/data=!3m4!1e1!3m2!1sAyJtNebGkfx3JD4lyK51iQ!2e0?hl=pl
Wrocław, ulica Prądzyńskiego
Wrocław, ulica Oleśnicka https://www.google.pl/maps/@51.12129,17.043626,3a,90y,78.79h,92t/data=!3m4!1e1!3m2!1sZX65-GQFpS2AcY4h8cnIfA!2e0?hl=pl
Wrocław, ulica Oleśnicka
Poznań, ulica Kanałowa https://www.google.pl/maps/@52.397104,16.906456,3a,75y,272.04h,89.96t/data=!3m4!1e1!3m2!1se277l42Z9lD_G48DfcH4Qg!2e0?hl=pl
Poznań, ulica Kanałowa
Poznań, ulica Górna Wilda https://www.google.pl/maps/@52.395475,16.923674,3a,75y,205.4h,99.8t/data=!3m4!1e1!3m2!1sEMJxEDpetR1ZMGBR_U6Rvg!2e0?hl=pl
Poznań, ulica Górna Wilda
Łódź, ulica Wschodnia https://www.google.pl/maps/@51.770924,19.458769,3a,75y,344.76h,93.24t/data=!3m4!1e1!3m2!1sqT9a2r9T-9R0gwCK4l2WLw!2e0?hl=pl
Łódź, ulica Wschodnia
Łódź, ulica Włókiennicza https://www.google.pl/maps/@51.773928,19.4583,3a,75y,73.78h,97.46t/data=!3m4!1e1!3m2!1sczvnu3ewHKMek2vqr2hyuA!2e0?hl=pl
Łódź, ulica Włókiennicza
slums14
Katowice, ulica Kościuszki
Katowice, ulica Plebiscytowa https://www.google.pl/maps/@50.256204,19.021252,3a,75y,185.4h,94.41t/data=!3m4!1e1!3m2!1sT4Li09SwsC7Z9j47-5cemA!2e0?hl=pl
Katowice, ulica Plebiscytowa
Warszawa, ulica Brzeska https://www.google.pl/maps/@52.252569,21.041951,3a,90y,135.33h,86.92t/data=!3m4!1e1!3m2!1sKl6XKKB_RrGht-Ylpe61rQ!2e0?hl=pl
Warszawa, ulica Brzeska

Można napisać dokładnie taki sam tekst na temat zabudowy śródmiejskiej, która powstawała w miastach na terenie obecnej Polski na przełomie XIX i XX wieku. Można też napisać bzdurny artykuł (swoją drogą polecam przeczytać tekst kryjący się pod tym linkiem) o tym, jak to mieszczańskie kamienice sprzed II wojny światowej są najcenniejszym elementem tkanki miejskiej i jako takie powinny być chronione przed menelstwem i żulią, biedotą i hołotą.

Nie sposób się nie zgodzić, że taka zabudowa kształtuje centra polskich miast. Czasami mocniej, jak we Wrocławiu, Szczecinie, czy Poznaniu. Czasami mniej, jak w miastach, gdzie prawie cała zabudowa czynszowa została zniszczona (Warszawa, Gdańsk) lub w miastach, które przeżyły swój rozwój dopiero po wojnie (jak na przykład Rzeszów).

Modernizm i miasta-ogrody

Po I wojnie światowej w architekturze i urbanistyce rozpoczęła się era modernizmu. Dostrzeżono szanse na poprawę sytuacji mieszkaniowej całej rzeszy ludzi z miast. Głównym dokumentem wyznaczającym standardy budownictwa mieszkaniowego była uchwalona w 1933 Karta Ateńska. Została zredagowana pod przewodnictwem Le Corbusiera, który propagował hasło „słońce, przestrzeń, zieleń”. W zgodzie z założeniami ojca modernizmu, w dwudziestoleciu międzywojennym zaczęły powstawać osiedla mieszkaniowe nowej jakości.

Wrocław, osiedle Sępolno realizujące założenie miasta-ogrodu. http://www.tuwroclaw.com/wiadomosci,odkrywamy-wroclaw-sepolno-miasto-ogrod-w-ksztalcie-orla,wia5-3266-5685.html
Wrocław, osiedle Sępolno realizujące założenie miasta-ogrodu. Mieszkańcy mają dostęp do własnych ogrodów, usług (w centrum osiedla znajduje się park, kościół i szkoła podstawowa). Osiedle powstawało w latach 1919-1935.
Źródło
Nowa Huta w Krakowie, osiedle realizujące koncepcję miasta ogrodu i miasta idealnego. Architektura nawiązuje do renesansu. http://www.skyscrapercity.com/showpost.php?p=40204038&postcount=36
Nowa Huta w Krakowie, osiedle realizujące koncepcję miasta ogrodu i miasta idealnego. Architektura nawiązuje do renesansu. Sztandarowy przykład urbanistyki epoki socrealizmu. Osiedle z przełomu lat 40. i 50. XX wieku.
Źródło
Podkowa Leśna, miasto-ogród pod Warszawą z lat 20. XX wieku. Położone przy stacji WKD. http://www.bryla.pl/bryla/1,85301,14801285,Podkowa_Lesna___podwarszawskie_miasto_ogrod.html
Podkowa Leśna, miasto-ogród pod Warszawą z lat 20. XX wieku. Położone przy stacji Warszawskiej Kolei Dojazdowej. Zdjęcie z artykułu, który szczerze polecam.

