Dżuma w mieście Wrocław

W listach do redakcji pytacie, czy w Polsce dzisiaj jest tak źle jak w hitlerowskich Niemczech. Odpowiem słowami Waltera Tauska, mieszkającego w przedwojennym Breslau pisarza i przedsiębiorcy o korzeniach żydowskich, który zginął w 1941 roku. Jego pamiętniki zostały opublikowane w Polsce pod tytułem „Dżuma w mieście Breslau”, pierwszy raz w 1973 roku.

Wybrałem kilka fragmentów z samych początków władzy totalitarnej. Po więcej zapraszam do książki, w której zawarte są m. in. relacje z nocy kryształowej we Wrocławiu.

24 listopada 1925

Świat, w którym obecnie żyjemy, podupadł wprost beznadziejnie. Mówiło się zawsze, że będzie jeszcze gorzej, ale nikt nie spodziewał się, iż dojdzie do tak kiepskiej sytuacji. Mimo to wielu nadal jeszcze radośnie podskakuje. Jakimi durniami politycznymi są Niemcy, widać było choćby na przykładzie minionego święta umarłych we Wrocławiu. Ofiary wojny uczczono na czterech oddzielnych zgromadzeniach masowych! A wszystkie miały oblicze i wydźwięk swojej partii. Nawoływano oczywiście znowu do rewanżu i w salach ryczano pieśni wojenne, a czarne klechy, znowu to błogosławili – dokładnie jak w latach 1914-1918. A więc: Niemiec niczego nie zapomniał i niczego się nie nauczył! Zamiast wreszcie nie roztrząsać fatalnej wojny i zapewnić sobie przyzwoite miejsce w koncercie narodów, stara się nadal oto, żeby Niemiec pozostał mącicielem pokoju.

Sobota, 30 maja 1931

Lata człowiek po mieście przy 30 stopniach spiekoty w cieniu (i to pod wieczór)! U „Wertheima” oraz w hali wre robota – szczególnie, że od przedwczoraj odbywa się we Wrocławiu „XII Zjazd Żołnierzy Frontowych” (Stahlhelmu), o którym nie piszę, bo jest on wskroś antyrepublikański i ze związkiem starych żołnierzy nie ma nic wspólnego. Jest to po prostu ochotnicza armia, absolutną większość członków stanowią ci, którzy nie byli na wojnie (nawet nie mają do tego odpowiedniego wieku), natomiast ich wyposażenie jest całkowicie frontowe – z wyjątkiem broni. Ta indiańska banda mimo wrzasków o pokoju pragnie jego odwrotności!

Niedziela wieczór, 31 maja 1931

Przy tak pięknej pogodzie nie można przecież przez cały dzień siedzieć w domu i na zapas spać. Wyszedłem na ulicę skazany jak niegdyś w Lipsku na szwendanie się po mieście. Około godziny 6 trafiłem w sam środek zgrupowania Stahlhelmu, który właśnie gotował się do odmarszu na kwatery po wielkiej paradzie wojskowej na Osobowicach. Do Wrocławia zjechało się podobno 150 tys. członków Stahlhelmu. Wszyscy gotowi do wyruszenia w pole, tyle że bez broni. Ale wielu z hełmami, maskami gazowymi, ładownicami, pochwami na bagnety oraz saperkami!!!

Trzy czwarte tych ludzi wcale nie jest z roczników wojennych, lecz w wieku 15-29 lat. Są to dobrowolni rekruci ochotniczej, niemiecko-narodowej armii, którą oblicza się na około miliona ludzi. Owa armia pragnie wojny z Polską. Manifestacja wrocławska była nastawiona na propagandę „wojny narodowej z Polską o granicę wschodnią”!

Ci sami ludzie są jednak też przygotowani, by przy sympatii większej części społeczeństwa i widzów, tworzących szpalery, na ulicach, rozprawić się z własnymi ziomkami: republikanami, a zwłaszcza z komunistami. Czekają tylko na to! Prawie w tym samym czasie milion byłych uczestników walk na froncie francuskim wypowiedziało się zdecydowanie za utrzymaniem pokoju!

Ergo: niemiecki nacjonalista prowadzi systematycznie propagandę wojenną i przygotowania wojenne. I znowu – jak w roku 1914 – rozpęta pewnego dnia nową wojnę, w której ponownie otrzyma baty. Może nawet jeszcze większe! W jednym z moich powojennych dzienników napisałem: „Pewnego dnia naród niemiecki znowu rozpocznie marsz”. Ale na razie maszeruje tylko reakcja! Rozpoczęła ona ten marsz w interesie tych samych ludzi, dla których podczas ostatniej wojny lud niemiecki się wykrwawił: dla dynastii Hohenzollernów, których przedstawiciel, książę Wilhelm z Oleśnicy, brał oczywiście udział w demonstracji! Konserwatyści przyjmowali go wprost euforycznie!

Miałem sposobność stwierdzić, że wrocławscy robotnicy i bezrobotni po prostu kipieli ze złości. Dlatego też nastąpiły tu liczne krwawe starcia. Nocami komuniści strzelali nawet do oddziałów Stahlhelmu. Młodzi bojowcy tej organizacji zachowywali się we Wrocławiu jak we wrogim kraju i aż do odjazdu wałęsali się po ulicach bezprawnie obnosząc mundury, które myśmy nosili. Najpierw powinni na nie zasłużyć na wojnie!

Wczoraj dałem porządnie po nosie zarozumiałemu konserwatyście w wieku około 50 lat, który na ulicy głośno opowiadał się za nową wojną i za gotową na wszystko armią.

4 luty 1933

O wprowadzaniu rządów hitlerowskich. Niemcy moim zdaniem już nie mają „ponadpartyjnego rządu”, lecz prawdziwie absolutystyczny, na który składają się: styl rządzenia von Papen, program partyjny Adolfa Hitlera oraz nienawiść kół konserwatywnych i nazistowskich do wszystkiego, co nie do nich należy. W Niemczech władza aktualnie nie rządzi – władza tylko się mści i do tego używa całego aparatu państwowego. Doszło już do tego, że dymisjonuje się doświadczonych, wyśmienitych urzędników, na których miejsce kieruje się hitlerowców o przestępczej przeszłości i fatalnej opinii. Tak więc odpowiedzialne stanowisko prezydenta policji w Berlinie ma otrzymać hrabia Helldorf, który stracił cały majątek, zupełnie podupadł, został hitlerowcem z finansowych względów. Ale i tam nie zachował się fair i zasłynął w ubiegłym roku z napadów na Żydów na Kurfürstendamm. On wówczas ten hałas organizował i nim dyrygował, a potem utrzymywał, że nie miał o tym pojęcia. Sąd go uwolnił.

Także i Reichswehra jest na najlepszej drodze do upolitycznienia. Potem przyjdzie kolej na policję.

10 luty 1933

Notuje się pierwsze reakcje wobec nowego gabinetu. „Żelazny Front” umieścił wczoraj we Wrocławiu na wszystkich słupach ogłoszeniowych wielkie, czerwone plakaty (które jeszcze do tej pory nie zostały zalepione). Domagają się od hitlerowców realizacji wszystkich socjalnych i politycznych obietnic, których część miała być spełniona „w ciągu dwunastu godzin od przejęcia władzy”. Gęste tłumy ludzi stoją wokół słupów i śmieją się. SA i SS (ale przede wszystkim SA) szaleją w Niemczech, a szczególnie na Śląsku, okrutniej niżeli hordy z czasów wojny trzydziestoletniej. Przy użyciu łańcuchów, pejczów, stalowych prętów, kijów, rewolwerów, pasów i jeszcze innego „oręża duchowego” maltretuje się ludność na wsiach, w małych miasteczkach, na przedmieściach oraz w dzielnicach robotniczych. Przy okazji obrywają też „cywilni” zwolennicy hitleryzmu. I mimo wszystkie zarządzenia nadal nie zabrania się tej gwardii działać. To niemal cud, gdy ktoś Gruppenführera albo innego bohaterskiego oficera SA zaprowadzi osobiście na posterunek i zaskarży. Na Śląsku prowadzi bandytów do szturmu sam Gruppenführer Heines. Od kilku dni ta hołota kwestuje na ulicach na SA. Głupkowate niemieckie kołtuństwo daje.

Naśladując Mussoliniego i zabezpieczając swoją pozycję Hitler pragnie, żeby SA do 5 marca 1933 osiągnęła 800 tys. członków, aby była umundurowana i gotowa do akcji. We Wrocławiu rozwieszono już plakaty wzywające do „mobilizacji SA” oraz werbujące do „Standarte nr 11”.. Naród stoi przed nimi, gapi się niemądrze, przygląda sobie nawzajem i spokojnie aprobuje tworzenie partyjnej armii. Zaś odpowiednie organy władzy milczą, gdyż Hitler czarami skłonił je do milczenia i ponieważ jego kumple częściowo już siedzą na rożnych szczeblach tej władzy.

24 luty 1933

Począwszy od dnia 13 lutego każdego dnia punktualnie o godzinie 8.30 hitlerowcy zajmują miejsca na eksponowanych skrzyżowaniach i placach Wrocławia. Zaopatrzeni w duże flagi, plansze, a zwłaszcza w skarbonki, agitują hałaśliwie do późnych godzin wieczornych i zbierają pieniądze na fundusz wyborczy. Żadna inna partia tego nie robi. A kołtuństwo płaci. Jakaż przeto uboga musi być ta partia pyskaczy.

Jeżeli ma się odbyć pogrzeb komunisty zabitego przez SA, to każda demonstracja przeciw mordercom, każda czerwona wstęga itp. jest zabroniona. Jeżeli zaś mają pochować obszarpańca hitlerowskiego, który poniósł śmierć w „wojnie domowej”, to robi się z tego prawdziwy teatr na koszt państwa oraz wprawia w ruch żądną krwi propagandę przeciw marksizmowi.