Po II wojnie światowej Polska doświadczyła procesu gwałtownej urbanizacji. Z państwa, w którym większość obywateli mieszkała na wsi, staliśmy się krajem mieszczańskim (chociaż trend się odwrócił w wyniku suburbanizacji). Głód mieszkań w gospodarce planowanej rozwiązano za pomocą technologii wielkopłytowej, która królowała w całym kraju szczególnie w latach 70. Wtedy to zaczęły powstawać osiedla znienawidzone przez pana Engelkinga.

Wielka płyta

Jak projektowano takie osiedla?

Przede wszystkim dzięki odsunięciu od siebie budynków, mieszkania mają zapewniony dostęp do światła słonecznego. Mieszkańcy czynszówek i slumsów w Manchesterze często nie mogli korzystać z takiego luksusu.

Wrocław, Kozanów https://www.google.pl/maps/@51.137787,16.966372,3a,75y,342.11h,86.42t/data=!3m4!1e1!3m2!1sIwP_wpsQbXwwVziA7ksFSA!2e0?hl=pl
Wrocław, Kozanów

Na osiedlach budowano potrzebną infrastrukturę. Każde większe blokowisko w Polsce ma co najmniej jedną tysiąclatkę.

Kraków, Kurdwanów https://www.google.pl/maps/@50.009842,19.95201,3a,75y,324.53h,83.07t/data=!3m4!1e1!3m2!1s66a_j4B5UfWfPpK-RvpX_Q!2e0?hl=pl
Kraków, Kurdwanów

Na tych blokowiskach znajdują się place zabaw, na których autor bawił się w dzieciństwie (chyba że nie miał kolegów).

Katowice, Osiedle Tysiąclecia https://www.google.pl/maps/@50.274217,18.975267,3a,90y,19.46h,93.39t/data=!3m4!1e1!3m2!1s0ctGN_qv0e11bq6gP5ieXQ!2e0?hl=pl
Katowice, Osiedle Tysiąclecia

W takich miejscach znajduje się dużo punktów handlowo-usługowych, do których mieszkańcy mają ułatwiony dostęp.

Poznań, Osiedle Bolesława Chrobrego https://www.google.pl/maps/@52.45929,16.912599,3a,75y,153.53h,84.12t/data=!3m4!1e1!3m2!1sQVa77eafy3ACLL3DqKpxhg!2e0?hl=pl
Poznań, Osiedle Bolesława Chrobrego

Dodatkowo takie osiedla często budowano w sąsiedztwie terenów zielonych.

Blokowiska na zachodzie Wrocławia
Blokowiska na zachodzie Wrocławia

Ewentualnie same osiedla były wpisane w założenia parkowe.

Warszawa, Sady Żoliborskie http://www.panoramio.com/photo/92120337?source=wapi&referrer=kh.google.com
Warszawa, Sady Żoliborskie

Czasami można też spotkać centra kultury i biblioteki.

Wrocław, Nowy Dwór. Centrum Kultury Wrocław-Zachód http://dolny-slask.org.pl/970905,foto.html?idEntity=547106
Wrocław, Nowy Dwór. Centrum Kultury Wrocław-Zachód połączone z biblioteką miejską.
Warszawa, Służewski Dom Kultury http://fotopolska.eu/404053,foto.html?o=b7003
Warszawa, Służewski Dom Kultury

Na koniec warto podkreślić, że osiedla z wielkiej płyty są przeważnie dobrze skomunikowane z resztą miasta dzięki komunikacji zbiorowej. Niestety nie da się tego powiedzieć o nowych osiedlach.

Poznań, pętla Osiedle Sobieskiego, koniec Poznańskiego Szybkiego Tramwaju http://poznan.wikia.com/wiki/P%C4%99tla_tramwajowa_Jana_III_Sobieskiego
Poznań, pętla Osiedle Sobieskiego, koniec Poznańskiego Szybkiego Tramwaju

Osiedla deweloperskie

Po kryzysie lat 80. i zmianie ustroju gospodarczego w latach 90. budownictwo wielkopłytowe zamarło. Nie oznacza to jednak, że nie buduje się osiedli o wysokiej gęstości zaludnienia. Czym charakteryzuje się budownictwo deweloperskie, które zastąpiło wielką płytę?