Wieczorem 3 marca 1933

Po dwóch latach przerwy kupiłem sobie znowu trochę tytoniu fajkowego – paczkę prawdziwego tureckiego za 30 fenigów. Są to wprawdzie odpady, ale jednak czysty tytoń, który łagodnie i znakomicie pachnie. Siedzę teraz przy maszynie i powoli pykam. Zupełnie jak podczas wojny, kiedy prowadziłem dziennik. Obecnie notuję co nieco o „drugiej niemieckiej rewolucji”, czyli o kontrrewolucji wobec 9 listopada 1918 r., którą już wtedy się widziało. Cywilny stan wyjątkowy ograniczył nam wolność wypowiedzi i prasy oraz narzucił cenzurę listów, telefonów i telegramów. Cała prasa KPD została zakazana na okres 6 tygodni, a prasa SPD na okres 4 tygodni. W wydawanych jeszcze gazetach nie ma prawie wcale przedruków z pism zagranicznych. We Wrocławiu już nie można dostać zagranicznych gazet. Prasa jeszcze się ukazująca nie może pisać prawdy. I dlatego tzw. prasa rządowa ma wszelkie możliwości otumaniania społeczeństwa niesamowitymi bajeczkami. Tak więc opowiada się o berlińskim Domu Karola Liebknechta – który jest teraz zamknięty i nad którym powiewa hitlerowska flaga – że odkryto w nim katakumby i różne wyrafinowane zabezpieczenia.

We Wrocławiu naziści robią wiele „circenses”, lecz żadnego „panem”. Co dzień i co wieczór czynią wrzask, hałas i szum – zbiórki, marsze z pochodniami, wiece. Radio jest tym ludziom całkowicie zaprzedane. Wszędzie flagi, uroczyste ogniska na wierzchołkach gór i temu podobne czarowanie, mamienie i kaptowanie tłumów. Natomiast KPD, SAP i SPD zabrania się jakiejkolwiek działalności – nie wolno im nawet wywieszać sztandaru czarno-czerwono-złotego. Barwami Rzeszy są znowu czerń, biel, czerwień. W całym kraju gorliwie węszy się za składami broni i amunicji KPD, SAP, SPD i ciągle odkrywa się rzekomo takie składy (przeważnie zawsze w katakumbach). Natomiast nie słyszy się zupełnie o znajdowaniu składów broni SA, SS i Stahlhelmu; co jest tym bardziej dziwne, że np. w dzisiejszym Wrocławiu widzi się całe pochody członków SA z hełmami na głowach. Są to stare hełmy z wojny, na których z przodu namalowano białe swastyki. Osłaniają one zdecydowanie bydlęce gęby, z których wyziera jedynie chętka do bijatyki. Inne oddziały są wyposażone (do broni włącznie) na wymarsz w pole. Jako spokojny obywatel pytam zdumiony: po co?

Nie szkodzi, że terrorem chcą wyrwać z korzeniami Komunistyczną Partię Niemiec. Inna już sprawa, czy KPD zdołają zniszczyć jako poglądy. Zmyślone okropności opowiadane ostatnio narodowi to tylko szalbierstwo wyborcze. Przecież nawet zwykły członek Komunistycznej Partii Niemiec jest systematycznie szkolony ideowo i czyniony pełnowartościowym członkiem społeczności. Poza tym do KPD nie przyjmują ani mężczyzn, ani kobiet chorych wenerycznie, karanych, pijaków, anormalnych seksualnie albo chorych w jakiś inny sposób. W przeciwieństwie do załganych bajeczek o komunistach ta wiadomość jest faktem: pewien oficer z Berlina, przywódca młodzieżowego Stahlhelmu, oficjalnie rozpowszechnia podpisane przez siebie ulotki, w których nawołuje, aby chrześcijanie dobrze pilnowali swoich dzieci, ponieważ Żydzi rychło będą mieli święta wielkanocne, kiedy to zabijają dzieci chrześcijan, gdyż ich krwi potrzebują do macy wielkanocnej. To zaiste głębokie niemieckie średniowiecze. Ostatnio w SA rozdają kartki z tekstem: „Każda idąca samotnie nocą żydowska kobieta lub dziewczyna jest dla SS wyjęta spod prawa i może być zgwałcona”. Poniżej tego tekstu pisze jeszcze: „Ja także pokrywam – Goring”. Tenże jest ministrem.

10 marca 1933

We Wrocławiu rzuca się w oczy wielka liczba młodych nazi-łobuzów (z SA) w wieku 18-20 lat. Przy pasach noszą gumowe pałki, mimo że nie należą do policji pomocniczej Łobuzy te atakują na przedmieściach kobiety i dziewczęta, które posądzają o przynależność do SPD i KPD. Od dłuższego już czasu w śródmieściu biją na chybił trafił w biały dzień. Policja nic nie widzi!

12 marca 1933

To, co teraz widzę, przepowiedział niegdyś, co do roku i dnia, mój przyjaciel Erich Spelling. Dzisiaj ganiała po Wrocławiu gwardia hitlerowska wyposażona po wojskowemu i wcielała spontanicznie w życie – na podstawie własnych pełnomocnictw – liczne obiecanki swego wodza. Występowała przeciw sklepom i życiu gospodarczemu, a wczoraj przepędziła z wrocławskich sądów sędziów i adwokatów żydowskich, bez względu na odbywające się rozprawy. Niektórych nawet poturbowano. Dręczono także ewangelickich i katolickich prawników, którzy się przeciwstawili tej hotentockiej szajce. Hitlerowska gwardia w gmachu giełdy rewidowała żydowskich giełdziarzy, szukając broni. Chrześcijan nawołujących do rozsądku potraktowano przy tym jak parobków. I Stahlhelm, „Związek Frontowych Żołnierzy”, współdziała z nimi. „Mamy rozkaz od swego zwierzchnictwa i mamy czarną listę, na której podstawie pracujemy”.

Również i Stahlhelm wystąpił teraz w „blaszanych garnkach” (jak nazywaliśmy hełmy stalowe), z bagnetami i rewolwerami. Każdy członek SA, SS i Stahlhelmu ma też u pasa pałkę gumową albo kij z ołowianym końcem. To nie jest faszyzm, lecz wytęskniona, prawdziwa anarchia. A Führer może tę sforę zawrócić jednym gwizdnięciem. Konserwatywne oraz mniej albo więcej przez konserwatystów infiltrowane koła w całej Rzeszy widzą już, jaki idiotyzm popełniły. Teraz za późno zawrócić. Ich faworyt dorwał się do władzy i ustąpi tylko przed przemocą·

Moja niemal 81-letnia matka, Rosa Tausk, nie zdaje sobie sprawy z tych wydarzeń. Albo ich w ogóle nie rozumie, albo rozumie źle. Niekiedy egzaltuje się nadmiernie i potem cały boży dzień krzyczy na antysemitów. Przy okazji nawet przy obcych ludziach politykuje i piorunuje. Dlatego nie może sama chodzić do hal targowych, dokąd teraz towarzyszy jej służąca. Staruszka długo w noc słucha radiowych przemówień mężów stanu i gorączkuje się ciągle od nowa, a nawet śni się jej o tym.

17 marca 1933

Nasze miasto zajmuje w obecnych wydarzeniach zupełnie wyjątkowe miejsce. Jeżeli w świecie słychać coś o Wrocławiu, jest to zawsze wieść niezwykła i jedyna w swoim rodzaju, pachnąca z daleka „głuchym Podolem” („Hinterpodolien”). Tak jest i teraz, bowiem w żadnym innym mieście niemieckim, włącznie z zupełnie małymi dziurami, oddziały hitlerowskie nie obsadziły gmachów sądowych – tylko we Wrocławiu. Zarządził to Gruppenführer Heines ze swoją Standarte, na podstawie własnych pełnomocnictw. Wyrzucił przy tym wszystkich żydowskich adwokatów i sędziów.

Niedziela 23 kwietnia 1933

Podczas gdy w całych Niemczech na ogół zaprowadzono już ponownie spokój i porządek, we Wrocławiu oraz na całym Śląsku trwa w dalszym ciągu zamęt. Pan Edmund Heines, który właśnie niedawno ochrzcił swoim imieniem ulicę Am Anger [Łąkowa], jako prezydent wrocławskiej policji i Gruppenführer śląskiej SA terroryzuje nadal żydowską ludność i traktuje ją na równi z przestępcami. Heinesa kompani, m. in. nadprezydent Helmut Brückner, dzielnie mu sekundują.

Jak dotychczas, nowy rząd zapewnił narodowi jedynie wielkie uroczystości: święta narodowe z kolorowym napuszonym sztafażem i krzykliwymi mowami do ludu. Obecnie nazistowski program przewiduje na 1 maja obchody „narodowego święta pracy”. Początkowo naziści planowali likwidację pierwszomajowego święta robotników. Ale tak samo jak kiedyś kościół katolicki przejmował pogańskie święta, wykorzystując je do własnych celów dla ugłaskania mas, tak teraz Hitler przejął międzynarodowe święta pierwszomajowe, ba przecież jego partia to „socjalistyczna partia robotników”.

Ja jednak myślę, że robotnicy o rzeczywiście socjalistycznych przekonaniach nie skapitulują wewnętrznie, mima że ich prasa jest w dalszym ciągu zakazana i unicestwiana na dłuższy czas. Ludzi dziwuje, skąd się biorą pieniądze na owe wielkie uroczystości, przypominające igrzyska w rzymskiej starożytności. Wobec tych olbrzymich sum tak bardzo zwalczani „marksiści” byli nadzwyczaj oszczędni, ba, skąpi. Nie można im zarzucić, że na swoje uroczystości wyrzucali pieniądze na ulicę. Partia hitlerowska organizuje obecnie „szturmówki marynarskie” i coraz bardziej militaryzuje SA i SS. To już nie tylko milicja, choć oddziały nie są skoszarowane. Wyraźnie widać, jak po wojskowemu są wyposażeni, gdy ustawiają się w szyku: formacje bojowe, kompanie saperów, oddziały łączności, oddziały karabinów maszynowych itd.

Ponieważ „marksizm” już zastał pokonany, a po pogromie gospodarczym nie należy się również obawiać 600 tys. zrujnowanych niemieckich Żydów i około miliona ludzi pochodzenia żydowskiego (jeśli nie więcej), wygląda na ta, że naziści nie zbroją się dla wewnętrznych potrzeb, ale dla zagranicznej próby sił. I rzeczywiście znowu mówi się stale odzyskaniu „zagrabionych terytoriów”. Posuwają się nawet dość daleko. We wrocławskim dowództwie okręgu wojskowego zorganizowano np. „Wystawę Niemców Sudeckich”. Przy wejściu umieszczono mapę Niemiec i Czechosłowacji, na której Sudety i wszystkie tereny czeskie zamieszkane przez ludność niemiecką oznaczono takim samym czerwonym kolorem, jak terytorium Rzeszy. W dodatku napisano: NIEMIECKIE TERYTORIUM BEZPRAWNIE ZAJĘTE PRZEZ CZECHÓW. Istotnie, zajęte przez Czechów – ale od wielu stuleci, a myślę, że bez przerwy, w każdym razie ziemie te nigdy nie należały do Niemiec.