Ośmielę się stwierdzić, że nowe budownictwo dużo bardziej ułatwia zawieranie znajomości sąsiedzkich.

Kraków, Zakrzówek http://raider55.blox.pl/2010/03/Makabryla-z-Zakrzowka-w-Krakowie.html
Kraków, Zakrzówek
Kraków, Zakrzówek http://www.bryla.pl/bryla/51,85300,7139071.html?i=5
To samo miejsce
Źródło

Osiedla wyposażone są w kompletną infrastrukturę drogową. Mieszkańcy mają zapewniony dostęp do szkół i usług.

Warszawa, Zielona Białołęka. Oferta szkół w pobliżu dostępna jest tutaj. http://m.warszawa.gazeta.pl/warszawa/51,106541,16218553.html?i=6
Warszawa, Zielona Białołęka.

Żartowałem. Oferta podstawówek na Zielonej Białołęce znajduje się na tej stronie. Zaznaczyłem na mapie miejsca, w których znajdują się te szkoły. Polecam też zapoznać się z układem transportu zbiorowego w okolicy.

Zespół Szkół nr 43 znajduje się około 4 km na północ od zaznaczonego obszaru. Kwadrat ma wymiary ok. 3,5km/2,5km.
Zespół Szkół nr 43 znajduje się około 4 km na północ od zaznaczonego obszaru. Kwadrat ma wymiary ok. 3,5km/2,5km. Zdjęcie pochodzi z 2011 roku, od tego czasu osiedle zdążyło się powiększyć.

Nowo powstające osiedla są często grodzone, dzięki czemu ich mieszkańcy są zabezpieczeni przed wszelkimi patologiami czyhającymi za ogrodzeniem.

Opole, osiedle Kolorowe https://www.google.pl/maps/@50.676234,17.974368,3a,75y,209.14h,90.85t/data=!3m4!1e1!3m2!1sXAjNMs_gW2TnfTGy_B5wQQ!2e0?hl=pl
Opole, osiedle Kolorowe

Wspominałem już, jak dobrze skomunikowane i bezpieczne dla pieszych są nowe osiedla?

Wrocław, Muchobór Wielki. Piękne chodniki i bezpieczna droga prowadząca na suburbia. https://www.google.pl/maps/@51.094837,16.934284,3a,75y,3.64h,81.73t/data=!3m4!1e1!3m2!1sSgpOf-v8d_jMsnfGui0Tjw!2e0?hl=pl
Wrocław, Muchobór Wielki. Piękne chodniki i bezpieczna droga prowadząca na suburbia.

Suburbia

No właśnie – suburbia! Marzeniem każdego Polaka jest mieszkać na wsi, więc od lat 90. masowo wyprowadzamy się poza miasto, żeby zbliżyć się do natury.

Smolec (pod Wrocławiem), osiedle Leśne. Blisko natury i lasu istniejącego w umyśle dewelopera. http://dolny-slask.org.pl/3299491,foto.html?idEntity=559339
Smolec (pod Wrocławiem), osiedle Leśne. Blisko natury i lasu istniejącego w umyśle dewelopera. No ale ok, trzeba mu przyznać. Jakieś tam drzewka są.

Podsumowując

Za pomocą odpowiednich chwytów retorycznych (ewentualnie zdjęć) można obronić dowolną tezę. Na przykład taką, że blokowiska to slumsy. Albo że dzielnice XIX-wiecznych czynszówek to fawele. Albo że nowe budownictwo deweloperskie to getto. Albo że w Warszawie wszyscy to słoiki, bo prawdziwych Warszawiaków wytłukli Hitler ze Stalinem. Albo że autobusy śmierdzą. Albo że Krakusy i Poznaniaki są skąpi.

Tylko po co?

Oczywiście proszę nie brać tego wpisu na poważnie. Nie twierdzę, że wielkie blokowiska z lat 70. i 80. są idealnym miejscem do mieszkania, a centra naszych miast do niczego się nie nadają. Postanowiłem po prostu pokazać, że wybierając jedne argumenty i pomijając inne można udowodnić wszystko. A ja mam zdjęcia. Zdjęcia są trochę lepsze niż wspomnienia z dzieciństwa odkrycia intelektualnego młodego pokolenia.

W temacie historii blokowisk polecam artykuł ze strony sztuka architektury i propagandowy film z 1974 o budownictwie mieszkaniowym.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, możesz polubić fanpage bloga na Facebooku. Jestem również na Twitterze.