Ludziom rządzącym obecnie Niemcami wydaje się, że pracują „dla stuleci”. Racja! Dla stuleci, które zrywać będą boki od śmiechu na samo wspomnienie tych rządów! Niejako dla kontroli dalej będę’ prowadził mój dziennik.

Owszem, pewne podobieństwa z dzisiejszą Polską są zauważalne gołym okiem. Ale szczęśliwie suma wszystkich tych podobieństw nie jest na tyle duża, by móc obawiać się, że oto historia zatoczyła koło i wracamy do 1933 roku. Nikt nie zabija się na ulicach z powodów politycznych, społeczeństwo nie jest wysoce zmilitaryzowane, partia rządząca nie dysponuje zorganizowanymi bojówkami, a do tego nikt nie wyrzuca homoseksualnych prawników z sądów tylko ze względu na ich orientację. Na razie nie zanosi się na powtórkę z Hitlera.

Ale nie znaczy to też, że jest dobrze.

Zdjęcie ilustracyjne do znalezienia pod linkiem.

Reklamy

Wrocławianie chcą tramwaju na Nowy Dwór

Porzućmy na chwilę blog Korwina i przyjrzyjmy się badaniom opinii publicznej przeprowadzonym przez wrocławskich urzędników. Zapytali oni mieszkańców o kontrowersyjną decyzję budowy wydzielonej jezdni dla autobusów na Nowy Dwór. Plany te są sprzeczne z wcześniejszymi zapowiedziami budowy tramwaju do jednego z największych osiedli w mieście.

Mateusz Kokoszkiewicz we wrocławskim serwisie gazeta.pl przedstawił i omówił wyniki tych badań:

Zapytano oczywiście, które rozwiązanie komunikacyjne na Nowy Dwór jest lepsze. Opcje różniły się rokiem – dotyczyły budowy metrobusu do 2017 r. i tramwaju do 2020 r.

Mimo tej różnicy we wszystkich grupach wiekowych przewagą cieszył się tramwaj. Największe, bo 85-procentowe poparcie miał wśród młodych, w wieku 18-24 lat. W ten samej grupie jest też największa wiedza dotycząca tego, czym jest metrobus (ponad 70 proc.). Większość wrocławian nie wie bowiem, że to wydzielona jezdnia autobusowa.

Najmniejsze poparcie tramwaj ma w grupie 35-44 lat, ale nadal większe niż autobus.

Co ciekawe, w prezentacji nie przedstawiono ogólnego wyniku, bez podziału na wiek, gdyż większość pytanych opowiedziała się za tramwajem. Gdyby założyć, że w każdej grupie była równa liczba respondentów, popierałoby go 56 proc. osób, a bus – 35 proc.

.

Według Piotra Szymańskiego, analityka danych z Politechniki Wrocławskiej, pytania budzą mocne wątpliwości.

– Zostały tak stworzone, żeby wyszło na to, że ludzie chcą metrobusu, tylko o tym nie wiedzą. Widać, że wśród najbardziej poinformowanej grupy wiekowej jest zdecydowane poparcie dla tramwaju. Dlatego trudno twierdzić, że niezgoda na lansowane przez miasta rozwiązanie wynika z niewiedzy – podkreśla.

Dlaczego w grupach, które mniej wiedzą o metrobusie, poparcie dla niego było wyższe?

– Ludzie wybierali to rozwiązanie, mimo że nie wiedzieli, co to jest, bo zasugerowali się tym, że ma być wcześniej o trzy lata. Potwierdza to wynik z Psiego Pola. Tam bowiem komunikacja jest najgorsza i mieszkańcy woleliby cokolwiek już teraz niż kiedyś w przyszłości – wyjaśnia Szymański.

.

Szymański ocenia też, że pytanie ludzi o to, czy wolą tramwaj na jedne osiedle, czy metrobus i drogi w całym mieście, to próba skłócenia mieszkańców różnych dzielnic.

– Budżet miasta w ten sposób nie działa, bo nie ma ustalonej puli na komunikację, można ją w danym roku zwiększyć. Gdy budowano stadion, nikt się nie przejmował, czy tych pieniędzy nie da się wydać inaczej. To i tak dość korzystny wynik dla linii tramwajowej, że mimo takiej tendencyjności pytania, aż 40 proc. chce jej budowy – kończy Szymański.

Cały artykuł dostępny jest pod tym linkiem.

Wyniki badań zostały zaprezentowane na debacie dotyczącej sposobów rozmowy o transporcie publicznym. Już w jej trakcie uczestnicy zwracali uwagę na błędy merytoryczne:

We Wrocławiu działa Inicjatywa Obywatelska przygotowująca referendum w sprawie tramwaju na Nowy Dwór. Po więcej odsyłam na ich bloga.

O pomyśle na metrobus pisałem już wcześniej w artykule „Dutkiewicza plany na drugą kadencję„.

„Negatywny przegląd” ma fanpage na Facebooku i konto na Twitterze.

Sprawiedliwość dla doktorów z Breslau

5 stycznia Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł o doktorach, którym własna uczelnia (Schlesische Friedrich-Wilhelm-Universität zu Breslau) w latach 30. i 40. odebrała tytuły. W czasie trwania III Rzeszy doliczono się 262 poszkodowanych. Oczywiście śląski uniwersytet nie był jedynym, który zajmował się odbieraniem stopni naukowych swoim niewygodnym absolwentom. Jednak od lat 90. XX wieku niemieckie uczelnie zaczęły przywracać bezpodstawnie odebrane tytuły. Kai Kranich, niemiecki historyk z Drezna zajmujący się historią niemieckiego uniwersytetu we Wrocławiu w czasie III Rzeszy, rozpoczął działania, które miały na celu przywrócenie doktoratów absolwentom uczelni Fryderyka Wilhelma. Problem pojawił się, gdy żadna z niemieckich szkół wyższych nie chciała zająć się problemem. Dodatkowo prezydent Republiki Federalnej Niemiec Joachim Gauck stwierdził, że nie jest możliwe przywrócenie tytułów naukowych, ponieważ nie istnieje kompetentne ciało, które mogłoby tego dokonać (dokładnie senat Śląskiego Uniwersytetu Fryderyka Wilhelma).

Innego zdania są jednak władze Uniwersytetu Wrocławskiego, które na 22 stycznia zaplanowały symboliczną uroczystość, na której przywrócone zostaną odebrane tytuły doktorskie.

Kilku użytkowników Twittera oburzyło się na wieść o tym, że polski uniwersytet będzie zwracał to, co zabrali Niemcy. Przede wszystkim nie podobało się im użycie w artykule niemieckiej nazwy miasta nad Odrą.

Uniwersytet Wrocławski a Schlesische Friedrich-Wilhelm-Universität

Cezary Gmyz i profesor Stanisław Żerko zastanawiają się, co mają wspólnego te dwie uczelnie. Śpieszę z odpowiedzią.

Przede wszystkim oba uniwersytety miały tę samą siedzibę. Nie dość, że oba znajdowały się w mieście, które po polsku zwie się Wrocław, a po niemiecku Breslau, to dodatkowo zajmują te same budynki. Nie tylko główny, barokowy gmach z Aulą Leopoldina, lecz również budynki takie jak obecny Instytut Historyczny (budynek zaadaptowany na potrzeby uniwersytetu w 1930 roku).

Wrocław_Szewska_49_sm
Źródło

Takie jak budynek Muzeum Przyrodniczego UWr, założonego w 1814 roku.

Źródło http://dolny-slask.org.pl/783592,foto.html?idEntity=509302
Źródło

Czy takie jak budynek Collegium Anthropologicum (dawny dom Steffensa), który służy wrocławskiej uczelni od czasów szkoły jezuickiej.

Źródło: http://dolny-slask.org.pl/4319552,foto.html?idEntity=508831
Źródło

Podobnie Politechnika Wrocławska korzysta z budynków Technische Hochschule. Rzecz jasna urzędowanie dwóch różnych instytucji w tych samych budynkach nie oznacza oczywiście, że jedna instytucja jest kontynuatorką drugiej. Przyjrzyjmy się więc podstawie prawnej funkcjonowania powojennego Uniwersytetu Wrocławskiego.

Dla porównania, dekret z 24 maja 1945 o utworzeniu Uniwersytetu Łódzkiego używa innego sformułowania. Zgodnie z nim, uczelnia w Łodzi zostaje dopiero utworzona. Natomiast szkoły we Wrocławiu istniały wcześniej, a akt prawny Rady Ministrów zatwierdzony przez Prezydium KRN zmienił tylko ich charakter.

Co do powiedzenia na temat swojej przeszłości ma sam Uniwersytet Wrocławski?

uwr1

Źródło: http://www.uni.wroc.pl/o-nas/historia-i-misja-uczelni
Źródło

Data pierwszego wykładu na powojennej uczelni nie została wybrana przypadkowo – to rocznica istnienia szkolnictwa wyższego we Wrocławiu, a także imieniny Arcyksięcia Austrii, Króla Czech i przede wszystkim Świętego Cesarza Rzymskiego Leopolda I, fundatora pierwszej wrocławskiej uczelni.

Źródło: Statut Uniwersytetu Wrocławskiego http://uniwr.biuletyn.info.pl/
Źródło: Statut Uniwersytetu Wrocławskiego

uwr3

Źródło: http://www.uni.wroc.pl/jubileusz-2011/konferencja-jubileuszowa
Źródło

 Uniwersytet uważa, że pracownicy naukowi sprzed wojny byli profesorami UWr.

uwr5

Źródło: http://www.uni.wroc.pl/wiadomo%C5%9Bci/medycyna/min%C4%99%C5%82a-150-rocznica-urodzin-prof-aloisa-alzheimera-profesora-uwr
Źródło

Uniwersytet upomina się o wywiezione z miasta w czasie wojny zabytki kultury.

Źródło: http://www.uni.wroc.pl/wiadomo%C5%9Bci/csne/odzyskiwanie-zagrabionych-skarb%C3%B3w
Źródło

Fragment uchwały Senatu Uniwersytetu Wrocławskiego nr 24/2010 z dnia 31.03.2010 w sprawie obchodów 200-lecia Odnowienia Uniwersytetu Wrocławskiego (1811-2011).

Źródło

Dodatkowo w uniwersyteckim archiwum znajdują się dokumenty przedwojennej uczelni.

uwr9

Dlaczego więc polskie władze Uniwersytetu Wrocławskiego nie mają prawa naprawić zła wyrządzonego ludziom, których uważa za swoich absolwentów? Dlaczego panowie z Twittera (w tym jeden profesor historii) odmawiają wrocławskiej uczelni prawa do swojej przeszłości? Czyżby w imię spójności narracyjnej dotyczącej dziejowej niesprawiedliwości dotykającej Polaków chcieli pozbawić jeden z największych ośrodków naukowych w kraju własnej tożsamości?

Uniwersytet Wrocławski uważa się za spadkobiercę przedwojennej uczelni niemieckiej. Z całym inwentarzem. W związku z tym ma prawo do oddania sprawiedliwości naukowcom, którym odebrano tytuły tylko dlatego, że byli oni niewygodni dla reżimu.

Wrocław a Breslau

Przypomnijmy, co na temat nazwy Breslau miał do powiedzenia dyrektor Instytutu Filologii Polskiej, profesor Jan Miodek.

breslaubreslau2breslau3

A dlaczego w tym konkretnie artykule użyto słowa Breslau zamiast Wrocław? To chyba jest już oczywiste – by na pierwszy rzut oka było widać, że mowa o haniebnym postępowaniu z czasów przedwojennych, kiedy największe miasto na Dolnym Śląsku należało do Niemiec. Żeby nikt nie mógł zarzucić Gazecie Wyborczej, że ta przypisuje Polakom winy nazistów.

Zastanawiające jest, że prawica chętnie posługuje się propagandą PRL-u o tak zwanych „Ziemiach Odzyskanych”. Te tereny mają swoją przeszłość, którą historycy próbują badać. Jednocześnie starają się oddać sprawiedliwość ofiarom reżimów, które dawniej tutaj rządziły.

Smuci fakt, że prawica, tak przywiązana do historii, odmawia niektórym prawa do przeszłości. Ci, którzy nie zgadzają się na decyzję Uniwersytetu Wrocławskiego, roją sobie, że ważniejszy od poszkodowanych naukowców jest wizerunek Polski na Zachodzie. Bo wydaje im się, że wysłana zostanie wiadomość, że Polacy czują się winni za działania niemieckiego reżimu. Bo wydaje im się, że świat pomyśli, że to Polacy są winni Holocaustu, II wojny światowej i polskim obozom zagłady.

Tymczasem ta decyzja dowodzi, że władze Uniwersytetu Wrocławskiego są w stanie zmierzyć się z trudną przeszłością. Podejmują działania, na które nie mógł się zdobyć nawet prezydent Niemiec. Czy to nie poprawia wizerunku Polski za granicą?

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, możesz polubić fanpage bloga na Facebooku. Jestem również na Twitterze.

Rozwijać transport prywatny

Portal Transport publiczny opublikował cykl artykułów, w których kandydaci na włodarzy największych miast w kraju wypełniają ankiety dotyczące swoich pomysłów na rozwój transportu publicznego. Pojawiły się wyniki ankiet startujących w WarszawieŁodzi, Krakowie, Bydgoszczy, Poznaniu, Katowicach i Gdańsku.

Dzisiaj na portalu pojawił się artykuł z wypowiedziami kandydatów na prezydenta Wrocławia. Niestety dotarli tylko do trzech (Rafała Dutkiewicza, obecnego prezydenta miasta, niezależnego, popieranego przez PO; Mirosławy Stachowiak-Różeckiej z PiS i Roberta Maurera, kandydata KNP). Szkoda, że redakcji nie udało się dotrzeć do pozostałych kandydatów, bo Rafał Dutkiewicz nie gwarantuje rozwoju transportu zbiorowego (o czym napisałem ostatnio dwuczęściową notkę), a Robert Maurer udowadnia, że nie ma pojęcia, jak funkcjonują współczesne miasta. Nie wie, jakie funkcje spełnia transport zbiorowy w miastach i najwyraźniej nie do końca wie, z czym wiążą się takie procesy jak suburbanizacja i urban sprawl.

W jaki sposób zwiększać rolę i znaczenie transportu publicznego we Wrocławiu na rzecz spadku znaczenia motoryzacji indywidualnej (w tym – w jaki sposób zwiększać dostępność transportu publicznego)?

Robert Maurer: Przede wszystkim należy podkreślić, że celem każdej komunikacji jest jak najszybsze, najtańsze i najwygodniejsze dotarcie z jednego punktu do drugiego. Ten cel mieszkańcy Wrocławia osiągają za pomocą preferowanej w coraz większym stopniu komunikacji indywidualnej (prywatnej), przeżywającej coraz większy kryzys (nie tylko finansowy) komunikacji zbiorowej dotowanej przez wszystkich mieszkańców, za pomocą coraz popularniejszej komunikacji rowerowej i pieszej, komunikacji taksówkowej (w ponad 20 korporacjach taksówkowych), marginalnej komunikacji linowej. Trzeba pogodzić się z nieuchronnym procesem marginalizacji komunikacji zbiorowej na rzecz indywidualnej: samochodowej i rowerowej. Wykorzystując nowe trendy w komunikacji międzymiastowej (caar pooling – współdzielenie samochodu) należy spróbować zaimplementować ten system na grunt dużego miasta.

W warunkach wrocławskich kryzys komunikacji zbiorowej spowodowany jest przez bardzo niskie wydatki budżetowe. Przeanalizowałem plany budżetów sześciu największych miast w Polsce w 2014:

wydatki

Nie dziwi mnie, że komunikacja zbiorowa we Wrocławiu jest w kryzysie.

Które z gałęzi transportu publicznego należy rozwijać, a rola których powinna się zmniejszać?

RM: Należy wycofywać się z mniej funkcjonalnej komunikacji tramwajowej na rzecz autobusowej lub metrobusowej. System komunikacji tramwajowej, choć z punktu widzenia ochrony środowiska pożądany, jest nieefektywny, gdyż w momencie awarii może sparaliżować całe miasto. Należy dążyć do zintegrowania kolei z systemem komunikacji miejskiej. Zasadne wydaje się również udostępnienie tzw. bus-pasów korporacjom taksówkowym oraz caar-polingowym.

0
Źródło

Pytanie do kandydata – co przedstawia zdjęcie? Odpowiem za niego – mijankę tramwajową na torowisku, która pozwala wyminąć zepsuty skład. Taka konstrukcja znajduje się między innymi na najnowszym wrocławskim torowisku wzdłuż ulicy Pilczyckiej. By zapewnić niezawodność komunikacji szynowej, takich mijanek powinno być więcej.

Różne zdarzenia drogowe potrafią zatrzymać również komunikację autobusową, jeśli wypadek wygląda tak, tak lub tak (zdjęcia stąd, stąd i stąd).

O efektywności systemu transportowego nie decydują natomiast incydenty.

Jakie inwestycje w transport publiczny we Wrocławiu są w tym momencie najpilniejsze (proszę wymienić 3 priorytety)? W jaki sposób należy wykorzystać środki unijne z perspektywy 2014-20 na rozwój transportu publicznego w mieście i aglomeracji?

RM: Najpilniejsza dla Wrocławia jest budowa obwodnicy Leśnicy, śródmiejskiej obwodnicy Wrocławia (tzw. Aleja Wielkiej Wyspy), wschodniej obwodnicy Wrocławia. Środki z unijnego budżetu należy przeznaczyć na budowę konkurencyjnego systemu komunikacyjnego, opartego o rywalizację prywatnych przewoźników. Pozwoli to na obniżenie dotychczasowych dotacji z budżetu miejskiego na rzecz coraz mniej rentownych komunalnych firm transportowych.

Przypatrzmy się, jak wyglądają miasta porównywalnej wielkości do Wrocławia (mapy z serwisu Open Street Map):

stutt
Stuttgart, autostrady o charakterze obwodnic od południa i zachodu.

drezno
Drezno, obwodnica autostradowa od południa i zachodu.

oslo
Oslo – brak obwodnicy? Niby coś tam jest od północy, ale biegnie przez mocno zurbanizowany teren.

A może większe miasta od Wrocławia?

praga
Praga – gdzieś tam od południa jakaś obwodnica jest.

wiedeń
Wiedeń – gdzie jest obwodnica?

Dla porównania Wrocław.

A jak w Polsce wygląda prywatna komunikacja zbiorowa?

krk
Super bus – wysoki standard przewozu!
Źródło

Taken from transport.wroc.biz
Czytelna i estetyczna informacja pasażerska

Taken from transport.wroc.biz
Flota autobusowa najwyższej jakości

Profesjonalny rozkład jazdy
Źródło

Może od razu zrezygnujmy z organizacji miejskiej komunikacji zbiorowej i wprowadźmy marszrutki? Taka mała propozycja programowa dla kandydatów KNP w następnych wyborach samorządowych (w tych już raczej nie zdążą poprawić swoich pomysłów).

Czy (i w jaki sposób) należy „uspokajać” ruch samochodowy w centrach miast?

RM: Rozproszona zabudowa wielu współczesnych miast, w połączeniu z gęstą i pojemną siecią uliczną oraz towarzyszącymi jej parkingami i miejscami postojowymi, skłania do poruszania się samochodem bez względu na rachunek ekonomiczny i środowisko. Uzasadnione wydaje się dlatego rozszerzenie stref parkowania na prywatnych posesjach i działkach. Nie należy eliminować ani uspokajać ruchu samochodowego w centrach, bo grozi to dezurbanizacją i dysfunkcjonalnością organizmu miejskiego. Oczywiście dopuszczam także w centrum pasaże wyłącznie dla pieszych, które będą miały charakter rekreacyjny.

Oddajmy centra miast samochodom! Bierzmy przykład z najlepszych:

houston
Śródmieście Houston (dzięki Google Earth, inspirowane tym zdjęciem).

Moskwa
Budujmy szerokie drogi jak w Moskwie!
Źródło

nasz
Silnie zurbanizowany i funkcjonalny teren wokół Nashville (miasto porównywalnej wielkości do Wrocławia, zdjęcie z Google Earth).

nash 2
Śródmieście Nashville przyjazne autom, dzięki którym miasto przeżywa rozwój.

Kandydat nowej prawicy na prezydenta Wrocławia dwukrotnie odwołuje się do zjawiska wspólnego podróżowania prywatnym samochodem przez kilka osób. Wydaje mi się, że panu Maurerowi chodziło o car-pooling, nie caar-pooling, czy caar-poling. Warto byłoby wiedzieć, o czym się mówi (ewentualnie pisze w ankietach).

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, możesz polubić fanpage bloga na Facebooku. Jestem również na Twitterze.